IKS

Metro – „365 widoków na przyszłość” [Recenzja], wyd. Rock House Entertainment

Lubisz polską alternatywę i post-punk? A może cenisz poetyckie teksty i pełne emocji interpretacje wokalne? W takim razie mam dla Ciebie propozycję: jeśli jeszcze nie znasz warszawskiego zespołu Metro, koniecznie go odkryj. A że jesienne dni robią się coraz chłodniejsze, przygotuj ciepłą herbatę, weź kocyk, załóż słuchawki na uszy i poznaj „365 widoków na przyszłość”.

Od razu zaznaczę, że muzycy z Metro nie są nowicjuszami. W swoim portfolio mają już dwie EP-ki: wydaną w 2022 roku „Stellę” i kolejną, wydaną rok później, „Metro”, a także dwa swoiste hity: „Hej, Aloszka” i „Na balkonie”. Przede wszystkim wrażenie robi jednak to, gdzie zdążyli już wystąpić – Open’er i OFF Festival to przecież nie byle co. Do tego zdarzyło im się supportować Myslovitz w warszawskim klubie Stodoła, a na swoich występach potrafią zebrać już całkiem pokaźną grupkę fanów. Nieźle jak na zespół bez długograja.

REKLAMA

 

zdj. P. Porębski

 

Teraz wtrącę ciekawy fun fact. Muzycy praktycznie wyrzucili do kosza pierwszą koncepcję albumu. Tak w każdym razie twierdził w jednym z wywiadów gitarzysta Metro Mikołaj Ilnicki. Początkowo chcieli wykorzystać dziesięć kompozycji, które uznali za wystarczająco dobre. Potem jednak włączył im się tryb „Bob Budowniczy” – i zaczęli gruntownie przebudowywać materiał. I tak przez niemal rok zmieniali aranżacje, dopisywali nowe utwory, zastępując nimi te wcześniejsze. To świadczy, że zespół naprawdę poważnie podszedł do swojego debiutu. I co z tego wyszło?

„365 widoków na przyszłość” to rozwinięcie stylu, który poznaliśmy na wcześniejszych wydawnictwach Metro. No i duży pokłon dla klasyki. Najwyraźniej słychać inspirację Republiką – nerwowa rytmika, ekspresyjny śpiew Aleksandra Zajdla i teksty bliskie poetyce Ciechowskiego. Pobrzmiewają tu również echa Maanamu, Lecha Janerki czy Myslovitz, a także The Cure i The Smiths. Nie oznacza to jednak, że warszawiacy bezrefleksyjnie kopiują swoich idoli. Umiejętnie czerpią ze sprawdzonych wzorców, nadając muzyce własny charakter. I to naprawdę działa.

 

 

Przejdźmy teraz do tego, co najważniejsze, czyli samych utworów. Album bardzo dobrze otwiera nowofalowy buntowniczy utwór „Gilotyna musi spaść!”. Żyjemy w mało ciekawych czasach. Otacza nas syf: przemoc, konflikty, zagrożenia klimatyczne i społeczne frustracje. I to tym w mocno ironicznym i gorzkim duchu śpiewa tu Zajdel. Dla mnie ten utwór to jeden z najlepszych fragmentów całego materiału. Dostajemy muzyczny chłód podbity mocnym tekstem.

REKLAMA

„Nic nie płonie” to już rozpoznawalna piosenka z refrenem, który mocno zapada w pamięć. Oj, podczas tego utworu na koncertach może być słychać pisk nastoletnich fanek. Utwór tytułowy to jeden z najbardziej wyrazistych przykładów inspiracji twórczością Grzegorza Ciechowskiego – chociaż bardziej pod względem wokalnym niż muzycznym. To również kompozycja, która dobitnie oddaje główną ideę wydawnictwa – niepewność dotyczącą przyszłości, ale też szczyptę nadziei na lepsze jutro. Warto zatrzymać się też przy kolejnym singlu – „Niepamięci”. To bardziej refleksyjny moment całości, w którym Zajdel bardzo dobrze operuje swoim głosem, momentami wchodząc wręcz w wysokie rejestry. Refren ma w sobie coś z największych hitów Myslovitz. Spokojny jest też poetycki „Pilot/Zapałki”. Ciekawa jest jego aranżacja. Ujęły mnie te pojedyncze brzdąknięcia instrumentów i zabawa nastrojami – w pewnym momencie utwór zwalnia, a Zajdel przechodzi w melorecytację. Sporo dobrego dzieje się w tym utworze. „Raz na dwadzieścia razy” to już bardziej energetyczny fragment, który może świetnie sprawdzić się na koncertach. W tekście Zajdel ponownie opisuje rzeczywistość pełną sprzeczności, pozorów, społecznej frustracji i niespełnionych oczekiwań. W „Spacerze po szkle” ponownie pojawia się lekko histeryczny śpiew w duchu Ciechowskiego. Ciekawostką jest to, że autor, pisząc tekst, inspirował się bohaterką słynnej piosenki „Roxanne” zespołu The Police, ale przeniósł opowieść do współczesnego warszawskiego Śródmieścia.

