IKS

Bartosz Stobiński i Bartłomiej Szadkowski (Summer Punch Festival) [Rozmowa]

Organizacja festiwalu to nie sprint, nie maraton, ani Ironman, to wszystkie powyżej jednocześnie – zwłaszcza gdy zamiast mrocznego metalowego szablonu stawia się na jaskrawy pomarańcz, nostalgię lat dwutysięcznych. Jak agencja Winiary Bookings robiąca 320 koncertów rocznie radzi sobie z porwaniem się na głęboką wodę, jakim jest Summer Punch Festival? O budowaniu zaangażowanego community od zera, odczarowywaniu mitu „samotnych” fanów muzyki gitarowej i o tym, dlaczego ekipa organizatorska zamiast pić drinki w loży VIP, będzie szaleć pod sceną, Kuba Ryszkiewicz rozmawia z Bartoszem Stobińskim i Bartłomiejem Szadkowskim.

 

Kuba Ryszkiewicz: Summer Punch Festival to jest wasz pierwszy festiwal? Czy już wcześniej organizowaliście tego typu imprezy?

 

 

Bartosz Stobiński: To jest nasz pierwszy pełnoprawny festiwal. Lata temu, jak byliśmy bardzo małą, raczkującą agencją DIY-ową, robiliśmy coś takiego jak Raz do Roku Fest, przez dwie edycje. To był taki mały indoorowy festiwal hardcore-punkowy, trochę emo. Po latach zdecydowaliśmy, że może czas powrócić z czymś w takiej szerszej formule, już na miarę naszych dzisiejszych możliwości.

 

 

KR: Czyli wszystko, czego nauczyliście się przez te wiele lat, zaprocentowało?

 

 

BS: Tak jest. Także know-how i wykorzystanie wszystkich kontaktów.

 

 

KR: Ale mimo wszystko tak duże przedsięwzięcie to jest skok na głęboką wodę…

 

 

BS: Tak, na pewno to jest skok na głęboką wodę. Wiadomo, mamy duże zaplecze, bo rocznie robimy ponad 320 koncertów, różnej wielkości, od halowych po średnie i mniejsze kluby. Natomiast organizacja festiwalu to jest całkiem inna gra, na innym poziomie trudności, więc na pewno było dużo nowych rzeczy dla nas.

 

 

 

 

 

KR: I co było takiego nowego, zaskakującego przy preprodukcji tego festiwalu?

 

 

Bartłomiej Szadkowski: Mogę się wypowiedzieć za swoją część, czyli za promocję. Dużym zaskoczeniem było to, że promocja festiwalu to nie jest sprint, tylko maraton. Te akcenty trzeba rozkładać w zupełnie inny sposób. I mimo że równie dobrze możemy mieć na promocję koncertu 7 miesięcy, to te 7 czy 8 miesięcy, które mieliśmy tutaj, to jest zupełnie coś innego. Łapanie uwagi ludzi, zaskakiwanie ich nowymi rzeczami, proponowanie im nowego kontentu, to wszystko było na pewno czymś nowym.

 

 

KR: W jakim sensie nowego kontentu?

 

 

BSz: Przy koncertach nie produkuje się tak dużo różnorodnego kontentu. Mamy już też wypracowane pewne schematy, które…

 

 

KR: W sensie jakichś rolek, tego typu rzeczy?

 

 

BSz: Tak, tak. Przy tej ilości często nie możemy pozwolić sobie na indywidualne podejście. Czasami możemy pomyśleć, że w sumie taki festiwal to jest promowanie 24 małych koncertów, a to nie jest prawda, to wszystko musi być spójne, musi być zamknięte jako jedna historia, musimy trzymać pewną spójność w tym, w jaki sposób prezentujemy ludziom informacje. To dla mnie było największe zaskoczenie. Z drugiej strony – to jest totalnie in plus, że publika, która zbiera się wokół festiwalu, jest zupełnie inaczej zaangażowana. Możesz być ogromnym fanem danego zespołu, ale nie będziesz nigdy tak aktywny, jak ta społeczność. To było dla mnie bardzo pozytywne zaskoczenie. Z tym naprawdę fajnie się pracuje.

 

 

KR: A możesz coś więcej o tym powiedzieć? Czym przejawia się ten hivemind?

 

 

BSz: Podchodząc do statystyk, można powiedzieć że ilość komentarzy, polubień, udostępnień w ramach samego festiwalu jest dużo większa niż na przykład przy pojedynczych koncertach bardzo dużych artystów.

