IKS

Dead by April [Rozmowa]

Pontus Hjelm i Christopher Kristensen z zespołu Dead by April  przed swoim pierwszym występem na festiwalu w Polsce opowiadają o tym, jak wygląda życie między trasą, studiem a rodziną, oraz dlaczego koncerty na dużych scenach – jak warszawski Summer Punch Festival – mają w sobie zupełnie inny „vibe” niż klubowe występy. W rozmowie z Kubą Ryszkiewiczem muzycy wracają do początków łączenia popu z metalem, zdradzają kulisy pracy nad show z pirotechniką i podkreślają, że mimo festiwalowego chaosu i ciągłych wywiadów, to właśnie energia publiczności i wspólne przeżywanie koncertu pozostają dla nich najważniejsze. Zespół już 19 czerwca zaprezentuje się publiczności na Letniej Scenie Progresji.

 

Kuba Ryszkiewicz: Cześć, jak leci?

 

 

Pontus Hjelm: Dobrze. A u ciebie?

 

 

KR: Zgaduję, że dopiero co wyszedłeś z siłowni? (Pontus jest bez koszulki, jakby dopiero co skończył ćwiczenia)

 

 

PH: Zawsze…

 

 

KR: Chciałbym móc powiedzieć to samo o sobie, ale cóż, jest jak jest. Niedługo będziecie grać w Warszawie na Summer Punch Festival. Możecie mi o tym opowiedzieć coś więcej?

 

 

Christopher Kristensen: Cóż, to będzie dla nas pierwszy występ festiwalowy w Polsce. Wcześniej graliśmy tylko kilka koncertów w klubach. Więc to pierwszy raz, kiedy będziemy na większym festiwalu. Jesteśmy tym bardzo podekscytowani.

 

 

KR: Lubicie grać na festiwalach?

 

 

CK: Tak. Uwielbiamy. To po prostu epickie uczucie. Pogoda będzie ładna. Mamy świetny vibe z publicznością. To zdecydowanie niesamowite przeżycie, zupełnie inne niż granie w klubach.

 

 

 

 

KR: Myślę, że wszyscy mają nadzieję na dobrą pogodę. A co jeśli będzie padać? Co jeśli, przejdzie nawałnica?

 

 

CK: No cóż, po prostu wyjdziemy na scenę i damy z siebie 100% bez względu na wszystko, to jasne. Tak. Dla nas to bez różnicy. Słabo tylko, że publiczność będzie stać w deszczu… Słyszeliśmy jednak, że ma być jakieś 27 stopni.

 

 

KR: No tak, trzymajmy kciuki. Na co dzień jestem fotografem. Akurat dla mnie robienie zdjęć w deszczu byłoby bardzo interesujące, bo to wygląda epicko. Martwiłbym się trochę o aparat, ale myślę, że zdjęcia byłyby tego warte.

 

 

CK: Zdecydowanie.

 

 

KR: Taki festiwal – to dla was tylko głównie muzyka, czy jest to też wydarzenie towarzyskie? Spotykacie się z innymi zespołami? Ze znajomymi?

 

 

CK: Wiesz, to trochę połączenie obu tych rzeczy. Uwielbiamy spędzać czas z innymi zespołami. Po prostu oglądać ich występy, rozmawiać z nimi na koncertach. Liczy się zarówno sam występ, jak i po prostu kręcenie się z innymi kapelami. No i z fanami, oczywiście. Bardzo lubimy spędzać czas z fanami na koncertach.

 

 

 

KR: A czy sami też wchodzicie w tłum i skaczecie podczas koncertów innych zespołów?

 

 

CK: Pontus robi to na każdym kroku.

 

 

PH: Sam nie wiem. Trochę się zmieniłem. Chyba wolę oglądać z boku.

 

 

CK: Ja za to jestem tym wariatem, który czasami wbiega w publiczność i po prostu dobrze się bawi.

 

 

KR: W trakcie waszego koncertu, czy podczas koncertów innych zespołów?

 

 

CK: Naszego i innych. Kiedy tylko mam okazję.

 

 

KR: Uwielbiam robić zdjęcia na festiwalach, ale to też ciężka praca, prawda? Ponieważ człowiek się nawet na moment nie zatrzymuje. Zaczynasz od pierwszego zespołu, a potem robisz zdjęcia każdemu kolejnemu. Zastanawiam się, jak to wygląda z waszej perspektywy. Granie normalnego koncertu od szału festiwalowego, gdzie co chwilę musicie brać udział w wywiadach, spotykać się z prasą, robić inne rzeczy. Czym różnią się takie wydarzenia?

