IKS

Steve Diggle (Buzzcocks) [Rozmowa]

Poznali się podczas pamiętnego koncertu (tego, o którym mówi się, że zmienił bieg historii muzyki) Sex Pistols w manchesterskiej Free Trade Hall 4 czerwca 1976 roku. Malcom McLaren przedstawił wówczas Pete’owi Shelleyowi i Howardowi Devoto basistę i gitarzystę Steve’a Diggle. Tak zaczyna się historia Buzzcocks – legendarnego zespołu, który wraz z bandem Johnny’ego Rottena i The Clash stanowił trzon pierwszej fali brytyjskiego punk rocka. 50 lat później Diggle kontynuuje obraną pół wieku temu drogę i wraz z Buzzcocks (już niestety nie w oryginalnym składzie) wydaje jedenasty album studyjny grupy (drugi od czasu śmierci Shelleya w 2018 roku) – „Attitude Adjustment”. Rusza też w trasę koncertową, w ramach której grupa zagra w Polsce aż 3 koncerty – w Krakowie (01.03), Warszawie (02.03) oraz Szczecinie (04.03). Dzięki uprzejmości organizatora – Winiary Bookings – tuż przed rozpoczęciem trasy miałam możliwość i wielką przyjemność spotkać się z dowodzącym zespołem gitarzystą i wokalistą. Porozmawialiśmy przede wszystkim o najnowszym wydawnictwie i o tym, czym dziś jest punk, ale także o indie, Motown, jak również o planach na przyszłość (w tym na 60-lecie bandu).

 

Magda Żmudzińska: Tekst piosenki „Games” oczywiście nie jest o tym, ale kiedy po raz pierwszy usłyszałam otwierające refren wersy  – „Because I got nothing to say to you” – pomyślałam sobie: „Hell no! 50 lat, a oni wciąż mają nam wiele do powiedzenia!” I to jest naprawdę piękne!

 

 

Steve Diggle: To jest absolutnie niesamowite! Wiesz, miałem 20 lat gdy zaczynaliśmy. Nie zastanawialiśmy się wtedy nad tym, jak długo to wszystko potrwa. Żyliśmy od koncertu do koncertu, robiliśmy to po prostu z miłości i tej ekscytacji płynącej z grania na żywo. Sądzę, że nikt z nas nawet nie śnił o tak długiej karierze. Tak samo jak nikt z nas nie zakładał, że będziemy inspirowali kolejne zespoły, po obu stronach oceanu. I dzielili z nimi sceny.

 

 

MŻ: Sex Pistols i The Clash – oczywiście, ale też i Joy Division, Nirvana, U2, Pearl Jam – by wymienić tylko kilka. Wiele z tych zespołów was uwielbiało i na różnych płaszczyznach inspirowało się wami.  Spotkać się można także często z opiniami, że to właśnie The Buzzcocks stali się tym pierwszym benchmarkiem dla całego indie…

 

 

SD: Tak, myślę, że zawsze mieliśmy w sobie ten pierwiastek indie i to jest coś wspaniałego, że ten wpływ naszej muzyki możemy usłyszeć nawet dziś, we współczesnych bandach. Wiesz, ten nasz styl wykształcił się naturalnie, gdy zaczęliśmy ze sobą grać. I ja od początku, od pierwszej próby, wiedziałem, że to jest dobre, ale nie miałem oczywiście pojęcia, że stanie się tak wyjątkowym. A to że inspirowaliśmy w jakikolwiek sposób te wszystkie wielkie zespoły – no to jest coś niesamowitego.

 

 

MŻ: Z pewnością staliście się pionierami dla tej alternatywnej, niezależnej sceny. Jednocześnie też byliście częścią tej pierwszej, fundamentalnej fali brytyjskiego punk rocka. Myślisz, że dziś – kiedy świat zdaje się już całkowicie oszalał – nadal bardzo, naprawdę bardzo potrzebujemy tej muzyki czy szerzej – całego tego ruchu? Może nawet bardziej niż kiedykolwiek wcześniej?

