IKS

Sascha Gerstner (Helloween) [Rozmowa]

helloween-rozmowa

Zespół Helloween to stwór kroczący po tej planecie już ponad 40 lat. Kapela miała swoje wzloty i upadki, zmiany składowe, nadal jednak jest dobrze naoliwioną, sprawnie działającą maszyną. W 2016 roku ogłoszono powrót Kai Hansena oraz Michaela Kiske, a w 2021 roku grupa wydała znakomity album „Helloween” w nowym/starym składzie. Teraz powracają z kolejnym, równie świetnym, a może wręcz jeszcze lepszym krążkiem, „Giants&Monsters”. O nim, a także o tym, jak powinno podchodzić się do tworzenia muzyki pogadaliśmy trochę z gitarzystą Helloween, Saschą Gerstnerem. A niebawem, 28 października zespół wystąpi w katowickim Spodku i będzie celebrował swoje czterdziestolecie istnienia.

 

Agata Podbielkowska: Cześć Sascha, miło Cię widzieć!

 

 

Sascha Gerstner: Cześć, Ciebie też bardzo miło widzieć!

 

 

AP: Zacznę od wypominania wieku, bowiem Helloween świętował w zeszłym roku swoje 40-lecie. Ty dołączyłeś do zespołu nieco później, ale to nadal ponad 2 dekady, więc też spory kawałek historii. Kiedy patrzysz na to wszystko, co czujesz? Zaskoczenie, wdzięczność? A może przeraża Cię to, że tyle czasu już minęło? A może wszystko na raz?

 

 

SG: Wdzięczność jest chyba uczuciem dominującym w tej kwestii. Zwłaszcza, kiedy widzę, ilu artystów schodzi już ze sceny. Wspaniałe jest, że nadal gramy i czasami zastanawiam się, jakim cudem to nadal działa tak sprawnie. Ja nie dorastałem w jakimś dużym mieście, pochodzę z miejsca, w którym szanse na zrobienie kariery muzycznej są raczej niewielkie, dlatego też często drapię się w głowę próbując zrozumieć, jak mi się to udało. Reszta zespołu ma podobne odczucia. Kapela istnieje od tak dawna, przechodziła przez różne fazy, miała wzloty i upadki, a teraz przeżywa swego rodzaju renesans. To jest niesamowite.

 

 

AP: Owszem, to jest niesamowite. 40 lat, a zespół nadal gra i ludzie nadal chcą Was słuchać i przychodzić na Wasze koncerty. My tutaj w Polsce bardzo się cieszymy, że przybędziecie do nas 28 października (zespół wystąpi w katowickim Spodku, a organizatorem koncertu jest Knock Out Productions – przyp. red.). Zadaję to pytanie każdemu muzykowi, który w najbliższym czasie ma odwiedzić ten nasz nadwiślański kraj – masz może jakieś piękne wspomnienia z Polski?

 

 

SG: Jest jedno miasto, które zawsze przychodzi mi do głowy, kiedy myślę o Polsce i jest to Kraków.

 

Plakat zbliżającego się koncertu w katowickim Spodku/ materiały prasowe Knock Out Productions – organizatora koncertu.

 

 

AP: Ah, piękne miasto.

 

 

SG: Miałem możliwość spędzenia tam kilku dni, miałem przestrzeń na zwiedzanie i bardzo mi się podobało. Po raz pierwszy do Polski przyjechałem jakoś pod koniec lat 90-tych, jeszcze w czasach, kiedy trudniej było przekroczyć granicę. Trzeba było przez przypadek wrzucić jedno pudło merchu, czy coś w ten deseń, żeby przejść! To były właściwie dobre czasy i wspaniali fani. Nie mogę się doczekać powrotu do Polski.

 

 

AP: Cóż, od końca lat 90-tych w Polsce zmieniło się bardzo dużo. Ale fakt, ta dekada charakteryzowała się pewną… magią, jeśli mogę to tak nazwać. Miała taki swoisty, niezwykły klimat.

 

 

SG: Zdecydowanie tak. Za każdym razem, kiedy występujemy w Polsce jestem pod wrażeniem głośności publiczności. Ja mieszkam teraz w Berlinie, więc dotarcie do Polski nie jest zbyt skomplikowane. Jedziesz tam i jest zupełnie inna publika, niż w Niemczech.

 

 

AP: Jesteśmy sławni z naszej energii i głośności podczas koncertów.

 

 

SG: No właśnie. Dużo polskich fanów przyjeżdża na koncerty do Berlina.

 

 

AP: Tak, jak powiedziałeś, dotarcie z naszego kraju do Waszego trudne nie jest. A ludzie chcą Was oglądać. Ja też miałam już szczęście widzieć Was na żywo parę lat temu na John Smith Festival w Finlandii i było to wspaniałe doświadczenie.

 

 

SG: Bardzo się cieszę, że Ci się podobało.

 

zdj. Mathias_Bothor

 

AP: Naprawdę było cudownie. Teraz przejdźmy do Waszego najnowszego dzieła, czyli „Giants & Monsters” ( recenzję płyty znajdziecie na SztukMix TUTAJ – przyp. red. ) . Przy poprzednim albumie mierzyliście się z pewnymi zmianami, ponieważ po latach do Helloween powrócili Kai Hansen i Michael Kiske. Czy tworzenie „Giants&Monsters” było łatwiejsze z tego względu, że teraz sytuacja jest stabilniejsza, niż była przy „Helloween”?

