Fanom tradycyjnego epickiego heavy metalu raczej nie trzeba przedstawiać grupy Omen. Ta zasłużona formacja wydała w latach 80. kilka ważnych dla późniejszego rozwoju gatunku płyt. I choć przez kolejne dekady raczej milczała i sporadycznie wydawała albumy, dziś zdaje się przeżywać drugą młodość. Grają coraz więcej koncertów, a jesienią planują nagranie nowej płyty, która ma być powrotem do klasycznego brzmienia, o czym opowiedział mi wokalista Omen – Nikos Migus A. Ten pochodzący z Grecji muzyk stoi za mikrofonem podczas występów już od prawie 10 lat, a wcześniej, praktycznie od dziecka, sam był wielkim fanem grupy, o czym zresztą również wspomina w poniższej rozmowie. Zastanawiacie się dlaczego Omen jest taki popularny w Grecji i co to jest poser metal? Zapraszam do lektury.
Już za kilka dni Omen zagra na dwóch koncertach w Polsce: 31 maja 2026 roku w krakowskim klubie Zaścianek i 1 czerwca 2026 roku w warszawskim VooDoo Club. Organizatorom koncertu w Krakowie pragniemy podziękować za pomoc w przeprowadzeniu tej rozmowy.
Adrian Pokrzywka: Rozmawiamy w środku waszej europejskiej trasy koncertowej. Jak sobie dajecie radę? Nie będziemy ukrywać – nie jesteście już najmłodsi. Życie w drodze daje wam w kość?
Nikos Migus A.: Cóż, szczerze mówiąc, bywa ciężko. Ale kochamy to – to też główny powód, dla którego to robimy. Dalej sprawia nam to wiele radości, właściwie jesteśmy tak naprawdę zespołem koncertowym. Moglibyśmy teraz siedzieć w studiu, ale wolimy jeździć po świecie i grać na żywo.
AP: Wasze obecne setlisty koncertowe oparte są na dwóch pierwszych albumach. To na pewno ukłon w stronę waszych fanów – dla większości z nich to ulubione wydawnictwa w dyskografii Omen. Zresztą to normalne, że klasyczne płyty są faworytami wśród publiczności, jeżeli chodzi o zespoły z długim stażem. Zawsze mnie zastanawia w takich przypadkach, na ile artyści faktycznie lubią grać swoje stare hity, a na ile jest to pewien rodzaj poświęcenia, żeby zadowolić fanów. Jak to wygląda u was?
NMA: Uwielbiamy te albumy, jak właściwie wszystkie płyty Omen z lat 80. Dlatego podczas tej trasy gramy dwa różne zestawy utworów. Jeden z nich to set z naszym debiutem, „Battle Cry”, drugi oparty jest na „Warning of Danger”, w ramach świętowania 40. rocznicy wydania tej płyty. Ale na każdym koncercie gramy też coś ze wszystkich czterech albumów z lat 80. Więc usłyszysz również coś z „The Curse” i „Escape to Nowhere”, a nawet coś nowego. Mamy mnóstwo dobrych kawałków, które możemy zaprezentować publiczności.
AP: Mówisz dużo o pierwszych czterech albumach Omen. A co z pozostałymi? Lubicie swoje późniejsze nagrania? Z perspektywy czasu jesteście z nich zadowoleni?
NMA: Cóż, mogę mówić tylko za siebie. Piąty album, „Reopening the Gates”, nie podobał mi się za bardzo, był trochę za mocno inspirowany Panterą i tego typu graniem. Ale taka była decyzja zespołu w tym czasie – nie chcieli stać się dinozaurami, próbowali pójść do przodu. Oni nie zdawali sobie wtedy sprawy z wpływu, jaki wywarły na fanów ich albumy z lat 80. Ale już kolejne płyty – „Eternal Black Dawn” i „Hammer Damage” – to dla mnie bardzo dobre wydawnictwa. Może zyskałyby jeszcze, gdyby je trochę dopracować, ale to naprawdę solidne albumy. Mój ulubiony okres Omen to dokładnie trzy pierwsze płyty.
AP: W ogóle wyczytałem gdzieś, że „Reopening the Gates” dlatego tak się wyróżnia w dyskografii, bo w składzie był wtedy Greg Powell, syn Kenny’ego, który miał duży wpływ na nowoczesne na te czasy brzmienie zespołu.
NMA: Dokładnie tak.
AP: Ok. Chcę teraz zapytać o pewien zaskakujący dla mnie aspekt popularności Omen. To amerykańska grupa z bogatą przeszłością i długą historią, bardzo ważna dla wielu fanów tradycyjnego heavy metalu. Ale wydaje się o wiele bardziej popularna w Europie. Jak przeglądałem sobie historię występów Omen, to zauważyłem wiele dat w Niemczech (co akurat nie dziwi, biorąc pod uwagę tamtejszy metalowy rynek muzyczny), ale też prawie 30 występów w Grecji – i to wiele z nich jeszcze zanim stałeś się członkiem zespołu. Skąd się wzięło tylu fanów w tym kraju?