 

 

PH: Nie różnią się aż tak bardzo. Myślę, że festiwale mają w sobie coś takiego, co po prostu podnosi na duchu. Bez względu na wszystko, robienie wywiadów i innych rzeczy przy okazji koncertów festiwalowych bywa nużące, ale to też fajna zabawa. Podczas koncertów klubowych też jest fajnie, ale to po prostu coś innego. Vibe jest inny. A na festiwalu zawsze jest radośnie i cudownie. A jeśli chodzi o przygotowania, to ja… Cóż, nigdy się do niczego nie przygotowuję. Po prostu idę na żywioł.

 

 

 

CK: Tak. A my, śmiertelnicy, robimy nasze przygotowania. Sprawdzamy efekty specjalne, pirotechnikę, czy cokolwiek innego, żeby zrobić coś wyjątkowego na duży koncert. Ale tak, zgadzam się z Pontusem. Granie koncertów festiwalowych to coś innego. Dobrze to ująłeś – to podnosi na duchu.

 

 

KR: A czy każdy festiwal ma swój własny klimat?

 

 

CK: Powiedziałbym, że nie. Większość festiwali ma właściwie taki sam vibe. Jedyna rzecz, która się różni, to chyba zespoły, które grają. Ale poza tym to trochę jak w Boże Narodzenie – ludzie po prostu uznają, że teraz są święta i wszyscy powinni być radośni.

 

 

KR: W swojej muzyce łączycie pop z metalem. Jak doszliście do takiego połączenia. To dość nietypowa mieszanka gatunków?

 

 

CK: Tak, to zaczęło się w 2007 roku. Chcieliśmy pisać piosenki, które odzwierciedlałyby to, czego sami słuchamy. A słuchaliśmy dosłownie wszystkiego – od Backstreet Boys po Meshuggah. I po prostu, wiesz, dla nas nie było w tym nic złego. Powiedzieliśmy sobie: zróbmy to. I tak to się zaczęło. Połączyliśmy metalowe riffy z epickimi popowymi refrenami. I robimy to od tamtego czasu.

 

 

KR: I ta kombinacja bardzo melodyjnego, popowego śpiewu z growlem… To fascynująca mieszanka, muszę przyznać. Trudno to wykonywać na żywo? Bo to przecież miks skrajnie różnych emocji. Jak to działa na scenie?

 

 

CK: Cóż, dla nas to chleb powszedni. Więc nie ma w tym nic dziwnego, kiedy to wykonujemy.

 

 

PH: Tak, tak, zgadzam się. Szczególnie teraz, kiedy mieliśmy tę skandynawską trasę. To po prostu… mamy już, nie chcę mówić że „rutynę”, bo to brzmi nudno, ale mamy już swój „groove”.

 

 

CK: Myślę, że po prostu lubimy to, co robimy. Wychodzimy na scenę i dajemy z siebie 100%.

 

 

KR: Widziałem, że gracie zarówno w dużych obiektach, jak i w mniejszych klubach. Jak te utwory sprawdzają się w tak różnych warunkach?

 

 

CK: Działają świetnie. Myślę, że to tłum zazwyczaj tworzy klimat. I to bez względu na to, czy to festiwal, klub, czy jakiekolwiek inne miejsce. Tak to działa. Małe kluby potrafią być naprawdę super, bo robi się bardzo intymnie i masz publiczność na wyciągnięcie ręki. Więc to też jest mega fajne, tak samo jak duże sceny. Obydwa rodzaje koncertów sprawiają mi przyjemność.

 

 

zdj. materiały promocyjne

 

 

KR: Wspomniałeś też, że podczas koncertu będziecie mieli pirotechnikę. Czy możesz mi opowiedzieć o tym coś więcej? Chodzi o występ na Summer Punch?

 

 

CK: Jeszcze nie wiemy. Mamy przed sobą mnóstwo festiwali, więc nie jestem pewien, na którym są efekty, a na którym nie.

 

 

KR: Ale musicie mieć jakiś… Chyba musicie mieć jakiś plan. Nie wyobrażam sobie, że możecie dać się zaskoczyć czymś, co wybuchnie wam prosto w twarz, prawda?

 

 

CK: Jeśli nie będziemy mieli materiałów wybuchowych, to może namówimy Pontusa, żeby zdjął koszulkę.

 

 

KR: Efekt będzie podobny.

 

 

CK: Ale jeśli mamy pirotechnikę, to prawdopodobnie dowiemy się o tym na kilka godzin przed wyjściem na scenę. Chociaż ja i tak o tym zapomnę, zanim wejdziemy. Potrzebujemy wielkich znaczników: „Nie przekraczaj tej linii”. W przeciwnym razie po prostu…

 

 

KR: I takie wypadki się zdarzają?

 

 

CK: Cóż, bywało blisko. Żadnego wypadku nie było, ale te słupy ognia są gorące. O wiele bardziej gorące, niż mogłoby się wydawać.

