Druga płyta często bywa dla zespołu trudniejsza od debiutu, ale w przypadku Hellium stawka wydaje się jeszcze wyższa. „One Way to Dead End” miał jasno określony punkt odniesienia i korzystał z materiału, który zdążył już przejść próbę czasu. „Humanized” takiego zabezpieczenia nie ma. Muzycy muszą odpowiedzieć na ważniejsze pytanie: czy Hellium potrafi funkcjonować jako samodzielny zespół, a nie projekt wyrastający z historii innych formacji? Siedem utworów zamkniętych w niespełna trzydziestu czterech minutach odpowiada na nie twierdząco. Album miał przy tym w praktyce dwie premiery: fizycznie ukazał się wiosną 2026 roku, natomiast do pełnej dystrybucji streamingowej trafił 3 lipca. „Humanized” jest bardziej zwarty, współczesny i przede wszystkim własny. Nie wszystko działa tutaj równie efektownie, ale pierwszy raz można powiedzieć, że Hellium ma już nie tylko nazwę i skład, lecz również wyraźną muzyczną tożsamość.
Historia zespołu jest stosunkowo krótka, choć tworzą go muzycy ze zdecydowanie dłuższym stażem. Hellium powstało w Poznaniu w 2021 roku z inicjatywy Marcina Białożyka i Wojciecha Hoffmanna, a rok później ukazał się „One Way to Dead End” – nowoczesne spojrzenie na najmocniejsze kompozycje z dwóch płyt Turbo: „One Way” i „Dead End”. Pomysł miał sens, ale od początku przypinał zespołowi konkretną metkę. Trudno było mówić o budowaniu zupełnie nowej historii, skoro jej fundament stanowił materiał z przeszłości. Po debiucie różnice dotyczące dalszego kierunku doprowadziły do zmian w składzie, z którego pozostali Białożyk oraz Paweł „Pavulon” Jaroszewicz. Dla Hellium oznaczało to jednak możliwość rozpoczęcia kolejnego etapu niemal od początku.
Do Białożyka i Jaroszewicza dołączyli Piotr Mańkowski z Wolf Spider, tym razem w roli basisty i producenta, oraz Jordan Niedzielski, który przejął mikrofon i został autorem tekstów. Materiał powstawał podczas sesji prowadzonych w 2025 roku, a niemal całą muzykę napisał Białożyk; wyjątkiem jest „Pain That Keeps Me Sane”, współkomponowany z Pavulonem. Mańkowski zajął się również nagraniem i miksem w Coverius Studio. Najważniejsza różnica względem debiutu jest jednak oczywista – tym razem Hellium prezentuje całkowicie autorski materiał. Teksty skupiają się na sztucznej inteligencji, uzależnieniu człowieka od technologii oraz coraz bardziej płynnej granicy między rzeczywistością a jej cyfrowym odpowiednikiem. Nieprzypadkowo teledysk do „Her” zrealizowano w Poznańskim Centrum Superkomputerowo-Sieciowym – dla utworu o relacji człowieka z technologią trudno byłoby znaleźć lepszą scenerię.

I właśnie spójność jest pierwszą rzeczą, która wyróżnia „Humanized”. Hellium nadal stoi obiema nogami w death metalu, ale daleko mu do bezrefleksyjnego wyścigu o największą liczbę blastów na minutę. Między agresją pojawia się sporo groove’u, thrashmetalowej nerwowości i technicznych pomysłów, dzięki którym materiał oddycha znacznie swobodniej, niż mogłoby sugerować określenie „deathmetalowa supergrupa”. Kolejne kompozycje można wręcz odczytać jako etapy jednej historii: od człowieka postawionego wobec stworzonego przez siebie świata, poprzez stopniową utratę kontroli nad emocjami i postrzeganiem rzeczywistości, aż po próbę wyrwania się z systemu, który miał jedynie ułatwiać życie. Hellium nie odkrywa tutaj nowego pierwiastka w układzie okresowym metalu, ale bardzo sprawnie łączy brutalność z rytmem, a techniczne umiejętności muzyków nigdy nie stają się celem samym w sobie. W „The Collapsing Veil” można usłyszeć echa bardziej rytmicznego Lamb of God czy późniejszej Pantery, chwilami pojawia się też thrashowa gwałtowność kojarząca się ze Slayerem, ale całość nie brzmi jak zestaw cudzych inspiracji.