NMA: Cóż, mogę znów mówić tylko za siebie. Jestem wielkim fanem Omen od 13. roku życia. W Grecji zespół zawsze był wielki, bo gra barbarzyńsko i epicko, ale też agresywnie i szybko, a to jest ten rodzaj muzyki, który naprawdę lubimy. Trudno mi właściwie nawet to ocenić, bo wychowałem się przy muzyce Omen i zawsze uważałem ich za wielką grupę. To też był jeden z powodów, dla których chciałem później dołączyć do zespołu.
AP: Pytam o to dlatego, bo nawet w porównaniu do innych krajów z południa Europy nie widać tam aż takiej popularności grupy. We Włoszech czy choćby w Hiszpanii nie ma takiego szaleństwa na punkcie Omen, jakie obserwujemy w Grecji.
NMA: Te statystyki podbiły dwie trasy, gdzie zagraliśmy sporo koncertów w różnych greckich miastach. Pierwsza była w 2018 roku, druga trwa teraz. Właściwie w 2026 roku wystąpiliśmy w sumie w Grecji i na Cyprze więcej razy niż w reszcie Europy (śmiech).
AP: Właśnie o tym mówię. To tak, jakby terytorialnie Omen dzielił swoich fanów na trzy części: USA, Grecja i reszta świata (śmiech).
NMA: (śmiech) Dokładnie tak to wygląda.
AP: To ciekawe. Wspomniałeś o tym, że chciałeś dołączyć do zespołu, bo sam byłeś fanem od dziecka. Myślę, że nie da się ukryć, że twój głos jest całkiem podobny do pierwszego wokalisty Omen, J.D. Kimballa. Czy był to jakiś warunek, by przyjęto cię w szeregi grupy? W jakich okolicznościach w ogóle zostałeś tu wokalistą?
NMA: Gdy zobaczyłem, że poprzedni wokalista, Kevin Goocher, odszedł z zespołu, po prostu napisałem do Kenny’ego i zaoferowałem mu mój głos. Mógł mnie posłuchać w greckiej grupie Marauder – wtedy byłem ich wokalistą. Powiedziałem Kenny’emu, że jestem od małego wielkim fanem Omen i naprawdę chciałbym w nim śpiewać. Przeszedłem kilka przesłuchań, później poleciałem do Dallas na próbę i to było wszystko – zostałem nowym członkiem zespołu.
AP: To chyba nie było dla ciebie trudne, pewnie znałeś już wcześniej piosenki na pamięć.
NMA: To prawda. I pewnie dlatego, że byłem od zawsze wielkim fanem Omen, mój głos jest trochę podobny do J.D. Kimballa. Choć osobiście uważam, że jest też trochę inny. Ale często jestem porównywany do tego klasycznego wokalisty grupy z lat 80. Chyba nawet bardziej mój głos przypomina klimat tego wokalu, jego charakter, a nie samą barwę – zawsze kochałem właśnie ten barbarzyński element tej muzyki, który jest podany w warstwie wokalnej.
AP: W ogóle jesteś chyba najmłodszym członkiem Omen…
NMA: Tak, urodziłem się kilka miesięcy przed datą wydania ich debiutanckiej płyty.
AP: W takim razie można powiedzieć, że w grupie są reprezentanci dwóch pokoleń. Czy ta różnica wieku między wami nie powoduje jakichś napięć? Jak się dogadujecie?
NMA: O nie, żadnych napięć. Kenny to niby najstarszy rocznik, ale tak naprawdę jest z nas najmłodszy (śmiech). Więc nie mamy żadnych tego typu problemów.
AP: Mam teraz pytanie, które w sumie bardziej pasowałoby zadać Kenny’emu, ale ciekawi mnie co ty o tym sądzisz. Omen powstał w Los Angeles, więc siłą rzeczy to tam grał pierwsze koncerty i tworzył pierwsze utwory. Mimo że zespół jest amerykański, uważam, że brzmi bardziej brytyjsko. Osobiście słuchałem kiedyś dużo Iron Maiden i słyszę pewne podobieństwa do nich w partiach gitar na debiucie Omen. Myślisz, że brytyjska muzyka była inspiracją dla Kenny’ego, gdy pisał pierwsze utwory w latach 80.?
NMA: Powiem tak: Kenny zawsze uwielbiał Thin Lizzy – to był jego ukochany zespół. Nie sądzę, żeby wpływ na niego miało Iron Maiden. Ale wiesz, te grupy mają jednak wspólne korzenie, może stąd się biorą twoje skojarzenia.
