IKS

Marilyn Manson – „One Assassination Under God – Chapter 2” [Recenzja]

Marilyn Manson znalazł się w dość osobliwym momencie kariery. Nie musi już nikogo szokować, bo właściwie wszystko, czym przez trzy dekady próbował prowokować opinię publiczną, dawno stało się częścią popkultury. Nie musi również udowadniać, że potrafi nagrać dobry album – zrobił to ponownie niespełna dwa lata temu za sprawą bardzo udanego „One Assassination Under God – Chapter 1”. Pytanie przed premierą drugiej części było więc inne: czy „Chapter 2” rzeczywiście stanowi niezbędne domknięcie rozpoczętej historii, czy może jest jedynie zestawem kompozycji, które nie zmieściły się na poprzedniczce? Trzynasty studyjny album Mansona, wydany 14 sierpnia 2026 roku nakładem Nuclear Blast, zawiera dziewięć utworów i na szczęście częściej daje argumenty za pierwszą z tych odpowiedzi. Nie jest tak zwarty i natychmiastowy jak „Chapter 1”, ale ma własny charakter: bardziej posępny, mniej agresywnie manifestacyjny i chwilami zaskakująco melodyjny.

„One Assassination Under God” trudno jednak rozpatrywać w oderwaniu od tego, co działo się wokół Briana Warnera przez ostatnich kilka lat. Artysta znalazł się w centrum szeregu oskarżeń oraz postępowań prawnych, którym konsekwentnie zaprzeczał. Czteroletnie śledztwo karne prowadzone w Los Angeles zakończyło się w styczniu 2025 roku bez postawienia zarzutów – prokuratura wskazała przedawnienie części zarzutów dotyczących przemocy domowej oraz brak możliwości udowodnienia pozostałych zarzutów napaści seksualnej ponad uzasadnioną wątpliwość. Nie oznacza to jednak końca wszystkich sporów prawnych – termin jednej ze spraw cywilnych wyznaczono na listopad 2027 roku. Ten kontekst jest ważny również dla samej muzyki, bo oba „rozdziały” są w dużej mierze zapisem sposobu, w jaki Manson postrzega okres własnego kryzysu, izolacji i późniejszego powrotu. „Chapter 1”, wydany 22 listopada 2024 roku, był pod tym względem płytą zdecydowanie bardziej konfrontacyjną – zwartą, ciężką i chwilami wręcz demonstracyjnie nastawioną na odzyskanie kontroli.

REKLAMA

 

Drugi rozdział wyrasta bezpośrednio z tamtej historii. Ponownie głównym partnerem Mansona został Tyler Bates, z którym wokalista współtworzył i współprodukował materiał. Najpierw poznaliśmy „Exit Wound”, później do regularnego obiegu wrócił „Front Toward Enemy” – utwór ciekawy także dlatego, że jego wcześniejsza wersja pojawiła się już w 2024 roku jako trudno dostępny dodatek do limitowanego singla „Raise the Red Flag”. Tym samym kompozycja niemal dosłownie spina oba rozdziały. Manson określił „Chapter 2” jako zakończenie swojej historii, a premierze towarzyszyła nawet wirtualna galeria jego prac plastycznych z autorskimi komentarzami. Ciekawie wypada również finał w postaci „Enantiomorph”. Sam termin oznacza jedną z dwóch form będących wzajemnymi lustrzanymi odbiciami, których nie da się na siebie idealnie nałożyć – jak lewa i prawa dłoń. Trudno nie potraktować tego jako trafnej metafory dla dwóch części „One Assassination Under God”: podobnych, wyrastających z tego samego doświadczenia, a jednak wyraźnie różnych.

 

fot. materiały promocyjne

 

I właśnie ta różnica najmocniej określa „Chapter 2”. Poprzedniczka chwytała za gardło szybciej. Była bardziej zwarta, industrialna i bezpośrednia; jej najlepsze fragmenty potrafiły przypomnieć, dlaczego u szczytu popularności Manson tak skutecznie łączył ciężar z melodią. Tutaj Bates i Warner znacznie częściej pozwalają muzyce zwolnić. Jest więcej przestrzeni, gotyckiej melancholii, gitarowych pogłosów i melodii przywołujących chwilami klimat „Mechanical Animals”, ale również późniejszych, bardziej stonowanych płyt artysty. „Chapter 2” nie robi równie mocnego pierwszego wrażenia jak część pierwsza i chyba właśnie dlatego potrzebuje więcej czasu. Kolejne odsłuchy pozwalają dostrzec drobiazgi, które początkowo giną pod charakterystycznym głosem Mansona i dość jednostajną mroczną atmosferą. To materiał mniej efektowny, za to bardziej przestrzenny, konsekwentny i chwilami naprawdę hipnotyczny.