 

 

KR: Na taki festiwal przyjeżdżają też ludzie spoza Polski?

 

 

BSz: No tak, tak. Ale to nawet już nie rozróżniamy na kraje. Tych ludzi jest dużo więcej niż zwykle. Myślę, że sprzedawaliśmy koncerty, które były na podobnym progu sprzedażowym, co nasz festiwal, a nie powiedziałbym, żeby ludzie wokół tego byli tak zaangażowani, mimo że teoretycznie można by było pomyśleć, że ludzie skupieni wokół jednego zespołu będą bardziej aktywni. Ale tak nie jest. Wokół festiwalu dzieje się dużo więcej rzeczy. Ogłaszamy partnerów, ogłaszamy sponsorów, robimy jakieś śmieszne rolki i wokół tego ludzie jakoś fajniej się angażują.

 

BS: Dodałbym jeszcze, że zasadniczą różnicą między promocją festiwalu a pojedynczych koncertów jest fakt, że wokół festiwalu trzeba zbudować też jakieś community. Natomiast jeśli chodzi o pojedyncze koncerty, to my nie budujemy żadnego community wokół jednego koncertu, bo wykorzystujemy tutaj właśnie społeczności, które są wokół zespołu. I raczej ci fani śledzą bardziej to, co się dzieje u zespołu, jego ruchy. Natomiast przy festiwalu oczy są bardziej zwrócone na markę festiwalu, na to, jakie my wykonujemy ruchy, jak my się komunikujemy z ludźmi.

 

 

Bartosz Stobiński

 

 

KR: To jest pierwsza edycja, więc tej marki festiwalu jeszcze nie ma, dobrze rozumiem?

 

 

BS: I tak, i nie. Bo z jednej strony tak, jesteśmy na początku drogi, budujemy tę markę, a z drugiej strony uważam, że jakby spojrzeć na to, z jakiego miejsca startowaliśmy, a gdzie jesteśmy dzisiaj po tych około 6 miesiącach, to uważam, że zrobiliśmy gigantyczną robotę i naprawdę zbudowaliśmy spore community.

 

 

KR: Ale ono będzie wam pracowało dopiero w następnych latach?

 

 

BS: Oczywiście. Liczymy, że z każdą kolejną edycją ono będzie się powiększało. Natomiast patrząc sobie na inne początkujące projekty, uważam, że naprawdę w bardzo krótkim czasie zbudowaliśmy dość solidne community, czego najlepszym przykładem chyba jest fakt spotkań z fanami w Beer & Bones. Już dwa takie się odbyły i była pełna sala. Ludzie chcą poznawać nowych ludzi, przychodzić ze znajomymi, spotkać się pod kątem podobnych zainteresowań muzycznych.

 

 

BSz: Ludzie na festiwale wybierają się sami, bo są po prostu fanami danego zespołu, są zainteresowani nim i chcą przyjść. Często nie mają z kim przyjść, bo nie zawsze znajomi chcą, praca nie pozwala. Dlatego właśnie stworzyliśmy te spotkania, żeby ci ludzie mogli się poznać ze sobą i osoby, które nie mogą iść z kolegą na festiwal, mogły poznać kolegę na tym spotkaniu, żeby mogli też poznać lepiej line-up. Te spotkania odbywały się na zasadzie quizów, rozrywki, zabawy z ludźmi, przygotowywaliśmy na nich też bingo, i chodziło po prostu o to, żeby ci ludzie gadali, śmiali się ze sobą i poznawali się nawzajem. Zauważyłem po tych dwóch eventach, że są już grupy, które poznały się na pierwszym, a na drugie przyszły już jako ekipa znajomych.

 

 

KR: To są młodzi ludzie?

 

 

BSz: Tak, to są zdecydowanie młodzi ludzie. To też właśnie fajnie pokazuje, że cały czas narzekamy na dżenziaków, że nie chcą wychodzić z domu, że cały czas siedzą na telefonach, a prawda jest taka, że mieliśmy dwa spotkania, które były świetne, było mnóstwo młodych ludzi, i ci ludzie nie siedzieli w telefonach pojedynczo i nie brali udziału w zabawach pojedynczo, tylko bardzo często obserwowałem to, że ci ludzie, którzy się nie znali, za chwilę siedzieli dosłownie na tej kanapie obok siebie i grali razem do jednej bramki, próbując zdobyć nagrody w postaci voucherów na merch czy tam karnetów festiwalowych, i tak dalej, i tak dalej. Chodziło o to, żeby dać im szansę wcześniej, żeby będąc na festiwalu, nie czuli się wyobcowani, bo jednak też nie ma co mówić, ta muzyka jest często muzyką samotników, ludzi, którzy siedzą sobie sami w swojej głowie, a my chcieliśmy dać im możliwość spotkania się i zintegrowania, żeby też czuli się lepiej.

