IKS

Jason Williamson (Sleaford Mods) [Rozmowa]

Sleaford Mods niedługo stuknie dwudziestka, ale nie zwalniają tempa. Co dwa, trzy lata wyskakują z nowym studyjnym albumem, na którym Jason Williamson komentuje w charakterystyczny dla siebie sposób naszą rzeczywistość, a Andrew Fearn tworzy do tego elektroniczne podkłady o zawsze wysokim potencjale koncertowo-imprezowym (o czym będzie można przekonać się już niedługo – 1 listopada 2026 roku duet wystąpi w warszawskim Klubie Stodoła). Od kilku lat i wydawnictw słychać jednak pewną zmianę w ich twórczości, choćby na tegorocznej płycie „The Demise of Planet X”. Podkłady stały się mniej surowe i bardziej zniuansowane, pojawili się w większej liczbie goście ze świata nie tylko muzycznego, a teksty Jasona już nie kipią taką nieokrzesaną agresją – stały się bardziej wyważone. O przyczyny tego stanu rzeczy spróbowałem podpytać tego ostatniego sympatycznego pana. Z jakim skutkiem? Zapraszam do lektury.

 

Adrian Pokrzywka: Minęło już kilka miesięcy od daty wydania waszego ostatniego albumu. Jak oceniasz jego odbiór? Zwracasz w ogóle uwagę na opinie fanów i krytyków?

REKLAMA

 

 

Jason Williamson: Tak, oczywiście, to ważne. Cenię opinie innych, może nie tak, jak kiedyś, ale wciąż. Miło jest zobaczyć, jak to jest odbierane przez ludzi. Ale ważne jest, żeby nie pozwolić, by to pochłaniało twój czas. Myślę, że trzeba mieć przestrzeń dla siebie i pogodzić się z tym, że nawet jeśli dla ciebie ten album znaczy bardzo wiele – inni ludzie mogą mieć go gdzieś.

 

 

AP: Powiedziałeś, że kiedyś przywiązywałeś większą uwagę, a teraz się to zmieniło. To źle czy dobrze?

 

 

JW: Dobrze. Wiesz, dawniej oceniałem własny album na podstawie tego, ile osób uznało go za dobry, a nie na bazie tego, co sam o nim myślałem. Oczywiście uważam, że wszystkie nasze wydawnictwa są bardzo dobre, zresztą to samo myśli Andrew. Ale przez jakiś czas oceniałem się na podstawie tego, co myśleli inni.

REKLAMA

 

 

AP: Na nowym albumie pojawia się wielu gościnnych artystów. Na dwóch poprzednich płytach było tylko parę dodatkowych osób, a jeszcze wcześniej chyba w ogóle nie korzystaliście z pomocy innych. Dlaczego teraz jest ich tak dużo?

 

 

JW: Po prostu czuliśmy, że te utwory potrzebowały tych ludzi, ale minęło trochę czasu, zanim to do nas dotarło. Zaczęliśmy też postrzegać występy gościnne jako elementy samej kompozycji. Bez tych osób te utwory już by nie zadziałały, stali się częścią ich DNA. Nie chodziło o przeładowanie albumu jak największą liczbą gości, a o to, by uzupełnić za ich pomocą brakujące elementy.

 

 

AP: W pierwszej kolejności zapytam w takim razie o moją ulubioną artystkę z obecnych na „The Demise of Planet X”, czyli o Aldous Harding. Skąd się tam wzięła?

 

 

JW: Znam Hannah [prawdziwe imię Aldous Harding – przyp. AP] dość dobrze. Współpracowałem z nią przy utworze „Leathery Whip” z jej poprzedniego albumu „Warm Chris”. Chciałem się jakoś odwdzięczyć, więc po prostu zapytałem ją, czy nie zechciałaby wystąpić gościnnie w „Elitest G.O.A.T”. Zgodziła się z radością i – szczęśliwie dla nas – była wtedy w Anglii. Nagrywała akurat swoją ostatnią płytę – mieliśmy dobry timing. To, co zrobiła w tym utworze, jest genialne. Jestem bardzo zadowolony.

 

 

AP: No cóż, ja też. Nie mogę też przy tej okazji nie zapytać o artystkę, którą znam przede wszystkim z telewizji. Jak się domyślasz, chodzi o Gwendoline Christie. Pojawia się w utworze otwierającym nowy album i wygłasza swoje kwestie z zaskakującą agresją. Nawet gdy słucha się tej piosenki bez oglądania teledysku, można wyczuć prawdziwą brutalność. Jak doszło do tej współpracy?

 

 

JW: Cóż, wysłałem jej tekst i nagranie głosowe z sugestią, jak chciałbym, żeby ta zwrotka została wykonana. Nie miała nic przeciwko temu – po prostu pozwoliła nam pokierować sobą. Zresztą dla niej to nie nowość, w taki sposób współpracuje przecież z reżyserami przy sztukach i na planach filmowych. Więc właściwie poszło gładko, załatwiliśmy to bardzo szybko. Przyszła do studia i nagrała to dosłownie w dwóch podejściach.

