IKS

Marc „Zelli” Zellweger (Paleface Swiss) [Rozmowa]

Są jedną z tych kapel, które nie biorą jeńców – ani na scenie, ani w studiu. Paleface Swiss rosną w siłę z każdym krokiem, ale zamiast mówić o przełomie, wolą mówić o drodze. Zobaczyłam ich po raz pierwszy na Bloodstock Open Air – i to był jeden z tych koncertów, obok których nie da się przejść obojętnie. Porozmawiałam z ich wokalistą o emocjach, presji i o tym, dlaczego w ich muzyce wszystko musi być do bólu prawdziwe. A już 18 czerwca polscy fani będą mogli przekonać się o tym na żywo podczas Summer Punch Festival, na którym zespół wystąpi. Zapraszamy pod scenę – tego koncertu jak i całego festiwalu organizowanego przez Winiary Bookings na terenach warszawskiej Progresji naprawdę nie warto przegapić.

 

Ula Skowrońska-Malinowska: Ostatnio zdobywacie dużo uwagi. Czy to wygląda jak moment przełomowy dla Paleface, czy raczej kolejny krok w długiej drodze?

 

 

Marc „Zelli” Zellweger: Szczerze mówiąc, każdy rok był pełen kroków w kierunku, w którym chcemy iść. Więc to nie jest takie poczucie: „Okej, udało się”. To bardziej tak, że stale rośniemy z każdym krokiem, a to jest dokładnie to, czego chcę. Nie chcę po prostu gdzieś wskoczyć i tam zostać – chcę zrobić jak najwięcej kroków. I to jest fajne. Nie rozglądamy się za bardzo – zawsze patrzymy do przodu. Nie skupiam się na tym, jak duże się to robi. Po prostu chcę zobaczyć, co dalej i iść naprzód.

 

 

USM: Pytam, bo mieszkam w Wielkiej Brytanii i widziałam was w zeszłym roku na Bloodstock. Wcześniej o was nie słyszałam, ale kiedy zobaczyłam was na żywo, byłam absolutnie rozwalona. To właśnie dlatego chciałam zrobić ten wywiad – naprawdę zrobiliście na mnie wrażenie.

 

 

MZZ: Bardzo dziękuję, to naprawdę dużo znaczy. To był akurat trudny występ – podróż była wyczerpująca, jak zresztą wszystko tego dnia. Ale bardzo się cieszę, że było wystarczająco dobrze. Myślę, że dzięki temu koncertowi zyskaliśmy dużo uwagi w Wielkiej Brytanii, więc zdecydowanie było warto. Z tego, co słyszałem, zrobiliśmy duże wrażenie, więc tak – naprawdę się cieszę, że to słyszę.

 

zdj. materiały promocyjne

 

USM: Jak opisałbyś to, gdzie zespół jest teraz – zarówno muzycznie, jak i mentalnie?

 

 

MZZ: To dobre pytanie. Dużo się teraz dzieje, zarówno w zespole, jak i w naszym prywatnym życiu, więc trudno to wszystko podsumować. Muzycznie próbujemy znaleźć miejsce, w którym naprawdę będziemy szczęśliwi. Do tej pory wszystko zawsze działo się pod presją – dawaliśmy sobie bardzo mało czasu na kończenie rzeczy. Ale przy tym, co będzie następne, powiedzieliśmy sobie: dajmy sobie czas. Naprawdę piszmy, przepisujmy i eksperymentujmy, jak należy. Więc nie mogę jeszcze powiedzieć, gdzie jesteśmy muzycznie – to po prostu jeszcze nie ten moment. Mentalnie mieliśmy około dwóch miesięcy przerwy od ostatniej trasy, więc myślę, że wszyscy się naładowali. W niedzielę wyjeżdżam na trzymiesięczną trasę. W moim prywatnym życiu wciąż dużo się dzieje, więc nie skupiłem się jeszcze w pełni na trasie, ale ponieważ to trasa jako support, jest mniejsza presja niż przy headlinerskiej. Więc tak – myślę, że jestem gotowy.

 

 

USM: Takie jest życie, chyba… wszystko naraz.

 

 

MZZ: Tak, niestety, zwykle tak to wygląda.