 

 

KR: Faktycznie tak jest, że jak słuchałem sobie tej nowej płyty Three Days Grace, to tam właściwie można sobie ręce pochlastać już po pierwszym przesłuchaniu.

 

 

BSz: Umówmy się, najbardziej popularnym utworem Palaye Royale jest „Lonely”, więc samo to mówi za siebie.

 

 

BS: Moja córka wyciągnęła mnie na Palaye Royale w Gdańsku. Właściwie nie znałem tego zespołu. To było tak radosne przeżycie, oni tam w łódce pływali ludziom na rękach, to po prostu było coś nie do opisania, to, co tam się działo. Pokolenie mojej córki, które tam darło japę na pełnej – to się bardzo miło oglądało.

 

 

BSz: Ja myślę, że w ogóle Palaye Royale ze względu na swoją stylistykę i czerpanie z estetyki lat 60-tych, 70-tych jest ogólnie wdzięcznym tematem i to nie tylko dla ludzi młodych, bo tam można odnaleźć dużo tropów nawiązujących do muzyki sprzed lat, więc myślę, że to jest dość uniwersalny zespół w ogóle.

 

 

Bartłomiej Szadkowski

 

 

KR: Podsłuchałem troszeczkę w poprzedniej rozmowie o kolorystyce tego plakatu, że ona jest taka trochę inna, że to nie jest tylko zło, mrok i tak dalej, zważywszy właśnie na ten line-up, który jest dosyć mroczny i ciężki, to właśnie kontrujecie to pomarańczem i takimi żywymi kolorami. Jak wyglądał ten proces dochodzenia do tego?

 

 

BS: Znaczy ja bym się nie zgodził, że ten line-up jest mroczny i ciężki, bo oczywiście mamy dużo takich artystów. Na przykład muzyka Bad Omens jest generalnie dosyć mroczna i porusza też dość ciężkie treści, mamy też takie trochę cięższe zespoły jak Landmvrks, czy Pale Face Swiss, czy P.O.D. Natomiast mamy też dużo takich właśnie zespołów jak Palaye Royale, który okazuje się, że na żywo jest dosyć radosnym przeżyciem, Bilmuri – no to też jest taka radosna amerykańska muzyka. Chociaż nie wiem, czy ci artyści byliby zadowoleni z używania określenia „radosna muzyka”. Myślę, że ten line-up jest ogólnie trochę pomieszaniem różnych światów, dlatego też nie wyobrażaliśmy sobie tego, żeby identyfikacja wizualna tego festiwalu to był kolejny ciężki okołometalowy plakat. Chcieliśmy, żeby to było wyróżniające się, chcieliśmy, żeby to miało sznyt analogowy, skate’owy, czyli coś, co bardzo się łączy z tymi latami, początkiem lat dwutysięcznych. A może o samym procesie twórczym powie tutaj szef promocji więcej.

 

 