 

 

AP: Czyli jej partia tekstu jest twojego autorstwa? Dobrze to zrozumiałem?

 

 

JW: Tak, poprosiła mnie o napisanie jej części utworu i tak też zrobiłem.

 

 

AP: Czyli jest faktycznie trochę jak aktorka w spektaklu, która dostaje gotową formułkę. Albo, nawiązując do tego, co mówiłeś wcześniej, jak instrument konieczny do użycia, by utwór się zgadzał.

 

 

JW: Tak, potrzebowaliśmy ducha Gwendoline Christie w tym utworze. Kiedyś współpracowaliśmy, a ona napomknęła, że chciałaby nagrać piosenkę. Początkowo myślałem sobie: „jak właściwie miałoby to działać?”. Ale najwyraźniej się udało. Jest bardzo dobrą aktorką i świetnie radzi sobie z przyjmowaniem wskazówek. To element jej pracy – umie przekształcić to w styl Gwendoline Christie.

 

 

 

 

AP: Zapytam teraz o inny utwór. W „Megaton” krytykujesz społeczną obojętność wobec tego, czym karmią nas algorytmy, oraz bierny sposób, w jaki konsumujemy te treści. Masz tu oczywiście rację, ale z drugiej strony mam wrażenie, że jestem wręcz otoczony taką krytyką – ze strony znajomych czy muzyków, z którymi rozmawiam. Media społecznościowe pochłaniają nasz czas i uzależniają nas, ale ludzie stają się coraz bardziej świadomi tego zagrożenia. Czy myślisz, że sytuacja się poprawi? Będziemy z nich korzystać z większą świadomością?

 

 

JW: Myślę, że w końcu tak. Dojdzie do momentu, w którym ludzie będą już mieli dość tego uzależnienia i sposobu, w jaki media społecznościowe nas zmieniają – to w zasadzie już się dzieje. Myślę, że znikną i zastąpi je coś innego. Czy wrócimy do podstaw, czy będzie to coś nowego? Kto wie. Z drugiej strony social media są dobre dla osób, które próbują promować swoją kreatywność, i nie ma w tym nic złego. Nawet, gdy chcesz w ten sposób zarabiać na swojej pracy – choć jest tu naprawdę cienka granica. Być może w tym celu media społecznościowe pozostaną z nami, ale pojawią się sposoby na ograniczenie ich bardziej negatywnych aspektów.

 

 

AP: Pomówmy teraz o warstwie muzycznej na „The Demise of Planet X”. Podobno Andrew miał tym razem nieco mniej pracy, gdyż nie zajmował się każdym elementem w procesie nagrywania. O jakie dokładnie elementy produkcji chodzi? I skąd ta zmiana?

 

 

JW: Andrew nie zajmował się zbytnio stroną techniczną. Mogliśmy zatrudnić kogoś do tego, a my mogliśmy się skupić na samym komponowaniu. To naprawdę się sprawdziło i wręcz otworzyło dla nas nowe możliwości. Andrew mógł popracować więcej na wprowadzeniu oryginalnych instrumentów do bitów i loopów. Słychać to szczególnie w takich kawałkach, jak „Elitest G.O.A.T”, „Bad Santa” i „Flood the Zone”.

 

 

AP: Ok, ale dlaczego teraz? Co skłoniło was do zmiany podejścia dopiero na tym albumie?

 

 

JW: W sumie nie wiem. Po prostu pomyśleliśmy, że tak będzie lepiej. Andrew wcześniej wykonywał trochę dwie prace naraz w ciągu jednego dnia. W pewnym sensie wciąż musi zajmować się inżynierią dźwięku, dalej miksuje i tworzy podkłady. Ale jednocześnie ktoś inny może przejąć bardziej podstawowe zadania, dzięki czemu Andrew ma więcej czasu na przemyślenie samych utworów.

 

 

AP: Niektóre z nich są bardzo łagodne, jak na standardy Sleaford Mods. Nie tylko muzycznie – również tekstowo. Czy wynika to z tego, że nie jesteś już tak rozgniewany na świat, jak na przykład 10 lat temu? Chyba próbuję zapytać, czy fakt, że jesteś od kilku lat w trakcie terapii i pozostajesz trzeźwy, ma wpływ na twoją twórczość. W zasadzie nie tylko twoją, ale też Andrew…

 

 

JW: Oczywiście, jesteśmy teraz szczęśliwszymi ludźmi. Ale chodzi też o to, że powtórzenie tego, co robiliśmy 10 lat temu byłoby nielogiczne. Trzeba wyjść poza swój gniew i go zrozumieć. Gdybym dalej nosił go w sobie, już dawno by mnie zniszczył. Ważne było dla mnie pozbycie się go i nieprzejmowanie się tym, dokąd mnie to zaprowadzi, o ile gdziekolwiek. Jeżeli miałoby to być dobre miejsce – niech tak będzie. Wiesz, nie kupuję tej idei, że trzeba być smutnym, przygnębionym gościem, żeby być fajnym – to zwykła głupota. W ostatnich latach chodziło mi o to, by mieć siłę stawić czoła nieznanemu życiu, temu, jak będzie wyglądała moja rzeczywistość, gdy dorosnę, kiedy stanę się osobą odpowiedzialną. Czy to zahamowało moją kreatywność? Nie sądzę.