Największą zaletą płyty jest to, że za całym ciężarem stoi konkretny pomysł. „Her” działa nie tylko jako mocny numer promocyjny, ale również jako wizytówka koncepcji „Humanized”: człowiek spotyka technologię, która zaczyna wchodzić w przestrzeń zarezerwowaną wcześniej dla relacji, emocji i decyzji. „The Collapsing Veil” dobrze pokazuje natomiast muzyczną stronę nowego Hellium – technika nie wyklucza potężnego groove’u, a zmiany tempa nie odbierają kompozycji ciężaru. Ciekawym punktem pozostaje też „Pain That Keeps Me Sane”, jedyny numer współkomponowany przez Pavulona. Dobrze działa również relacja pomiędzy otwierającym „Human (Burn!)” a finałowym „Exodus (Alpha in My Veins)”. Pierwszy wrzuca człowieka w sam środek technologicznego konfliktu, drugi brzmi jak próba wydostania się z niego, dzięki czemu album zyskuje naturalną klamrę. Całość wzmacnia organiczna sekcja rytmiczna oraz Niedzielski, którego wokal i teksty wyraźnie pomagają odciąć nowy materiał od przeszłości.
Nie wszystko wypada jednak równie przekonująco. Paradoksalnie największą zaletą i jednocześnie wadą „Humanized” jest jego zwartość. Niespełna trzydzieści cztery minuty sprawiają, że praktycznie nie ma tutaj miejsca na dłużyzny, ale kiedy materiał zaczyna nabierać rozpędu, bardzo szybko zbliżamy się do końca. Przydałaby się jeszcze jedna, być może bardziej rozbudowana kompozycja, pozwalająca zespołowi mocniej wyjść poza ustaloną formułę. Mańkowski przygotował bardzo selektywne i nowoczesne brzmienie, choć momentami jest ono wręcz zbyt uporządkowane – odrobina brudu mogłaby kilku riffom dodać jeszcze więcej niebezpieczeństwa. Nie pomogła również strategia promocyjna. Przy zaledwie siedmiu utworach udostępnienie kilku kompozycji przed pełną premierą streamingową sprawiło, że 3 lipca dla części odbiorców oznaczał raczej udostępnienie albumu szerszej publiczności niż zupełnie nowe wydarzenie.
Ostatecznie „Humanized” jest dla Hellium płytą znacznie ważniejszą niż „One Way to Dead End”. Debiut pokazywał możliwości muzyków, ale pozostawał silnie przywiązany do istniejącej już historii. Tutaj podobnej podpórki nie ma. Jest własny materiał, spójny temat i grupa, która zaczyna mówić własnym językiem. Nie jest to album rewolucyjny dla współczesnego death metalu – i właśnie w większej odwadze kompozycyjnej Hellium może znaleźć przestrzeń do dalszego rozwoju. Na tym etapie ważniejsze jest jednak coś innego: „Humanized” nie brzmi już jak projekt żyjący cudzą przeszłością. To mocna, bardzo dobrze wyprodukowana i konsekwentna płyta, łącząca deathmetalową agresję i groove z tematyką wystarczająco aktualną, by nie sprowadzać tekstów do kolejnego katalogu śmierci, wojny i apokalipsy. Jeśli „One Way to Dead End” było początkiem Hellium jako projektu, „Humanized” można potraktować jako właściwy początek Hellium jako zespołu.
Szymon Pęczalski
Pamiętajcie, żeby wspierać swoich ulubionych artystów poprzez kupowanie fizycznych nośników, biletów na koncerty oraz gadżetów i koszulek.