BSz: Prostą metodą, często wykorzystywaną przez festiwale, wszelakie, nie chodzi tylko o gitarowe, jest oczywiście zrobienie maskotki festiwalu albo jakiegoś strasznego stwora, który promuje ten festiwal i właśnie cały czas nawiązywanie do tego, że ta muzyka jest ciężka i tak dalej. Uważam, że festiwale są po to, żeby ludzie się bawili. My też podeszliśmy dość wesoło do wielu grafik i dość kreatywnie do prezentowania zespołów. Myślę, że nic tak bardzo nie kojarzy się z latami dwutysięcznymi jak tramp stampy i tatuaże tribale, więc na przykład prezentując Three Days Grace i ich historię, zrobiliśmy właśnie taką grafikę, gdzie dziewczyna miała tramp stampa z nazwą zespołu, żeby właśnie podejść nieco mniej sztywnie do tego. Bo te zespoły to też są normalni ludzie, którzy często są wesołymi ludźmi. Chcieliśmy trochę to odczarować, nawiązać do absurdu lat dwutysięcznych, do tego jak teraz z perspektywy czasu te niektóre reklamy były absurdalne, czasami trochę cringe’owe. Bardzo chcieliśmy czerpać z tego, bo my z racji, że te lata nas ukształtowały, też nie uważamy tego za jakiś super cringe. To nas bardzo wyróżniło na tle innych festiwali. Myślę, że elegancko obchodzimy się z nostalgią, która jest teraz odmieniana przez wszystkie przypadki. Każdy teraz jest nostalgiczny i każdy tę nostalgię gdzieś próbuje wywołać, ale wydaje mi się, że my dość fajnie do tego podeszliśmy. Też na siłę nie śmieszkujemy przy tym wszystkim, jesteśmy szczerzy, staramy się być otwarci, jeżeli chodzi o ludzi w komentarzach. Wydaje mi się, że dość mocno nas to wyróżnia. Nie boimy się rozmawiać z ludźmi, nie boimy się ich zaczepić, czasami się z nimi i z nich pośmiać. To były takie ważne punkty, które gdzieś chcieliśmy zawrzeć w tej promocji, żeby wyróżnić się na tym rynku pełnym ciężkich, ciemnych plakatów. Być może jeżeli line-up kiedyś będzie nieco bardziej ciężki muzycznie, to też nawiążemy do tego, bo tak naprawdę mimo że mamy bardzo ładną i spójną komunikację całego festiwalu, to też jesteśmy zawsze otwarci na zmiany i nie wiadomo co przyniesie przyszła edycja, jak to się będzie broniło. Na pewno będziemy starali się być jak najbardziej wyraziści i wyróżnić się wśród takich samych, często ciemnych, smutnych plakatów.

 

 

KR: A takie układanie line-upu. Siadacie w trzech, dziesięciu, i dyskutujecie, kto by pasował do tego obrazka?

 

 

BSz: Każdorazowo odpalamy playlistę Top 50 Metal Polska i po prostu wybieramy te najlepsze.

 

 

BS: To jest złożony temat generalnie, bo akurat w przypadku naszej agencji, to ja razem z moim wspólnikiem Tomkiem usiedliśmy sobie i zaczęliśmy dyskutować na początku, jaka jest ogólna wizja tego festiwalu i w jakim kierunku chcemy iść. Od początku naszym założeniem było to, żeby nie robić kolejnego festiwalu metalowego. Nie chcieliśmy konkurować z takimi markami na naszej rodzimej scenie, jak Mystic Festival czy Summer Dying Loud, dlatego świadomie od początku nie chcieliśmy mieszać tego świata klasycznego, bardziej oldschoolowego metalu z nowoczesnym metalem, a że też wielu fanów koncertów metalcore’owych, hardcore’owych, deathcore’owych bardzo dobrze z tymi wydarzeniami kojarzy naszą agencję, no to stwierdziliśmy, że w tę stronę idziemy, w tym się czujemy najmocniejsi od lat. Stworzyliśmy sobie taką listę początkową naszych wymarzonych artystów, których byśmy widzieli na tej pierwszej edycji, z założeniem możliwości finansowych oczywiście.

 

 

BSz: A życie jest tak piękne, że wszystko się udało.

 

 

KR: I jak wielu z tych artystów znalazło się na plakacie?

 

 

BS: Tak szczerze, bez lukrowania: jakieś 70% tego line-upu było gdzieś tam w tej sferze początkowych oczekiwań.

 

 

KR: To było zaskoczenie dla was?

 

 

BS: Ciężko powiedzieć, bo robimy pierwszy raz festiwal. Generalnie pracujemy w tym momencie nad line-upem drugiej edycji festiwalu. Myślę, że możemy to zdradzić. I już teraz widzimy, jak duża jest to układanka dla wszystkich w tej branży, i dla zespołów, i dla agentów, i dla organizatorów festiwali.

 

 

 

 

KR: A to też jest mozaika dlatego, że nie chcecie wejść  innym w ich światło? Czy to w ogóle was nie obchodzi?

