IKS

Iggy Pop – „Every Loser” [Recenzja], dystr. Warner Music Poland

Iggy Pop, lider kultowego The Stooges i wieloletni przyjaciel Davida Bowie, z którym stworzył jedne z najważniejszych płyt lat siedemdziesiątych, czyli „The Idiot” i „Lust for Life” z ponadczasowym „The Passenger”, właśnie wydał swój dziewiętnasty solowy album zatytułowany „Every Loser”.

Iggy przez ponad 55 lat scenicznej aktywności osiągnął status prawdziwej legendy, a liczne historie, jak ta gdy Bowie i Denis Hooper przebrani w stroje kosmonautów przemycają kokainę do oddziału psychiatrycznego, gdzie leczył się Pop, dały ku temu solidne podwaliny. Niemalże od początku kariery, Iggy zmieniał swój styl z albumu na album docierając do najróżniejszych muzycznych zakamarków, nie raz tak bardzo odległych od punk rocka, którego ojcem chrzestnym nie bez powodu został okrzyknięty. Szczególnie widać to na kilku ostatnich wydawnictwach jak „Free” mającym być z założenia flirtem z bardziej jazzowymi klimatami, „Après”, czyli zaśpiewaną częściowo po francusku płytą z coverami, czy wreszcie „Teatime Dub Encounters” – mini album nagrany wspólnie z Underworld, którego tytuł jest najlepszym opisem zawartości. Na „Every Loser” Iggy wraca do uwielbianych przez większość fanów korzeni, nie odcinając się przy tym od wspomnianego wcześniej eksperymentalnego dorobku, tworząc tym samym jedną z mocniejszych pozycji w swojej obszernej dyskografii.

 

 

Otwierający album „Frenzy” – napędzany surowym, prymitywnym riffem – to prawdziwy powrót do czasów The Stooges. Od pierwszych sekund Iggy nie bierze jeńców. Wykrzykując Got a dick and 2 balls, that’s more than you all daje do zrozumienia, że pomimo 75 lat na karku nikt nie odbierze mu tytułu ojca chrzestnego punk rocka. Każdy, kto chociaż raz widział na żywo tego legendarnego muzyka, doskonale zna jego znaki rozpoznawcze – brak koszuli i ogromną ilość wulgaryzmów wykrzyczanych ze sceny. „Frenzy” to idealny otwieracz, dzięki któremu słuchacze są wprost sponiewierani przez wspomnianą wcześniej bezpośredniość artysty i dostają jasny przekaz, że nie zamierza on złożyć broni, czy jak kto woli, założyć koszulki.

 

Podobną szaleńczą energię znajdziemy w „Modern Day Ripoff” czy „Neo Punk” szydzącym z nowego pokolenia punkowców, którzy na graniu dorobili się ogromnych pieniędzy. Iggy nawet przez moment nie owija w bawełnę. Kończąc utwór zanosi się śmiechem, poprzedzającym prześmiewczy wers I’m a hunky, Gucci model neo punk, I’m a hunky, Libertarian neo punk. Co ciekawe, w tej kompozycji pojawił się znany z Blink-182, Travis Barker, prywatnie mąż jednej z sióstr Kardashian, co nadaje mu jeszcze ciekawszy kontekst. „Strung Out Johny”, wzbogacony o klawisze rodem z „The Idiot”, opowiada o uzależnieniu od heroiny. Mimo, że muzycznie to wiele spokojniejsze wcielenie Iggy’ego Popa, w warstwie tekstowej nie traci on nic ze swojej bezpośredniości i zacięcia, a wersy jak „God made me a junkie, But Satan told me so” są na to doskonałym przykładem.

