Od kilku lat układam swój grafik koncertowy w taki sposób, że w rezultacie w pierwszy weekend września jadę do Aleksandrowa Łódzkiego, by udawać metalowca. Choć festiwali z tą muzyką jest w okolicy mnóstwo, to właśnie na Summer Dying Loud skala i logistyka pasują mi najbardziej. To tu mogę w ciągu trzech dni obejrzeć na głównej scenie dużych i uznanych artystów, których solowe koncerty bym raczej z różnych względów odpuścił. Ale najciekawsze muzycznie kąski czekają na mnie zawsze w Krypcie – niewielkim budynku zlokalizowanym w odległości 5 minut spacerem od main stage, który stanowi drugą oficjalną scenę festiwalu. Dużym plusem jest to, że koncerty odbywają się w tym kameralnym miejscu pomiędzy głównymi punktami programu, nieznacznie tylko na siebie zachodząc. Dzięki temu, na upartego, istnieje teoretyczna możliwość obejrzenia większych części wszystkich występów, jakie obejmuje harmonogram imprezy. Choć podczas nadchodzącej edycji chętnie przejdę się po raz kolejny na takie legendy sceny jak Triptykon czy Satyricon, to już tradycyjnie Kryptą i grającymi w niej zespołami będę się w Aleksandrowie ekscytował najmocniej. Poniżej przedstawiam wybór 5 koncertów, na które czekam najbardziej podczas nadchodzącej edycji Summer Dying Loud.

Krypts (Piątek 04.09.2026, 22:45)
No cóż, przecież nie mogłem pominąć grupy o takiej nazwie wśród reprezentantów małej sceny. Oczywiście zgadza się tu nie tylko to, bo Krypta zawsze była miejscem, gdzie grały te najbardziej piwniczne, grobowe zespoły deathmetalowe. Choć ten gatunek miał i dalej ma na dużej scenie wielu reprezentantów, to głównie pod dachem wybrzmiewają na Summer Dying Loud te najbardziej gęste i przytłaczające riffy. Krypts wykręcają na żywo naprawdę ciężkie brzmienie, wyjątkowo sprawnie balansując między wolnymi i szybkimi tempami. Z jednej strony potrafią przygnieść mocarnym, czasem wręcz funeraldoomowym riffem, by za chwilę pogonić wściekłymi blastami. A to wszystko przypieczętowują niskie, jaskiniowe wokale. Nie ma wiele zapisów ich koncertowych setlist, ale gdy zobaczyłem, że niedawno zaczynali występ dziesięciominutowym walcem z drugiej płyty, już zacierałem ręce. To koncert obowiązkowy dla fanów wczesnej twórczości ich krajan z Convulse (grających zresztą w tym miejscu dwa lata temu) czy Incantation.

Misþyrming (Piątek 04.09.2026, 00:15)
Tę islandzką grupę też musiałem umieścić w tym zestawieniu – nie było innej możliwości. To chyba obecnie najważniejszy z aktywnych blackmetalowych zespołów z Krainy Lodu i Ognia. Muzyka Misþyrming zresztą świetnie oddaje charakter natury Islandii. Z jednej strony chłodna i przenikliwa, pełna skąpanych w pogłosie riffów gitarowych, z drugiej – dzika i nieprzewidywalna, choć jednocześnie konsekwentna w rozwiązaniach rytmicznych. Ich brzmienie jest gęste i monolityczne, ale świetnie potrafią zbalansować to nieoczywistymi melodiami i partiami, w których pojawia się groove. Choć na swojej ostatniej płycie wpuścili do swoich kompozycji więcej przestrzeni, na koncertach nie rezygnują ze starszego materiału, który na żywo uderza jeszcze mocniej. Z uwagi na swoją popularność spokojnie odnaleźliby się na dużej scenie (ich obecność w Krypcie wywołała zresztą sporo krytyki wśród festiwalowiczów), ale ja cieszę się, że ta islandzka lawa spłynie na mnie w zamkniętym i dusznym pomieszczeniu.