 

 

BS: Termin naszego festiwalu był wybierany w miarę możliwości optymalnie po to, żeby też ustawić się pod inne festiwale, inne zagraniczne festiwale. Oczywiście zawsze w miarę możliwości, jeśli robimy jakiś duży projekt tutaj w Polsce, jeśli posiadamy taką wiedzę, staramy się nie wchodzić w bezpośrednią konkurencję z innymi promotorami, bo to nie jest nigdy dla nikogo dobre. Ani dla organizatorów, ani dla artystów. Dlatego szukaliśmy tego terminu tak, żeby spróbować złapać tych artystów, którzy przemieszczają się po Europie. Doskonale wiemy, że startujemy z nowym projektem, z nową marką, i nie możemy wymagać, że każdy będzie chciał przyjechać zagrać na naszym festiwalu. Musimy sobie na to zapracować i zbudować tę markę. Dlatego staraliśmy się tak to dopasować, żeby podpiąć się pod inne festiwale w Europie w tym czasie, gdzie będzie większa możliwość złapania tych artystów w trasie. Natomiast to też jest dosyć trudne, bo można się wstrzelić w taki termin, gdzie tych festiwali w Europie jest za dużo i wtedy obniżyć swoje szanse na wyłapanie tych artystów. Także to jest ciężka gra. Szczególnie, że też mimo iż nie ma w Polsce drugiego festiwalu o takim profilu muzycznym, to tu jest jednak i tak trochę rockowej muzyki, i trochę tego metalcore’a, i trochę hardcore’u, punka. No nie ma drugiego takiego festiwalu w Polsce, więc nadal liczymy się z tym, że odbiorcy tego festiwalu nie słuchają tylko i wyłącznie takiej muzyki. Czasy się zmieniły, i tak jak kiedyś metalowcy słuchali tylko metalu… Teraz bańki się poprzekłuwały. Każdy słucha różnych gatunków…

 

 

KR: Gdyby mi ktoś powiedział, że ja będę kiedyś rapu słuchał…

 

 

BS: No właśnie, no właśnie, to by była pewnie legitymacja zabrana. To się pozmieniało i my też staramy się nadążać za tymi zmianami. Wiemy, że odbiorcy naszego wydarzenia interesują się też innymi festiwalami, niekoniecznie rockowymi czy metalowymi, dlatego też staraliśmy się dobrać ten termin w miarę tak, żeby nie wejść w paradę już istniejącym imprezom w Polsce. A wracając do początkowego pytania, no to… Tutaj Bartek już wspomniał, że myślę, że właśnie Alexisonfire było takim fajnym zaskoczeniem, bo to jest zespół, którym ja i mój wspólnik Tomek zawsze się mega jaraliśmy. Od najmłodszych lat, od wejścia w te meandry muzyczne. Dużo osób w naszym biurze również nie może się doczekać tego koncertu i szczerze, jak zaczęliśmy rozmowy, no to tak trochę w pewnym momencie myśleliśmy, że chyba to się nie uda, bo zespół też trochę zwlekał z podjęciem decyzji i poukładaniem sobie tej europejskiej trasy. To jest też zespół, który jeśli już przylatuje do Europy, to gra bardzo mało koncertów. Najczęściej tych koncertów tam potrafi grać na przykład 6 czy 7.

 

 

KR: To wam też robi robotę, przyciągnie osoby…

 

 

BS: No i to też podnosi ten status atrakcyjności tego koncertu. Myślę, że Alexisonfire jest szczególnie wyjątkowe właśnie przez to, że od tylu lat są na rynku, a nigdy nie grali w Polsce, plus jeśli już są w Europie, to właśnie na bardzo krótkich trasach. No ale tak, też mamy zespół Bilmuri, który jest taką nowością. Mega ciekawy projekt. Ja osobiście bardzo czekam na ten koncert, bo jestem fanem. Na pewno jesteśmy bardzo zadowoleni z tego, że dużo bookingów na ten festiwal to są takie bookingi, gdzie albo ktoś nigdy nie grał w Polsce, albo wraca po dłuższej przerwie. Przykład to Bad Omens – 3 czy 4 lata od pierwszej i jedynej dotąd wizyty w Polsce, więc to będzie dopiero ich drugi raz u nas. Landmarks, chyba jako headliner nigdy nie grali w Polsce, albo lata, lata temu, nie pamiętam już. Burry Tomorrow też bardzo dawno. Jest też Don Broco parę ładnych już lat od ostatniej wizyty w Polsce, w Progresji ze Sleeping With Sirens. Także mamy tutaj parę takich zespołów, które nie są zbyt mocno wyeksploatowane w Polsce.

