N8NOFACE: „Wychodzę na scenę jak do walki”
Ma 50 lat, przez lata robił muzykę wyłącznie do szuflady. Dopiero po trzydziestce pokazał ją światu. Na scenie zamienia się w jednoosobowy żywioł syntezatorowego punka. N8NOFACE, czyli Nathan Hose, przed swoją pierwszą solową trasą po Europie opowiada o lęku ukrytym za tarczą agresji, walce o szacunek podziemnej publiczności w Los Angeles, i o tym, dlaczego wiek w sztuce nie jest ograniczeniem, lecz najpotężniejszym napędem. „Albo mnie pokochacie, albo znienawidzicie, ale nie przejdziecie obojętnie” – zapowiada artysta.
Kuba Ryszkiewicz: Hej, jak się masz?
N8NOFACE: Spoko. Wypiłem rano kawę i gdyby nie wywiady, poszedłbym potrenować. Więc mam mnóstwo energii i utknąłem w pokoju. (śmiech)
KR: Niedługo przyjeżdżasz do Polski, ale teraz wciąż jesteś w Tucson?
N8: Nie, nie. Pochodzę z Tucson w Arizonie, ale od 14 lat mieszkam w LA, a dokładnie w Long Beach. Więc teraz jestem w Long Beach. Ale faktycznie za tydzień ruszam w trasę. Wyjeżdżam osiemnastego lipca. Nie mogę się doczekać.
KR: Jak długa będzie ta trasa?
N8: Od dziewiętnastego lipca do ósmego sierpnia. Więc to tak naprawdę krótki, dwuipół- lub trzytygodniowy wyjazd. Pierwotny plan był taki, że Doomstar zabukował mnie tylko na tych kilka festiwali, ale pomiędzy nimi było za dużo wolnych dni, więc ogarnęli mi trochę koncertów klubowych. To mój pierwszy raz kiedy jadę tam solo.
KR: Widziałem, że zazwyczaj jeździłeś w trasę z kimś innym, prawda? A teraz jedziesz solo. Jakie masz w związku z tym oczekiwania?
N8: Sam nie wiem, czy ktokolwiek tam wie, kim jestem. Nie mam pojęcia, kto się pojawi. Bo pierwszą trasę, jaką tam zrobiłem, grałem z Limp Bizkit. I to były areny na 10 tysięcy ludzi. Ale lubię koncerty klubowe, małe występy, gdy ludzie dopiero mnie poznają. Zrobiłem trasę z Limp Bizkit, potem byłem tam z zespołem Ho99o9. No i teraz mam nadzieję, że zyskałem kilku fanów. Próbuję puścić też info w świat. Ale przede wszystkim bardzo się cieszę, że wracam i będę pracował na swoich fanów.
KR: W jednym z vlogów na twoim YouTubie powiedziałeś, że nieważne, ilu będzie ludzi i jaka będzie ich reakcja, ty dasz z siebie 100%.
N8: Robię nawet większy kocioł, kiedy jest mniej ludzi.
KR: Naprawdę?
N8: Im mniej ludzi, tym bardziej szaleję – zdarza się, że przesadzę w waleniu się mikrofonem i pojawia się krwawienie, czy coś w tym stylu. Po prostu tak mam, zapominam się. A to tylko dlatego, że mam w sobie tyle lęku i strachu. Ale tak, uwielbiam to, co robię, i zawsze jestem ogromnie wdzięczny, że ktoś wydał swoje pieniądze albo przyszedł mnie zobaczyć, więc zawsze chcę dać im dobre show.
KR: Rozmawiałem z pewnym zespołem heavymetalowym z Polski i opowiadali, że grali koncert, na którym były ze dwie osoby. Jedną z nich był chłopak na wózku inwalidzkim, a drugą jego mama. Mówili, że była totalna spina, koncert na pełnej.
N8: Zajebiście. Dokładnie tak, olać to. Ta jedna osoba znaczy dla mnie więcej niż setka, jeśli tam jest. Uwielbiam to.
