IKS

Mastodon – „Marrow Deep” [Recenzja], dystr. Universal Music Polska

Mastodon znalazł się w takim momencie kariery, w którym właściwie każda decyzja mogła zostać odczytana jako deklaracja. Po dwudziestu pięciu latach funkcjonowania w niemal niezmienionym składzie zespół stracił jednego z muzyków najmocniej odpowiedzialnych za swoją tożsamość, a jednocześnie musiał zmierzyć się z kolejnymi osobistymi tragediami. Dziewiąty studyjny album Amerykanów łatwo mógł więc zamienić się albo w demonstracyjne „bez Brenta też damy sobie radę”, albo w ponadgodzinne muzyczne epitafium. „Marrow Deep”, wydany 28 sierpnia 2026 roku przez Loma Vista Recordings, na szczęście nie jest ani jednym, ani drugim. To dwanaście kompozycji i około sześćdziesiąt pięć minut muzyki, podczas których Mastodon spogląda za siebie, ale wyraźnie próbuje ruszyć dalej. Nie ma tu rewolucji na miarę „Crack the Skye” ani monumentalnego rozmachu „Hushed and Grim”. Jest za to album bardziej skoncentrowany, cięższy, chwilami zaskakująco agresywny i emocjonalnie bardzo wymagający.

Ostatnie lata zdecydowanie nie rozpieszczały muzyków z Atlanty. Już „Hushed and Grim” z 2021 roku wyrastał w dużej mierze z żałoby po śmierci wieloletniego menedżera i przyjaciela zespołu Nicka Johna. Później przyszło intensywne koncertowanie, a w 2024 roku grupa wraz z Lamb of God świętowała dwudziestolecie „Leviathan” i „Ashes of the Wake”. Owocem tej współpracy był singiel „Floods of Triton”, dziś szczególnie ciekawy, bo uczestniczył w nim jeszcze Brent Hinds, ale pojawił się już João Nogueira, który na „Marrow Deep” został pełnoprawnym członkiem zespołu. Z perspektywy czasu utwór brzmi więc niemal jak pomost pomiędzy dwiema wersjami Mastodon. 7 marca 2025 roku grupa poinformowała o zakończeniu trwającej ćwierć wieku współpracy z Hindsem. Oficjalny komunikat mówił o wspólnej decyzji, czemu sam gitarzysta później stanowczo zaprzeczał. Niezależnie od kulis był to koniec składu, który nagrał osiem albumów i przeszedł drogę od undergroundowego sludge metalu do Grammy oraz największych festiwalowych scen.

REKLAMA

 

Na tym historia mogłaby zakończyć się gorzko, ale jeszcze nie tragicznie. 20 sierpnia 2025 roku Hinds zginął w wieku 51 lat w wypadku motocyklowym w Atlancie, zaledwie pięć miesięcy po odejściu z zespołu. Jeszcze wcześniej Brann Dailor stracił również matkę, Michele Jeanne Lawrence. Mastodon ponownie znalazł się więc w studiu z całym bagażem żałoby, niedokończonych rozmów i spraw, których nie da się już naprawić. Muzycy nie próbują przy tym wygładzać własnej historii. W „The Mastodon in the Room” i późniejszych wywiadach otwarcie mówili zarówno o miłości do dawnego kolegi, jak i problemach, które doprowadziły do rozpadu relacji. Dzięki temu „Your Ghost Again” działa mocniej niż typowa piosenka poświęcona zmarłemu przyjacielowi. „Out Like a Lamb” odnosi się natomiast przede wszystkim do matki Dailora. Sam tytuł „Marrow Deep” nie pojawia się w żadnym tekście – według perkusisty opisuje więzi tak głębokie, że sięgają „do szpiku”. Hinds jest więc na tej płycie stale obecny, choć nie zagrał na niej ani jednej nuty.

 

fot. materiały promocyjne

 

Muzycznie „Marrow Deep” początkowo sprawia wrażenie zdecydowanego zwrotu w stronę cięższego Mastodon. „Barbarians Blood” nie bawi się w długie wprowadzenia – Dailor atakuje zestaw, po chwili dołączają gitary i wszystko zaczyna rytmicznie przesuwać się w charakterystyczny dla zespołu sposób. Im dalej w album, tym wyraźniej jednak słychać, że powrót do korzeni stanowi tylko część obrazu. Nick Johnston nie próbuje kopiować brudnego, nieprzewidywalnego stylu Hindsa i właśnie dlatego jego obecność działa. Gra bardziej precyzyjnie, technicznie i progresywnie, inaczej układając się z ciężkimi riffami Billa Kellihera. Jeszcze większą zmianę wnosi Nogueira. Klawisze nie są już dodatkiem ukrytym w tle, lecz pełnoprawną częścią aranżacji. W „Golden Spires”, „Moth and Bone” czy „Snakes for Dinner” pojawiają się dzięki temu echa psychodelii, progresywnego rocka lat siedemdziesiątych, Pink Floyd, a nawet późniejszego Opeth. Współproducenci Patrik Berger i Kurt Ballou dobrze spinają te dwa światy: „Marrow Deep” potrafi być brutalny, ale nie chce pozostawać wyłącznie brutalny.

