IKS

Rojst: Millenium | reż. Jan Holoubek | serial Netflix [Recenzja]

rojst-millenium-recenzja

Na wstępie muszę uczciwie przyznać, iż nie byłem wielkim fanem pierwszego sezonu serialu „Rojst”. Oczywiście nie traktowałem go jako koszmarnej produkcji, niemniej wydawała mi się momentami wymuszona, przedobrzona a swoją popularność czerpiąca jedynie z nostalgii za latami 80-tymi. Jakże odmienne zdanie mam o finałowym, trzecim sezonie „Rojst: Millenium”. Mam wrażenie, że twórcy wznieśli się na wyżyny, przez co powstała zdecydowanie najlepsza część trylogii, godnie kończąc całą opowieść. Bardzo zgrabnie połączyła też rozgrzebane wątki ze wszystkich sezonów.

Jak sam podtytuł wskazuje, tym razem główna oś fabuły osadzona jest w 1999 roku, tuż przed zakończeniem starego millenium. Jednak i tym razem historia jest wielowątkowa. Najważniejszym motywem jest przeszłość Kociołka – tajemniczego kierownika hotelu Centrum, którego kreuje Piotr Fronczewski. Aby przybliżyć jego postać często stosowane sa retrospekcje, w których cofamy się do lat 60-tych poprzedniego stulecia. Młodego Kociołka rewelacyjnie gra Filip Pławiak  (szczególnie interesującym zabiegiem jest podłożenie w postsynchronach głosu Piotra Fronczewskiego).

 

zdj. Robert Pałka

 

Ten wątek przybliża nam jego dojście do – znanej z poprzednich sezonów – silnej pozycji w miasteczku, ale ma też duże znaczenie jeśli chodzi o intrygę kryminalną z 1999 roku. W pobliskich lasach archeolodzy odkrywają dwa ciała – kobiety i mężczyzny oraz tajemniczy wisiorek.

Nie będę spoilerował jak to wydarzenie łączy się z przeszłością. Tego dowiecie się z serialu. Wspomnę tylko, że bardzo ważną postacią, która ma znaczenie dla tej części historii jest też Jassijej, którego w zależności od osi czasu grają Janusz Gajos i Tomasz Schuchardt.

 

Drugim niemniej istotnym wątkiem jest zaginiecie Wandy Zarzyckiej (Wanda Marzec) – córki doskonale znanego z poprzednich części redaktora Piotra Zarzyckiego (Dawid Ogrodnik). W jej odnalezieniu pomagają sierżant Anna Jass (Magdalena Różczka) oraz moja ulubiona postać serialu starszy sierżant Adam Mika (Łukasz Simlat). Oczywiście nie możemy zapominać również o innym bardzo ważnym bohaterze całej trylogii, czyli Witoldzie Wanyczu (Andrzej Seweryn).

 

zdj. Robert Pałka/ Netflix

 

Okazuje się, iż pewien incydent, który miał miejsce w latach 60-tych bardzo silnie połączył losy Kociołka oraz Wanycza, ale przede wszystkim miał wpływ na nieprzepracowane traumy starego redaktora, o których dowiedzieliśmy się z drugiego sezonu.

Oj mocno starałem się, żeby nie zaspoilerować najbardziej istotnych wątków scenariuszowych. Jednak to co najważniejsze – cała historia naprawdę rewelacyjnie się klei, jest wciągająca i bardzo sprawnie tłumaczy wszystkie zagadki z poprzednich sezonów. Pojawiają się również inne postacie, które poznaliśmy wcześniej, ale ich role dla całej opowieści również pozostawię bez głębszego opisu, abyście sami delektowali się tą historią.

 

Pod względem technicznym – i co najmniej kilkoma innymi – ten serial to majstersztyk. Przede wszystkim zdjęcia są absolutnie na poziomie światowym. Reżyser Jan Holoubek przez lata był operatorem i na każdym kroku widać jak ważne dla niego są poszczególne ujęcia i kadry. Ten sezon – jak i poprzednie –  ponownie naszpikowany jest przeróżnymi easter eggami z minionej epoki. Ubiór, sposób wypowiadania się bohaterów, gadżety, zajawki programów telewizyjnych czy muzyka lecąca w tle – jak żywo przypominają nam koniec ubiegłego tysiąclecia oraz lata 60-te.  Również aktorstwo to absolutny top. Aktorzy mieli jednak ułatwione zadanie ponieważ praktycznie każda postać wnosi ogromny koloryt do tej historii i jest mocno niejednoznaczna. Właściwie wszyscy pierwszo i drugoplanowi bohaterowie są fantastycznie zbudowani. Wspomniałem już, że moim ulubionym jest policjant Adam Mika – brawurowo zagrany przez Łukasza Simlata, ale i Magdalena Różczka według mnie wypada zdecydowanie lepiej niż w drugim sezonie.

 

zdj. Robert Pałka/ Netflix

 

Mam wrażenie, że tym razem trochę bardziej w tle ukazani są Wanycz i Zarzycki, jednak oczywiście nadal odgrywają ważne role w  historii, a we wspólnych scenach Andrzeja Seweryna i Janusza Gajosa czuć w powietrzu wręcz geniusz aktorski.

Bardzo dobrze zbalansowane są również wątki dramatyczne i humorystyczne (moim faworytem pod tym względem jest motyw z wuzetką, gdzie twórcy dają prztyczka w nos Tomaszowi Raczkowi, który w przeszłości  skrytykował ich za… to ciastko). Również nagłośnieniowcy wykonali kawał solidnej roboty. Bez problemu można zrozumieć wszystkie kwestie – a to przecież nie była norma w polskich produkcjach.

 

Niedawno Netflix zaoferował nam serial „Forst”. Twórcy tamtej produkcji zdecydowanie powinni pójść na wielogodzinne korepetycje do Jana Holoubka. Reżyser i współscenarzysta (wraz z Kasperem Bajonem) „Rojsta” stworzył opowieść, bardzo silnie zakorzenioną w polskiej rzeczywistości. Tutaj nie ma kopiowania z zagranicznych produkcji, nie ma dróg na skróty i dziur scenariuszowych. Każdy z nas, kto pamięta rok 1999 (sorry ale w latach 60-tych jeszcze nawet nie byłem  w planach) – będzie miał ogromną frajdę obcując z tym specyficznym wehikułem czasu. To również rewelacyjny, mroczny, rasowy kryminał. Ostatni sezon „Rojsta” wciąga jak tytułowe bagno i nie pozostawia najmniejszego niedosytu. Ogromna szkoda, że to już koniec ten historii, ale przecież najlepiej ze sceny zejść niepokonanym, jak w słowach znanej piosenki Perfectu, o której również jest mowa w tym serialu.

 

Ocena: 5/6

Mariusz Jagiełło

 


 

Obserwuj nas w mediach społecznościowych:

👉 Facebook

👉 Instagram

👉 Twitter

IKS
Udostępnij i poleć znajomym!

Ten post ma jeden komentarz

  1. Anna Czyrska

    Mnie się podoba czas akcji.Zdecydowanie moje lafa 80, 90 i 2000.Monika Brodka świetnue opowiada 2 sezony na YT.A 3 jak zawsze intrygujący.Dobrze nam znani bohaterowie w nowej odsłonie.Jestem przy 2 odcinku.

Dodaj komentarz