 

 

KR: Byłem w bardzo małym klubie i grał tam taki bardzo srogi, heavymetalowy, pogański zespół. I jeden z technicznych powiedział mi, żebym uważał, bo będą odpalać ogień na scenie. I mieli takie… nie wiem, co to dokładnie było, ale było potwornie gorące. A to miejsce było naprawdę malutkie. Więc bardzo szybko cały klub zamienił się w jakiś rodzaj hutniczego pieca. Ale zapach był świetny. Pachniało niesamowicie.

 

 

CK: Tak. I sam efekt jest niesamowity. Ogień zawsze jest genialny. Po prostu genialny.

 

 

KR: Jest w tym coś magnetycznego.

 

 

CK: Granie na scenie z ogniem to jedno z najlepszych uczuć. Dostajesz takiego cholernego kopa, kiedy to widzisz. Chciałbym mieć ogień na każdym koncercie, ale większość klubów na to nie pozwala.

 

 

 

 

KR: To chyba musi dekoncentrować. Nie wiem, może to moje ADHD. Ale wiesz, kiedy dzieje się coś takiego, potrafię skupić się tylko na tej jednej rzeczy.

 

 

PH: Z nami jest dokładnie tak samo.

 

 

KR: Tak? Czyli po prostu zatrzymujecie się i gapicie się w ogień, tak?

 

 

CK: Zdarzało się.

 

 

KR: A pomiędzy koncertami… Jak spędzacie czas, gdy podróżujecie po świecie? Odpoczywacie, czy ćwiczycie przed występami?

 

 

CK: Cóż, ja właściwie mam „misję poboczną”. Pracuję i mam rodzinę. Więc spędzam czas także z nimi. Staram się po prostu znaleźć w tym wszystkim równowagę.

 

 

KR: Czy to trudne? Zabierasz rodzinę ze sobą, kiedy podróżujesz?

 

 

CK: To najtrudniejsza rzecz na świecie – znalezienie czasu na wszystko. Czasami udaje nam się zabrać rodzinę na niektóre koncerty. Ale bycie w trasie i ogarnianie tego wszystkiego jest ciężkie.

 

 

KR: Zabieracie ich czasem na scenę? Czy nie są tym zainteresowani?

 

 

CK: Moje dzieci są jeszcze małe, mają sześć i cztery lata. Więc może za kilka lat.

 

 

KR: Pytam, bo dwa dni temu Tom Morello grał w Warszawie. I jego syn był z nim na scenie. Jego syn ma 15 lat. Dołączył do zespołu i zagrali razem. To było niesamowite. Był taki moment, kiedy syn grał utwór Steve’a Vaia, a Morello senior po prostu usiadł w kącie sceny. Przyglądałem mu się. Miał na twarzy taką niesamowitą dumę.

 

 

CK: To było piękne.

 

 

zdj. materiały promocyjne

 

 

KR: To był naprawdę jeden z najlepszych momentów tego koncertu.

 

 

CK: To trochę jak wtedy, gdy grali… perkusista Foo Fighters zmarł, a jego syn dostał szansę zagrania z nimi koncertu. Widziałeś to? To było piękne. Coś niesamowitego.

 

 

KR: Ciarki na plecach.

 

 

CK: Tak. Byłoby fajnie, gdyby dzieciaki przejęły nasze instrumenty w jakimś utworze.

 

 

KR: A ty, Pontus? Co robisz w przerwach między koncertami?

 

 

PH: Pracuję nad nagraniami. Po prostu utknąłem w studiu.

 

 

KR: I pracujecie razem zdalnie? Czy ty nagrywasz ścieżki, a potem reszta?

 

 

PH: Właściwie to pracujemy zdalnie. Chris nagrywa wokale w swojej małej wiosce, w której mieszka, a ja siedzę tutaj.

 

 

KR: Lubicie taki sposób pracy?

 

 

CK: Nie. Wolę, kiedy pracujemy razem w studiu. Ale to nie zawsze jest możliwe. Myślę, że obaj chcemy pracować razem w studiu, a nie zdalnie. Tak jest o wiele łatwiej. Możesz się komunikować i pracować na miejscu. Ale mieszkam trzy godziny drogi od Göteborga, więc nie jest tak łatwo jeździć na sesje studyjne za każdym razem.

 

 

KR: Ale od czasu do czasu jest to możliwe?

 

 

CK: Tak. Przez większość czasu robimy to w Göteborgu.

 

 

KR: Trzymam zatem kciuki, żeby jak najowocniej wam się pracowało. Życzę udanego Summer Punch Festival.

 

 

CK: Będzie ogień. Wielkie dzięki.

 

 

PH: Trzymaj się. Miłego dnia.

 

 

Rozmawiał Kuba Ryszkiewicz

 

Przypominamy, że Summer Punch Festival odbędzie się w dniach 18 i 19 czerwca 2026 na terenie Letniej Sceny Progresji

 

 

IKS
Udostępnij i poleć znajomym!

Dodaj komentarz

IKS

SztukMix - Strona poświęcona szeroko pojętej sztuce

© SztukMix 2020