Największą siłą albumu jest jednak to, jak często muzyczne pomysły znaczą coś więcej niż kolejny dobry riff czy efektowne nazwisko gościa. „Your Ghost Again” pozostaje emocjonalnym centrum płyty, „Moth and Bone” świetnie rozwija się od klawiszowego otwarcia do coraz cięższej aranżacji, a „Golden Spires” pokazuje, jak sprawnie nowy skład łączy techniczny progres z melodyjnością. Goście również nie są tu wyłącznie ozdobą. Josh Homme pojawia się w „Snakes for Dinner”, Randy Blythe i Nate Newton wzmacniają „A Vampire’s Demeanor”, ale prawdziwą perełką jest „The Vanishing”. Utwór otwiera bas Geezera Butlera z Black Sabbath, a dołącza do niego Joe Duplantier z Gojiry. Całość niemal natychmiast zaczyna oddychać duchem Sabbath: ołowiany ciężar, posępna atmosfera, psychodeliczne zabarwienie i sposób prowadzenia riffu przywołują klasykę grupy z Birmingham, ale bez wrażenia taniej imitacji. Obecność Butlera jest organiczną częścią kompozycji, a nie atrakcją samą w sobie. Finałowe „The Three Fates” z Neilem Fallonem z Clutch domyka natomiast temat śmierci poprzez odwołanie do trzech Mojr przecinających nić ludzkiego życia.

REKLAMA

 

 

Nie oznacza to jednak, że „Marrow Deep” rozwiązuje wszystkie problemy Mastodon. Sześćdziesiąt pięć minut to nadal długość, przy której przydałaby się ostrzejsza selekcja materiału. Album jest bardziej zwarty od „Hushed and Grim”, ale „They’re Coming for You” czy nawet efektowne „A Vampire’s Demeanor” nie mają dla mnie równie wyrazistej osobowości jak „Your Ghost Again”, „Golden Spires”, „Moth and Bone” albo finałowy duet „The Vanishing” – „The Three Fates”. Ten ostatni balansuje też na granicy przesady: po kapitalnym „The Vanishing” można odnieść wrażenie, że płyta znalazła idealny moment na zakończenie, po czym jeszcze raz otwiera drzwi. Ważniejszy jest jednak brak Hindsa. Nie jako gitarzysty pod względem technicznym, bo Johnston radzi sobie świetnie, lecz jako źródła nieprzewidywalności. Hinds wnosił country, blues, psychodelię, własny głos i poczucie, że za chwilę może wydarzyć się coś kompletnie niepasującego do reszty utworu, a jednak zadziała. Nowe Mastodon jest bardziej uporządkowane i chwilami właśnie tego kontrolowanego chaosu zaczyna brakować.

 

Ostatecznie „Marrow Deep” okazuje się czymś znacznie ciekawszym niż albumem mającym udowodnić, że Mastodon przetrwał odejście Brenta Hindsa. Przetrwał, ale nie udaje, że wyszedł z tego doświadczenia w niezmienionym kształcie. Nie próbuje znaleźć drugiego Hindsa, nie wymazuje jego znaczenia z historii grupy i nie sprowadza ich relacji do prostego wspomnienia o zmarłym przyjacielu. Muzycznie jest to płyta przejściowa, ale w najlepszym znaczeniu tego słowa. Ma sporo dawnej siły „Leviathan” i „Blood Mountain”, progresywną wyobraźnię „Crack the Skye”, melodyjność późniejszego Mastodon, a do tego klawiszową przestrzeń Nogueiry i bardziej uporządkowany dialog gitar. Nie każda kompozycja trafia równie mocno i nie jestem jeszcze przekonany czy nowy skład znalazł już własny odpowiednik niezwykłej chemii budowanej przez ćwierć wieku. „Marrow Deep” daje jednak bardzo mocny argument, że jej poszukiwanie może zaprowadzić zespół w naprawdę ciekawe miejsca. Brent Hinds pozostaje częścią szpiku Mastodon, ale szkielet zespołu nadal jest wystarczająco mocny, by unieść jego dalszą historię.

 

Szymon Pęczalski

 

Pamiętajcie, żeby wspierać swoich ulubionych artystów poprzez kupowanie fizycznych nośników, biletów na koncerty oraz gadżetów i koszulek.

 

IKS
Udostępnij i poleć znajomym!

Dodaj komentarz

IKS

SztukMix - Strona poświęcona szeroko pojętej sztuce

© SztukMix 2020