IKS

Jacek Nowak (Popiór) [Rozmowa]

Miałem w głowie taką postać, która czuje, że jest uświęcona, frunie jak anioł. Przy spotkaniu z meandrami życia, w każdym zdarzeniu traci pióro oraz świętość – schodzi na ziemię i w którymś momencie nie jest już w stanie się wznieść. Ten stan utraty skrzydeł, niemożliwego wznoszenia się to Popiór.” Roman Kostrzewski

Tak Roman Kostrzewski nazwał swoja ostatnią płytę i tak też dwóch członków, z ostatniego składu Kat i Roman Kostrzewski, nazwało swój nowy projekt. Popiór to kontynuacja dzieła Romana czy kompletnie nowy byt? Jak powstał? Jakie mają plany na przyszłość? O tym między innymi miałam przyjemność porozmawiać z perkusistą zespołu, Jackiem Nowakiem

 

Ula Skowrońska-Malinowska: Pierwsza podstawowa kwestia, gratuluję świetnej płyty. Czy możesz mi powiedzieć jak przebiegał proces tworzenia zespołu Popiór? Bo jest tam was dwóch ze składu Kat i Roman Kostrzewski, dołączył do Was też Chris Hofler, a co z resztą?  

 

Jacek Nowak: Zespół powstał po śmierci Romana (Kostrzewskiego – przy. aut.). Jego wolą i zgodnie z naszymi ustaleniami wewnątrz zespołowymi chcieliśmy kontynuować zespół, nie będąc przy tym tribute bandem, czy coś takiego. Tak to właśnie Romek sobie wymyślił, abyśmy kontynuowali granie wspólnie, dołączając do repertuaru piosenki z repertuaru Romka czy Kata. Chciał żeby to w jakiś sposób połączyć, ale nie opierać zespołu na tym materiale. Taki był właśnie początek. Zaczęliśmy to robić, natomiast w trakcie naszych działań, chłopaki (Krzysztof Pistelok,  Michał Laksa – przyp aut.) niestety mieli swój plan na dalszą drogę muzyczną i obecnie robią po prostu swoje. Niestety rozstaliśmy się. Mówię niestety, bo naprawdę szkoda, że doszło do takiej sytuacji. Tu nie ma szukania winnych, to po prostu tak się stało i tyle. Życie. Każdy poszedł w swoją drogę a my musieliśmy sobie to jakoś z Jackiem Hiro poukładać. Piosenki mieliśmy. Były już zrobione, jeszcze za życia Romka.

 

zdj. Marcin Halerz

 

USM: Tak wiem, że właśnie Roman zaakceptował wszystkie te piosenki.

 

JN: Tak, zgadza się. One były stworzone za jego życia, zaakceptował je. Niestety nie zdążył pracować nad nimi, bo wtedy jeszcze kończył swoją solową płytę. Wracając do tematu, wzięliśmy ze sobą te piosenki. Byliśmy ich kompozytorami więc mieliśmy prawo do tego, żeby je utrzymać przy sobie i tak też zrobiliśmy. I w ten sposób powstał zespół.  Później przez prawie rok szukaliśmy odpowiedniego wokalisty, który nie będzie starał się być Romkiem, a będzie naprawdę dobry. Daliśmy sobie czas bo było kilku kandydatów, ale to za każdym razem okazywało się, że to nie to co chcieliśmy. A my chcieliśmy to zrobić naprawdę z przytupem i z osobą, która ma coś konkretnego do powiedzenia pod względem wokalnym.

 

 

USM: No i chyba wyszło, bo Chris jest fantastycznym wokalistą. Ja trochę też zainteresowałam się jego innym projektem  Deathyard. Chciałabym zapytać – skąd w waszym składzie Chris Hoffler. Czy on przyszedł do was? Czy wy go gdzieś wyłapaliście?

 

 

JN:  To był przypadek. Tak jak wspomniałem już wcześniej, przez prawie rok szukaliśmy odpowiedniej osoby i naprawdę byliśmy już tym zmęczeni. Był taki moment, że z Jackiem stwierdziliśmy, że chyba trzeba będzie to odpuścić. Nie tyle odpuścić zespół, ale odpuścić szukanie i spuścić troszkę ciśnienie, a może nawet odstawić ten temat na bok i poczekać. Stwierdziliśmy, że co ma być to będzie. Jeśli wokalista ma się znaleźć to się po prostu znajdzie. Tak też zrobiliśmy i dosłownie kilka dni później przypadek sprawił, że pojawił się Krzysiek. To Jackowi ktoś dał znać o takim człowieku. My na początku myśleliśmy, że to jest ktoś z zachodu, bo on ma filmiki i piosenki, które wrzucał jako Chris Hoffler. Nie przypuszczałem, że to jest Polak. Jacek też nie. Ktoś Jackowi powiedział „tak, to jest nasz chłop”. Jak usłyszałem jego piosenkę to już podejrzewałem, że to chyba odpowiednia osoba. Natomiast zawsze to jest jednak tak, że trzeba poczekać na to jak dana osoba się wstrzeli wokalnie w nasze nuty i w nasz klimat. Dotarliśmy do niego, przedstawiliśmy mu propozycje, dostał dwie czy trzy piosenki do zrobienia. Chodziło o to, żeby jakiś szkielet zrobić, aby był zarys tego, jak on widzi tą muzykę na swój sposób. Wysłał nam kawałek dosłownie dzień lub dwa dni później, z nawet jakimś wstępnym tekstem. No i powiem ci, że ja byłem rozłożony na łopatki. Naprawdę nie spodziewałem się, że może ktoś tak fajnie to zinterpretować, zaśpiewać, mieć taki fajny pomysł na to wszystko.

