IKS

The Rolling Stones – „Hackney Diamonds” [Recenzja]

Nowy studyjny album The Rolling Stones to z pewnością jedno z najważniejszych, jeśli nie najważniejsze muzyczne wydarzenie tego roku. Zwłaszcza, że „Hackney Diamonds” to pierwszy krążek grupy z premierowym materiałem od 18 lat! Fani musieli więc uzbroić się w cierpliwość. Warto jednak było poczekać te ponad 6000 dni, ponieważ Stonesi udowodnili, że czas się ich nie ima. Zespół nagrał bardzo udany krążek. Śmiem twierdzić, że najlepszy od czasów „Tattoo You”, czyli albumu, który wyszedł kilka miesięcy przed tym, jak w Polsce wprowadzono stan wojenny.

Kiedy na rynku ukazywał się „A Bigger Bang”, we wrześniu 2005 roku, chodziłem do szkoły podstawowej. Od tamtego czasu dużo się więc pozmieniało dookoła i to nie tylko w moim życiu, ale jedno jest stałe – muzycy The Rolling Stones wciąż dla nas grają. Oczywiście, przez ten osiemnastoletni okres grupa nie próżnowała. Może skupiała się bardziej na koncertach aniżeli nowych wydawnictwach (w 2016 ukazał się tylko album „Blue & Lonesome” zawierający covery utworów bluesowych), ale nie dała o sobie całkowicie zapomnieć. Dorzuciła także trzy premierowe utwory. Dwa z nich, „Doom and Gloom” oraz „One More Shot”, trafiły na składankę „GRRR!” (2012), która ukazała się z okazji 50. rocznicy założenia zespołu. No i był jeszcze naprawdę udany „Living in a Ghost Town” z kwietnia 2020 roku, kiedy to cały świat zmagał się z pandemią koronawirusa. Mick Jagger, Keith Richards i Ron Wood musieli się również pogodzić ze śmiercią swojego przyjaciela, perkusisty Charliego Wattsa, który odszedł w sierpniu 2021 roku w wieku 80 lat. Zdążył jednak nagrać partie do dwóch utworów, które znalazły się na „Hackney Diamonds”. W pozostałych kompozycjach zastąpił go natomiast Steve Jordan, który wywiązał się ze swojej roli bez zarzutu. Podobnie jak pozostali muzycy i znakomici goście, którzy pojawiają się na 24. (licząc brytyjskie wydania) albumie Stonesów.

 

Na „Hackney Diamonds” słychać, że Jagger i spółka są w przysłowiowym „gazie”. Wygląda na to, że nawiązanie współpracy z producentem Andrew Wattem, który czego się nie dotknie, to zamienia w złoto, okazała się „strzałem w dziesiątkę”. 32-latek, w ostatnich latach, tchnął nowe życie w twórczość chociażby Iggy’ego Popa czy Ozzy’ego Osbourne’a. I to samo zrobił z zespołem The Rolling Stones (jest zresztą współautorem trzech utworów na „Hackney Diamonds”). Cały album brzmi bardzo współcześnie, ale – bynajmniej – nie oznacza to, że grupa wyzbyła się swoich korzeni, a młodzian postanowił na siłę odświeżać styl tej legendy rocka. Bez obaw – to cały czas 100-procentowi Stonesi, którzy przygotowali naprawdę świetny i równy materiał. A to wcale nie było takie oczywiste. Na poprzednich studyjnych krążkach nie brakowało przecież typowych wypełniaczy.

 

 

 

Najnowszy album otwiera „Angry”, który był także pierwszą zapowiedzią długo oczekiwanego studyjnego krążka The Rolling Stones. Riff ze szkoły „Start Me Up” sprawia, że ani przez sekundę nie mamy wątpliwości, kto właśnie powrócił z nowym materiałem. Warto też obejrzeć (jeśli ktoś z Was jeszcze tego nie zrobił) teledysk, w którym wystąpiła Sydney Sweeney, gwiazda takich seriali, jak „Euforia” i „Biały Lotos”. Nostalgicznie się robi, kiedy widzimy archiwalne kadry z historii zespołu. Bardzo przyjemnie buja „Get Close” z partią pianina, za którą odpowiada Elton Johna, saksofonem i zaraźliwym refrenem. Choć pod kątem przebojowości numerem jeden na „Hackney Diamonds” jest bezsprzecznie zabójczo popowy „Mess It Up”. Dla przeciwwagi możemy posłuchać pędzącego na złamanie karku „Bite My Head Off”, w którym swoją obecność mocno zaznaczył Paul McCartney wraz ze swoim basem. W skrócie – klasyczne rockowe uderzenie, czyli to, co tygrysy lubią najbardziej. Do tego grona – zwłaszcza, jeśli myślimy o zwrotkach – można dorzucić także „Whole Wide World” z pogodnym refrenem i gitarowym solo.

