IKS

Ryosuke Kiyasu [Rozmowa]

Bez cienia przesady mogę nazwać Ryosuke Kiyasu jednym z największych wirtuozów werbla naszych czasów. Ten przesympatyczny Japończyk ponad 20 lat temu spakował ten element perkusji do swojej walizki i ruszył na podbój muzycznego świata. Dziś dalej jest w niemal ciągłej trasie, chcąc pokazywać swoją twórczość wciąż nowym odbiorcom. Nie szuka na siłę rozgłosu ani wsparcia dużych wytwórni, nie interesuje go nawet wydawanie albumów. Wystarczy mu tylko kawałek stołu i mikrofon, bo jedyne, co chce robić w życiu, to po prostu gra na werblu. Między innymi o tym wszystkim opowiada mi w poniższej rozmowie. To taki artysta, którego koniecznie trzeba dodać do listy tych, których trzeba zobaczyć na żywo chociaż raz w życiu.

Na szczęście już niedługo wróci znów do Polski, by dać koncerty w Warszawie (18.09.2026) i w Lublinie (25.09.2026) w ramach Avant Art Festival, oraz w Krakowie (08.11.2026) w ramach Sacrum Profanum.

REKLAMA

 

Adrian Pokrzywka: Cześć, Ryosuke. Co u ciebie? Jesteś już w trasie koncertowej?

 

 

Ryosuke Kiyasu: Cześć. Jestem jeszcze w Tokio. Wróciłem niedawno z Europy, ale niedługo znów do was przylatuję. Na razie relaksuję się w domu.

 

 

AP: Zacznę od bardzo podstawowego pytania. Na początku swojej kariery grałeś w różnych zespołach i projektach na pełnym zestawie perkusyjnym. W pewnym momencie złapałeś za werbel i zacząłeś po prostu występować z nim solo. Dlaczego wybrałeś właśnie werbel, a nie inny element perkusyjny?

REKLAMA

 

 

RK: To zaczęło się w 2003 roku, kiedy przeprowadziłem się do Kanady. Wyjechałem tam w wieku 22 lat, by grać muzykę. Włożyłem werbel do walizki i wylądowałem na innym kontynencie. Szukałem różnych miejsc, gdzie mógłbym występować. Odwiedzałem bary i kluby, mówiąc: „Hej, jestem muzykiem, chciałbym u was zagrać”. Ale prawie wszyscy odpowiadali mi wtedy: „Jeśli chcesz u nas wystąpić, powinieneś przynieść cały zestaw perkusyjny”. Nie poddawałem się i uznałem, że może dam sobie radę z samym werblem. I tak to się zaczęło. Znalazłem w końcu miejsca, gdzie mogłem grać na werblu i wciągnęło mnie to.

 

 

AP: OK, ale dlaczego akurat werbel? Mogłeś przecież spakować do walizki np. hi-hat…

 

 

RK: Ach, to proste. Werbel jest najważniejszą częścią zestawu perkusyjnego. To po prostu jego najbardziej podstawowy element.

 

 

AP: No dobra, rozumiem. Przejdźmy do twojej twórczości. Poznałem ją rok temu, gdy sprawdzałem artystów grających na Avant Art Festival w Warszawie. Dosłownie parę dni później oglądałem u babci „Teleexpress” i zobaczyłem cię w polskiej telewizji publicznej…

 

 

RK: (śmiech) Tak!

 

 

AP: Pojawiłeś się tam w ramach pewnego cyklu – trafiłeś do tzw. Galerii Ludzi Pozytywnie Zakręconych. Osobiście bardzo lubię postaci, które tam pokazują, bo robią zawsze coś nietypowego, ale i ciekawego. Ale z drugiej strony, można na te osoby patrzeć z pewnym pobłażaniem, jako robiących coś niepoważnego czy głupkowatego. Zastanowiło mnie wtedy, jak odbierasz tego typu reakcje. Czy denerwuje cię to, gdy ktoś odbiera twoją sztukę jako żart, jako wygłupianie się?

 

 

RK: Nie, ludzie reagują bardzo różnie. I niektórzy faktycznie śmieją się z moich występów. Prawdopodobnie dlatego, że nigdy nie widzieli czegoś takiego, i stąd te reakcje. Na początku najczęściej reagowano na moje koncerty zdziwieniem. Widziałem, że ludzie myślą sobie: „wtf!” (śmiech). Ale to normalne. Myślę, że gdy ja byłem młody, też się śmiałem, gdy oglądałem jakieś awangardowe występy. Jeżeli coś jest nietypowe, zawsze wywiera wrażenie na ludziach. Nie mam nic przeciwko jakimkolwiek ludzkim reakcjom. Niektórzy się śmieją, inni płaczą, a jeszcze inni mówią: „O mój Boże, to naprawdę świetne”.

