IKS

Czas krwawego księżyca, reż. Martin Scorsese, film [Recenzja]

czas-krwawego-ksiezyca-recenzja

Martin Scorsese to twórca genialny. Jeden z najważniejszych reżyserów w historii kinematografii. W swoim najnowszym filmie „Czas krwawego księżyca” zmierzył się z bardzo trudnym i kontrowersyjnym tematem z historii Stanów Zjednoczonych – mordowania Indian ze szczepu Osagów. W głównych rolach obsadził Roberta De Niro i Leonardo Di Caprio. Aktorów wybitnych, którzy już raz, trzydzieści lat temu, spotkali się na planie produkcji „Chłopięcy Świat”. Oczekiwania przed premierą filmu były ogromne. Osobiście jednak nie spodziewałem się, że powstanie obraz tak pełny, wielowymiarowy i uniwersalny.

„Czas krwawego księżyca” to ekranizacja książki Davida Granna o tym samym tytule. Po jej wydaniu uznano ją za tak kontrowersyjną, że w stanie Oklahoma do dziś nie można omawiać tej pozycji na lekcjach w publicznych szkołach. A dlaczego? Ponieważ zbyt dosadnie opisuje rasizm białych mieszkańców Ameryki w stosunku do Osagów, którzy w latach 20, XX wieku byli najbogatszą społecznością na świecie. Wynikało to z tego, że na ich terenie były ogromne złoża ropy naftowej. Specyficzne uregulowania prawne i chciwość białych osadników spowodowały liczne zabójstwa członków tego plemienia.

 

Scorsese w swoim filmie koncentruje się na losach Ernesta Burharta (Leonardo Di Caprio) – weterana I wojny światowej, który trafia do hrabstwa Osage pod skrzydła swojego wuja Williama „King” Hale’a (Robert De Niro). Ten drugi jest handlarzem bydła, ale też bardzo wpływową osobą w hrabstwie. Cenią go Osagowie, nie zdając sobie sprawy, że ten niby poczciwy staruszek to wręcz książkowy przykład rasisty, który robi wszystko aby przejąć ich dobra, nie cofając się przed niczym. W hrabstwie dochodzi do coraz częstszych zabójstw i przejmowania majątków przez białych mieszkańców tych terenów. Hale’a nakłania naiwnego i niezbyt rozgarniętego Ernesta do ożenku z Indianką Mille (Lily Gladstone). Cała intryga ma na celu przejęcie w spadku ogromnego majątku jej rodziny. Tyle, że Millie ma jeszcze matkę i siostry, które również stoją na drodze do zrealizowania planów Hale’a.

 

Twórcy „Czasu krwawego księżyca” nie patyczkują się z mitem założycieli Ameryki. Jasno ukazują, że biały człowiek, kolonizujący Amerykę, to było największe zło, jakie spotkało Indian. W swoim obrazie przeciwstawiają piękno kultury Osagów, ich bezpretensjonalność, naiwność z brutalnością i chciwością białych imigrantów. Dla Ernesta i Williama najważniejsze są pieniądze. I chociaż ten pierwszy na każdym kroku powtarza jak bardzo kocha swoją żonę, to nie waha się krzywdzić jej, będąc posłusznym wobec wuja i na jego polecenia wykonywać najbardziej niegodziwe rozkazy, mocno uderzające w Millie jak i jej rodzinę.

 

W tamtych czasach tereny zamieszkiwane przez Indian nie podlegały żadnemu prawu. Nikt nie interesował się kolejnym zabitym „czerwonoskórym”. Dlatego władze w Waszyngtonie zdecydowały się powołać do życia FBI (Federalne Biuro Śledcze), które m.in. miało odpowiadać za rozwiazywanie zbrodni popełnianych na terenach należących do Indian. To właśnie wysłani do hrabstwa Osage agenci FBI na czele z Tomem White’m (Jesse Plemons) starają się rozwikłać tajemnice wszystkich zabójstw. Zabawny jest moment w którym Hale mówi agentowi White’owi, iż nie ma pojęcia kim jest J. Edgar Hoover (wieloletni szef FBI). Federalne Biuro Śledcze wszak dopiero raczkowało.

„Czas krwawego księżyca” to monumentalny, filmowy kolos. Wiele osób może odstraszyć fakt, iż trwa, aż trzy i pół godziny. I tutaj po raz kolejny objawia się geniusz reżysera. Ta produkcja absolutnie się nie dłuży. Co więcej reżyser bawi się konwencją. Chwilami mamy western, najczęściej kryminał, ale nie brakuje też wątków humorystycznych, a prawdziwą wisienką na torcie jest zakończenie. Absolutnie nie zdradzę jakie – sami musicie to zobaczyć. Przy tym wszystkim jest to kino bardzo klasyczne, bez nowoczesnych udziwnień stylistycznych. To szlachetność w najczystszej kinematograficznej postaci.

 

Również aktorstwo jest na najwyższym możliwym poziomie. Coś czuję, że pewne są co najmniej dwie aktorskie nominacje do Oscara – dla Leonardo Di Caprio i Lily Gladstone. Di Caprio po raz kolejny gra po prostu koncert. Jego postać została wspaniale napisana przez scenarzystę Erica Rotha. Wcale nie byłbym zaskoczony gdyby na statuetkę rycerzyka załapał się również De Niro, a nawet Jesse Plemons za rolę drugoplanową. „Czas krwawego księżyca” to według mnie najlepiej zagrany tegoroczny film. Ciekawostką jest, że w krótkich rolach zagrali tak uznani aktorzy jak John Lithgow, Brendan Fraser, a epizodycznie na ekranie pojawiają się Jack White i … Martin Scorsese.

 

Oscarowe są również zdjęcia za które odpowiada Rodrigo Prieto oraz muzyka Robbiego Robertsona. Rewelacyjnie się dopełniają w zależności od konwencji, którą proponują twórcy.

 

Podsumowując „Czas krwawego księżyca” to film totalny. Martin Scorsese od lat nie był w tak dobrej formie. Jeszcze jakiś czas temu myślałem, że nic nie pobije w moim prywatnym, tegorocznym, rankingu nolanowskiego „Oppenheimera”. Jednak to jak Scorsese udokumentował historię Osagów oraz w jak umiejętny sposób ukazał trudny temat początków nowoczesnej Ameryki, przebija wszystkie tegoroczne produkcje. Obraz bez wątpienia zasługuje na najwyższą możliwą ocenę. I nie waham się takiej wystawić. Film z gatunku – wstyd nie obejrzeć!

Ocena: 6/6

Mariusz Jagiełło

 


 

Obserwuj nas w mediach społecznościowych:

👉 Facebook

👉 Instagram

👉 Twitter

IKS
Udostępnij i poleć znajomym!

Ten post ma 3 komentarzy

  1. Daniel

    I pójdę i obejrzę przez ciebie😉

  2. Piotr

    Ciekawe ze nie pojawia się w recenzji wątek Żydowski. W pewnym momencie DeNiro przyznaje się do bycia Żydowskim Masonem. Scena bardzo wymowna. Niestety Ci któż są wyczuleni na Antysemityzm sami są Rasistami. A Scorsese doskonale to wyłapał.
    Brawo.

    1. Mariusz Jagiełło

      Jako autor recenzji nawet nie wiem jak się do tego odnieść 🙂 W sensie, ze jestem rasistą bo nie zwróciłem uwagi na ten wątek? 🙂

Dodaj komentarz