 

 

USM: Wasze brzmienie jest ekstremalnie surowe i agresywne. Na ile to świadomy wybór, a na ile coś naturalnego?

 

 

MZZ: To w 100% naturalne i chcę, żeby zostało jak najbardziej surowe. Oczywiście dzisiaj potrzebujesz pewnego poziomu produkcji – potrzebujesz nowoczesnego brzmienia. Ale moim celem jest pozostanie tak surowym, jak to możliwe w tym nowoczesnym kontekście. Nie chcę zbyt dużo wygładzania. Lubię zostawiać drobne błędy. Nie jesteśmy perfekcyjnym zespołem – i życie też nie jest perfekcyjne. Jest w nim tyle chaosu i porażek – i to jest dla mnie część jego piękna.

 

 

USM: Jak balansujecie chaos i strukturę w swojej muzyce?

 

 

MZZ: Przez długi czas to był tylko chaos – bez prawdziwej struktury. Ale ostatnio zaczęliśmy dodawać trochę struktury, bo to nowe wyzwanie. Słucham dużo popu oraz rapu i podoba mi się to, jak te gatunki są zbudowane. Więc chcę połączyć tę strukturę z naszym chaotycznym podejściem. Myślę, że ten kontrast tworzy coś naprawdę ciekawego.

 

 

USM: Twoje teksty wydają się bardzo osobiste i intensywne. Na ile pochodzą z twoich własnych doświadczeń?

 

 

MZZ: W większości. Był czas, kiedy np. pisałem historie dla ludzi mi bliskich – jakby wkładając doświadczenia przyjaciela do utworu, żeby mógł opowiedzieć swoją historię przez nas. Czasami nadal to robimy, ale ostatnio w naszych własnych życiach dzieje się tak dużo, że nowe utwory są prawie w całości oparte na naszych własnych przeżyciach – moich, naszego gitarzysty albo całego zespołu. Więc tak, robi się to coraz bardziej osobiste.

 

 

USM: Pisanie tekstów to bardziej katharsis czy sposób komunikacji ze słuchaczami – czy jedno i drugie?

 

 

MZZ: Jedno i drugie, ale głównie katharsis. Po prostu chcę wyrzucić z siebie rzeczy. Nie obchodzi mnie za bardzo, jak to jest powiedziane, ani jak perfekcyjne jest – chcę, żeby było prawdziwe. To pewnie dlatego muzyka brzmi tak surowo – jest bardzo bezpośrednia. Niektóre utwory są dla ludzi, ale inne… nawet nie obchodzi mnie, czy ktoś je usłyszy. Po prostu muszę to z siebie wyrzucić.

 

 

USM: Twoja ekspresja wokalna jest niesamowicie emocjonalna. Jak przygotowujesz się mentalnie przed nagraniem albo występem?

 

 

MZZ: Szczerze mówiąc, bardziej przygotowuję ciało niż umysł. Muszę być w formie fizycznej, inaczej nie byłbym w stanie występować tak, jak to robię. Krzyk to bardziej kwestia uwolnienia – mogę to po prostu wypuścić. Ale śpiewanie wymaga dużo więcej skupienia i kontroli, co jest dla mnie trudniejsze. Pracuję nad tym, żeby być przy tym bardziej zrelaksowanym i pewnym siebie. Przełączanie się między krzykiem a śpiewem to duże wyzwanie mentalne.

 

 

USM: Czy kiedykolwiek czułeś się przytłoczony emocjami, które czujesz na scenie?

 

 

MZZ: Tak, właściwie niedawno. Graliśmy mały koncert i zrobiło się bardzo emocjonalnie przez rzeczy, które dzieją się w moim życiu. Przez większość czasu jestem tak skupiony i tak dobrze się bawię, że zapominam, o czym są te utwory. Ale czasami rzeczywistość wraca i potrafi to przytłoczyć.

 

 

USM: Wasze koncerty są bardzo intensywne. Co chcesz, żeby ludzie czuli w trakcie i po waszych występach?