 

Na „Hackney Diamonds” nie brakuje spokojniejszych fragmentów. W „Dreamy Skies” słyszymy wpływy zarówno muzyki country, jak i bluesa (harmonijka ustna!). Z kolei w „Tell Me Straight” do głosu dochodzi gitarzysta Keith Richards, który pyta – ze szklanką whisky w ręce – „Czy cała moja przyszłość należy do przeszłości?”. No i jest jeszcze przepiękny „Depending On You”, w którym Jagger śpiewa „Jestem za młody, żeby umrzeć i za stary, aby przegrać”. Myślę, że ta kompozycja wejdzie bez problemu do kanonu najpiękniejszych ballad w dorobku Stonesów.

 

Prawdziwą perełką jest z pewnością ponad 7-minutowy „Sweet Sounds of Heaven”, z którym mogliśmy się na spokojnie zapoznać przed premierą „Hackney Diamonds”. Rzeczywiście, w trakcie jego słuchania można przenieść się do muzycznego nieba. Całość bardzo ładnie się rozwija, a Mick Jagger i Lady Gaga, wokalnie wznoszą się na wyżyny. Coś wspaniałego. No i oczywiście nie można zapomnieć o udziale Steviego Wondera, który swoją grą na pianinie spina ten gospelowy numer. Jeśli już jestem przy wymienianiu gości, to w lekko „brudnawym” „Live By The Sword” mamy do czynienia z oryginalną sekcję rytmiczną Stonesów: Bill Wyman-Charlie Watts. Przypomnę tylko, że tego pierwszego na płytach zespołu nie słyszeliśmy od 1989 roku i albumu „Steel Wheels”. Fajnie więc, że zgodził się na udział w tym numerze.

 

Na sam koniec otrzymujemy z kolei cover, dzięki któremu muzycy powracają do miejsca od którego tak naprawdę wszystko się zaczęło. „Rolling Stone Blues” z repertuaru Muddy’ego Watersa to idealna klamra. Choć członkowie zespołu zaprzeczają, że „Hackney Diamonds” to ich pożegnalna płyta, to… pewne interpretacje od razu przychodzą do głowy. Życzę jednak muzykom, żeby jak najdłużej dla nas grali. Zwłaszcza, jeśli mają to robić tak, jak na „Hackney Diamonds”.

 

Gitarzysta Keith Richards w jednym z ostatnich wywiadów przyznał, że w przyszłym roku zespół planuje wyruszyć w trasę koncertową. Jest to znakomita informacja, bo czuć, że muzykom – pomimo upływających lat – wciąż nie brakuje odpowiedniej energii. Być może zabrzmi to jak świętokradztwo, ale ja przed premierą „Hackney Diamonds” nie miałem jakiś zbyt wygórowanych oczekiwań. Tymczasem legendarna grupa bardzo, ale to bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Otrzymaliśmy materiał, na który z zazdrością może patrzeć wielu kolegów Stonesów po fachu. Cytując bohaterów niniejszej recenzji – „It’s only rock’n’roll, but I like it”. Tak, zdecydowanie lubię „Hackney Diamonds”.

Ocena: 5/6

Szymon Bijak

Lista utworów: Angry; Get Close; Depending On YouBite My Head Off; Whole Wide World; Dreamy Skies; Mess It Up; Live by the Sword; Driving Me Too Hard; Tell Me Straight; Sweet Sounds of HeavenRolling Stone Blues.

 


 

Obserwuj nas w mediach społecznościowych:

👉 Facebook

👉 Instagram

👉 Twitter

IKS
Udostępnij i poleć znajomym!

Dodaj komentarz