IKS

Blindead 23 – „Deuterium” [Recenzja], dystr. Mystic Production

Są płyty, które od pierwszych sekund próbują przygnieść słuchacza ciężarem i skalą. Są też takie, które działają dużo subtelniej – zamiast uderzać, powoli wciągają we własny świat. „Deuterium” zdecydowanie należy do tej drugiej grupy. To album, który nie tyle się zaczyna, co stopniowo osiada na słuchaczu, zagęszcza atmosferę i z każdą kolejną minutą coraz mocniej zaznacza swoją obecność, odsłania się warstwami, a każdy kolejny odsłuch pozwala dostrzec coś nowego.

Najważniejsze jest jednak to, że Blindead 23 nie próbuje odtwarzać własnej przeszłości. Owszem, gdzieś w tle nadal pobrzmiewają echa dawnych elementów charakterystycznych dla Blindead – ciężar, napięcie czy umiejętność budowania dusznej atmosfery – ale nie są już fundamentem tej muzyki. „Deuterium” brzmi jak świadome przepisanie własnego języka na nowo. To materiał dojrzalszy, bardziej progresywny i dużo mniej oczywisty niż wcześniejsze wydawnictwa zespołu. Zamiast prostych kontrastów między ciszą a eksplozją dostajemy gęstą, wielowarstwową strukturę, w której emocje nie są wykrzyczane, lecz powoli narastają pod powierzchnią.

 

Już „Immersion I” bardzo dobrze pokazuje logikę całego albumu – nic nie dzieje się tu gwałtownie. Dźwięki pojawiają się jakby z oddali, napięcie budowane jest niemal niezauważalnie, a ciężar wynika bardziej z atmosfery niż samej intensywności grania. To bardziej uczucie powolnego osiadania czegoś na klatce piersiowej niż klasyczne uderzenie riffu. Blindead 23 nie tyle gra tutaj utwór, co tworzy środowisko, w którym słuchacz zostaje zanurzony. „Immersion II” rozwija ten kierunek, ale wnosi do niego więcej niepokoju i emocjonalnych pęknięć. Struktura zaczyna się rozmywać, a muzyka coraz mniej przypomina zamknięte kompozycje. To raczej ciąg stanów – napięcie przechodzi w agresję, po chwili rozpada się na fragmenty, by zaraz ponownie się skupić. Dynamika nie służy efektowi, lecz narracji, bo jedną z największych sił „Deuterium” jest jego płynność. Tam, gdzie wiele zespołów post-metalowych wpada w przewidywalny schemat budowania kompozycji, Blindead 23 pozwala muzyce oddychać i stale zmieniać kształt.

 

zdj. Michał Dudulewicz/Bang Your Head Live Photography

 

„Wither” przynosi chwilowe wyciszenie, ale nie daje prawdziwej ulgi. To bardziej moment zawieszenia – melancholijny i wycofany, a jednocześnie podszyty napięciem, które ani na chwilę nie znika. Blindead 23 bardzo umiejętnie balansuje tutaj między kruchością a niepokojem, utrzymując słuchacza w ciągłym poczuciu lekkiego dyskomfortu. Z kolei „Worst Laid Plans” pokazuje najbardziej niestabilne i progresywne oblicze zespołu. Utwór sprawia wrażenie, jakby przez cały czas wymykał się własnej strukturze – zmienia tempo, urywa wątki i przeskakuje pomiędzy skrajnie różnymi nastrojami. Chaos jest tu stale obecny, ale pozostaje całkowicie kontrolowany. To jeden z tych momentów, w których najlepiej słychać, jak bardzo „Deuterium” odchodzi od klasycznego myślenia i stawia na coś zupełnie nowego.

Tytułowy „Deuterium” jest natomiast jednym z najmocniejszych punktów całej płyty. Duszny, ciężki i emocjonalnie przytłaczający utwór działa bardziej jak stan niż klasyczna kompozycja. To właśnie ten numer bardzo dobitnie pokazuje, jak świadomie Blindead 23 operuje atmosferą i psychologicznym ciężarem. Najmocniejszy ślad zostawia jednak finał albumu. „Towards the Dark” działa niemal hipnotycznie – jest spokojne na powierzchni, ale pełne ukrytego napięcia. Z kolei „You Are the Universe” domyka „Deuterium” w sposób niezwykle emocjonalny i wyciszony, pozostawiając po sobie bardziej echo niż klasyczne poczucie zakończenia.

 

 

Ogromnym atutem całej płyty jest również sama praca wokalna. Kontrast pomiędzy dwoma tak różnymi głosami okazuje się obiektywnie świetnym zabiegiem. Obaj wokaliści operują zupełnie inną barwą, inną dynamiką i innym sposobem przekazywania emocji. Oba wokale niosą ogromny emocjonalny ciężar, ale robią to w całkowicie odmienny sposób – jeden jest bardziej surowy i niepokojący, drugi bardziej melancholijny i introspektywny. Dzięki temu album zyskuje dodatkową głębię i jeszcze mocniej działa na poziomie emocjonalnym.

Jednocześnie trudno mi ukryć, że to właśnie głos Patryka Zwolińskiego jest dla mnie tym, który po przesłuchaniu płyty nadal ze mną pozostaje. Od lat jestem jego ogromną fanką i po „Deuterium” tylko utwierdzam się w przekonaniu, że to jeden z najbardziej charakterystycznych i emocjonalnie wiarygodnych wokali na polskiej scenie alternatywnej. Zwoliński prowadzi finał albumu z ogromną wrażliwością – od niemal szeptanych fragmentów po momenty pełne napięcia i emocjonalnego ciężaru. To jeden z tych głosów, których mogłabym słuchać właściwie bez końca.

 

„Deuterium” nie jest przy tym płytą łatwą. Nie daje natychmiastowej satysfakcji, nie próbuje zdobywać uwagi prostymi rozwiązaniami i wymaga od słuchacza pełnego skupienia. Ale właśnie dzięki temu jest albumem absolutnie wyjątkowym. To jedna z tych płyt, które początkowo wydają się trudne do uchwycenia, a później zaczynają wracać do głowy w najmniej oczekiwanych momentach. I kiedy już naprawdę „wejdzie”, bardzo trudno ją z siebie wyrzucić. Blindead 23 stworzyło materiał świadomy, odważny i wyraźnie odcinający się od własnych przyzwyczajeń. To nie jest nostalgiczny powrót ani próba reinterpretacji dawnych pomysłów. To nowy rozdział – bardziej dojrzały, bardziej progresywny i na pewno wyjątkowy na polskim rynku.

 

Ula Skowrońska-Malinowska

 

Pamiętajcie, żeby wspierać swoich ulubionych artystów poprzez kupowanie fizycznych nośników, biletów na koncerty oraz gadżetów i koszulek.

 

 

IKS
Udostępnij i poleć znajomym!

Dodaj komentarz

IKS

SztukMix - Strona poświęcona szeroko pojętej sztuce

© SztukMix 2020