 

 

MZZ: Chcę, żeby wychodzili bez żadnego ciężaru. Cokolwiek noszą – chcę, żeby zostawili to w tym pomieszczeniu. Mimo że muzyka jest ciężka i emocjonalna, chcę, żeby ludzie wychodzili, czując się lepiej. Dlatego też nie mówię na scenie o polityce ani problemach z zewnątrz. Na świecie jest już wystarczająco dużo negatywnych zjawisk. Ta jedna godzina – wszyscy jesteśmy razem w tym pomieszczeniu. Chcę, żeby chodziło o to, co czujemy tu i teraz, a nie o świat na zewnątrz.

 

 

USM: Myślę, że to naprawdę idealny cel.

 

 

MZZ: Dzięki.

 

 

USM: Jesteście ze Szwajcarii. Czujesz się częścią konkretnej sceny czy raczej outsiderem?

 

 

MZZ: W Szwajcarii jest naprawdę dużo świetnych zespołów, ale trudno jest wybić się międzynarodowo. Wszystko jest drogie, a ludzie mają stabilne życie, więc nie zawsze czują potrzebę podejmowania ryzyka. Ale scena się rozwija i teraz czujemy się bardzo mile widziani u siebie. Jednocześnie lubię bycie outsiderem – mały zespół z małego kraju, który eksploruje wielki świat.

 

 

USM: Co sprawiło, że wybiliście się międzynarodowo?

 

 

MZZ: Timing – i Internet. W czasie COVID-u cały czas wrzucaliśmy treści i ludzie poczuli z nami więź. Kiedy trasy wróciły, ludzie już nas znali i chcieli nas zobaczyć na żywo. I na szczęście faktycznie przyszli.

 

 

USM: Jak radzisz sobie z oczekiwaniami fanów i branży?

 

 

MZZ: Nie czuję od nich presji. Całą presję nakładam na siebie. Nasi fani rozumieją, że robimy to, co czujemy, że jest dla nas właściwe, i to szanują. To daje nam dużo wolności.

 

 

USM: Gdybyś miał opisać Paleface jedną emocją – co by to było?

 

 

MZZ: Nieokiełznanie. Cokolwiek czujesz – czujesz to na 100%.

 

 

USM: Dokąd zmierza zespół w najbliższych latach?

 

 

MZZ: Będziemy dalej eksperymentować. Zawsze będziemy ciężcy, ale będziemy próbować nowych rzeczy – po prostu na wyższym poziomie.

 

zdj. materiały promocyjne

 

USM: Czy jest coś, co wciąż chcesz eksplorować muzycznie?

 

 

MZZ: Zdecydowanie śpiew. Chcę się poprawić i więcej eksperymentować z różnymi stylami wokalnymi.

 

 

USM: Wasze ostatnie wydawnictwo, „The Wilted”, jest bardzo intensywne i emocjonalne. Jaki stan umysłu stał za nim?

 

 

MZZ: Po „Cursed” czuliśmy, że jeszcze nie powiedzieliśmy wszystkiego. Więc dalej pisaliśmy – ale robiliśmy to w trasie, pod presją. To było stresujące. Musieliśmy wszystko z siebie wycisnąć, ale i tak udało nam się powiedzieć to, co chcieliśmy.

 

 

USM: Czy widzisz to jako kontynuację „Cursed”?

 

 

MZZ: Tak, zdecydowanie.

 

 

USM: Ostatnie pytanie – jeśli ktoś posłucha Paleface po raz pierwszy dzisiaj, czego powinien się spodziewać?

 

 

MZZ: Na początku może być trochę w szoku – ale niech da temu czas. To jest podróż. Każde wydawnictwo brzmi inaczej, więc nigdy tak naprawdę nie wiesz, co będzie następne. Po prostu bądź ciekawy i eksploruj.

 

 

USM: Świetnie. Bardzo dziękuję za twój czas – i mam nadzieję, że zobaczymy się na Summer Puch Festival.

 

 

MZZ: Dziękuję bardzo!

 

 

Rozmawiała Ula Skowrońska-Malinowska

 

 

Przypominamy, że Summer Punch Festival odbędzie się w dniach 18 i 19 czerwca 2026 na terenie Letniej Sceny Progresji

 

IKS
Udostępnij i poleć znajomym!

Dodaj komentarz

IKS

SztukMix - Strona poświęcona szeroko pojętej sztuce

© SztukMix 2020