Saturnalia Temple (Sobota 05.09.2026, 22:30)
Kolejna nazwa i kolejny podgatunek metalu, tym razem stoner/doom. I w swojej stylistyce wyjątkowo oryginalny zespół. A biorą z niej to, co najlepsze, bo ich utwory potrafią niesamowicie bujać, groove w kompozycjach Saturnalia Temple jest pierwszej klasy. Trochę inaczej jest z atmosferą ich twórczości, która przypomina tę z operujących wolniejszymi tempami i przesiąkniętych złem grup blackmetalowych. Dlatego prędzej polecę muzykę Szwedów fanom Cultes des Ghoules (wokal!) niż Sleep. Gdybym miał jednak pozostać przy porównaniach w obrębie ich nurtu, to trzeba jeszcze napisać, że Saturnalia Temple są mniej psychodeliczni niż Ufomammut i bardziej okultystyczni niż Electric Wizard. Nie są też zbyt zainteresowani kultem zielonego liścia, jak ci ostatni. Szwedów zdają się zajmować tylko mroczne rytuały i czarna magia. Gdy słucha się ich twórczości, czuć obecność kogoś rogatego w tle. Krypta będzie idealnym miejscem na ich gusła.

Rope Sect (Sobota 05.09.2026, 21:00)
Jedną z ważniejszych dla mnie zalet Krypty jest duża obecność w jej repertuarze artystów niemetalowych. Na festiwalach cenię sobie różnorodność stylistyczną, a to właśnie na tej mniejszej scenie zazwyczaj występują podczas Summer Dying Loud wykonawcy elektroniczni, folkowi czy… no właśnie, w przypadku Rope Sect mamy do czynienia z szeroko pojętym post-punkiem. Ale czy to metal, czy nie, muzyka prezentowana w Aleksandrowie musi mieć w sobie jakiś mroczny pierwiastek. W przypadku Niemców jest to deathrockowa surowość, szczególnie na ich wczesnych wydawnictwach, i gotycka melancholijność, a nawet elegancja, jak w przypadku ostatniego pełnego albumu. Wpływy w ich twórczości są szerokie, jeden gitarowy riff potrafi przypominać westernową epokę Fields of the Nephilim, drugi – jakiś pełen reverbu średniotempowy black metal. Wszystko spina chłodny, ale melodyjny i hipnotyzujący wokal Inmeshera oraz dominująca w ich grafikach brudna żółć. Poleciłbym Rope Sect fanom Beastmilk czy Grave Pleasures (grających na SDL w 2023 roku), ale pewnie już ich znają – Kvohst, wokalista tych dwóch grup śpiewa gościnnie na drugiej płycie chwalonych tu Niemców. Twardzieli, których zaniepokoił element gotycki, uspokajam – Rope Sect ma znak jakości swojej wytwórni, Iron Bonehead Productions. Choć z chęcią obejrzałbym w Krypcie wiele kapel warmetalowych z tej stajni, to na tych post-punkowców czekam równie mocno.

Jesu (Sobota 05.09.2026, 18:45)
Jak się cieszę, że znów zobaczę projekt Justina Broadricka w Aleksandrowie. I to jeszcze tym razem mój ulubiony. Szczęściem w nieszczęściu jest zakończenie koncertowej działalności Godflesh, głównego zespołu Justina, zresztą raptem dwa lata po ich kapitalnym występie na Summer Dying Loud. Muzyk przeszedł niedawno poważną operację, która obciążyła jego organizm na tyle, że nie może pozwolić sobie na agresywne partie wokalne, tak przecież charakterystyczne w utworach Godflesh. Na szczęście, dalej zamierza być aktywny studyjnie i koncertowo, ale skupi się na pozostałych projektach, a jednym z nich jest grające ostatniego dnia festiwalu Jesu. Ale zaraz, przecież oni nie grają w Krypcie. No cóż – powinni. Zwykle decyzje logistyczne organizatora wydają mi się trafne, ale nie w tym przypadku. Ta mieszanka drone’owych gitar, shoegaze’owych pogłosów i post-rockowych pejzaży sprawdziłaby się idealnie w zamkniętej przestrzeni, a w sobotę zobaczymy Jesu na dużej scenie i to jeszcze w świetle dziennym. Z drugiej strony – teraz marudzę, ale podejrzewam, że po pierwszym uderzeniu Justina w struny po prostu odpłynę. Dodam jeszcze, że prawdopodobnie usłyszymy świeży materiał z nadchodzącej, planowanej na koniec tego roku płyty studyjnej, co sprawia, że nie mogę się doczekać jeszcze bardziej. Krypta czy nie, będzie pięknie. Musi być – Jesu jest dla mnie w tym roku największym magnesem, by ponownie zawitać do Aleksandrowa Łódzkiego.
Poleca Adrian Pokrzywka