 

 

KR: Jak już ten festiwal będzie się odbywał, to wy będziecie w kotle pod sceną, czy w loży popijać drinka z parasolką?

 

 

BSz: Myślę, że to by było bardzo sprzeczne z etosem naszej pracy i z tym, jakimi ludźmi jesteśmy. Ta firma jest złożona z bardzo konkretnych charakterów ludzi. Siedzenie i oglądanie sobie tylko festiwalu byłoby bardzo z tym sprzeczne. Jesteśmy ludźmi czynu, nie słowa, o czym długość tego wywiadu może nie do końca świadczyć. Od kiedy jestem w tej firmie, a ja jestem już dość długo, raczej zawsze stawialiśmy na to, żeby być zaangażowanymi, żeby pracować itd. Z racji tego, że prowadzę social media w dosłowny sposób – swoją twarzą i osobą, ja pewnie będę biegał wśród ludzi, rozmawiał z nimi i publikował te wszystkie rzeczy. Myślę, że Bartosz też nie będzie gdzieś z zimnym piwkiem na loży, tylko będzie raczej cały czas zaangażowany i przy nas. Z dużą przyjemnością pójdę też sobie na Alexisonfire. Ale myślę, że to będzie dla nas przede wszystkim ciężka praca, a dla Tomka i Bartosza, właścicieli firmy, pomysłodawców całego festiwalu jest to chyba najważniejsze dziecko i bardzo przełomowy moment w prowadzeniu firmy i nie wyobrażam sobie, że zobaczę wychillowanego Bartosza na loży VIP. Gdzieś koło godziny pierwszej, po ostatnim koncercie, to może się zdarzyć, kiedy zajdą z nas emocje, ale raczej nie wydaje mi się, żebyśmy sobie na to pozwolili.

 

 

BS: Dodałbym na pewno, że przez lata razem z moim wspólnikiem Tomkiem udało nam się stworzyć taki zespół ludzi w naszej agencji, którzy są pasjonatami muzyki, tak jak my. I to jest ważne w kontekście tego pytania, bo praca w tej branży jest dosyć specyficzna. Poza wieloma benefitami, fajnymi przygodami i przeżywaniem często dużych emocji, jest też sporo trudności. To jest życie w trasie, duży stres, nie do końca regularne godziny pracy. Nieraz się śmiejemy, że dużo młodych ludzi gdzieś tam marzy o pracy w branży koncertowej, bo mają takie wyobrażenie, że jeździ się na koncerty i zbija się piątki z artystami i pije się z nimi piwko na backstage’u, ale niestety to tak nie wygląda. To jest mega ciężka praca, którą wykonujemy całym zespołem przez te miesiące do festiwalu cały czas, mając w głowie też to, że nadal promujemy wielką ilość pojedynczych koncertów w całym kraju. No, ja bym powiedział, że to jest taki Ironman.

 

 

BSz: Tak, to zajmuje nam bardzo dużo czasu.

 

 

BS: Dlatego tutaj myślę, że biorąc pod uwagę fakt, że ten zespół udało nam się zbudować z pasjonatów muzyki, tak samo jak pasjonatami muzyki jestem ja i mój wspólnik, to nie wyobrażam sobie, żeby też wszyscy skupili się w 200% tylko na pracy i nie mogli sobie obejrzeć żadnego koncertu, bo wiem, że każdy z naszego teamu ma jakieś tam swoje „can’t wait” w tym line-upie. Dlatego myślę, że czeka nas na pewno ciężka praca i dużo stresu, bo to jest pierwsza edycja festiwalu i, tak jak Bartek powiedział, takie najważniejsze dziecko tej firmy, na które każdy chucha i dmucha. Miejmy nadzieję, że za parę lat wyrośnie na fajnego nastolatka.

 

 

KR: Tak jak pies rośnie? Że 7 lat w jeden rok?

 

 

BS: Miejmy nadzieję, że to będzie takie ekspresowe tempo.

 

 

BSz: Myślę, że my czasami przeżywamy rok w miesiąc. Ilość energii, która jest potrzebna, żeby to wszystko, co robimy, zrobić dobrze, daje w kość. To brzmi smutno, ale myślę, że to jest piękne życie, gdybym miał zrobić to jeszcze raz, zrobiłbym mimo tego, że jest to ciężkie.

