Wywiad z sardyńskimi stoner/doomowcami z Crobu, którzy na początku tego roku wydali swój groove’owy i intensywny album: „More Than This”. Dlaczego Kyuss jest nadal istotny dla współczesnych zespołów stonermetalowych? Jak to jest być undergroundowym zespołem z Sardynii? Jakie pozamuzyczne inspiracje motywują muzyków do tworzenia? Skąd zespół bierze groove’owe i gęste brzmienie? Jak można wspierać ten undergroundowy zespół w erze cyfrowej? I co łączy wronę z zespołem? Odpowiedzi na te i inne pytania znajdziecie w poniższym wywiadzie.
W skład Crobu wchodzą:
Lorenzo Meli – gitara basowa,
Alessandro Brundu – perkusja,
Andrea Pisu – gitara elektryczna,
Federico Paretta – wokal.
Marek Oleksy: Czy mógłbyś mi powiedzieć coś więcej o nazwie waszego zespołu: „Crobu”? Co ona oznacza?
Andrea Pisu: „Crobu” oznacza wronę w języku sardyńskim (pochodzimy z Sardynii: w przeciwieństwie do innych włoskich dialektów, sardyński jest w rzeczywistości starożytnym językiem). Kiedy zespół dopiero się rozwijał, ćwiczyliśmy na moim strychu. Z biegiem miesięcy zaczął nas odwiedzać samiec dzikiej wrony. Na początku był dość nieśmiały, ale stopniowo się zaprzyjaźniliśmy. Doszło do tego, że reagował na moje polecenia. Przychodził też każdego ranka, żeby mnie obudzić, przywitać się i często przynosił mi drobne prezenty. Tak więc nazwanie zespołu „wrona” po sardyńsku wydawało mi się całkiem naturalne. Muszę przyznać, że kilka naszych riffów nucił mi sam ptak.
MO: Brzmi jak niesamowita historia! Czy wrona zdradziła ci jeszcze jakieś sekrety związane z muzyką?
AP: Właściwie tak, ale będzie trzeba poczekać na drugi album.

MO: Nie ma problemu! Czy możesz mi opowiedzieć więcej o początkach zespołu? Jak się poznaliście?
Federico Paretta: Znajdowałem się akurat na obrzeżach miasta, gdzie prawie każdy garaż jest albo studiem, albo salą prób. Kręciłem się po okolicy korzystając z telefonu i usłyszałem potężne riffy dochodzące z ostatniego pokoju. Pomyślałem sobie: chyba mógłbym do nich zaśpiewać! Wślizgnąłem się tam i od tego momentu kilkakrotnie zmienialiśmy skład, aż w końcu się ustatkowaliśmy i ruszyliśmy z zespołem. Andrea od jakiegoś czasu forsował pomysł założenia zespołu i od razu się polubiliśmy.
MO: Ile czasu zajęło wam, aby w końcu skonsolidować się jako zespół i nagrać album?
FP: Naprawdę zżyliśmy się w studiu podczas intensywnej pracy, gdzie Andrea i ja zajęliśmy się albumem. To było wyczerpujące, ale nas połączyło i musieliśmy to zrobić.
MO: Jaki był główny powód grania w stylu stoner/doom/sludge? Czy planowaliście grać w tej stylistyce od początku, czy po prostu jakoś tak wyszło?
AP: Wszystko zaczęło się od prostego pomysłu: chwycić kilka wzmacniaczy, wyjechać na odludzie i zagrać dla znajomych, tak jak Kyuss robił na swoich generator parties. To odmieniło moje życie. Żaden inny gatunek nie oddawał tak surowego poczucia całkowitej wolności i autentyczności. Wzmacniacze w piasku podkręcone na maksa, czysty dźwięk uderzający prosto w twarz, bez żadnych absurdalnych podkładów ani playbacku. Właśnie to dajemy od siebie na naszych koncertach. W świecie muzyki generowanej przez sztuczną inteligencję, kupowania „lajków” i systemu pay-to-play właśnie tak chcemy grać: prawdziwie.
MO: Brzmi jak niesamowity pomysł! Ile takich „wolnych koncertów” na odludziu zagraliście?
AP: Zorganizowaliśmy ich sporo i nadal to robimy, kiedy tylko możemy. To tajne imprezy, dostępne tylko na zaproszenie, z ograniczoną liczbą miejsc, wśród lasów i plaż. Sardynia oferuje kilka takich niesamowitych miejsc.