KR: W opisie – bodajże na Spotify – napisałeś, że tworzysz wszystko sam, jako „jedna osoba zamknięta w szafie”. A potem człowiek widzi cię na scenie i, no wiesz, jesteś totalną erupcją energii. Walisz się mikrofonem w głowę. Sam mówiłeś, że zdarza się, że krwawisz…
N8: Taki już jestem. Mam w sobie masę energii. Bardzo długo nie pokazywałem ludziom, że robię muzykę. Robiłem to tylko dla siebie. Zacząłem nagrywać, gdy miałem 18 lat. Pokazałem to komukolwiek dopiero w wieku 30 lat. Czuję teraz, że muszę walczyć mocniej. A fakt, że to wszystko wychodzi z szafy, wynika tylko z tego, że – nie żebym miał coś przeciwko studiom nagraniowym – po prostu nie stać mnie na ich wynajęcie. Więc myślę sobie: stary, robię to, co mogę. Po prostu chcę wyjść do ludzi i im to pokazać. Przez pewien czas bukowali mnie przed zespołami hardcore’owymi i hardpunkowymi podziemnej sceny w LA. Kiedy jesteś na scenie sam z automatem perkusyjnym i grasz po albo przed ciężką kapelą hardcore’ową, musisz zapracować na szacunek publiczności. Więc wychodzę na scenę jak do walki. Na zasadzie: dobra, sprawię, że albo mnie pokochacie, albo znienawidzicie, ale nie przejdziecie obojętnie. Macie coś poczuć.
KR: Więc celem jest być niezapomnianym.
N8: Dokładnie.
KR: Widziałeś film „Zapaśnik” („The Wrestler”) z Mickey’em Rourkiem?
N8: Nie widziałem.
KR: Tak mi się skojarzyło, bo on tam właśnie krwawi na scenie. Jest zapaśnikiem i właściwie umiera na ringu. I, no wiesz, w tym normalnym życiu jest jak zwierzę w klatce. A kiedy wchodzi się na twoją stronę internetową, widać ten czarno-biały klip, w którym uderzasz się mikrofonem w głowę. Tak mi się skojarzyło. Świetny film.
N8: Uwielbiam filmy. Muszę to obejrzeć, bo dokładnie tak się czuję i czułem przez bardzo długi czas. Nie miałem znajomych, którzy robili muzykę. Nie pochodzę z miejsca, gdzie wokół mnie byli artyści. Więc w zasadzie zawsze czułem się, jakbym był w klatce.
KR: Czyli na scenie będziesz tylko ty, czy masz innych członków zespołu?
N8: Nie, na scenie jestem tylko ja. Stoję tam ze swoimi automatami perkusyjnymi. Nie lubię laptopów na scenie, bo się zawieszają. Tylko ja i moje automaty. Do tego podłączam syntezator do przesteru. I muszę je odpowiednio ustawić. Kiedyś stawiali mój sprzęt przede mną, ale wyglądałem jak DJ. Wolę mieć go z boku sceny, żebym mógł biegać i mieć całą przestrzeń dla siebie. Wydaje mi się, że na niektórych koncertach klubowych będziemy mieć lokalne supporty. No ale tak – na scenie jestem sam. Potrzebuję dużo miejsca. Lubię pracować całą przestrzenią. I tak jak mówiłem, jestem kłębkiem energii. Czuję, że muszę biegać. Bo tak naprawdę to strasznie się tam boję. Dlatego tyle biegam, gram coś, a potem wracam, oddaję się tłumowi, żeby o tym nie myśleć.
KR: Jakie piosenki zamierzasz zagrać?
N8: Będzie dużo ciężkich, przesterowanych syntezatorów. Mój ostatni album był bardzo delikatny, melodyjny i śpiewany. Robię wszystko, lubię badać wszystkie emocje. Ale ten najnowszy album, który wychodzi w październiku, to bardzo przesterowane syntezatory, syntezatory modularne. Został wyprodukowany przy użyciu wyłącznie syntezatorów z lat 70., automatów perkusyjnych i perkusjonaliów synth. To tak, jakby zespół Suicide spotkał się z The Screamers. Wracam do swoich korzeni synthpunkowych. Więc to właśnie będę grał.
KR: Oglądałem trochę klipów na twoim YouTubie i był tam taki koncert z Getty Museum, gdzie zaśpiewałeś chyba dwie czy trzy piosenki, prawda?
N8: Tak, to była poezja.
KR: Poezja?
N8: Tak.
KR: Jednym z utworów był „Lock Up the Librarians” („Zamknijcie bibliotekarzy”). Dlaczego chcesz zamknąć wszystkich bibliotekarzy?
N8: Jako pisarz i poeta bardzo wierzę w wolność słowa. Nie lubię cenzury. I o to w tym właściwie chodziło. Przechodziliśmy przez falę cenzury z obu stron sceny politycznej. Nie jestem najbardziej politycznym artystą, ale jeśli widzę coś, co dotyka mnie, moich bliskich, po prostu jest złe, to o tym mówię. I tak było w tym przypadku. Chodziło o sytuację, gdy pewnego dnia byłem w księgarni i mieli tam listę wszystkich zakazanych książek – z obu stron, od każdego. Każdy miał jakąś książkę, która mu się nie podobała, i której nie chciał widzieć na rynku. To mnie poruszyło, więc napisałem ten wiersz.

