U2 idą za ciosem i zaledwie sześć tygodni po „Days of Ash” wypuszczają „Easter Lily EP”. Dla zespołu, który milczał ponad osiem lat, to wyraźna zmiana tempa – z korzyścią dla słuchacza. Oba wydawnictwa się uzupełniają: tamto patrzyło na świat z zewnątrz, to zagląda do środka. Jak mówi The Edge, te piosenki po prostu nie chciały być częścią albumu – „same wybrały swój moment”.
„Song for Hal” otwiera EP-kę bardzo pewnie. Melodia i gitara brzmią znajomo, w najlepszym sensie – jak z czasów „How to Dismantle an Atomic Bomb”. To spokojny, świetnie napisany numer, w którym tym razem na pierwszym planie jest The Edge, a Bono dodaje harmonie. I trzeba przyznać – wokal brzmi tu charakterystycznie. Do tego dochodzi jedna z tych linijek, które zostają w głowie na dłużej: „Did you know he is close to God who makes his old friends laugh?”.
„Scars” podnosi tempo. Zespół brzmi tu jak klasyczne U2 – gitara The Edge pracuje charakterystycznie i precyzyjnie, a Adam Clayton prowadzi całość mocnym, wyraźnym basem. Ten numer stoi na groovie.
„Resurrection Song” dodaje napięcia dzięki niemal plemiennej perkusji Larry’ego Mullena Jr. Bono sprawnie balansuje między patosem a dystansem. Najpierw, w momencie autoironii, śpiewa: „If I sound ridiculous I’m not done yet” – lider U2 ewidentnie ma dystans do siebie. A zaraz potem pojawia się jedna z najlepszych linijek na EP-ce: „Love extravagantly / And without regret / If there’s anything better / I’ve not heard it yet”

„Easter Parade” skręca w stronę bardziej syntetycznego brzmienia. Początek z syntezatorem w klimacie LCD Soundsystem ustawia puls, a koda z „Kyrie eleison” nadaje całości prostą, ale skuteczną formę. Do tego dochodzi ukłon w stronę klasyków w przeddzień Wielkanocy: Adam Clayton przemyca linię basu inspirowaną „I Am the Resurrection” The Stone Roses. Na koniec „CO-EXIST (I Will Bless the Lord at All Times?)” – największa niespodzianka na EP-ce. Zbudowany na pejzażach Briana Eno, jest spokojniejszy, ale nie traci ciężaru. To refleksja nad wojną i jej skutkami, z mocnym, gospelowym refrenem i finałem a cappella Bono.
Cała EP-ka kręci się wokół relacji – przyjaźni, wiary i tego, czy jesteśmy w stanie je utrzymać w obecnych czasach. Bono mówi o „wilderness years”, świecie ekranów i chaosu, w którym trzeba na nowo szukać sensu. Druga EP-ka w ciągu miesiąca pokazuje, że U2 nadal potrafią pisać dobre piosenki – i od czasu do czasu jeszcze czymś zaskoczyć. Jednocześnie zespół zapowiada już kolejny krok na jesień tego roku – głośny, bardziej bezpośredni album nastawiony na granie na żywo. Nie mogę się doczekać.
Adam Stankiewicz