IKS

Kreator – „Krushers of the World” [Recenzja], dystr. Mystic Production

Niemiecki Kreator nie musi już niczego nikomu udowadniać. To formacja o statusie wręcz pomnikowym, a każda kolejna płyta siłą rzeczy funkcjonuje bardziej jako ciąg dalszy własnej historii niż próba realnego przełomu. Kreator pozostaje jednak zespołem, który nawet z tej uprzywilejowanej pozycji potrafi mówić językiem gniewu i niepokoju. Ich najnowszy album, „Krushers of the World”, nie jest manifestem rewolucyjnym, lecz świadomym, dojrzałym zapisem zespołu, który trzyma rękę na pulsie własnej tożsamości.

Ostatnie lata w działalności Kreatora upłynęły pod znakiem konsekwencji i stabilizacji, z jednym wyjątkiem, jakim było odejście wieloletniego basisty Christiana Gieslera w 2019 roku. Poprzedni krążek, „Hate über alles” z 2022 roku, potwierdził, że formacja wciąż potrafi łączyć agresję z wyraźnym, nośnym przekazem, nie popadając przy tym w autoparodię. Intensywna trasa koncertowa oraz stała obecność na największych festiwalach metalowych świata tylko umocniły pozycję zespołu jako jednego z ostatnich prawdziwych filarów europejskiego thrash metalu. Kreator nie przyspieszał na siłę tempa wydawniczego, stawiając raczej na jakość i klarowność przekazu.

 

Równolegle dało się jednak wyczuć pewien moment refleksji. Projekt filmowy „Hate & Hope” oraz liczne wypowiedzi Mille Petrozzy sugerowały, że zespół coraz częściej spogląda na własną historię z dystansu. Nie jest to jednak spojrzenie nostalgiczne ani podszyte sentymentalizmem, lecz raczej chłodna analiza tego, co w brzmieniu Kreatora wciąż działa najmocniej. „Krushers of the World” wyrasta właśnie z tego miejsca: pomiędzy potrzebą zachowania thrashowej bezpośredniości a świadomością własnego dorobku. To płyta zespołu, który zamiast szukać nowego języka, świadomie porządkuje ten już wypracowany.

 

zdj. materiały promocyjne

 

„Krushers of the World” nie próbuje udawać artystycznego przełomu ani gwałtownego zwrotu stylistycznego. Od pierwszych minut jasno komunikuje swoje intencje: ma być bezpośredni, agresywny i maksymalnie czytelny. Jednocześnie trudno oprzeć się wrażeniu – przynajmniej w moim odbiorze – że całość jest bardziej funkcjonalna niż inspirująca, skonstruowana z myślą o spójności i koncertowej efektywności, a nie o długofalowym zaskoczeniu słuchacza. To materiał solidny, momentami bardzo satysfakcjonujący, lecz rzadko wykraczający poza ramy dobrze znanego, sprawdzonego języka zespołu.

Największą siłą „Krushers of the World” pozostaje energia i konsekwencja. Otwarcie w postaci „Seven Serpents” od razu ustawia ton całości, a utwór tytułowy pełni rolę centralnego punktu albumu – hymnicznego, ciężkiego i stworzonego z myślą o koncertowych realiach. Dobrze wypadają także „Psychotic Imperator” oraz „Blood of Our Blood”, w których Kreator umiejętnie łączy brutalność z czytelną strukturą i zapadającymi w pamięć motywami. To thrash metal oparty na rzemiośle, doświadczeniu i instynkcie, a nie na pustej demonstracji szybkości.

 

 

Słabsze momenty pojawiają się tam, gdzie zespół zbyt wyraźnie opiera się na własnych schematach. Utwory takie jak „Barbarian” czy „Combatants” brzmią solidnie, lecz trudno mówić o nich jako o kompozycjach naprawdę zaskakujących. To raczej sprawnie wykonane wariacje na temat dobrze znanych rozwiązań niż utwory, które realnie poszerzają spektrum brzmieniowe zespołu. W drugiej części płyty pojawia się lekkie wrażenie przewidywalności – „Deathscream” i „Loyal to the Grave” domykają całość poprawnie, lecz pozostawiają niedosyt, jakby zabrakło jednego wyraźnego gestu na zakończenie, który mógłby nadać finałowi większą dramaturgię.

 

„Krushers of the World” jest materiałem dojrzałym i świadomym, będącym raczej potwierdzeniem pozycji niż próbą redefinicji. Kreator nie próbuje udawać zespołu młodszego niż jest w rzeczywistości, ani na siłę modernizować własnego języka. Zamiast tego oferuje spójną, mocną całość, która najlepiej funkcjonuje jako pełny odsłuch, a nie zbiór pojedynczych hitów. To płyta, która nie zmienia historii zespołu, ale wpisuje się w nią naturalnie – jako kolejny solidny rozdział w karierze formacji, która nadal wie, kim jest i dlaczego wciąż ma coś do powiedzenia, nawet jeśli mówi dziś ciszej i bardziej zachowawczo niż kiedyś.

 

Szymon Pęczalski

 

Zachęcamy też do przeczytania:

 

recenzji płyty „Hate über alles”.

 

relacji z koncertu Lamb of god + Kreator.

 

Pamiętajcie, żeby wspierać swoich ulubionych artystów poprzez kupowanie fizycznych nośników, biletów na koncerty oraz gadżetów i koszulek.

 

IKS
Udostępnij i poleć znajomym!

Dodaj komentarz

IKS

SztukMix - Strona poświęcona szeroko pojętej sztuce

© SztukMix 2020