Rozmowa z Peterem Tägtgrenem to spotkanie z artystą, który od dekad konsekwentnie buduje własny muzyczny świat – bez oglądania się na trendy i bez potrzeby udowadniania czegokolwiek komukolwiek. Przy okazji naszej rozmowy wróciliśmy do przeszłości Hypocrisy, ale też spojrzeliśmy w przyszłość – rozmawiając o ewolucji brzmienia, perfekcjonizmie, który z czasem wcale nie słabnie, oraz o cienkiej granicy między kontrolą a chaosem w procesie twórczym. Nie zabrakło też wątków bardziej osobistych – w tym szczerej refleksji na temat ADHD. Zapraszam do lektury.
Ula Skowrońska-Malinowska: W zeszłym roku wróciliście do części swoich starszych albumów w wersjach zremasterowanych, a jednocześnie wciąż idziecie do przodu z nową muzyką. Czujesz się teraz bardziej związany z przeszłością, czy bardziej skupiony na tym, co przed tobą?
Peter Tägtgren: Nie da się tego oddzielić. Szanuję nasze dziedzictwo – to już 35 lat z Hypocrisy – ale jednocześnie staram się iść do przodu. Nie chcę zmieniać stylu muzyki tylko po to, żeby brzmieć jak coś innego, jak Bon Jovi czy cokolwiek. Chcę zachować styl Hypocrisy, czymkolwiek on jest – szybkie utwory, wolne utwory, średnie tempa… Po prostu staramy się robić lepszą muzykę. Mamy swój styl i znalezienie go zajęło trochę czasu. Nie dlatego, że próbowaliśmy stworzyć coś konkretnego – to po prostu sposób, w jaki piszemy, w ten sposób to staje się Hypocrisy.
USM: Tak, zdecydowanie macie swój styl. I w nawiązaniu do tego jest właśnie kolejne pytanie – wasze ostatnie materiały mają bardzo wyraźną równowagę między brutalnością a melodią. Czy to coś, co wciąż świadomie rozwijasz, czy to już naturalna część waszego brzmienia?
PT: Myślę, że pierwsze pięć albo sześć albumów polegało na odnajdywaniu siebie. Dzisiaj bardziej chodzi o pisanie tego, czym jesteśmy. Kiedy piszę melodie – czy to dla Hypocrisy, czy dla Pain – często można rozpoznać, że to ja. Mam swój własny sposób pisania melodii i riffów. Teraz chodzi po prostu o znajdowanie lepszych melodii i lepszych riffów. Ale i tak zawsze będzie to brzmiało jak ja.
USM: Trochę poza tematem samego Hypocrisy – która z kapel jest bardziej „twoja”? Pain czy Hypocrisy? Bo są tak różne.
PT: Tak, są całkowicie różne. Ale potrzebuję obu. Jestem bliźniakiem, więc chyba jestem trochę schizofreniczny w tym sensie. Potrzebuję agresji, ale chcę też eksperymentować. W Pain sobie na to pozwalam. W Hypocrisy chodzi bardziej o agresję, mrok i ten ciężki, nastrojowy klimat. Pain to bardziej muzyka imprezowa, Hypocrisy jest mroczniejsze.
USM: Jak twoje podejście do pisania muzyki zmieniło się na przestrzeni lat? I czy nadal trudno jest ci siebie samego zaskoczyć pod względem kreatywnym?
PT: To jest największy problem – zaskoczyć samego siebie. A ja jestem bardzo wybredny. Znasz to uczucie, że czasami masz wrażenie, że utknęłaś w kołowrotku dla chomika. Trzeba się z tego wyrwać, bo kiedy coś staje się komfortowe, zamienia się w zły nawyk. Dlatego zawsze staram się iść trochę dalej.
USM: A skąd wiesz, że utwór jest naprawdę skończony?
PT: Nigdy nie jest skończony. Po prostu w pewnym momencie musisz się poddać. To zależy, jak długo chcesz się z nim męczyć. Czasami po prostu trzeba powiedzieć: „Okej, pierdolę to – nie jestem w stanie zrobić tego teraz lepiej”.
USM: Czyli w zasadzie gdybyś się nie zatrzymał na siłę, zmieniałbyś bez końca?
PT: Tak, najprawdopodobniej.
USM: Czy są rzeczy, które robisz dziś w studiu, a które zrobiłbyś inaczej 10 albo 15 lat temu?
PT: Nie, myślę, że potrzebujesz całego tego procesu i nauki. Musisz ponosić porażki i uczyć się na błędach. Nikt nie rodzi się perfekcyjny w tym, co robi. To wymaga czasu i trzeba o to walczyć. Nic nie przychodzi łatwo.
USM: Myślę, że – z zewnątrz – sprawiasz wrażenie perfekcjonisty. A to musi być dość trudne.
PT: Tak, zdecydowanie. A do tego ADHD – to kiepskie połączenie.
USM: Co zabawne, zdiagnozowano u mnie ADHD dosłownie dwa tygodnie temu, więc dokładnie wiem, co masz na myśli.
PT: Tak, u mnie diagnoza nastąpiła, gdy miałem 50 lat. Ale moja mama wiedziała już, kiedy byłem dzieckiem, bo np. wspinałem się po ścianach – totalne szaleństwo. Przez jakiś czas próbowałem leków – tabletek na ADHD, antydepresantów – ale po paru miesiącach powiedziałem po prostu: „Pierdolę to”. Dobrze było dostać diagnozę, ale tak naprawdę niczego to u mnie nie zmieniło.
