Muzyka mikrotonowa istniała od zawsze, ale teraz dzięki Angine de Poitrine zyskała więcej rozgłosu także w muzyce popularnej. Ten quebecki duet składa się z gitarzysty Khna i perkusisty Kleka. Ich wizerunek najprościej jest opisać jako kubistyczni kosmici. Khn nosi maskę z długim, odstającym nosem i olbrzymim kapeluszem, a maska Kleka jest wysoka, obła i zamiast ust ma jego oczy. Ich stroje oraz ciała pokryte są czarnymi i białymi kropkami. Miał być to żart, a szybko zmienił się w międzynarodowy hit, zwłaszcza na przestrzeni ostatniego miesiąca. Timing był idealny, bo czas ich internetowego wybuchu zbiegł się z premierą nowego albumu – „Vol.II”.
Muzyka mikrotonowa, tak jak sama nazwa wskazuje, opiera się na mikrotonach, czyli interwałach muzycznych mniejszych od półtonu. Bardzo prosto jest to wytłumaczyć właśnie na podstawie Angine, gdyż Khn korzysta z gitar przystosowanych do takiego grania. W normalnej gitarze jeden próg to jeden półton, a w jego instrumencie pomiędzy progami mamy wstawiony jeden dodatkowy. W praktyce jest w takim razie więcej progów, co za tym idzie – więcej potencjalnych dźwięków do zagrania. Nie powiedziałbym, że zawsze brzmi to przyjemnie, ale na pewno daje dużo możliwości oraz brzmienie, które bardzo ciężko podrobić. No właśnie, ale co to jest za stylistyka?

W ich muzyce znajdziemy wpływy całej masy różnych gatunków muzycznych. Jest tu trochę metalu, muzyki ludowej, punka, psychodeli i prog rocka. Nie sposób za pierwszym odsłuchaniem to wszystko ogarnąć, łatwo jest się od nich odbić, bo trochę odstraszają swoją dziwnością. Zwłaszcza, że niektóre dźwięki grane przez Khna brzmią naprawdę nieczysto i wręcz brzydko, ale mają w sobie coś hipnotyzującego, co sprawia, że chce się do tej muzyki wracać.
Idealnym przykładem jest piosenka „Fabienk”, która gra w mojej głowie non stop od kilku dni. Jest to trudny album, ale warto przez niego przebrnąć, chociażby dla spróbowania czegoś nowego oraz doceniania wyjątkowych umiejętności tych muzyków. Zwłaszcza koncertowo. Khn używa gitary połączonej z basem, jego granie to niekończące się pętle, które w pełni kontroluje stopami. Warto też dodać, że Klek jest niewiarygodnie dobrym perkusistą, jego bity są grane jakby od linijki, nie ma tu miejsca na błąd. Gdy połączymy to z ich strojami, daje to naprawdę duże widowisko, bardzo polecam obejrzeć ich niedawny koncert dla stacji KEXP.
Muzyka sama w sobie jest fajna i ciekawa, mają wyjątkową prezencję sceniczną i robią coś świeżego, ale najbardziej podoba mi się coś, co wychodzi trochę bardziej poza ich twórczość.
Ostatnio wpadłem w rabbit hole grup fanów Suno AI na facebooku. Czytam na nich, jak ludzie chwalą się swoimi utworami, jak mówią, że AI szybko zastąpi nam prawdziwych muzyków i że Suno jest fajniejsze od uczenia się grania na instrumencie – generalnie klasyczne ochy i achy dla sztucznej inteligencji. Bez wątpienia jesteśmy teraz w momencie historii, gdzie sztuka zmieni się nie do poznania, coraz częściej musimy zastanawiać się, co zrobił człowiek, a co jakiś model. Po pojawieniu się fotografii malarze poszli w coraz bardziej abstrakcyjne rejony, ponieważ realistyczne malowanie okazało się być bez sensu – aparat zawsze zrobi to lepiej i wiarygodniej. Czy podobnie będzie z muzyką i AI? Nie wiem. Nie wiem też, jakie są motywacje Angine, ale chciałbym wierzyć, że fani sięgają do ich muzyki, bo są już zmęczeni ciągłym odgadywaniem, kto jest prawdziwym autorem sztuki, którą chcą podziwiać. Ich muzyka jest serio dość odklejona, a zdobywają świetne recenzje, miliony odtworzeń na serwisach streamingowych, a ludzie moshują na ich koncertach. Myślę, że jest za wcześnie, by mówić o jakimś zwrocie w muzyce popularnej na bardziej abstrakcyjny nurt. Na pewno jest to znak czasów, gdzie żart przerodził się w coś poważnego i zdobywa serca fanów na całym świecie za sprawą mediów społecznościowych. Traktujmy takie projekty jako ciekawostki oraz taki mały protest wobec pseudosztuki AI. Wolę, by grali mi sztuczni kosmici niż wygenerowany slop.
Polecam Angine de Poitrine każdemu, kto nie boi się powiewu świeżości oraz jest w stanie porzucić klasycznie skonstruowaną muzykę w imię hipnozy i lotu na planetę czarno-białych kropek.
Mikołaj Narkun
Pamiętajcie, żeby wspierać swoich ulubionych artystów poprzez kupowanie fizycznych nośników, biletów na koncerty oraz gadżetów i koszulek.