„Help(2)” to spotkanie kilku pokoleń brytyjskiej alternatywy – od weteranów pokroju Depeche Mode i Pulp po artystów, którzy definiują ją dziś: Fontaines D.C., Black Country, New Road czy English Teacher. Wszystko w słusznej sprawie – wsparcia dzieci dotkniętych wojną, którym pomaga organizacja War Child. A przy okazji powstaje ciekawy dokument współczesnej sceny alternatywnej. Co ciekawe, obok premierowych nagrań pojawia się tu także kilka reinterpretacji klasyków – od The Velvet Underground po Sinéad O’Connor – dzięki czemu album działa nie tylko jako zbiór nowych numerów, ale też jako dialog z historią muzyki.
- Najgłośniejszy powrót – Arctic Monkeys
Zespół prezentuje numer zawieszony gdzieś między dwoma epokami swojej twórczości – jakby na chwilę zatrzymał się między chłodem „The Car” a dawną gitarową energią.

- Najważniejsza kolaboracja – Damon Albarn, Grian Chatten i Kae Tempest
W chórkach pojawia się jeszcze Jarvis Cocker. To poruszający numer, który jednocześnie okazuje się największym bangerem całej płyty.
- Najbardziej baśniowy moment – Black Country, New Road
Zespół wygrywa tym razem rywalizację z The Last Dinner Party w kategorii najbardziej barokowego, niemal teatralnego popu. „Strangers” to świetny numer, w którym zwrotki są niemal tak samo melodyjne jak refren.
- Najbardziej leniwa reinterpretacja – Beth Gibbons
Artystka pokazuje, że można nagrać jeszcze spokojniejszą wersję „Sunday Morning” The Velvet Underground. Jej interpretacja jest tak delikatna, że utwór zdaje się niemal rozpływać w eterze.
- Najtrudniejszy cover – „Lilac Wine”
Trudno nagrywać „Lilac Wine” Jamesa Sheltona, gdy raz usłyszy się wersję Jeffa Buckleya. Arooj Aftab i Beck nie polegli, ale ich interpretacja pozostaje raczej eleganckim hołdem niż prawdziwym objawieniem.
- Najbardziej klasyczny protest song – Depeche Mode
Zespół sięga po „Universal Soldier”, utwór napisany w latach 60. przez Buffy Sainte-Marie. Kawałek ubrany w zimne, mechaniczne beaty i bardzo bezpośredni antywojenny przekaz.
- Najbardziej eteryczny głos – Arlo Parks
Jej wokal wciąż działa hipnotyzująco. Tym bardziej cieszę się na jej koncert w Palladium i mam nadzieję, że w setliście pojawi się także „Nothing I Could Hide”.
- Najbardziej nerwowa energia – English Teacher i Graham Coxon
Ich numer ma świetny drive i brzmi jak zapis napięcia naszych czasów.
- Największe stylistyczne zaskoczenie – Foals
Zespół nagrał chyba najbardziej zaskakujący numer na całej składance – wyraźnie odbiegający od tego, do czego Foals przyzwyczaili nas przez lata.
- Najbardziej wyczekiwany powrót koncertowy – Young Fathers
To zespół, na którego koncertowy powrót czekam chyba najbardziej. Jeśli nowe nagranie jest zapowiedzią tego, że wkrótce wrócą do grania na żywo, to naprawdę jest na co czekać.
- Najbardziej „amerykański” moment tego brytyjskiego albumu – Big Thief
Wszystko jest na swoim miejscu, choć tym razem brakuje tej iskierki geniuszu, która często zamienia ich dobre numery w coś wyjątkowego.
- Najbardziej poruszający hołd – Fontaines D.C.
Zespół nagrywa własną wersję „Black Boys on Mopeds” Sinéad O’Connor. W interpretacji Griana słychać szacunek, ale i tęsknotę.

- Najbardziej niepokojący numer – Cameron Winter
Nagranie, które swoim brzmieniem najlepiej oddaje znaczenie słowa „ostrzeżenie”.
- Najostrzejszy moment płyty – Pulp
Jarvis Cocker brzmi tu tak, jakby przypomniał sobie, że rock wciąż może być bronią.
- Najbardziej pamiętny wokal – Bat for Lashes
Jej głos godnie wypełnia pustkę pozostawioną po Sinéad O’Connor. „Carry My Girl” zostaje w pamięci jeszcze długo po zakończeniu płyty.
- Najbardziej wzruszająca interpretacja – Olivia Rodrigo
Jej wersja „The Book of Love” zespołu The Magnetic Fields znów pokazuje, jak potężną piosenką jest ten utwór.
- Największa niespodzianka – Oasis
Udział zespołu był utrzymywany w tajemnicy niemal do dnia premiery. Na tyle skutecznie, że nagrany na żywo „Acquiesce” dodano do podwójnego winyla jako osobny siedmiocalowy singiel.
Warto też pamiętać, że podczas sesji nagraniowych w Abbey Road obecne były dzieci współpracujące z War Child. Obserwowały proces powstawania płyty, a w kilku momentach można usłyszeć także ich głosy. To drobny gest, ale nadaje całemu projektowi bardzo realny wymiar. Okoliczności powstania albumu są niestety bardzo smutne – miejsc na świecie, w których dzieci cierpią z powodu konfliktów i wojen, jest dziś coraz więcej. Sama płyta daje jednak sporo chwil wytchnienia i przypomina, że muzyka wciąż potrafi być czymś więcej niż tylko rozrywką.
Adam Stankiewicz