MO: Brzmi jak wspaniała przygoda! A jeśli chodzi o samą muzykę: czy możecie wymienić swoje największe inspiracje?
AP: Zdecydowanie Kyuss, o którym wspominałem wcześniej, a także Down i Corrosion of Conformity. I oczywiście Black Sabbath – bez nich nie istniałoby nic cięższego niż hard rock, zatem szczerze zasługują na to, by być czczeni każdego dnia.
MO: To by się zgadzało. Słyszę echa tych wpływów w waszej muzyce: poczucie wolności i przestrzeni Kyuss, ciężką i piaszczystą melancholię Down, piekielny groove CoC i kult riffów Black Sabbath. Jednak czuję też, że wasza muzyka nie jest kopią tych zespołów, ale dojrzałym brzmieniem z własną historią i osobowością. W związku z tym mam jeszcze jedno pytanie: jak tworzycie swoją muzykę? Czy dzieje się to podczas jam session zespołu, czy jest to bardziej ustrukturyzowana, indywidualna praca, która później jest łączona w jedną całość? Czy ważniejsze są dla was nagłe przypływy inspiracji, a może codzienna praca nad muzyką?
FP: Zazwyczaj zaczynamy od riffu lub jego wstępnej struktury, a reszta płynie bardzo naturalnie; zaczynam szkicować linie wokalne, przejścia, solówki i różne aranżacje – wszystko na żywo. Zawsze nagrywamy próby i mamy archiwa w wysokiej jakości dźwięku; moglibyśmy nawet stworzyć z nich album – kto wie?
MO: Wasza muzyka opiera się głównie na gęstych riffach, ciężkim groovie i potężnej sekcji rytmicznej. Jak osiągacie tak destrukcyjne brzmienie? A może to ściśle tajna informacja?
FP: Żadna tajemnica, nic z tych rzeczy. Po prostu tacy jesteśmy i do tego dążymy jako Crobu.
MO: Wracając do inspiracji: jakie są wasze największe inspiracje pozamuzyczne? Oczywiście oprócz wrony!
FP: Dla mnie inspiracją pozamuzyczną jest filozofia, nauka i niskobudżetowe horrory/splattery. Samo życie jest też dla mnie dużą inspiracja…
AP: Osobiście moje pozamuzyczne inspiracje pochodzą wprost z surowej energii i popkultury lat 90. Uwielbiam przerysowane komedie z Jimem Carrey’em, „Transformers” i całą erę animacji lat 90., która była o wiele bardziej brutalna i agresywna niż to, co można zobaczyć dzisiaj. Poza tym Arnold Schwarzenegger zawsze miał na mnie ogromny wpływ, zarówno ze względu na swoją legendarną karierę kulturysty, jak i udział w filmach akcji. Wszystko to składa się na ten sam surowy, przerysowany klimat, który wnoszę do zespołu.
Lorenzo Meli: Zawsze uwielbiałem klimat starych filmów wojennych i europejskich komiksów z lat 70., więc myślę, że to jest moja największa, pozamuzyczna inspiracja, no i oczywiście jedyna w swoim rodzaju Ilona Staller.
Alessandro Brundu: Poza muzyką, czerpię wiele inspiracji z filmów, seriali, gier wideo i anime. Uwielbiam thrillery z zaskakującymi zwrotami akcji, takie jak „Podejrzani” i „Wyspa tajemnic”, a także klasyki science fiction, takie jak „Matrix”, „Łowca androidów”, „Terminator” i „Obcy”. Seriale jak „Czarne lustro” i „Dark” trafiają do mnie w tym samym, tajemniczym, psychologicznym klimacie. Duży wpływ na mnie mają również horrory, takie jak „Silent Hill”, a także mroczna oprawa wizualna i głęboki klimat anime, takich jak „Berserk”, „Evangelion”, „Trigun”, „Akira” i filmy studia Ghibli.
MO: A propos życia jako inspiracji: z mojego punktu widzenia teksty na albumie „More Than This” opisują trudy i mroczniejsze momenty w życiu. Czy to forma katharsis, radzenia sobie z wewnętrznymi zmaganiami?
FP: Możliwe, że chodzi o oczyszczenie, walkę o duchowe wzniesienie; codzienność to działający na pełnych obrotach warsztat, który pędzi naprzód, często nie pozostawiając miejsca na świadomość i zrozumienie… musi być zatem w tym życiu coś więcej.