 

 

SD: Wiesz, punk rock zawsze był pewną postawą. Kiedy ta muzyka się ukazała, była czymś więcej niż tylko rozrywką. To było potężne narzędzie, zwłaszcza w tamtych czasach – gdy nie było telefonów ani komputerów i gdy płyty były formą komunikacji. Zasadniczo – punk rock był duchem. I on nadal jest w ludziach, ale dziś mamy do czynienia z zupełnie innym tłem. Początek ruchu punkrockowego był wymierzony w rządy. Dziś też jest, ale dodatkowo mierzy się z wieloma innymi złożonościami i komplikacjami. Można się w tym wszystkim pogubić. Dobrze jest móc, poprzez ten punk rock właśnie, kwestionować siebie i to, co dzieje się wokół nas. Może muzyka nie może zmienić świata, ale może zmienić ludzi. I być przesłaniem.

 

 

zdj. materiały promocyjne

 

 

MŻ: Może być też świetnym sposobem na odreagowanie i wyrażenie swoich frustracji. Mam wrażenie, że właśnie taką funkcję spełniła w otwierającym waszą najnowszą płytę – „Attitude Adjustment” – utworze „Queen of the Scene”  podejmującym temat telewizji i jej oferty programowej. Zgadza się?

 

 

SD: O tak, gdy patrzę na te wszystkie Big Brothery, Love Island i im podobne, myślę sobie: „what the fuck? O co w tym wszystkim chodzi? Gdzie zawędrowaliśmy jako ludzkość? Co poszło nie tak?” Ludzie naprawdę zamiast oglądać to całe gówno i brać w nim udział, powinni czytać książki.

 

 

MŻ: Podobnie – jeśli chodzi o sposób wyrażenia emocji – było chyba także z „All Gone to War”?

 

 

SD: Tak, wiesz, to niebywałe, że w XXI wieku, z całym tym bagażem doświadczeń, jaki mamy, wciąż toczy się tyle wojen. Ukraina, Gaza, Nigeria. Jest to bardzo przytłaczające. Nikt nie powinien umierać przez pieprzoną politykę.

 

 

 

MŻ: „Attitude Adjustment” podejmuje wiele aktualnych problemów. Z niepokojem obserwuję to, co dzieje się na ulicach Londynu. Opowiada o tym piosenka „Heavy Streets” i nie wiem, czy się ze mną zgodzisz, ale jeszcze 2-3 lata temu ten kawałek pewnie w ogóle by nie powstał – nie byłoby takiej potrzeby.

 

 

SD: Zdecydowanie! Sytuacja w ostatnim roku, dwóch, diametralnie się zmieniła, to się rozrosło do jakichś kosmicznych rozmiarów. „Heavy Streets” jest o tym, co dzieje się na ulicach tego miasta, ale zakładam, że nie tylko tu, w ogóle w Anglii, a pewnie w całej Europie i na świecie. Napady, rozboje, dźgnięcia nożem – w Londynie kradzionych jest 600 telefonów tygodniowo. Dzieje się dużo, o wiele więcej niż kiedyś. I to jest naprawdę bardzo niepokojące. To jest po prostu straszne.

 

 

MŻ: A co zainspirowało cię do napisania „Tear of a Golden Girl”?

 

 

SD: Do napisania tej piosenki zainspirowała mnie historia spadkobiercy Tetra Pak i jego żony. Przebogaci ludzie, z wielkim, pięknym domem w Belgravii – bardzo eleganckiej dzielnicy Londynu, którzy wpadli w narkotyki i skończyli mieszkając w tym wielkim domu tylko w jednym pokoju, w którym coraz bardziej pogrążali się w nałogu. Ta kobieta w końcu w tym pokoju zmarła. To dziwna i przykra historia. Gdy o niej usłyszałem, pomyślałem sobie, że ci ludzie mieli wszystko a jednocześnie nie mieli nic. I takich przypadków jest pewnie całe mnóstwo.