KR: Kiedy byłem nastolatkiem, uwielbiałem Kurta Vonneguta. Czytałem wtedy o tym, jak jedna z jego książek została zakazana i palona w Stanach Zjednoczonych.
N8: Taa, to niesamowite. Myślę, że to powinno pokazać ludziom, jaką moc mają książki. Jeśli boją się książek, to co w nich jest? Może powinieneś jakąś wziąć i przeczytać.
KR: Miejmy nadzieję, że młodzi ludzie odłożą telefony i poczytają trochę książek, co?
N8: Widzę to tutaj u dzisiejszej młodzieży. Oni wychowali się z Internetem, inaczej niż ja. I myślę, że dla nich sposobem na bycie „anty” – bo jako młodzi ludzie wszyscy w pewnym momencie życia chcemy być „anty” – jest ucieczka od Internetu w stronę tego, co prawdziwe. I myślę, że właśnie dlatego znowu sprzedają się płyty winylowe.
KR: To, że ludzie wracają nie tylko do fizycznych płyt, jest super. Widziałem też, że sprzedajesz swoje winyle na stronie. Trochę wstydzę się to powiedzieć, sam niedawno zacząłem kupować winyle, choć nie mam gramofonu.
N8: Dokładnie. Mam tak samo. Też mam płyty. W salonie mamy tylko jeden gramofon, należący do mojej dziewczyny, ale przez bardzo długi czas nie miałem swoich gramofonów, a i tak kupowałem płyty. Uwielbiam oglądać okładki. Uwielbiam mieć coś fizycznego w dłoni. To jak dzieło sztuki. I słyszę to od wielu ludzi. Kupują moje rzeczy przy stoisku z merchem i mówią: „Cóż, teraz chyba muszę kupić gramofon”.
KR: To jest mój plan. Zacząłem już swoją kolekcję, a teraz kolejnym logicznym krokiem jest zakup gramofonu. Wracając do twojego występu w muzeum – byłeś naprawdę stonowany, prawda? Pochylony nad pianinem, nie krzyczałeś, tylko naprawdę śpiewałeś.
N8: To było naprawdę przerażające. Te agresywne rzeczy są jak zbroja. Dzięki nim czuję się pewnie. Wychodzę tam, uderzam się… Tak naprawdę, kiedy się uderzam, to po to, żeby sobie powiedzieć: „Dobra, teraz walczysz. Jedziemy z tym”. Żeby się obudzić. A czytanie poezji w Getty Museum… Kobieta znalazła wiersz, który wywiesiłem w galerii sztuki, zadzwoniła do mnie i pyta: „Hej, chciałbyś poczytać poezję w Getty?”. A ja na to: „Tak, a mogę włączyć w to dźwięki?”. Żebym miał się za czym schować. To bardzo stresujące. Zawsze robię też spokojną muzykę i spokojne rzeczy, ale występowanie z tym jest strasznie stresujące. Czuję się wtedy bardzo niepewnie i nieśmiało. Więc to było trudne.
KR: Czyli występ na punkowym koncercie jest łatwiejszy? Masz swoją tarczę?
N8: Adrenalina też pomaga.
KR: Opowiedziałeś mi historię kryjącą się za „Lock Up the Librarians”. Czy wszystkie twoje piosenki mają za sobą jakieś historie?
N8: Wszystko, co piszę ma jakąś historię. Wierzę w wyobraźnię, możemy wymyślić i napisać każdą historię, nie wszystko musimy sami przeżyć. Ale zazwyczaj piszę na podstawie własnych doświadczeń życiowych albo czegoś, co widzę. Jeśli piszę piosenkę o rozstaniu, to może sam przez to nie przechodzę, ale przechodzi przez to mój przyjaciel. Inspiruje mnie tak wiele rzeczy. Nie mam samochodu, zawsze jeżdżę pociągiem. Uwielbiam być w transporcie publicznym, bo mogę obserwować ludzi i ich historie. To bardzo pomaga w pisaniu. Ale większość rzeczy wypływa z moich doświadczeń ze świata.
KR: Wybacz, że to powiem, ale masz bardzo oryginalny wygląd. Wyobrażam sobie, że jeśli jedziesz transportem publicznym i przyglądasz się komuś, kto coś przeżywa, to może to być niekomfortowe.
