IKS

A Perfect Circle (+Jehnny Beth) | 10.06.2026 | Warszawa, COS Torwar | org. Live Nation Polska [Relacja Tekstowa]

Kiedy w październiku poprzedniego roku ogłoszono koncert A Perfect Circle, z kilku powodów bardzo ucieszyła mnie ta informacja. Po pierwsze, trasa zespołu dawała nadzieję na nowy album –  finalnie niestety pojawił się tylko jeden singiel (chociaż dobre i to). Po drugie, spotkanie z tym zespołem to zawsze wyjątkowe, wręcz mistyczne doznanie. Ich poprzedni krakowski występ to jeden z najlepszych koncertów, na jakich byłem. Wtedy poprzeczka została zawieszona bardzo wysoko. Czy sprostali oczekiwaniom? Moją odpowiedź znajdziecie w poniższym tekście.

Przed główną gwiazdą publiczność miała rozgrzać charyzmatyczna francuska artystka Jehnny Beth, która po udanej karierze w postpunkowym zespole Savages rozpoczęła działalność solową. Jej występ zaplanowano na godzinę 19.15, jednak z niewiadomych przyczyn rozpoczął się z 45-minutowym opóźnieniem. Set skupiony był głównie na utworach z jej ostatniej, naprawdę bardzo dobrej płyty „You Heartbreaker, You”. Obecnie to bardziej industrialne granie, jednak nadal bardzo jakościowe. „Broken Rib”, „No Good for People”, „Obsession” czy „Out of My Reach” to kawał świetnego rockowego łojenia. Jednak to „I’m the Man” (z płyty „To Love Is to Live”), podczas którego Jehnny zeszła do publiczności, oraz kończący całość „I See Your Pain” zrobiły na mnie największe wrażenie. Jeśli chodzi o nagłośnienie, początkowo było dość słabe, jednak z biegiem czasu poprawiało się. Wiadomo – warunki w COS Torwar nie słyną z krystalicznie czystego dźwięku, a support bardzo często mocno na tym cierpi. Tym razem nie było najgorzej i zupełnie uczciwie napiszę, że był to naprawdę solidny występ. Dla porządku trzeba dodać, że artystka pojawi się ponownie w Polsce już 3 lipca na Open’er Festival. I o ile jej koncert nie nałoży się z innym wartościowym zespołem, bardzo chętnie ponownie poobcuję z jej muzyką.

 

 

zdj. materiały promocyjne

 

 

Równo o godzinie 21.00 przy dźwiękach intro na scenie zaczęli pojawiać się muzycy A Perfect Circle. Centralne miejsce zajęli gitarzyści Billy Howerdel (mózg zespołu) i Greg Edwards (zastępujący Jamesa Ihę). Za perkusją po prawej stronie sceny zasiadł Josh Freese, a po lewej swoje stanowisko miał basista Matt McJunkins.

Kiedy wybrzmiały pierwsze dźwięki „The Package”, warszawska publiczność od początku dała się porwać emocjom, a gdy na podwyższeniu, trochę w głębi sceny, pojawił się pomalowany i wystylizowany Maynard James Keenan, zgromadzeni w pełni dali się zahipnotyzować jego głosowi. Pamiętam, że krakowski koncert pod względem dźwięku był wręcz idealny. Tym razem pierwszy utwór jeszcze delikatnie nie dowoził, ale później było tak dobrze, że wręcz nie mogłem uwierzyć, iż tę halę można tak zacnie nagłośnić. Po pierwszym utworze Maynard przywitał się ze zgromadzonymi i grzecznie przypomniał, aby nie używać telefonów komórkowych, tylko połączyć się wspólnie z otaczającymi ludźmi i zespołem. I wiecie co? Autentycznie chyba nikt przez praktycznie cały występ nie robił zdjęć ani nie nagrywał filmów. Facet ma jednak kawał charyzmy.

 

A ponieważ twórczość A Perfect Circle jest dla mnie kwintesencją piękna, wszyscy zatopili się w tych magicznych dźwiękach. Osobiście należę do szalikowców ostatniej płyty zespołu „Eat the Elephant”, dlatego kiedy wybrzmiały kolejno „Disillusioned”, „The Contrarian” i przede wszystkim mój ukochany „The Doomed”, byłem totalnie poskładany. Co ciekawe, podczas obecnej trasy zespół skupia się głównie na utworach z drugiej płyty „Thirteenth Step”, z której zagrali aż pięć kompozycji. Mnie szczególnie ucieszył „Gravity”, który uwielbiam, a którego zabrakło podczas poprzedniego koncertu w Krakowie. Były też oczywiście największe hity z tego albumu, czyli „Weak and Powerless” oraz „The Outsider”.

 

 

zdj. materiały promocyjne

 

 

Jeśli chodzi o covery z „eMOTIVe”, usłyszeliśmy przepiękne „Imagine”, które z utworu pełnego nadziei w wersji Lennona zespół zamienił w swoisty marsz pogrzebowy, idealnie wpisujący się w obecne czasy.

Zespół wykonał też dwa nowsze utwory – „Kindred” oraz totalną nówkę sztukę, czyli „Starless” (na bis), w którym Maynard delikatnie pogubił się na samym początku. Podstawowy set uzupełniły jeszcze „Rose”, „TalkTalk” oraz – według mnie – okropna wersja „3 Libras” z remixowego „aMOTION”. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego ten przepiękny utwór zespół wykonuje w tej makabrycznej interpretacji. Cóż – kto bogatemu zabroni? Również zupełnie zbędna była aż dziesięciominutowa przerwa przed ostatnią fazą występu, podczas której na ekranie pojawił się zegar odmierzający czas oraz wystylizowany animowany typ popijający kawkę. Oj, mocno to było wkurwiające.

 

Na szczęście bisy od razu mnie uspokoiły. Na początek wybrzmiał mocarny, industrialny „Counting Bodies Like Sheep to the Rhythm of the War Drums”, wspomniany „Starless”, cudowny „The Noose” i na koniec obowiązkowo „Judith”. I tutaj maestro Keenan pozwolił łaskawie wszystkim zgromadzonym używać telefonów.

 

Jaki finalnie był to występ? Właściwie idealny, jeśli chodzi o wykonanie muzyczne, nagłośnienie i energię płynącą ze sceny. Może dziwić tak mała liczba utworów z pierwszej płyty. Jeśli chodzi o moje osobiste preferencje, szkoda, że nie wykonali „Passive” oraz „So Long, and Thanks for All the Fish”, ale pewien niedosyt jest wręcz wskazany. A Perfect Circle to w mojej opinii zespół wybitny i takie też gra koncerty. Tym, co jednak było mocno przytłaczające, były ceny na merchu. Koszulki za 220 zł i dedykowany tej imprezie plakat za 750 zł? Dla mnie mocna przeginka, ale widać panowie bardzo się cenią. Muzycznie to był wspaniały wieczór. Jednak o długość paznokcia zawsze bardziej będę cenił ich krakowski występ. Wszak pierwszy raz zawsze jest wyjątkowy.

 

 

Mariusz Jagiełło

 

 

IKS
Udostępnij i poleć znajomym!

Dodaj komentarz

IKS

SztukMix - Strona poświęcona szeroko pojętej sztuce

© SztukMix 2020