 

 

 

 

MŻ: Mnie bardzo poruszyła też historia drugiej kobiety – tej z „The Greates of Them All”.

 

 

SD: Tak, to piękna ballada. Napisałem ją dla dziewczyny, którą poznałem osobiście, mieszkała przez długi czas w bramie niedaleko mojego miejsca zamieszkania i w tej bramie umarła. Bardzo mną to wstrząsnęło. Problem bezdomności i potwornej biedy także coraz bardziej się tu w Anglii rozprzestrzenia w ostatnich latach. Nikt chyba nie ma pomysłu jak go rozwiązać, brakuje środków, brakuje instytucji. I w takim kryzysie nie można też liczyć nawet na kościół. O jego coraz bardziej wątpliwej moralności opowiadam zresztą w „Jesus At The Wheel”. Oczywiście kościół robi też wiele dobrego, ale jest w nim mnóstwo nadużyć, korupcji i po prostu zła w czystej postaci. Niedawno tutejszy arcybiskup, głowa Kościoła, musiał ustąpić, ponieważ znęcał się nad niektórymi członkami zgromadzenia.

 

 

MŻ: W materiałach prasowych możemy przeczytać, że „Attitude Adjustment” to punk rock z klimatem Motown. I coś w tym rzeczywiście jest. Muzyka tej legendarnej wytwórni chyba zawsze była ci bliska?

 

 

SD: Kiedy byłem młody, przez całe lata 50. słuchałem Chucka Berry’ego i Little Richarda, to był rock and roll. Potem dorastałem z Bobem Dylanem, The Beatles, The Rolling Stones, The Who, The Kinks. Potem było Velvet Underground, The Stooges i MC5, wiesz, cały ten wczesny punk rock. Ale przez cały czas towarzyszył mi też Motown i jego specyficzny duch, nastrój, klimat. Ta muzyka ma serce, ma duszę. W zeszłym roku w końcu udało mi się dotrzeć do muzeum Motown w Detroit. To było świetne doświadczenie – móc znaleźć się w tym studiu nagraniowym, gdzie powstało tyle wspaniałych płyt. Kiedy stamtąd wyszedłem pomyślałem, że muszę zrobić jakiś kawałek z tym klasycznym rytmem. „Break That Ball and Chain” był mocno inspirowany Motown, ale dodaliśmy do niego też sporo awangardowego brzmienia. Podeszliśmy do tego kawałka trochę krautrockowo, nieco eksperymentalnie. Jeśli chodzi o tekst to jest to czysty punk rock, bo wiesz, wszyscy tak naprawdę jesteśmy niewolnikami, albo siebie samych, albo świata. I żeby odnaleźć wolność w sobie musimy zerwać te kule i łańcuchy. Mi się to udało, ale wiem, jakie to jest trudne. Jest wiele rzeczy, które nas powstrzymują w życiu od bycia szczęśliwymi. I bardzo, bardzo często na czele tej listy jesteśmy my sami.

 

 

MŻ: Dobrze powiedziane! „Attitude Adjustment” to zróżnicowany, a jednocześnie naprawdę spójny krążek. Niby nie jest concept albumem, ale odnoszę wrażenie jakby wszystkie znajdujące się na nim utwory i kolejność, w jakiej zostały ułożone, składały się w jedną opowieść.

 

 

SD: Wiesz, ja bardzo chciałem, żeby każda piosenka była tu inna. Jest wiele płyt, na których umieszczasz pierwsze dwa utwory, a potem reszta brzmi już dokładnie tak samo. Dziś ludzie często słuchają muzyki wybiórczo, rzadko kto słucha wydawnictw w całości, od początku do końca. A dla mnie ważnym jest to doświadczanie albumu. Tak jak książki – nie czytasz przecież wyrywkowo stron, żeby wyłapać cały sens musisz przeczytać całość, od pierwszej strony do ostatniej, po kolei. Wtedy dopiero wiesz o czym tak naprawdę dane dzieło opowiada.