 

zdj. P. Porębski

 

I tak przez większość albumu zespół bawi się post-punkowymi nastrojami, a wokalista słowem. Zdecydowanie trzeba się jednak zatrzymać przy ostatnim utworze – „Półmrokach”. Dla mnie to najpiękniejszy utwór na płycie. Może dlatego, że jest najbardziej melancholijny, a ja kocham melancholię w muzyce. No i ta piękna końcówka – ciary gwarantowane. „Półmroki” poruszają temat tęsknoty, miłości, emocjonalnego uzależnienia i pragnienia otrzymania kolejnej szansy. Ten utwór to naprawdę godne zakończenie albumu.

Tyle, jeśli chodzi o wybrane utwory. Generalnie album „365 widoków na przyszłość” charakteryzuje się połączeniem post-punkowej ekspresji, gitarowej alternatywy i elementów poezji śpiewanej. Dużo liryzmu wnosi do tej płyty wokalista, który momentami bardziej recytuje, deklamuje czy wręcz teatralnie interpretuje słowa, niż śpiewa je w klasyczny sposób. W tekstach często posługuje się też metaforami. Ciekawy jest zresztą pewien paradoks. Choć tytuł albumu sugeruje optymistyczne spojrzenie w przyszłość, teksty Zajdla są często pełne niepokoju, rozczarowania i lęku przed tym, co nadejdzie. To trochę opowieść o pokoleniu, które chciałoby zmieniać świat, ale jednocześnie coraz bardziej obawia się tego, w jakim kierunku ten świat zmierza. Warto też docenić samą warstwę instrumentalną. Muzycy potrafią świetnie budować napięcie, przechodząc od spokojnych, niemal intymnych fragmentów do energetycznego grania. I właśnie ta zabawa dynamiką jest jednym z największych atutów albumu. Wszystko to składa się na naprawdę wartościową całość, choć nie wszystkim przypadnie do gustu momentami nadmierna ekspresyjność wokalisty.

 

Debiut muzyków z Warszawy to naprawdę dojrzała propozycja. Słychać, że muzycy mocno pracowali nad aranżacjami, a Zajdel nad tekstami. Nie chcieli iść na łatwiznę i stworzyli dzieło, którego zdecydowanie nie muszą się wstydzić, a wręcz dumnie mogą prężyć muskuły. „365 widoków na przyszłość” nie jest może albumem, który wywraca polską alternatywę do góry nogami, ale też wcale nie musi nim być. Przede wszystkim dostajemy świetne melodie, ciekawe aranżacje, inteligentne teksty i mnóstwo emocji. Owszem, momentami muzycy zbyt mocno spoglądają w stronę swoich idoli, a ekspresyjny wokal Zajdla nie każdemu przypadnie do gustu. Jednak w mojej opinii zalety zdecydowanie przeważają nad wadami. Czy ten materiał osiągnie sukces? Tego nie wiem, bo polski rynek muzyczny jest mocno nieprzewidywalny. Widać jednak po ich dotychczasowych działaniach, że świadomie budują swoją karierę. Więc ja trzymam za nich mocno kciuki. A skoro tak ciekawie śpiewają o przyszłości, tym bardziej jestem ciekaw ich własnej.

 

Mariusz Jagiełło

 

Pamiętajcie, żeby wspierać swoich ulubionych artystów poprzez kupowanie fizycznych nośników, biletów na koncerty oraz gadżetów i koszulek.

IKS
Udostępnij i poleć znajomym!

Dodaj komentarz

IKS

SztukMix - Strona poświęcona szeroko pojętej sztuce

© SztukMix 2020