IKS

LYRRE – „Nothing Is Promised” [Recenzja], wyd. Nuemo

Nie potrzebowałem wielu odsłuchów, żeby przekonać się do „Nothing Is Promised”. Już pierwsze spotkanie z najnowszym dziełem LYRRE pokazało, że zespół nie zamierza odcinać kuponów od własnej rozpoznawalności. Zamiast tego otrzymujemy siedem dopracowanych kompozycji, które łączą folkowe korzenie, atmosferyczny metal i wyjątkową umiejętność pisania melodii pozostających w głowie na długo.

Zespół prowadzony przez Michalinę Malisz i Piotra Martusia ponownie zabiera słuchacza do świata, w którym organiczne brzmienie liry korbowej spotyka się z metalową energią, a eteryczne melodie prowadzą przez historie pełne niepewności, nadziei i refleksji nad przemijaniem. Dużą rolę odgrywa tutaj również wokal Michaliny. Jest niezwykle lekki i subtelny, ale zamiast ginąć wśród gitar, staje się jednym z najmocniejszych punktów albumu. Delikatność śpiewu świetnie kontrastuje z ciężarem riffów i sprawia, że całość nabiera własnego, bardzo charakterystycznego klimatu. Brzmi znajomo? Być może. Problem w tym, że LYRRE robi to po swojemu i właśnie dlatego ten album działa tak dobrze.

REKLAMA

 

zdj. Justyna Kamińska

 

Już otwierający całość utwór tytułowy wyznacza kierunek podróży. To muzyka pełna przestrzeni i emocji, ale jednocześnie niezwykle przystępna. Kolejne kompozycje tylko potwierdzają, że siłą zespołu jest umiejętność pisania utworów, które mają atmosferę, a przy tym wpadają w ucho bez najmniejszego wysiłku ze strony słuchacza.

Warto też zwrócić uwagę na gitarową stronę albumu. Riffy są tu naprawdę dobrze napisane – często proste w formie, ale bardzo skuteczne, nośne i świetnie podbijające klimat całości. Nie dominują nad resztą instrumentów, ale kiedy trzeba, potrafią nadać kompozycjom ciężaru i wyrazistości, dzięki czemu materiał ma solidny metalowy kręgosłup. Prawdziwym klejnotem albumu jest dla mnie „Orchard”. To jeden z tych utworów, które od pierwszego odsłuchu przyklejają się do pamięci i nie chcą jej opuścić. Melodie płyną tu naturalnie, klimat wciąga bez reszty, a całość pokazuje, jak wielką siłą LYRRE jest umiejętność pisania utworów chwytliwych, ale dalekich od banału.

 

 

Bardzo dobrze wypada również „Still Human”, niosący jedno z najmocniejszych przesłań na płycie, oraz zamykający album „Oracle”. Ten ostatni wnosi nieco więcej mroku i energii, a kapitalna praca perkusji dodaje mu momentami niemal blackmetalowego charakteru, dzięki czemu finał pozostawia po sobie naprawdę mocne wrażenie.

REKLAMA

Na osobne wyróżnienie zasługuje produkcja. Album brzmi potężnie, ale jednocześnie zachowuje naturalność i przestrzeń. Żaden instrument nie dominuje niepotrzebnie nad resztą, a charakterystyczna lira korbowa nie jest tu egzotycznym dodatkiem, lecz integralnym elementem budującym tożsamość zespołu. Największym zarzutem wobec Nothing Is Promised może być… jego długość. Siedem utworów i nieco ponad trzydzieści trzy minuty mijają błyskawicznie. Z drugiej strony trudno mówić o wadzie, skoro po zakończeniu albumu pierwszą reakcją jest chęć natychmiastowego ponownego wciśnięcia przycisku „play”.

 

LYRRE nagrali album dojrzały, chwytliwy i pełen emocji. Taki, który nie musi krzyczeć, żeby zostać usłyszanym. Jeśli cenicie folkowe akcenty, atmosferyczny metal i świetnie napisane kompozycje, Nothing Is Promised zdecydowanie zasługuje na uwagę.

 

 

      Marek Pruszczyński (Dezarbuzator)

 

 

Pamiętajcie, żeby wspierać swoich ulubionych artystów poprzez kupowanie fizycznych nośników, biletów na koncerty oraz gadżetów i koszulek.

 

 

IKS
Udostępnij i poleć znajomym!

Dodaj komentarz

IKS

SztukMix - Strona poświęcona szeroko pojętej sztuce

© SztukMix 2020