N8: (śmiech) O tak, na pewno. Zwłaszcza w tych rejonach… Mój wygląd kojarzy się z określonym typem człowieka. Widzą łysą głowę, wąsy, do tego lubię ćwiczyć. Więc myślą sobie: „O, to gangus”, a nie wiedzą, że mam w torbie komiksy o Batmanie i słucham czegoś zupełnie przeciwnego.
KR: Mówisz też, że jesteś bardzo zorientowany na słowa, wrażliwy artystycznie, skłonny do romantyzowania świata. Napisałeś, że mnóstwo ludzi skupia się na niesprawiedliwościach społecznych, że romantyzuje biedę, klasę robotniczą, ale ty masz na to inną perspektywę. Że wiesz, czym jest walka o związanie końca z końcem.
N8: Robię tę muzykę, bo to uwielbiam. Ale na życie pracowałem przy samolotach, kręciłem kluczami, byłem mechanikiem. Żyję ze sztuki dopiero od jakichś pięciu lat, ledwo pięciu lat. Więc robotnicze zmagania czy moi znajomi idący do więzienia to dla mnie codzienność. Chodzi o to, że nawet teraz – tak, jeżdżę w trasę z Limp Bizkit, ludzie widzą mnie z Travisem Barkerem, widzą różne rzeczy – że podpisałem kontrakt z wytwórnią. Ale wciąż żyję na tych samych ulicach. Wszyscy moi ludzie też tam są, wciąż otaczają mnie codzienne zmagania. To jest świat, w którym żyję i w którym będę zawsze. To są moi ludzie i tak, myślę, że o to chodzi. Jestem człowiekiem pracy. Pochodzę z klasy robotniczej. Ostatni producent, z którym pracowałem, powiedział mi: „Widzę, że nigdy nie będziesz znudzony i zepsuty tym wszystkim, bo większość artystów wchodzi w ten biznes w wieku 20 lat, a ty ruszasz w trasę i podpisujesz kontrakt z wytwórnią mając 50 lat”. Nie potrafię być zblazowany przemysłem Hollywood, bo mam za sobą zbyt wiele lat prawdziwego życia.
KR: Masz 50 lat. Ja mam 48. Też zacząłem swoją karierę jako fotograf jakieś trzy, cztery lata temu. Przeszedłem na zawodowstwo i co jakiś czas nachodzi mnie myśl, że to późno. Nie mam przed sobą aż tak wielu lat pracy i czuję znacznie większą presję, żeby po prostu działać. Iść na koncert, zrobić wesele, łapać każde zlecenie, jakie się da, bo czuję, że ten mój czas jest ograniczony. Jak to jest u ciebie?
N8: Używaj tego uczucia, używaj go jako napędu, ale pamiętaj też, że nie jesteśmy sportowcami. Głęboko wierzę, że zrobisz niesamowite zdjęcie nawet w wieku 84 lat. Wiesz, o co mi chodzi? Nasz umysł i dojrzałość jako artystów sprawiają, że z wiekiem stajemy się lepsi. Jako 50-letni artysta nie piszę piosenek o otwieraniu butelek szampana w klubie nocnym. To byłoby słabe. Ale mam też historie, które te dzieciaki chcą usłyszeć, bo naprawdę to przeżyłem i przetrwałem. Więc myślę, że z naszym wiekiem mamy na pewno coś do zaoferowania. Na początku trochę się bałem, wiesz, dyskryminacji ze względu na wiek. Że mnie nie zaakceptują, wchodząc w to w tym wieku. Ale potem zdałem sobie sprawę, że ich to nie obchodzi. Dzieciaki mówią do mnie „dziadku”, mówią do mnie „wujku”. Więc podoba mi się, że tak na to patrzysz, bo ja też mam czasami myśli: „O, muszę się spinać, muszę działać”. Ale wciąż uważam, że jako artyści możemy to robić aż do śmierci.
KR: Ale od czasu do czasu mam poczucie, że robię to wszystko, bo słyszę tykanie zegara.
N8: Olać to. Używaj tego. Używaj tego jako narzędzia.
KR: Racja. Tylko czasem, gdy widzę okazję do zrobienia zdjęcia, lubię wejść, powiedzmy, na jakąś barierkę czy coś. Ale wtedy czujesz, że ten łokieć już nie pracuje tak jak kiedyś i lecisz w dół.
N8: To akurat rozumiem. Nie zamierzam do końca życia okładać się po głowie.
KR: Albo przynajmniej będzie to puszka, a nie butelka. No cóż, życzę ci, byś jeszcze wiele lat skakał po scenie. I jak najlepszego koncertu we Wrocławiu. Mam nadzieję, że uda nam się tam spotkać.
N8: Wielkie dzięki, do zobaczenia.