 

 

Harmonogram festiwalu

 

 

KR: Ostatnio byłem na sześciu koncertach, jeden po drugim i z tym aparatem tam biegałem od fosy na balkon, po sali, w tę i z powrotem. Oni tam na scenie grają solówkę, a ty jesteś w środku wiru i otaczają cię te telefony ze światełkami, i sobie myślisz: „k@#@a, no w liceum bym się dał pokroić za coś takiego”.

 

 

BS: To ja mam bardzo często też coś takiego, jak stoję sobie właśnie gdzieś na koncercie, przy którym pracuję, jak patrzę na to, ile to szczęścia daje ludziom, to uważam, że to też jest w ogóle bardzo piękna pointa tego, czym ta praca jest i co ta praca może dać. Może to brzmi strasznie patetycznie, ale ja uważam, że to, że my dajemy rozrywkę ludziom, może i nie jest najważniejszą pracą na świecie, jak na przykład, nie wiem, dostarczanie jedzenia czy budowanie samochodów, tego typu rzeczy, ale uważam, że jest to niesamowitym przeżyciem i niesamowitym życiem w ogóle.

 

 

BSz: Powiedzmy sobie też szczerze, że ludzie bez rozrywki w dłuższym okresie by oszaleli, więc tak jak Bartek powiedział, mimo iż nie jest to potrzeba pierwszego rzędu, to myślę, że robimy dosyć istotną robotę dla wielu ludzi. Jest bardzo dużo osób, którym muzyka pomogła w jakichś trudnych chwilach w życiu, pomogła ich kształtować, pomogła im dorastać. Myślę, że wiele osób pracujących w naszej firmie na wczesnych etapach dojrzewania też zarazili się tą muzyką i do dzisiaj z nimi tak została, i nie mogą się z nią rozstać. Dlatego myślę, że to jest istotne i cieszę się bardzo, że udało nam się stworzyć taki projekt, który będzie mógł dostarczyć trochę radości wielu ludziom.

 

 

KR: Nawet w sytuacjach wojennych czy jakichś innych dramatycznych momentach to muzyka jest czymś, co pozwala nam przejść przez te ciężkie chwile. Kto wie, w tym momencie ktoś może będzie bardziej potrzebował pójść na wasz festiwal.

 

 

BSz: Jakkolwiek kontrowersyjnie by to nie brzmiało, muzyka pojawia się nawet na pogrzebach. Muzyka zawsze była narzędziem do wyrażania emocji i przeżywania ich.

 

 

KR: Życie bez kultury byłoby straszne. Wchodzisz do byle jakiego biura, zawsze będziesz miał coś, co będzie jednak tworzyło, że ta przestrzeń nie jest taka bezosobowa.

 

 

BSz: Miejmy nadzieję, że AI nie doprowadzi nas do życia bez kultury.

 

 

KR: Też tak myślę. Wydaje mi się, że to musi walnąć z drugą stroną, to nie ma opcji. Trzeba być optymistą.

 

 

BS: Skoro zahaczyłeś o to, to ja uważam, że… Nie da się uniknąć tego tematu. Ale myślę, że jakościowa i taka z indywidualnym podejściem muzyka, film, w ogóle sztuka zawsze się obroni. I oczywiście będziemy zalewani treściami niezbyt jakościowymi, ale to też pokazuje fakt, że był ten taki moment w kinie, gdzie było strasznie dużo słabych filmów, i nagle takie wytwórnie jak na przykład A24 wyskoczyły, i one teraz zgarniają coraz lepszych aktorów, coraz bardziej mainstreamowe nazwiska itd. I to się broni. Uważam, że z muzyką będzie podobnie.

 

 

BSz: Dlatego czeka nas ciężki czas, musimy się też uzbroić w trochę cierpliwości. Zawsze się mówi, że dobra muzyka się obroni. Jakościowe produkcje, czy to muzyczne, filmowe itd. obronią się, musimy przetrwać ten gorszy moment.

 

 

KR: Pozostaje wierzyć, że takie studia jak A24 nie będą używać muzyki generowanej przez sztuczną inteligencję.

 

 

BS: Myślę, że to byłoby bardzo sprzeczne z ich DNA.

 

 

 

 

KR: Też mi się tak wydaje. A co poza muzyką na tych festiwalach? Bo rozumiem, że festiwal samą muzyką nie żyje.

