IKS

Foo Fighters – „Your Favorite Toy” [Recenzja], dystr. Sony Music Entertainment

W przypadku Dave’a Grohla i jego zespołu trudno mówić dziś o jakimkolwiek „nowym otwarciu”. Foo Fighters od lat funkcjonują raczej jako instytucja niż formacja poszukująca. To grupa, która wypracowała własny język na tyle wyraźny i uniwersalny, że każda kolejna płyta staje się jego wariacją, nie redefinicją. „Your Favorite Toy” wpisuje się w ten schemat niemal podręcznikowo: to album krótki, zwarty i przebojowy, ale całkowicie przewidywalny.

Ostatnie lata działalności Foo Fighters naznaczone są wydarzeniami, które w naturalny sposób odcisnęły piętno na funkcjonowaniu zespołu. Kluczowym momentem była śmierć Taylora Hawkinsa w 2022 roku. To strata nie tylko wybitnego perkusisty, ale przede wszystkim jednego z filarów emocjonalnych grupy. Hawkins przez lata stanowił przeciwwagę dla energii Grohla, a jego obecność była integralną częścią scenicznej chemii zespołu. Po jego odejściu zespół znalazł się w sytuacji, w której dalsza działalność przestała być oczywistością, a każdy kolejny krok – zarówno koncertowy, jak i studyjny – nabrał wymiaru decyzji bardziej egzystencjalnej niż czysto artystycznej.

 

W tym kontekście nie sposób pominąć prywatnych turbulencji wokół Grohla, które zaczęły przebijać się do przestrzeni publicznej. Doniesienia o zdradzie małżeńskiej i nieślubnym dziecku rzuciły cień na jego wizerunek, dotąd oparty na autentyczności i pewnej „zwyczajności” w świecie rocka. Równolegle pojawiły się napięcia związane z obsadą perkusji – współpraca z Joshem Freese’m, który miał wypełnić lukę po Hawkinsie, nie przebiegała bezproblemowo, a medialne spekulacje o konflikcie tylko pogłębiały wrażenie zespołu funkcjonującego w stanie przejściowym. Zwolnienie Freese’a przez telefon dobitnie pokazało, jak niestabilna stała się sytuacja zespołu.

 

fot. materiały promocyjne

 

Na tle tych wszystkich wydarzeń „Your Favorite Toy” jawi się jako album przede wszystkim zachowawczy – sprawnie zrealizowany, energetyczny i bezpośredni, ale jednocześnie wyraźnie osadzony w dobrze znanym schemacie twórczym Foo Fighters. To materiał, który nie podejmuje ryzyka i nie próbuje poszerzać muzycznego języka zespołu. Skupia się na utrzymaniu rozpoznawalności i koncertowej siły. Choć słucha się go bez większego wysiłku, a poszczególne utwory spełniają swoją funkcję, całość pozostawia wrażenie przewidywalności – płyty solidnej, ale pozbawionej impulsu, który pozwoliłby jej wybrzmieć jako coś więcej niż kolejny, bezpieczny rozdział w dyskografii grupy.

Już od pierwszych minut „Your Favorite Toy” Foo Fighters wracają na dobrze znane tory – szybkie tempa, wyraziste refreny i dynamikę opartą na sprawdzonym kontraście między zwrotką a gitarowym uderzeniem w kulminacji. Otwierający „Caught in the Echo” działa jak sygnał powrotu do bardziej bezpośredniego grania, podczas gdy „Of All People” czy utwór tytułowy podkreślają ostrzejszy, miejscami zadziorny charakter materiału. Nawet bardziej emocjonalne momenty, jak „Unconditional” czy „If You Only Knew”, wpisują się jednak w tę samą, dobrze oswojoną estetykę. Zamiast poszukiwań dostajemy dopracowaną rekonstrukcję stylu, który Foo Fighters rozwijają od lat.

 

 

W innych kompozycjach na płycie coraz wyraźniej ujawnia się problem jednorodności. Utwory takie jak „Window” czy „Asking for a Friend” utrzymują solidny poziom, ale nie wnoszą istotnego kontrastu, przez co całość zaczyna funkcjonować jako jednolity strumień energii. Nawet ciemniejsze „Amen, Caveman” czy bardziej refleksyjny „Child Actor” nie przełamują tej struktury w sposób, który realnie zmieniłby odbiór albumu. W efekcie płyta, mimo swojej przebojowości i intensywności, traci na czytelności jako narracja – poszczególne kompozycje zaczynają się zacierać, a album traci wyrazistość.

 

W efekcie otrzymujemy album, który działa, lecz nie zaskakuje. Na tle całej dyskografii Foo Fighters „Your Favorite Toy” jawi się jako płyta, która nie próbuje zmieniać reguł gry, lecz raczej je podtrzymać – jest konsekwentna, rzemieślniczo dopracowana i osadzona w dobrze znanym języku zespołu. To materiał, który spełnia swoją funkcję jako zbiór energetycznych, chwytliwych utworów, ale nie oferuje momentu, który realnie wybija go ponad bezpieczną formułę. Foo Fighters pozostają wierni sobie, co dla jednych będzie zaletą, a dla innych dowodem na artystyczną stagnację. I właśnie w tym tkwi największy paradoks tej płyty – satysfakcjonuje, ale nie zostaje na dłużej.

 

Szymon Pęczalski

Foo Fighters już niedługo pojawią się w Polsce. W ramach trasy Take Cover Tour15 czerwca zespół wystąpi na PGE Narodowym w Warszawie. Organizatorem koncertu jest Live Nation Polska.

 

 

Pamiętajcie, żeby wspierać swoich ulubionych artystów poprzez kupowanie fizycznych nośników, biletów na koncerty oraz gadżetów i koszulek.

 

IKS
Udostępnij i poleć znajomym!

Dodaj komentarz

IKS

SztukMix - Strona poświęcona szeroko pojętej sztuce

© SztukMix 2020