 

 

AP: No tak, każda reakcja świadczy o tym, że w jakiś sposób to poruszyło ludzi, a przecież o to w tym wszystkim chodzi. Wyczytałem gdzieś, że na początku swojej solowej aktywności dużo ćwiczyłeś, jeżeli chodzi o grę na werblu. A teraz grasz niemal codziennie. Praktycznie cały czas jesteś w trasie, a twoje koncerty odbywają się wtedy prawie każdego dnia. Dalej praktykujesz te częste ćwiczenia?

 

 

RK: O, nie. Muszę dać odpocząć rękom (śmiech). Już nie ćwiczę podczas tras, zdarza mi się tylko czasem, gdy akurat przebywam w domu w Tokio.

 

 

AP: Zastanawiałem się, czy nie przeszkadzałbyś innym ludziom, np. gościom hotelowym, swoimi próbami. No ale te 20-30 minut, które trwa twój występ to chyba faktycznie wystarczająca dawka uderzeń.

 

 

RK: I jeszcze próba dźwięku, która trwa też około 30 minut. Więc nie przekraczam godziny grania dziennie. To wystarczy.

 

 

zdj. Adrian Pokrzywka

 

 

AP: A czy ta solowa aktywność jest dla ciebie obecnie wystarczająca, by czuć się spełnionym jako artysta? Nie brakuje ci pracy z innymi muzykami, grania w zespołach?

 

 

RK: W tym momencie porzuciłem grę we wszystkich zespołach i projektach z innymi artystami. Gra na samym werblu i na całym zestawie perkusyjnym to dwie różne rzeczy, zupełnie inne podejście do grania. Chcę się skupić tylko na werblu, dlatego musiałem porzucić wszystko inne.

 

 

AP: Widziałem cię na żywo w dwóch różnych przestrzeniach. Rok temu w Warszawie w eleganckiej księgarnio-kawiarni i parę miesięcy temu w odrapanym squatowym klubie w Krakowie. Wydaje mi się, że pozwoliłeś sobie na większą swobodę podczas tego drugiego występu, było w nim więcej szaleństwa. Czy miejsce, w którym grasz, ma na ciebie duży wpływ? A może zdarza się, że cię jakoś ogranicza, jak w Warszawie?

 

 

RK: Przestrzeń, w której występuję, ma ogromny wpływ na całe show. W Krakowie ten koncert odbywał się w bardzo punkowym, ale też dużym miejscu. Czułem się tam swobodniej, a ludzie dodatkowo mnie dopingowali. To wyzwoliło we mnie więcej szaleństwa, a nawet agresji. A gdy gram w miejscu, które przypomina bardziej kawiarnię, jak w Warszawie, to zazwyczaj jestem bardziej stonowany. Chodzi też o ilość wolnego miejsca, czasem po prostu muszę uważać na ludzi, w wyniku czego nie poruszam się zbyt swobodnie. Ważna jest też liczba samych widzów. Gdy pojawi się 10 osób, to nie gram agresywnie, tylko bardziej muzykalnie. A gdy tych ludzi jest więcej i jeszcze mnie podpuszczają, wtedy się rozkręcam. Każdy występ jest inny.

 

 

AP: Przeglądałem różne nagrania z twoich koncertów i zauważyłem, że grałeś w przeróżnych miejscach. Czy któreś zapadły ci w pamięć? Są takie, do których chciałbyś wrócić?

 

 

RK: Niekoniecznie, bo skupiam się na ciągłym rozwoju. Właściwie to chciałbym cały czas grać w innych miejscach, dla innych ludzi, współpracować z różnymi organizatorami. Zawsze staram się wyczuć atmosferę danego miejsca i potrzebuję gromadzić te doświadczenia, by rozwijać styl moich występów.

 

 

AP: Powtarza się w nich ten sam zestaw przyrządów: werbel, stół i mikrofon. Możesz ich używać w nieskończonych konfiguracjach, dzięki czemu każdy twój koncert może być wyjątkowy. A czy zdarzyło ci się kiedyś być niezadowolonym z któregoś? Miałeś kiedyś sytuację, że czułeś po występie, że nie wniósł nic nowego do twojej sztuki?