USM: Ja też dostałam diagnozę późno i teraz zastanawiam się, czy leki mi pomogą, ale przynajmniej lepiej rozumiem, co się ze mną dzieje.
PT: Tak, to znaczy, jeśli żyłaś z tym tak długo, to nagle leki nie zmienią tego wszystkiego. Możesz się czuć trochę inaczej przez tydzień, ale potem organizm się dostosowuje i znowu jest tak samo. Nie jestem oczywiście lekarzem, ale u mnie to niewiele pomogło. Muzyka pomogła mi bardziej – uspokajała mnie.
USM: To naprawdę ciekawe, dziękuję, że się tym podzieliłeś. Wracając do muzyki – motywy pozaziemskie i teorie spiskowe zawsze były dużą częścią Hypocrisy. Co sprawia, że to nadal cię fascynuje?
PT: Nie wiem. Teraz widzisz, jak ludzie zaczynają mówić: „Tak, istnieją kosmici” i tak dalej… ale jednocześnie wchodzimy w czas, w którym łatwiej niż kiedykolwiek fałszować rzeczy. Rządy ukrywają różne rzeczy od dekad, więc nagle nie zaczną mówić nam wszystkiego. Będą tylko rzucać okruchy, żeby podtrzymać nadzieję. A szczerze mówiąc, prawda może być bardziej przerażająca, niż nam się wydaje.
USM: Myślisz, że ludzie są na to gotowi?
PT: Nie, nie sądzę. Ale z drugiej strony – czy kiedykolwiek byliśmy gotowi? Głupotą byłoby myśleć, że jesteśmy najbardziej inteligentnymi istotami we wszechświecie. Nie jesteśmy. Jest tyle możliwości – różne wymiary, tunele czasoprzestrzenne, może żyjemy w jakiejś symulacji tak jak w „Matriksie”… kto wie?
USM: Czy kiedykolwiek doświadczyłeś czegoś, czego nie potrafiłeś wyjaśnić?
PT: Nie, nigdy. Po prostu jestem ciekawy. Jestem ciekawy od 50 lat. Słyszę różne historie i biorę z nich fragmenty, tworząc własne pomysły. Stąd bierze się inspiracja.
USM: Czyli najpierw była fascynacja, a potem stała się częścią muzyki?
PT: Tak. Pierwsze dwa albumy były bardziej o satanizmie i rytuałach – na tym się wychowaliśmy, na zespołach jak Venom czy Celtic Frost. Ale po pewnym czasie powtarzanie się robi się nudne. Zawsze muszę stawiać sobie wyzwania – to pewnie znowu ADHD. Dlatego żaden album nie brzmi dokładnie tak samo. Zbyt łatwo się nudzę.
USM: Zaraz zaczynacie europejską trasę. Co daje ci dziś największą satysfakcję z grania na żywo?
PT: Wymiana energii z publicznością. Dajesz im energię przez muzykę – wibracje, częstotliwości – a oni oddają ją tobie. To ładuje twoje baterie na miesiące.
USM: Czy masz wrażenie, że publiczność zmieniła się na przestrzeni lat?
PT: My się starzejemy, ale publiczność w pewnym sensie pozostaje taka sama. Widzisz ludzi, którzy są z nami od dekad, ale też nowe pokolenia, które przychodzą. To dobry znak.
USM: Mieszkam w Wielkiej Brytanii i zauważyłam różnice między publicznością w różnych krajach – na przykład UK vs. Polska. Czy ty też to widzisz?
PT: Niekoniecznie. To bardziej zależy od dnia. Jeśli grasz w weekend, publika wszędzie będzie szalona. Jeśli to poniedziałek, ludzie myślą o pracy następnego dnia. Więc timing jest ważniejszy niż kraj.
USM: Czy są utwory, których nie lubisz już grać, ale nadal to robisz, bo fani tego oczekują?
PT: Nie, jeśli nienawidziłbym utworu, nie grałbym go. Ale w Pain, na przykład „Shut Your Mouth” – trochę nienawidzę tej melodii, bo była wszędzie. Ale na żywo, kiedy widzisz reakcję ludzi, to przestaje mieć znaczenie. Wtedy rozumiesz, dlaczego to działa.

USM: A perfekcjonizm – jesteś teraz bardziej na luzie, czy jeszcze bardziej wymagający?
PT: Jest gorzej. Zdecydowanie gorzej.
USM: Możemy teraz zrobić „szybkie pytania”?
PT: Jasne, dawaj!
USM: Studio czy scena?
PT: Studio… ale potrzebuję sceny, żeby zobaczyć reakcję.
USM: Perfekcja czy energia?
PT: Energia to perfekcja.
USM: Analogowo czy cyfrowo?
PT: (śmiech) Jedno i drugie.
USM: UFO – wiara czy sceptycyzm?
PT: Dziś sceptycyzm.
USM: Najbardziej niedoceniony album Hypocrisy?
PT: Myślę, że wszystkie dostały to, na co zasłużyły. Niektóre są lepsze, inne gorsze – ale wszystkie były potrzebne.
USM: To wszystkie moje pytania – bardzo dziękuję. To była prawdziwa przyjemność. I dziękuję też za podzielenie się przemyśleniami o ADHD.
PT: Dziękuję.
USM: Mam nadzieję zobaczyć cię w Londynie 2 maja [wywiad był przeprowadzony w kwietniu 2026 roku – przyp. SzM].
PT: Tak, pogadaj z tour managerem – wpiszemy cię na listę.
USM: To byłoby niesamowite, bardzo dziękuję.
PT: Nie ma sprawy. Do zobaczenia tam.