Najlepiej słychać to w „Don’t Answer the Door”, który jest dla mnie jednym z najmocniejszych utworów całego dwuczęściowego projektu. Napięcie narasta tutaj bez potrzeby zagęszczania i przesterowywania brzmienia do granic możliwości, a stosunkowo prosty motyw gitarowy świetnie współpracuje z bardziej teatralną partią wokalną. Wyróżnia się również środkowa część płyty. „None of the Suns” i „Lucifer’s Teardrop” tworzą niemal naturalny, posępny dyptyk – pierwszy jest duszny i rytmiczny, drugi odrobinę bardziej przestrzenny, z wyczuwalnymi postpunkowymi naleciałościami. Później „The Arsonist” przywraca industrialny brud i coś z niepokojącej, klaustrofobicznej atmosfery dawnych nagrań Mansona. Przekonuje również znany już wcześniej „Exit Wound”, natomiast prawie ośmiominutowy „Enantiomorph” zamiast zamykać album efektownym wybuchem pozwala mu powoli wygasnąć. I właśnie przez tę nieoczywistość finał długo zostaje w głowie.

REKLAMA

 

 

Nie wszystko jednak wypada równie przekonująco. „All the Vilest Things” ma dobry fundament, ale produkcja jest tu zbyt wygładzona, a nakładanie kolejnych warstw głosu Mansona sprawia, że utwór traci część potrzebnej mu surowości. „Front Toward Enemy” nadal broni się energią, lecz dla osób znających limitowany singiel sprzed dwóch lat nie jest już pełnoprawną nowością, co trochę osłabia poczucie obcowania z dziewięcioma świeżymi kompozycjami. Problemem może być również zbyt równy, chwilami wręcz jednostajny puls drugiej połowy albumu. „Chapter 1” umiejętniej przechodził od agresji do melodii i dzięki temu wydawał się bardziej dynamiczny. Tutaj kilka utworów funkcjonuje w podobnym tempie i korzysta ze zbliżonej palety barw, więc przy mniej uważnym odsłuchu kolejne fragmenty drugiej połowy mogą zacząć się zlewać. Nawet „Enantiomorph”, który uważam za udany finał, balansuje na granicy przesady i zapewne nie każdemu będzie odpowiadało jego niemal ośmiominutowe rozwinięcie.

 

Ostatecznie „One Assassination Under God – Chapter 2” nie przebija poprzedniczki, ale też nie sprawia wrażenia jej niepotrzebnego suplementu. Dopiero obie płyty zestawione obok siebie pokazują sens całego przedsięwzięcia. „Chapter 1” był powrotem – ostrym, zaczepnym i skoncentrowanym na odzyskaniu własnego miejsca. „Chapter 2” brzmi bardziej jak następny etap: mniej jest tutaj potrzeby udowadniania czegokolwiek, więcej natomiast zmęczenia, rozliczenia i próby zamknięcia określonego okresu. Nie jest to powrót do „Antichrist Superstar”, nie jest też kolejnym „Mechanical Animals”. I chyba dobrze, że Manson nie próbuje na siłę odtwarzać samego siebie sprzed trzydziestu lat. To solidna, dojrzała płyta z późnego etapu kariery, która ma kilka naprawdę świetnych kompozycji, kilka mniej trafionych decyzji i zdecydowanie więcej charakteru, niż sugerowałoby określenie „Chapter 2”. Pierwszy rozdział pozostaje dla mnie odrobinę lepszy, ale drugi sprawia, że cała opowieść zyskuje właściwe zakończenie.

 

Szymon Pęczalski

 

Pamiętajcie, żeby wspierać swoich ulubionych artystów poprzez kupowanie fizycznych nośników, biletów na koncerty oraz gadżetów i koszulek.

 

IKS
Udostępnij i poleć znajomym!

Dodaj komentarz

IKS

SztukMix - Strona poświęcona szeroko pojętej sztuce

© SztukMix 2020