 

USM: Ewidentnie w waszej muzyce słychać, że jesteście osadzeni na tym co robił Romek, ale jest to bardzo po waszemu i myślę, że Chris też właśnie tak to zrobił. Słychać odnośniki do tego jak Romek interpretował muzykę, ale on to zrobił kompletnie po swojemu.

 

JN: Dokładnie! I o to chodziło. My mu zaznaczyliśmy, żeby absolutnie nie sugerował się twórczością Romka. Natomiast ta muzyka, o której mówisz, że ona jest jakby osadzona w tym co było wcześniej, to oczywiście prawda. Ona była zrobiona dla Romka i z Romkiem, czyli tam były piosenki  dosłownie napisane pod kątem i na wyraźne życzenie Romka.  On miał życzenie „zróbcie mi w taki sposób tę piosenkę na tę płytę”. No i tak też robiliśmy. Sposób w jaki on śpiewał, w jaki budował ten cały obraz muzyczny, my mieliśmy to w głowie. Głównie Jacek Hiro,  bo on jest głównym kompozytorem tych wszystkich nutek. Tak, że po krótce stąd się to właśnie wzięło. Tak jak mówisz, ma to ducha Romka –  natomiast wracając do wokalu Krzyśka – wyszło jak wyszło. Myślę, że zrobił to absolutnie po swojemu. Jedni mówią, że super, że słychać Romka inni mówią, że nie słychać. Najważniejsze jest jednak to, że robimy to po swojemu nie naśladując nikogo. A to, że gdzieś tam siłą rzeczy coś może być podobnego, osadzonego w tych, jak to Krzysiu ujął astralnych sytuacjach, to siłą rzeczy gdzieś tam z tym Romkiem można go nie tyle porównywać, ale szukać jakichś podobieństw.

 

USM: A jak Chris tworzył teksty to miał zupełną dowolność czy coś mu sugerowaliście?

 

JN:  Absolutnie nie! Miał absolutną dowolność. Mógł pisać o czym chce. Jednak od razu poczuł klimat muzyki i wstrzelił się w to idealnie. Wiadomo, że jednemu się będzie podobało, drugiemu nie. Ludzie mówią, że te teksty to marna kopia tekstów Romana. Przecież to są kompletne bzdury!  Ale niestety, jeśli ktoś chce szukać dziury w całym to znajdzie. Takie jest moje zdanie na ten temat.

 

zdj. Marcin Halerz

 

USM: Dokładnie tak jest. Wiesz to jest trochę tak że nie uciekniecie od tego, że graliście z Romanem.

 

JN:  Oczywiście, że nie.

 

USM: … i ludzie będą szukać tej dziury

 

JN:  Tak, dokładnie!

 

USM:  …natomiast tak jak ja ci powiedziałam uważam że nie ma od czego uciekać. To była fantastyczna przygoda móc tworzyć muzykę z Romanem. Można się trochę na tym osadzić, ale – tak jak sam powiedziałeś –  robić swoje. I myślę, że wam się to świetnie udało, a za ludźmi nie trafisz. Jednemu przypasuje, innemu nie. Moje pytanie w związku z tym jest takie – czy wy bardziej chcecie być traktowani jako zupełnie nowa formacja, czy chcecie trafić do tych starych wiernych fanów Romka i Kata? A może pół na pół?

 

JN:  Oczywiście zespół ma być tworem zupełnie nowym, nie powiązanym z przeszłością.  Ale patrząc obiektywnie on jest powiązany, bo musi być. To jest tak świeża sprawa, że to powiązanie jest naturalne. My sami stworzyliśmy je nazywając zespół tytułem ostatniej płyty z Romkiem. To było celowe zamierzenie, bo płyta „Popiór” prawie w całości została napisana przez Jacka i Romka. Więc uznaliśmy, że możemy tak zrobić. Mieliśmy pewien zgryz jeśli chodzi o to, ale zarówno cała rodzina Romka jak i całe towarzystwo „okołokatowe” nam powiedziało, że to jest świetny pomysł. Oczywiście to zespół nowy, z nowym materiałem, ale fajny pomost żeby nie zapominać skąd jesteśmy, ale też iść swoją drogą. Tak że według mnie wyszła idealna nazwa.