MO: Jesteście zespołem z Sardynii, wyspy bez mostu ani tunelu łączącego ją z kontynentalną częścią Włoch. Jak trudności transportowe wpływają na was jako zespół? Czy kiedykolwiek zagraliście koncert poza Sardynią?
AB: Jako Crobu jeszcze nie opuściliśmy wyspy i nie możemy się doczekać, żeby zagrać koncerty gdzie indziej. Masz rację – życie na wyspie bywa ciężkie. Myślę, że najlepszym rozwiązaniem jest spakowanie się do vana i przeprawa promem; zajmuje to więcej czasu i kosztuje swoje, ale z własnego doświadczenia z poprzednich tras wynika, że to prawdopodobnie metoda, którą wybierzemy.
MO: Mam nadzieję, że kiedyś uda wam się dotrzeć do Polski! Czy na Sardynii jest jakaś scena stoner/doomowa? Albo jakaś inna, której jesteście częścią?
AP: Jeśli macie w Polsce miejsca, gdzie możemy wystąpić, dajcie znać, a na pewno się pojawimy, aby zagrać koncert! (śmiech) Scena stonerowa na Sardynii jest superaktywna i mamy świetne kontakty z praktycznie wszystkimi.

MO: Czy mógłbyś powiedzieć mi więcej o sardyńskiej scenie stonerowej? Czy tworzycie coś w rodzaju kolektywu?
FP: Po prostu dobrze się bawimy – ni mniej, ni więcej. Scena stonerowa na Sardynii jest naprawdę silna i wpływowa, i jestem pewien, że coś się będzie na niej działo. W międzyczasie mamy nowe, większe studio i wszyscy jesteście zaproszeni na jam session.
MO: Jakie inne zespoły z Sardynii moglibyście polecić waszym polskim fanom?
FP: Cóż, jak już wspomniałem, zespołów jest mnóstwo – i nie chcielibyśmy żadnego pominąć – ale Black Capricorn i Elepharmers zdecydowanie się wyróżniają, rozpalając naszą scenę od dekad. To świetne grupy.
MO: Super, dziękuję za polecenie. Czy moglibyście powiedzieć swoim fanom z Polski, jaki jest najlepszy sposób wspierania zespołu w dzisiejszej erze cyfrowej?
FP: Wspieranie muzyki undergroundowej nie polega tylko na streamingu – istotne są zakupy: Bandcamp, koszulki, płyty CD, winyle… ale też cyfrowy marketing szeptany (playlisty, posty itp.)… przestrzeń cyfrowa jest demokratyczna, pozwala każdemu na samodzielną produkcję i sprawia, że twórczość każdego zostanie usłyszana, ale ostatecznie to wypełnione po brzegi kluby są tym, co ją naprawdę napędza.
MO: Pytanie w imieniu wszystkich maniaków sprzętu do grania i pasjonatów muzyki: czy moglibyście powiedzieć, jak stroicie gitary oraz jakiego sprzętu używacie, żeby uzyskać wasz charakterystyczny „wroni” dźwięk?
AP: (Śmiech) Oczywiście! W gruncie rzeczy strojenie, którego używamy, aby uzyskać ten głęboki, mulisty ciężar, to Drop C (C-G-C-F-A-D). Niższe zestrojenie ostatniej struny daje nam potężny basowy pomruk, a jednocześnie zachowuje szybkość i ciężar power chordów.
Jeśli chodzi o sposób na uzyskanie charakterystycznego dźwięku „wrony”:
Gitara: Głównie Gibson Flying V z przetwornikami Dirty Fingers. Przeniesienie jej na przetwornik przy gryfie to sekretny przepis na gęstsze, bardziej paskudne, wyjątkowo bagienne brzmienie.
Wzmacniacz: Orange CR120 podkręcony na maksimum, aby uzyskać surową, wzmocnioną odpowiedź tranzystorową.
Pogłos/Ambient: Efekt Boss Space Echo jest prawie zawsze używany, aby nadać riffom głębię echa niczym z jaskini.
Pedalboard: Zbiór przesterów i modulatorów, które dołączamy do zestawu za każdym razem, gdy potrzebujemy wykorzystać cały bagienny ciężar.
MO: Super, dzięki za info! Ostatnie pytanie: jakie jest wasze największe marzenie jako zespołu?
FP i AP: Po prostu: aby zostać zapamiętanymi.