AP: No tak, przecież muzycy Iron Maiden sami inspirowali się Thin Lizzy – stąd te podobieństwa. Wracając do początków waszej grupy – wiem, że wtedy na scenie w Los Angeles był duży rozłam między cięższym heavy metalem, a zdobywającymi wtedy popularność grającymi lżejszą muzykę grupami jak Ratt czy Mötley Crüe. Wyczytałem gdzieś, że Kenny lubił sobie żartować z tej hairmetalowej sceny. Ciekawy jestem, czy dalej tak uważa. Bo jednak z wiekiem trochę łaskawiej patrzymy na muzykę, z której się nabijaliśmy, gdy byliśmy młodzi i wściekli…
NMA: Wiem na pewno, że Kenny nigdy nie lubił tego całego hair poser metalu. Jest nawet taka zabawna ulotka z pierwszych koncertów Omen, na której widniał napis: „Czy jesteś już zmęczony tymi wszystkimi zespołami, które używają więcej makijażu niż twoja dziewczyna? Przyjdź na Omen!”. (śmiech) Takie było wtedy jego stanowisko wobec tej muzyki i wierzę, że dalej tak jest. (śmiech)
AP: A co ty sądzisz o takiej muzyce?
NMA: Dla mnie w każdym gatunku jest dobra muzyka. Jest wiele utworów, które lubię, czy jest to hair metal, poser metal, hard rock, thrash metal, czy nawet death metal i black metal, których tak właściwie nie słucham. Dobra muzyka jest wszędzie, wystarczy mieć dwoje otwartych uszu, by się nią cieszyć – to wszystko.
AP: A co sądzisz o obecnej kondycji tego tradycyjnego heavy metalu? Obserwuję tę scenę od jakichś dwudziestu lat i wydaje mi się, że nigdy nie było tak dobrego okresu dla tej muzyki jak ostatnia dekada. Pojawiło się wiele ciekawych zespołów grających taki najbardziej klasyczny metal. Bardzo lubię choćby Nite czy Sumerlands. Ty masz jakichś swoich faworytów na tej scenie?
NMA: Oczywiście. Jeden z moich ulubionych zespołów niestety ostatnio zakończył działalność – to Traveler. Bardzo cenię również Riot City i Enforcer. Nite też są świetni. Coraz lepiej zaczyna sobie radzić Void. W Grecji mamy zresztą również bardzo dobre zespoły, choćby Sacral Rage czy Triumpher. Masz rację, New Wave of Traditional Heavy Metal nabiera teraz tempa i pojawia się mnóstwo świetnej muzyki w tym gatunku. Te zespoły nawiązują do starego brzmienia i schematów, ale potrafią stworzyć własny styl.

AP: Też tak myślę. Wracając do waszej twórczości… Trochę już wspomnieliśmy o waszej dyskografii. I nie da się ukryć, że najpłodniejszy okres dla Omen to były lata 80. Później właściwie wychodziła tylko jedna płyta na dekadę. Właśnie mija 10 lat od wydania waszego ostatniego albumu, „Hammer Damage”. Jeśli moje obliczenia są poprawne, to zaraz dostaniemy wreszcie jakiś nowy longplej Omen. Jest coś na rzeczy?
NMA: Tak. Właściwie już skończyliśmy pisać utwory na nowy album. Planujemy jesienią wejść do studia i nagrać go. Mamy jakieś 12-14 piosenek, więc nawet będziemy musieli coś odrzucić – jakieś 10 utworów na płytę to wystarczająca ilość. Jeden z tych kawałków będziesz mógł usłyszeć na koncercie.
AP: Jesteś w zespole prawie 10 lat, więc można powiedzieć, że większość występów Omen w Polsce była już z twoim udziałem. Jak ci się u nas podobało?
NMA: To prawda, bardzo dobrze pamiętam te koncerty i miło je wspominam. W 2022 roku graliśmy na festiwalu Black Silesia – niesamowite wydarzenie w wyjątkowym miejscu, bardzo podobał mi się ten gród. Rok później wystąpiliśmy w Warszawie, dzieląc scenę z Metalucifer. Też było świetnie, poznaliśmy wielu wspaniałych ludzi.
AP: A teraz wracacie na dwa kolejne koncerty. Może Polska będzie dla was nową Grecją? (śmiech)
NMA: (śmiech) Niewykluczone, bardzo możliwe!
AP: Ok, wiem, że jesteście w trasie, więc nie będziemy przedłużać. Ostatnie pytanie: Co dalej planuje Omen? O nowej płycie już wspomniałeś. Będzie więcej koncertów?
NMA: Tak, chcemy oczywiście promować nowy album trasą koncertową. Połączymy to jeszcze z 40. rocznicą trzeciej płyty Omen – „The Curse”, więc skupimy się w setlistach na utworach z tych wydawnictw.
AP: Dziękuję za rozmowę i do zobaczenia.
NMA: Również bardzo dziękuję. Do zobaczenia.
Rozmawiał Adrian Pokrzywka
Za pomoc w przygotowaniu pytań dziękuję Mateuszowi Górze.