IKS

Cold in Berlin – „Wounds” [Recenzja] wyd. New Heavy Sounds

Cold in Berlin to już weterani. Wydany 7 listopada 2025 roku „Wounds” to ich piąty album. Studyjny, bo mają na koncie jeszcze kilka epek, demo, liczne remiksy i płytę koncertową – co ciekawe – z Warszawy, co poniekąd świadczy o ich popularności w naszym kraju, która coraz bardziej rośnie. Nowy LP i przyszłoroczna trasa koncertowa, która obejmuje kilka polskich miast, raczej nie zahamują ich ekspansji. Obstawiam, że będzie wręcz przeciwnie – trafią tym razem do jeszcze większej ilości słuchaczy. Nawet nie będzie to spowodowane samymi występami czy związaną z tym obecnością w mediach. Najzwyczajniej w świecie uważam, że nagrali i wydali teraz swój najlepszy materiał. Tu już muzyka broni się sama.

„There is nothing permanent except change” – powiedział kiedyś pewien mądry pan z Grecji. To cytat idealnie pasujący do Cold in Berlin. O wielu zespołach można powiedzieć, że mają różnorodne płyty w swoich dyskografiach, ale o niewielu, że dokonują tak – może nie drastycznych – ale bardzo wyraźnych zmian na kolejnych albumach. Zaczynali od skocznego, ale już mrocznego, flirtującego z gotykiem post-punku na „Give Me Walls”. W ciemnych barwach było im do twarzy, bo kolejny „And Yet” był już otwarcie gotycki, dużo mroczniejszy i cięższy – tu już zaczęli się zbliżać do metalu. Jak się okazało – doom metalu, bo trzeci album, „The Comfort of Loss and Dust”, był już utrzymany w tej stylistyce i to w jej bardziej tradycyjnej wersji. Muzyka zwolniła, a proste punkowe rytmy zmieniły się w równie nieskomplikowane monumentalne walce.

 

zdj. Rupert Hitchcox

 

Co było dalej? Na czwartej płycie, „Rituals of Surrender”, kompozycje zostały trochę urozmaicone oraz opatrzone lepszym i bardziej soczystym brzmieniem niż poprzedniczka. Zaczęły również bujać, pojawił się groove – krótko mówiąc – wyraźne stały się wpływy stoner metalu. Wydaje się, że dużo tych wszystkich stylów muzycznych i można by pomyśleć, że zespół trochę się miota, szukając cały czas właściwego środka wyrazu. Jednak przesłuchując ich dyskografię płyta po płycie, wydało mi się to naturalną drogą. Jeśli ktoś, nie znając grupy, włączy dziś omawiany tu „Wounds”, a zaraz później debiut Cold in Berlin, może się srogo zdziwić. Ale myślę, że nie tylko ja, ale i fani, którzy znają pozostałe albumy, potrafią połączyć pewną nicią te skrajne wydawnictwa. Mimo dużych różnic stylistycznych trudno byłoby też nie rozpoznać muzyki zespołu, dla której spoiwem jest charakterystyczny wokal, za który odpowiedzialna jest Maya Berlin.

Co nowego pojawia się na piątym albumie? Już otwierający „Hangmans Daughter” zaczyna się zimnymi dźwiękami syntezatorów, których obecność na reszcie płyty będzie bardzo wyraźna. Oczywiście nie zawsze, kolejny utwór – „12 Crosses” – nie pozwala zapomnieć, że słuchamy jednak zespołu gitarowego, tempo przyspiesza, a wsparcie elektroniki rzuca się w uszy najbardziej w refrenie, wokal Mai jest tu jednocześnie posępny i silny, pełen witalności. W drugiej części utworu ze wsparciem przybywa jeszcze saksofon, który dodaje kompozycji pewnej doniosłości. „Messiah Crawling” trochę spuszcza muzycznie z poważnego tonu, pojawia się więcej groove’u, utwór stylistycznie zawieszony jest gdzieś między grungem a stonerem, choć przypominający Siouxie Sioux wokal Mai w refrenie odwołuje się jeszcze do gotycko-post-punkowych początków zespołu.

