IKS

Garbage (+Izzy and the Black Trees) | 30.05.2026 | Warszawa, Letnia Scena Progresji | Fot. Kuba Ryszkiewicz | org. Winiary Bookings

Relacja tekstowa i galeria zdjęć z koncertu Garbage (+Izzy and the Black), który odbył się 30 maja na warszawskiej Letniej Scenie Progresji.

 

Garbage to już zespół-instytucja i aż dziwne, że przez ponad 30 lat kariery odwiedził Polskę zaledwie cztery razy. W Warszawie grupa wystąpiła po raz drugi, jednak obecny set był jej pierwszym w pełni headlinerskim koncertem w stolicy.

 
Przed Garbage bardzo udanie zaprezentował się nasz rodzimy zespół Izzy and the Black Trees. Formacja zagrała przekrojowy set, w którym znalazły się m.in. „Liberate”, „I Can’t Breathe”, dedykowany całemu zespołowi Garbage utwór „Butch Vig” oraz finałowe „Vision”. Wokalistka Izabela Rekowska przez cały koncert szalała na scenie, a w pewnym momencie znalazła się nawet wśród publiczności, gdzie wykonała jedną z piosenek. Była to bardzo przyjemna rozgrzewka przed daniem głównym wieczoru.
 
O godzinie 20.20, przy dźwiękach „Laura Palmer’s Theme”, na scenie zaczęli pojawiać się muzycy Garbage. Największą uwagę przyciągała oczywiście Shirley Manson – w mocnym makijażu i ubrana w interesujący ciemny kombinezon, w którym wyglądała trochę jak przybysz z Matplanety (kto jest takim dziadersem jak ja, ten zapewne wie, o jaki program chodzi). Koncert rozpoczął się od „There’s No Future in Optimism”, a zespół stopniowo budował napięcie. Kiedy po kilku utworach wybrzmiały pierwsze akordy „I Think I’m Paranoid”, publiczność wreszcie zaczęła reagować bardziej entuzjastycznie. Chwilę później muzycy wykonali mocno przearanżowane „Stupid Girl” i jestem przekonany, że niejedna osoba przeżyła wtedy coś na kształt mentalnego orgazmu. Nie ma się zresztą czemu dziwić – to właśnie dwie pierwsze płyty Garbage cieszą się dziś statusem albumów kultowych.
 
Shirley przez cały występ była radosna i uśmiechnięta. Mówiła o ważnych sprawach, ale potrafiła też droczyć się z publicznością. Tym razem nie było żadnych piłek, więc nic nie działało jej na nerwy. Set miał przekrojowy charakter, choć największą jego część stanowiły utwory z najnowszego, ósmego albumu grupy „Let All That We Imagine Be the Light” – zespół wykonał z niego aż pięć kompozycji. Najlepsze momenty? Dla mnie były to porywające „Push It”, niezwykle klimatyczne „The Day That I Met God” oraz wykonane jako drugi i zarazem ostatni bis „Only Happy When It Rains”, zagrane po raz 1001. Całość zakończyła się tuż przed godziną 22.00. Czegoś zabrakło? Oczywiście, ale przy tak bogatej dyskografii to naturalne. Gdyby w setliście pojawiły się jednak „Why Do You Love Me”, „Milk”, „#1 Crash”, „Queer” byłbym przeszczęśliwy… No ale nie można mieć w życiu wszystkiego.
 
Jestem fanem Garbage od początku ich kariery. Ten koncert był dla mnie szczególny, bo po raz pierwszy zobaczyłem ich na żywo. Muszę jednak przyznać, że dostałem znacznie więcej, niż się spodziewałem. Muzycy, w tym basistka Nicole Fiorentino, byli w bardzo dobrej formie, ale największe wrażenie robiła dyspozycja Shirley. Jej głos nadal brzmi mocno, a przez cały występ było czuć, że zespół nie odwala tzw „maniany”, lecz autentycznie czerpie radość z grania. Frekwencja może nie powalała, jak na tak duży teren, ale ci, którzy przyszli, bawili się wyśmienicie. To był po prostu bardzo dobry koncert.
 
Organizatorem koncertu było Winiary Bookings.
 
Tekst: Mariusz Jagiełło 
 

Zapraszamy do obejrzenia fotografii autorstwa Kuby Ryszkiewicza

IKS
Udostępnij i poleć znajomym!

Dodaj komentarz

IKS

SztukMix - Strona poświęcona szeroko pojętej sztuce

© SztukMix 2020