 

 

AP: Wasza twórczość zawsze opierała się na społecznej krytyce i komentowaniu ciężkiej codzienności nas wszystkich. Te problemy nie stały się dla ciebie jeszcze bardziej widoczne, gdy zrezygnowałeś z alkoholu i używek? Może zaczęły cię jeszcze bardziej obciążać?

 

 

JW: Tak, bo nie masz już narkotyków ani alkoholu, żeby od nich uciec. Musisz wtedy zmierzyć się sam ze sobą, czego wiele osób nie robi. I wciąż popełniają te same błędy. Było mi ciężko, naprawdę ciężko. I w pewnym stopniu nadal jest, ale po 11 latach w trzeźwości niektóre sprawy są zdecydowanie łatwiejsze.

 

 

AP: Może dzięki temu masz jaśniejsze spojrzenie na niektóre rzeczy. Wspomniałeś, że twoja złość na świat się zmieniła. Trzeźwość pomogła ją ukierunkować?

 

 

JW: Tak sądzę, jest bardziej przystępna. Nadal jest szczera, ale być może jest bardziej wyważona. Ale wiesz, takie jest życie. Żeby się rozwijać, trzeba w pewnym stopniu do tego dążyć. Duży nacisk kładzie się na bycie kontrowersyjnym, obraźliwym i prowokacyjnym – ludzie niemal do tego zachęcają. Zupełnie się z tym nie zgadzam. Na takie zachowania jest odpowiedni czas i miejsce, ale jeżeli robi się to tylko po to, by zdobyć kliknięcia i lajki – to zwykła bezsilność.

 

 

zdj. Nick Waplington

 

 

AP: Masz rację. Zmieńmy trochę temat. Ponieważ rozmawiamy przed waszym koncertem w Polsce, spojrzałem, gdzie graliście do tej pory po wydaniu nowego albumu. A zjeździliście już chyba większość świata, macie na koncie mnóstwo koncertów w Europie, USA czy Australii. Która publiczność była w tym roku najlepsza dla Sleaford Mods?

 

 

JW: Wszystkie! Choć chyba w USA mieliśmy najlepszy odbiór. Ale podobało mi się też w Australii i w Europie, graliśmy nawet w lato we wschodniej części kontynentu. I nie możemy się doczekać, aż przyjedziemy do was.

 

 

AP: No właśnie. Chyba pierwszy raz będziecie u nas na koncercie klubowym. Graliście do tej pory tylko na festiwalach…

 

 

JW: Coś pamiętam, byliśmy chyba na jednym w 2016 roku.

 

 

AP: Tak, to był OFF Festival…

 

 

JW: I zagraliśmy na jednym w tym roku, prawda?

 

 

AP: Nie, byliście u nas trzy lata temu w listopadzie. To też był festiwal, ale pod dachem.

 

 

JW: Trzy lata temu?! O, kurwa. No dobra, tego nie pamiętam. Ale chętnie przyjedziemy wreszcie do klubu, zobaczymy, jak wyjdzie.

 

 

AP: Więc wolisz koncerty klubowe od festiwali?

 

 

JW: Tak, ale festiwale też mi się podobają. Jak zgromadzi się dobra publiczność, może być całkiem fajnie. Ale na festiwalach często chodzi bardziej o dobrą zabawę niż o muzykę samą w sobie. A do klubów przychodzą na nasze koncerty ludzie, którzy już nas trochę znają i są nami zainteresowani.

 

 

AP: No tak. Ok, czas nam się już powoli kończy, więc zapytam o jeszcze jedną rzecz. W mediach znana jest historia twojego sporu z Joe Talbotem z IDLES oraz wasze niedawne pojednanie. W związku z tym trafiłem tu i ówdzie na kilka zabawnych historii. Spekuluje się, że planujecie jakąś kolaborację muzyczną albo wspólną trasę koncertową. Czy coś z tego może być prawdą? Czy…

 

 

JW: (śmiech) Zupełnie nie. Na pewno nie. Wiesz, Joe to w porządku gość, ale nie ma żadnych tego typu planów, nic z tego nie jest prawdą.

 

 

AP: Przyjąłem. Ok, Jason – dziękuję ci za rozmowę. Do zobaczenia wkrótce.

 

 

JW: Ja również dziękuję. Miło było cię poznać.

 

 

Rozmawiał Adrian Pokrzywka

 

Za pomoc w organizacji tej rozmowy pragniemy podziękować SONIC Records.

IKS
Udostępnij i poleć znajomym!

Dodaj komentarz

IKS

SztukMix - Strona poświęcona szeroko pojętej sztuce

© SztukMix 2020