 

Album składa się z jedenastu utworów, w tym z dwóch krótkich przerywników („The News for Andy” i „My Animus”). Na „Every Loser” zastosowano prosty klucz, gdzie relatywnie spokojniejsze kompozycje przeplatają się z tymi bardziej energetycznymi, a całość zamyka się w 37 minutach i nawet na sekundę nie nudzi. I nieważne, czy jest to przepiękna ballada jak „Morning Show”, czy jeden z bardziej chwytliwych utworów na płycie „Comments”, przenoszący nas do czasów albumu „Blah, Blah, Blah”. Iggy Pop na „Every Loser” jest w doskonałej formie i w każdej odsłonie brzmi świetnie. Zamykający album „Regency” – z gościnnym udziałem Chrisa Chaney’a i Dave’a Navarro z Jane’s Addiction oraz Taylora Hawkinsa, tragicznie zmarłego perkusisty Foo Fighters – to kolejna petarda, która wraz z otwierającym „Frenzy” spina cały materiał w całość.

 

Producentem płyty jest zaledwie 32-letni Andrew Watt, mogący pochwalić się między innymi współpracą z Ozzy’m Osbourne’m czy produkcją ostatniego albumu Eddiego Veddera. Zresztą Watt jest częścią The Earthlings, koncertowego wcielenia projektu lidera Pearl Jam, w którym występują też Chad Smith i Josh Klinghoffer, notabene pojawiający się również na krążku „Every Loser”. Zarówno „Patient Number 9” Osbourne’a, jak i nowy album  Popa, zostały oparte na podobnym schemacie, by wepchnąć do listy gości tak dużo znanych nazwisk, jak tylko to możliwe. Na płycie poza wspomnianymi wcześniej muzykami znanymi z Red Hot Chlli Peppers, pojawiają się też Duff McKagan z Guns N’ Roses czy wspomniany wcześniej Taylor Hawkins i wielu innych znakomitych muzyków. Ale jeżeli w przypadku płyty Ozzy’ego zaproszeni goście byli swoistą siłą napędową, na nowym albumie Iggy Popa stanowią jedynie tło.

Poprzednie dokonania Andrew Watta, takie jak „Plastic Hearts” Miley Cyrus czy „Justice” Justina Biebera, mogą się podobać lub nie, ale nie zmienia to faktu, że w tym przypadku wykonał kawał dobrej roboty. Płyta jest dopracowana w najmniejszych szczegółach i drobnych smaczków możemy szukać dosłownie wszędzie, nawet w stronie wizualnej. Czarno-białą pracę zdobiącą front „Every Loser” stworzył Raymond Pettibon, artysta ściśle związany ze sceną punk, twórca między innymi loga i licznych okładek kultowego Black Flag, niezapomnianej grafiki na albumie „Goo” Sonic Youth  czy pierwszych płyt hardcore-punkowego OFF!

 

W te wakacje będziemy mogli usłyszeć nowe kompozycje na trasie, gdzie Iggy będzie gościem specjalnym, otwierającym koncerty Red Hot Chilli Peppers. „Every Loser” to album, który powinien być grany głośno i tak właśnie słucha się go najlepiej. Mam nadzieje, że na żywo zabrzmi równie dobrze, jak w wersji studyjnej. I chociaż należę do grona ludzi, którym zeszłoroczne płyty Red Hotów przypadły do gustu i naprawdę cieszę się z powrotu do składu Johna Frusciante, to w tym momencie wiem jedno, na letnich koncertach to właśnie Iggy Pop będzie dla mnie gwiazdą wieczoru!

 

Ocena [w skali szkolnej 1-6]: 5 mikrofonów

🎙🎙🎙🎙🎙

 

Grzegorz Bohosiewicz

 

Lista utworów:

1. Frenzy

2. Strung Out Johnny

3. New Atlantis

4. Modern Day Rip Off

5. Morning Show

6. The News for Andy

7. Neo Punk

8. All the Way Down

9. Comments

10. My Animus

11. The Regency

 



 

Kliknij i obserwuj nasz fanpage👉 bit.ly/Nasz-Facebook1

Kliknij i obserwuj nasz Instagram 👉 bit.ly/nasz-instagram1

IKS
Udostępnij i poleć znajomym!

Dodaj komentarz