IKS

Smoke Rites – „Eager Eyes of Talion” [Recenzja], wyd. Self-Released

Premiera nowego albumu Smoke Rites była wielkim świętem. W końcu nie zawsze w takim dniu jest dzień ustawowo wolny. Jest to rozwiązanie bardzo ciekawe, ponieważ można bez większego skrępowania słuchać albumu przez większość dnia i dać mu się pochłonąć. Myślę, że określenie „pochłaniający” idealnie opisuje to, co dzieje się na płycie: formacja przygotowała piękne gruzowisko, ale też nie zapomniała o wszelakich urozmaiceniach.

Stołeczna formacja lubuje się w graniu ciężkim, brudnym i pełnym bluesa. Tych właśnie elementów nie zabraknie na najnowszym albumie, jednak znajdą się tutaj również dźwięki bardziej połamane, motywy nieoczywiste czy eksperymenty z dźwiękiem samym w sobie, oraz gościnny występ. Niech jako przykład posłuży to, że zespół pogłos do gitar i perkusji uzyskał przy pomocy… garnka. Ważnym aspektem muzyki Smoke Rites jest etos „Do It Yourself” (DIY): formacja nagrała muzykę samodzielnie w swojej sali prób oraz w studio jednego z członków (Burning Tones). Album został wydany własnym sumptem, nośniki fizyczne zostały wyprodukowane przez podziemną wytwórnię TIL WE DIY Records (możliwe, że będą również kasety). Dzięki tym rozwiązaniom dźwięk jest niezwykle organiczny oraz wyrazisty i brzmi tak, jakby słuchać koncertu zespołu.

 

zdj. Anna Sacewicz-Borawska

 

Gruziarze ze Smoke Rites przygotowali dla słuchaczy 41 minut riffowych wojaży. Otwierające album „Golden Road” daje poczucie mrocznej opowieści drogi rozgrywającej się na Dzikim Zachodzie, w której melodyjność przeplata się z bujającym riffem spod znaku tajemniczego dymu z niezwykle ekspresyjnym wokalem czy piaskową burzą.

Utwór tytułowy ma w sobie wiele z dźwiękowego hipnotyzmu, zaczynając się melodyjnymi motywami wodzącymi słuchacza za ucho, rozwijając się w niezwykle masywny riffowy walec. Świetna żonglerka pomiędzy tajemniczymi melodiami a połamanym oraz rytmicznym graniem. „Nothing Never” to niezwykle brudna i pełna ciężaru jazda w stylu sludge, przy której ciężko jest wysiedzieć spokojnie. Powolna podwójna stopa, kombinowanie z rytmem oraz wtrącenia wysokich dźwięków w niskie pasmo dają niesamowitego kopa. Do tego te przejścia między gęstym a gęstszym: coś pięknego.

 

 

„10ft Dread” to istny masaż wnętrzności riffem w którym znajdzie się też miejsce na kontrast w postaci bardziej południowej, ale wciąż trzymającej w napięciu gry, czy stopniowego zwiększania niepokoju i ciężaru poza skalę.

W „Death Is a Five Letter Word” mamy do czynienia z gościnnym występem Moniki Adamskiej-Guzikowskiej, znanej m.in. z innej stołecznej formacji: Toń. Wokalizy artystki stanowią tutaj trzon utworu, nadając mu mrocznego charakteru w dość średniowiecznym wydaniu. Podoba mi się strasznie to, że utwór brzmi jak napisany z myślą o Monice i jej umiejętnościach. Utwór z jednej strony mroczny, z drugiej gruzowy, z trzeciej grindowy, z czwartej pełen nietypowego rytmu i riffowania. Nie ma nudy! „Charas Drift” to muzyczny eksperyment. Szklana kulka turlająca się po strunach przepuszczona przez filtr analogowego syntezatora Korg Ms-20 i zmodulowany brudnym reverbem z użyciem efektu Astronomy Domine od Blue Colander Stompboxes. W efekcie powstał piękny kawał drone.

 

zdj. Anna Sacewicz-Borawska

 

„Devil’s Advocate” to wyprawa w depresję. W to stadium gdzie już jest się zobojętniałym, obarczonym wielkim ciężarem i bez siły. Gdzieś jest jeszcze nieco gniewu i energii, ale trzeba wiele wysiłku, aby je z siebie wykrzesać. Myślę, że muzycznie panowie oddali to wszystko niezwykle celnie. „Wind of Most Cruel Kind” to singiel zrealizowany już w 2024 roku z okazji dnia 20 kwietnia. Wreszcie doczekał się wydania na pełnoprawnym albumie. Utwór ma w sobie urok właśnie takiego okrutnego wichru: zaczyna się ciszą, powietrze stopniowo wzmaga, aż rozkręca się w potężny huragan porywający wszystko na swojej drodze.

 

Nie zliczę, ile razy już leciał ten album, odkąd wyszedł. Zapewne dlatego, że szczęśliwi nie liczą, ile razy odsłuchali świetny album. Odpalajcie, słuchajcie i wspierajcie muzykę od miłośników riffu dla miłośników riffu.

 

 

Marek Oleksy ( Gruz Culture Propaganda )

 

Pamiętajcie, żeby wspierać swoich ulubionych artystów poprzez kupowanie fizycznych nośników, biletów na koncerty oraz gadżetów i koszulek.

 

IKS
Udostępnij i poleć znajomym!

Dodaj komentarz

IKS

SztukMix - Strona poświęcona szeroko pojętej sztuce

© SztukMix 2020