Niektóre płyty działają jak zbiór świetnych utworów. Inne przypominają wejście do świata, z którego trudno się wydostać. „Accepting Omega” zdecydowanie należy do tej drugiej kategorii. HOLYSTONE nie nagrywają po prostu ciężkich riffów – budują mroczną opowieść, w której muzyka i koncept wzajemnie się napędzają.
Pochodzące z Brisbane w Australii trio od początku łączy doomowy ciężar, psychodeliczny rock i alternatywny metal, nie zamykając się jednak w żadnej z tych szuflad. To muzyka oparta na potężnych riffach, ale równie ważne są tutaj klimat, napięcie i umiejętne budowanie atmosfery. HOLYSTONE nie spieszą się z odkrywaniem wszystkich kart – potrafią przygnieść ciężarem, ale równie dobrze zostawić sporo przestrzeni na emocje i niepokój.
„Accepting Omega” to drugi album zespołu i jednocześnie wyraźny krok w ciemniejszą stronę. Po bardziej psychodelicznych elementach znanych z debiutu pojawia się więcej ciężaru, mroku i egzystencjalnego niepokoju. Za brzmienie odpowiadają między innymi legendarni producenci Jack Endino z Seattle oraz Dave Catching z Rancho de la Luna, ale najważniejsze jest to, co HOLYSTONE zbudowali jako całość.

Album jest konceptem opowiadającym historię ośmiu różnych postaci obserwujących upadek świata pod wpływem tajemniczej Omegi. Jest ona jednocześnie przewodnikiem, katalizatorem zmian, obietnicą wybawienia i symbolem zagłady. To jednak nie kolejna historia o apokalipsie. Omega staje się tutaj pretekstem do opowiedzenia o samotności, depresji, utracie wiary i próbie odnalezienia sensu w świecie, który nieuchronnie zmierza ku końcowi.
Największym atutem albumu jest jego różnorodność przy zachowaniu pełnej spójności. HOLYSTONE z dużą swobodą przechodzą od miażdżących, doomowych fragmentów do bardziej psychodelicznych i melodyjnych momentów, nigdy nie tracąc przy tym gęstej, dusznej atmosfery. Już otwierający „The Prophecy (Jaws of Victory)” wyznacza kierunek całej podróży, a dynamiczny „Brave Design” pokazuje, że zespół potrafi podkręcić tempo, nie rezygnując z charakterystycznego klimatu.
Równie przekonująco wypadają kompozycje oparte na kontrastach. „Guided by Stones” oraz dwuczęściowy „The Accomplice” łączą potężne riffy z bardziej przestrzennymi, psychodelicznymi partiami i świetnie wykorzystanym żeńskim wokalem, który dodaje muzyce kolejnego wymiaru. Z kolei „Procession” doskonale pokazuje, że HOLYSTONE nie budują ciężaru wyłącznie mocą gitar – równie ważną rolę odgrywa kapitalnie pracująca sekcja rytmiczna oraz cierpliwie rozwijane napięcie. Wszystkie te elementy prowadzą do finałowego „The Oracle Speaks”, który w satysfakcjonujący sposób domyka tę mroczną opowieść.
„Accepting Omega” to bardzo równa i przemyślana płyta. Największą siłą HOLYSTONE jest umiejętność połączenia ciężaru z opowieścią. To nie jest jedynie zbiór mocnych riffów – każdy element pracuje tutaj na stworzenie spójnego świata. Doomowy ciężar, psychodeliczne odloty, alternatywna melodyka i dopracowany koncept tworzą album, który z każdym kolejnym odsłuchem odsłania nowe detale.