 

 

„They Reign” to miłosna ballada, w której dominująca jest linia syntezatorów, a ograniczona rola pozostałych instrumentów pozwala zabłyszczeć Mai. „The Stranger” już od samego początku urzeka bardzo ładną melodią na gitarze, którą wspiera nieodstająca w tyle partia klawiszy, by wreszcie dołożyć ciężaru i dać na równi pograć już całemu zespołowi. Połączenie wszystkich elementów jest w tym utworze naprawdę udane: przeszywające zawodzenie Mai, gitarowe riffy, silna sekcja rytmiczna, syntezatory o zmiennym klimacie – czasem mroczne, czasem cieplejsze.

„We Fall” najpierw atakuje stonerowym riffem, ale po chwili zwalnia i przypomina bardziej klasyczną rockową balladę, przetykaną galopującymi zrywami perkusyjnymi. W połowie utworu wszystko przyspiesza, a riff z intra zostaje wsparty elektroniką, tworząc chyba najbardziej przebojowy utwór na płycie. Od ciekawej melodii na syntezatorze i cięższego riffu zaczyna się „The Body”, to też kolejny utwór, w którym Maya wyróżnia się wokalnie, szczególnie w refrenie. Ta kompozycja mimo prostej doomowej budowy błyszczy dzięki produkcji, partia klawiszy bardzo zręcznie współgra z klasycznym instrumentarium. Na tym tle „I Will Wait” wypada raczej przeciętnie, wokalnie też nie jest tak ciekawy jak reszta płyty. Zamykający album „Wicked Wounds” rozwija się powoli, od melorecytacji, poprzez spokojny śpiew, delikatny gitarowy riff i niespieszną sekcję rytmiczną. Zrywa się dopiero w refrenie, w którym Maya pozwala sobie na więcej, pokazując po raz kolejny swoje umiejętności.

 

Choć Cold in Berlin to dalej zespół grający ciężką gitarową muzykę, na tym albumie wprowadza rozbudowane partie elektroniki. Syntezatory i sample były obecne w ich muzyce zawsze, ale wcześniej pełniły funkcję tylko okazjonalnych dodatków. Choć po licznych remiksach, publikowanych przez grupę, można było wyczuć, że te rejony nie są im obce. Styl obrany przez zespół na nowym wydawnictwie nie jest więc jakimś wielkim zaskoczeniem, biorąc jeszcze pod uwagę ich zamiłowanie do nagrywania różnorodnych albumów. A do tej wyliczanki gatunków muzycznych z początku tego tekstu spokojnie można dodać industrial i darkwave. I nie wydaje się, że jest to jakaś zabawa różnymi stylami na kolejnych płytach, a naturalny rozwój artystyczny coraz bardziej dojrzałej grupy muzycznej. Portfolio Cold in Berlin rośnie, a ich kompozycje nabierają coraz większej biegłości aranżacyjnej. Ciekawy jestem, co będzie dalej i w którą stronę pójdą na kolejnym wydawnictwie. Ale zanim to nastąpi, trzeba jeszcze sprawdzić, jak nowy materiał zabrzmi na żywo – w lutym 2026 roku zespół pojawi się w Polsce na kilku koncertach.

 

Cold In Berlin zagra w następujących miastach:

  • 18.02.2026 – Gdańsk, Wydział Remontowy (z Datûra)

  • 19.02.2026 – Poznań, Pod Minoga (z Datûra)

  • 20.02.2026 – Kraków, Garage Pub (z Datûra)

  • 21.02.2026 – Warszawa, VooDoo Club (z Datûra)

 

Adrian Pokrzywka

 

Zachęcamy też do przeczytania:

– naszego starszego wywiadu z Cold in Berlin (TUTAJ)

–  recenzji Cold in Berlin „The Body Is The Wound” (TUTAJ)

 

Pamiętajcie, żeby wspierać swoich ulubionych artystów poprzez kupowanie fizycznych nośników, biletów na koncerty oraz gadżetów i koszulek. 

 

 

Obserwuj nas w mediach społecznościowych:

👉 Facebook

👉 Instagram

IKS
Udostępnij i poleć znajomym!

Dodaj komentarz

IKS

SztukMix - Strona poświęcona szeroko pojętej sztuce

© SztukMix 2020