 

 

MŻ: Muszę przyznać, że „Attitude Adjustment” bardzo do mnie przemówiła i nie mogę się doczekać, kiedy będę mogła usłyszeć te utwory na żywo. Cieszę się, że niedługo to nastąpi!

 

 

SD: W setliście na pewno znajdą się jakieś utwory z tej płyty, ale będzie też dużo naszych starych kawałków. Postaramy się dobrze ułożyć cały zestaw i opowiedzieć nim ciekawą historię. Mam nadzieję, że wszyscy będziecie się dobrze przy tym bawić. Cieszymy się na koncerty w Polsce, bo już od bardzo dawna u was nie byliśmy.

 

 

Plakat promujący koncerty zespołu Buzzcocks w Polsce

 

 

MŻ: To prawda, upłynęło dużo czasu od waszej ostatniej wizyty.

 

 

SD: Za dużo! Nie wiem dlaczego właściwie w ostatnich latach do was nie zaglądaliśmy, pamiętam, że publiczność jest tu naprawdę świetna! Mam nadzieję, że na kolejne koncerty wrócimy znacznie, znacznie szybciej.

 

 

MŻ: Też na to liczymy! Ja mam nadzieję, że w ogóle będziecie tu wracać jeszcze przez wiele, wiele lat! I że za kolejną dekadę spotkamy się na rozmowie o 60. rocznicy Buzzcocks, której towarzyszyć będzie oczywiście kolejna, nowa płyta.

 

 

SD: Jeśli tylko tego dożyję to z największą przyjemnością (śmiech).

 

 

MŻ: Z waszej aktywności wnioskuję, że nie planujesz wybrać się w najbliższym czasie na muzyczną emeryturę?

 

 

SD: Nie, raczej nie, mam nadzieję, że jeszcze sporo pogramy – i na żywo i w studiu. Mamy świetny katalog różnych płyt – bo każde nasze wydawnictwo jest trochę inne, ale wciąż mamy też wiele niewykorzystanych jeszcze pomysłów. Na tym najnowszym albumie jest kilka interesujących rzeczy, których nie zrobiliśmy nigdy wcześniej. Ale nadal nie wyczerpaliśmy na nim wszystkich naszych możliwości.

 

 

MŻ: Rzeczywiście w waszej dyskografii nie znajdziemy dwóch takich samych płyt. Każdy nowy materiał od Buzzcocks to niespodzianka.

 

 

SD: Wiesz, kiedyś tak się robiło muzykę – David Bowie za każdym razem nagrywał inny album, The Beatles podobnie, Bob Dylan także. I to wszystko było bardzo, bardzo dobre! A potem nagle ludzie przestali tak myśleć, zaczęli bardziej trzymać się ram i schematów. A ja uważam, że trzeba ryzykować. I my to ryzyko podejmujemy, choć oczywiście to nie są totalnie odjechane eksperymenty – zawsze poruszamy się w obrębie tego swojego charakterystycznego stylu, dodając do niego jednak różne smaczki i ciekawe rozwiązania. Nie chcemy oczywiście posuwać się też aż tak daleko w tych stylistycznych wycieczkach, żeby nasi słuchacze nie musieli powiedzieć: „Co się stało? Buzzcocks zmienili się z dnia na dzień!” Lubię jednak w nas to, że cały czas próbujemy i szukamy czegoś nowego, jest to nieodłączną częścią naszej muzycznej podróży. Robię to od 50 lat i nadal sprawia mi to wielką przyjemność!

 

 

Rozmawiała Magda Żmudzińska

 

 

IKS
Udostępnij i poleć znajomym!

Dodaj komentarz

IKS

SztukMix - Strona poświęcona szeroko pojętej sztuce

© SztukMix 2020