 

 

BS: To jest ta najcięższa odpowiedź, bo cały czas to powtarzam i ciągle zapominam o części rzeczy. Staraliśmy się dobrać do festiwalu partnerów, którzy będą spójni z naszym DNA i wśród partnerów mamy właśnie Monstera, mamy Pana Drwala, American Socks, o czym chyba mówię po raz pierwszy. No jest też z nami Antyradio. Każdy z naszych partnerów dostanie swoje miejsce na festiwalu, będzie miał swoją indywidualną strefę. Beer & Bones, z którymi jesteśmy dzisiaj tutaj podczas tego wywiadu, też dostanie swoją strefę, która będzie przedłużeniem naszych spotkań Summer Punch Community. Ludzie, którzy bawili się z nami tutaj w tym mniejszym gronie, będą mogli też na festiwalu między koncertami, czy w trakcie koncertów, jeżeli będą już zmęczeni, pośpiewać karaoke, wziąć udział w quizie, i tak dalej. Chcemy dać ludziom też taką rozrywkę. Pan Drwal przygotowuje strefę z barberem, gdzie będzie można zadbać o siebie, żeby być może móc poderwać płeć przeciwną podczas festiwalu.

 

 

KR: Albo nie przeciwną.

 

 

BS: Albo nie. Myślę, że to są takie fajne punkty naszego festiwalu. Ciężko mówić też o strefie VIP już teraz, bo w momencie, w którym rozmawiamy ta strefa jest już wyprzedana i nie można zdobyć tych biletów. To też dowodzi jakiegoś sukcesu, że ludzie nam zaufali. Mamy dość rozbudowaną strefę merchową, mamy nasz merch, który dzisiaj dopiero na wywiadach prezentujemy po raz pierwszy.

 

 

BSz: No właśnie, skoro rozmawiamy o merchu, myślę, że możemy zahaczyć też o to, że ta nietypowość, którą tak podkreślam i tak może czasami buńczucznie mówię o tym, jacy jesteśmy inni. Myślę, że takiego merchu, jaki my mamy, nie można spotkać na innych festiwalach. Myślę, że ludzie będą bardzo pozytywnie zaskoczeni, bo powiesiliśmy sobie poprzeczkę dość wysoko, no i może rozczaruję teraz kogoś, a może nie – nie spotkacie u nas ciuchów z logotypem i line-upem na plecach, więc myślę, że to też jest nasz wyróżnik. Będziemy mieć dużo gadżetów festiwalowych. Będzie bluza z logo festiwalu, ale bez line-upu na plecach. Jeżeli rozmawiamy o miejscu, to jest to rzecz, którą trzeba zawsze podkreślać. Widnieje oczywiście na plakatach i wszędzie jest napis, że to Letnia Scena Progresji. Ale to, co ludzie na co dzień znają jako Letnią Scena Progresji, to jest nasza mniejsza scena. My budujemy osobną scenę, która pomieści tę świetną produkcję i da możliwość rozwinięcia się produkcyjnie zespołom. Mapy festiwalu i wszelkie informacje o atrakcjach będą pojawiały się przez ten miesiąc, więc można wszystko śledzić na naszym Instagramie i na stronie summerpunchfestival.pl, która też jest piękna.

 

 

KR: A bilety można nabyć przez stronę, tak?

 

 

BS: Tak. Bilety są też na stronie summerpunchfestival.pl albo na ticketmaster.pl.

 

 

KR: Bardzo wam dziękuję za rozmowę.

 

 

BSz: My również dziękujemy.

 

 

Rozmawiał Kuba Ryszkiewicz

 

IKS
Udostępnij i poleć znajomym!

Ten post ma jeden komentarz

  1. Dominika Step

    Chłopaki, wielka piątka za te słowa! Mega szanuję podejście, że Summer Punch ma być festiwalem z klimatem i duszą, a nie kolejną bezduszną masówką na stadionie, gdzie artystów ogląda się tylko na telebimach. Właśnie takiego podejścia brakuje na polskiej mapie koncertowej – blisko ludzi, z konkretną energią i społecznością, która jara się tą samą muzyką. Po tym wywiadzie widać, że wkładacie w to całe serducho, więc o frekwencję i ogień pod sceną możecie być spokojni. Zrobimy Wam tam taki kocioł, że w przyszłym roku nie będziecie mieli wyjścia – trzeba będzie ogłosić kolejną edycję

Dodaj komentarz

IKS

SztukMix - Strona poświęcona szeroko pojętej sztuce

© SztukMix 2020