 

USM: Myślę, że to się super udało. Rozmawialiśmy też o tym, że Roman zaakceptował te utwory, wręcz były pisane pod niego i gdzieś wam – a może bardziej Jackowi Hiro – mówił czego by potrzebował. Czy te utwory zostały jakoś zmienione? Czy zupełnie poszły tak jak Roman je zaakceptował?

 

JN:  W zasadzie poszły bez większych zmian. Oczywiście były kosmetyczne sprawy, gdzie Krzysiek powiedział, że fajnie by było jakby tu gdzieś przedłużyć, coś skrócić żeby tekstów nie pisać za długich w danym miejscu lub za krótkich w innym. To są takie zmiany kosmetyczne. Natomiast w samych kompozycjach już nie grzebaliśmy. Ja trochę w międzyczasie pozmieniałem warstwę perkusyjną. Dojrzałem do pewnych rzeczy i coś tam zmieniłem, ale generalnie to wszystko się opierało o to co było wcześniej już zrobione.

 

USM:  To teraz jakie plany na przyszłość? Już pracujecie nad nową płytą? Czy teraz na razie trochę pokoncertujecie?

 

JN:  Teraz trzeba trochę pograć.  Zaczynamy granie 24 lutego. Cały marzec i kwiecień mamy dosyć intensywny (zespół wystąpi m.in. 15 marca w warszawskim VooDoo Club) . Później również w maju mamy jeden, dwa czy trzy koncerty, w czerwcu festiwale. Tak że na razie skupimy się na graniu, aczkolwiek myślimy o piosenkach, ale to na razie myślimy jedynie.

 

USM: Jakieś teledyski? Jakaś większa promocja?

 

JN:  Był plan na drugi teledysk, natomiast nie wypalił z przyczyn technicznych. Teraz skupiamy się na kwestii koncertów, wiec może któryś z nich nagramy, a może teledyski jeszcze zrobimy. Trudno mi na chwilę obecną odpowiedzieć. To jest wszystko takie troszkę dynamiczne i to się wszystko wykluwa. Co chwilę wymyślamy coś nowego na te koncerty. Dużo mamy pomysłów w kwestii scenografii. Niektóre rzeczy już ktoś nam robi. Zapewniam, iż  będzie dużo, dużo ciekawiej niż było, bo te pierwsze koncerty jesienne, to był taki nasz start, takie spróbowanie czy ludzie w ogóle nas chcą, bo nie ukrywamy, że  trudnym tematem było to, czy ludzie nas zaakceptują. Wcześniej zapytałaś czy celowaliśmy w osoby związane z Katem czy też nie? Nie było celowania. Oczywiście był kierunek, natomiast są takie głosy –  wśród ludzi, którzy przychodzą na nasze koncerty – że oni Kata nie znali, nie słuchali, nie lubili. Natomiast to co robimy teraz idealnie trafia do nich.

 

zdj. Marcin Halerz

 

USM: Ja jestem jedną z takich osób. Absolutnie szanowałam zawsze Romana Kostrzewskiego, bo wiadomo jak wiele znaczył dla polskiej sceny metalowej, natomiast Kata nie słuchałam.

 

JN:  Ja też nie.

 

USM: A Popiór trafił do mnie. Naprawdę świetna płyta. Cały czas jej słucham.

 

JN:  Miło mi z tego powodu, przekażę chłopakom i naprawdę dzięki wielkie!

 

USM: Byłam pod wrażeniem, bo jednak nastawiałam się na coś bardzo takiego katowego, co nie będzie mi do końca pasowało. Będę też próbowała pojawić się na którymś z waszych koncertów, bo chciałabym zobaczyć, jak wypadacie na żywo.

 

JN:  To powiem ci, że my na żywo wypadamy zwykle lepiej niż na płytach. Ja i Jacek jesteśmy takimi scenicznymi zwierzętami, to jest nasze miejsce na muzycznej ziemi. Ja pracy w studiu nie do końca lubię, bo w sumie nie lubię nagrywać. Prace nad piosenkami są dla mnie trudne. Natomiast tam, gdzie można się naprawdę fajnie pokazać to oczywiście są koncerty. Tym bardziej, że mamy fajną ekipę, świetnego akustyka. Naprawdę warto zobaczyć nas na żywo i zapraszam cię serdecznie. Jak będziesz się wybierać to dawaj znać i będziemy się umawiać.

 

USM: Super! Ode mnie to zatem wszystko. Jeszcze raz gratuluję świetnej płyty i dziękuję za rozmowę!

 

 

Rozmawiała Ula Skowrońska-Malinowska

 

 


ZAPISZ SIĘ DO  NASZEGO NEWSLETTERA WYSYŁAJĄC MAIL NA:  sztukmixnewsletter@gmail.com

 

Obserwuj nas w mediach społecznościowych:

👉 Facebook

👉 Instagram

👉 Twitter

IKS
Udostępnij i poleć znajomym!

Dodaj komentarz