IKS

Weedpecker – „V” [Recenzja], wyd. Heavy Psych Sounds Records

Warszawski Weedpecker po pięciu latach powrócił z nowym, piątym już albumem, zatytułowanym po prostu „V”. Co ciekawe, perkusję na „piątce” zapewnił Inferno, najprawdopodobniej najbardziej znany z bycia perkusistą blackened-deathmetalowego zespołu Behemoth (być może słyszeliście o tej formacji). Dlatego nawet jeśli nie jesteście miłośnikami heavy psychu i stoneru, to zawsze możecie odpalić, aby sprawdzić, jak brzmi Inferno w tymże niespodziewanym wydaniu.

Formacja przebyła długą drogę od swojego stonermetalowego, mocno zakorzenionego w grunge debiutu. Chociaż psychodeliczno-progresywne smaczki były odczuwalne już na owym debiucie, to z każdym kolejnym albumem „Ziółcioł” coraz bardziej uwypuklał swoją heavy-psychową oraz progresywną stronę. Na „V” metal zdaje się już być tylko dodatkiem i akcentem, jednakże wciąż naturalnie występującym w muzyce formacji.

 

zdj. Nikita Wierchow

Jeśli miałbym jakoś podsumować muzykę na nowym krążku przy użyciu jednego epitetu, to użyłbym określenia „przepiękna”. Marzycielska, kojąca, brzmiąca jak zachwyt nad światem. Już „Intro” niesamowicie opatula słuchacza psychodelicznym, ciepłym dźwiękiem przepełnionym światłem, który w intrygujący sposób pobudza wyobraźnię.

„Fading Whispers” brzmi z początku niezwykle sielankowo. Zupełnie jakby przed słuchaczem otworzył się portal do innego wymiaru. Idealna ścieżka dźwiękowa do znerwicowanego świata, w którym każdy nieustannie gdzieś gna. Kawałek zachęca do tego, aby przysiąść, odpocząć, odpłynąć, uspokoić się. Fakt, że trwa ponad 11 minut, stanowi swego rodzaju czyściec: spowalnia, uspokaja, wycisza i wprowadza w odpowiedni nastrój. Nawet te bardziej stonermetalowe riffy (w których daje się wyczuć ciężar) nie są przytłaczające, a dobrze współgrają z syntezatorami oraz partiami psychodelicznymi. Do tego te zmiany i kombinowania z melodiami i rytmem: rarytas. „Ash” to utwór nieoczywisty: z jednej strony wybrzmiewa bardzo jazzowo, z drugiej riff jest podszyty stoner/doomowym ciężarem, z trzeciej słuchacz jest hipnotyzowany przez psychodelę. Rozkręca się w połamany, pełen udziwnień stoner metal, aby następnie bez kozery odwiedzić bardziej oniryczne, progresywne rewiry.

 

 

„In the Dark We Shine” to z kolei niemalże czysty oniryzm. Utwór łagodny, melodyjny i na wskroś marzycielski. Do tego to południowoamerykańskie użycie gitary akustycznej oraz wprost porywające dźwięki syntezatorów. „Mirrors” natomiast jest niezwykle krautowy, w ten przyjemny kwaśny sposób, podszyty ciężarem, w którym znajdziemy sporą dawkę tej bardziej połamanej psychodeli z niezwykle wyraźnymi nutkami szaleństwa. „The Last Summer of Youth” to z kolei muzyczne pożegnanie ze słuchaczem. Formacja osiąga tutaj w zasadzie shoegaze’owy poziom pogłosu, bazując na spokojnym, raz akustycznym, raz bardziej przesterowanym motywie pełnym melancholii. Nie zabraknie tutaj też orientalnych wtrąceń oraz stopniowo rozkręcających się, pobudzających wyobraźnię dźwięków gitary prowadzącej i syntezatorów. Niezwykłe i niejednorodne zwieńczenie naprawdę nietypowego albumu.

 

Weedpecker po raz kolejny pokazał mi, iż są jednym z najlepszych zespołów, jeśli chodzi o natchnione psychodeliczne granie podszyte stonerowym ciężarem. Piąty album formacji to bardziej przeżycie i medytacja aniżeli zwykły odsłuch. Przeżycie raz transcendentne, raz zabierające słuchacza w głąb siebie. Fantastyczny sposób na znalezienie chwili wytchnienia w zawierusze życia codziennego.

 

 

Marek Oleksy  (Gruz Culture Propaganda)

 

 

 

Pamiętajcie, żeby wspierać swoich ulubionych artystów poprzez kupowanie fizycznych nośników, biletów na koncerty oraz gadżetów i koszulek.

 

 

IKS
Udostępnij i poleć znajomym!

Dodaj komentarz

IKS

SztukMix - Strona poświęcona szeroko pojętej sztuce

© SztukMix 2020