 

 

RK: Każdy koncert jest dla mnie nowym wyzwaniem. Zawsze staram się grać na różne sposoby, opowiadać za każdym razem jakąś inną historię. Czerpię satysfakcję z moich występów na różne sposoby, ale trudno mi o tym opowiadać, bo tak naprawdę ich nie pamiętam. Nie mam żadnego konkretnego planu przed samym rozpoczęciem. A po 30 minutach, gdy jest już po wszystkim, nie pamiętam już nic z tego, co się wydarzyło.

 

 

AP: To zaleta – jeżeli nie pamiętasz, co się działo, nie możesz być niezadowolony. Zauważyłem, że często występujesz na festiwalach muzycznych. Czy to dla ciebie okazja, by oglądać w akcji pozostałych wykonawców? Interesujesz się w ogóle koncertami innych artystów?

 

 

RK: Nie oglądam innych występów, bo bezpośrednio przed swoim nie chcę słuchać żadnej muzyki. Wolę posiedzieć w ciszy i spokoju, by móc skupić się przed moim zadaniem. Koncentruję się wtedy na sobie. Jeżeli zdarza mi się coś obejrzeć, to zawsze później, na przykład kolejnego dnia, jeśli mam taką możliwość.

 

 

 

 

AP: A jak w tym momencie wygląda sprawa z koncertami w twojej rodzinnej Japonii? Swego czasu narzekałeś na tamtejszą publiczność, która na koncertach jest dość statyczna i raczej nieśmiała. A w najbliższej przyszłości, jesienią i zimą, będziesz grał tam często. Rozumiem, że próbujesz przekonać swoich rodaków do twojej twórczości?

 

 

RK: Tak, ludzie w Japonii są bardzo cisi. I nie znają mnie za bardzo. W moim rodzinnym Tokio gram może cztery, pięć koncertów rocznie, więc niezbyt często. A jak już występuję, to w jakichś małych galeriach, a nie na dużych festiwalach – nie jestem tu zbyt popularny. Ale nie przejmuję się tym szczególnie, chcę po prostu grać koncerty, nieważne gdzie. W Japonii ludzie faktycznie są spokojni, wynika to przede wszystkim z ich nieśmiałości. Oglądają grzecznie mój występ, później klaszczą i wychodzą. Nie rozmawiają ze mną osobiście, ale są później bardzo aktywni w mediach społecznościowych. Dopiero wtedy wypowiadają się na temat tego, co zobaczyli.

 

 

AP: Może przyciągniesz wreszcie więcej uwagi w swoim kraju, masz tam zaplanowanych sporo koncertów w listopadzie i w styczniu. Więc może coś się zmieni i staniesz się popularny w Japonii.

 

 

RK: Mam taką nadzieję (śmiech).

 

 

AP: Ja też i tego ci życzę. OK, mam ostatnie pytanie. Zauważyłem, że jeżeli chodzi o twoją oficjalną dyskografię, to wydałeś więcej albumów koncertowych niż studyjnych. Jesteś też bardzo aktywny na platformach społecznościowych, gdzie publikujesz nagrania ze swoich występów. Twoja twórczość jest doskonałym przykładem tego, jak ważny jest aspekt wizualny we współczesnym odbiorze muzyki. Czy uważasz, że ten trend będzie się nadal rozwijał, i że wkrótce będziemy wszystko oglądać, a nie tylko słuchać?

 

 

RK: Tak, to słuszna uwaga. U mnie ten element wizualny jest bardzo ważny, na równi z tym dźwiękowym. Właściwie moja główna twórczość to są nagrania moich występów na żywo. To jest dla mnie istotne, nie dbam o nagrywanie płyt, nośniki CD, itd. Ludzie, którzy będą słuchać CD, nie zobaczą mojego występu, nie dostaną tej całej oprawy wizualnej, która jest tak ważna. Dlatego wrzucam te wszystkie filmy do sieci – i to jest moja właściwa dyskografia, te zasoby cyfrowe.

 

 

AP: No tak, również wydaje mi się, że należy cię przede wszystkim zobaczyć, sam dźwięk byłby tu niewystarczający do właściwego odbioru. Dziękuję za poświęcony czas i do zobaczenia na kolejnym koncercie.

 

 

RK: Bardzo dziękuję. Mam nadzieję, że spotkamy się na Avant Art Festival.

 

 

Rozmawiał Adrian Pokrzywka

IKS
Udostępnij i poleć znajomym!

Dodaj komentarz

IKS

SztukMix - Strona poświęcona szeroko pojętej sztuce

© SztukMix 2020