 

 

SG: To bardzo dobre pytanie i odpowiedź na nie brzmi „zdecydowanie tak”. Jeśli w zespole zachodzą jakieś zmiany w składzie, to zmienia się energia i trzeba też się do siebie nawzajem przyzwyczaić. Ja i Michael Kiske w ogóle się nie znaliśmy, musieliśmy się poznać. Dla mnie przyjemnością jest teraz pisanie piosenek dopasowanych do jego głosu. Nie zawsze jest się w dobrym humorze, czasami jest się wykończonym długimi podróżami, nie każdy dzień jest miły i to też trzeba przetrwać. Zespół jest jak rodzina i jak już się tą rodziną stanie, łatwiej pracuje się nad albumem. Praca nad „Giants&Monsters” była zdecydowanie łatwiejsza, niż praca nad „Helloween” bo wiedzieliśmy, czego się po sobie spodziewać. To było niemalże… nudne. Wiem, że to słowo ma negatywny wydźwięk, ale nie używam go tutaj w sensie negatywnym. Wiadomo było, co i jak, na tym etapie świetnie się już dogadujemy. Przy „Helloween” była inna, zupełnie nowa sytuacja. Teraz wszystko jest bardziej skonsolidowane, bo wszyscy znamy się już od paru lat.

 

 

AP: Powiem Ci, że tę konsolidację i znajomość siebie nawzajem da się usłyszeć na „Giants&Monsters”. Nie chcę przez to powiedzieć, że „Helloween” jest chaosem, absolutnie nie, jest wspaniałym krążkiem, ale teraz, przy nowym albumie naprawdę czuć większą harmonię.

 

 

SG: Podczas pracy nad tym albumem nasza kreatywność naprawdę rozkwitła, było więcej przestrzeni dla niej, niż przy poprzednim krążku.

 

 

AP: A powiedz mi teraz, kim dla Ciebie są ci tytułowi giganci, a kim potwory?

 

 

SG: Giganci to cele, które chcesz w życiu osiągnąć, ale też wyzwania, którym musisz stawić czoła, a nawet wewnętrzne demony. Potwory to to, co powstrzymuje cię od osiągania celów. To jest moje osobiste spojrzenie na tytuł albumu.

 

 

AP: A masz jakieś metody na walkę z potworami?

 

 

SG: Hmmm, dobre pytanie… wydaje mi się, że długie spacery są dobrym sposobem. Właśnie to lubię robić, chodzić na długie spacery, przynajmniej raz dziennie. Mam wtedy czas, żeby trochę pomyśleć. Innym sposobem w dzisiejszych czasach jest pozbycie się telefonu komórkowego, przynajmniej na chwilę. Wszystko, co przybliży cię do samego siebie – to są metody na walkę z potworami.

 

 

AP: Zgadzam się w 100%. Mówisz o spacerach… na płycie jest utwór „Under the Moonlight”. Lubisz nocne spacery w świetle księżyca? W tekście jest linijka „under the moonlight the dreams become real”. Wierzysz w to?

 

 

SG:  Cóż, po pierwsze, marzenia są bardzo ważne. Nawet, kiedy ludzie pytają mnie „jak do tego doszedłeś”, cokolwiek to jest, to kiedyś było to po prostu marzenie, które stało się rzeczywistością. Trzeba marzyć i trzeba wierzyć, że te marzenia się kiedyś spełnią. Kiedyś marzyłem o rzeczach, które nie miały szans się spełnić, nie jest to po prostu fizycznie możliwe. To było jak historia z książki, czy coś w tym rodzaju. Taką rolę pełnią też teksty piosenek, można je traktować jak taką krótką powieść i urzeczywistnienie nierzeczywistych marzeń. Niektórzy się zastanawiają, czemu tworzy się takie surrealistyczne marzenia, ale prawda jest taka, że im dalej się w życiu zajdzie, im więcej się osiągnie, tym więcej ludzi chce te marzenia zabić. Takie jest moje doświadczenie. Marzysz o czymś, dążysz do spełnienia tego, a ludzie próbują to zniszczyć, a to może zamienić cię w cynicznego dupka, jeśli się temu poddasz. Zaczniesz wierzyć, że marzenia się nie spełniają.

 

 

AP: Myślę, że w świecie rozrywki najbardziej widać pewne społeczne tendencje – im większą karierę zrobisz, tym więcej masz hejterów.

 

 

SG: Dokładnie i to nigdy się nie kończy. Trzeba też oczywiście pamiętać o tym, że wraz z liczbą hejterów rośnie też liczba fanów. Dzisiaj, w dobie mediów społecznościowych, hejt jest tak duży, że bywa przytłaczający. Nie można wpaść w tę pułapkę.

 

 

AP: Niestety hejterzy chętniej sięgają paluchami do klawiatury, niż fani. Hejterzy to zazwyczaj sfrustrowani ludzie, którzy muszą się wyżyć na innych. Fani raczej wolą posłuchać muzyki, czy pójść na koncert, a nie pisać durne komentarze.

 

 

SG: Czasami bywa to nawet zabawne, dlatego tym bardziej nie warto się w coś takiego angażować i czymś takim przejmować. Trzeba skupiać się na tym co ważne i pozytywne.

 

 

AP: Nie warto szargać sobie nerwów.

 

 

SG: Dokładnie. Czasami to, co ludzie mówią w ogóle nie ma znaczenia. Wszystko, co robię w życiu, czynię ze względu na siebie. Wspaniałe jest, kiedy ludzie doceniają twoją pracę, kupują albumy, przychodzą na koncerty, jestem za to bardzo wdzięczny, ale ja nie piszę piosenek po to, by zadowolić innych. Robię to, żeby zadowolić siebie. Nawet, jeśli mi się spodoba to, co napiszę, niekoniecznie znajdzie się to na albumie. W każdym razie wszystko zaczyna się od ciebie samego, to jest to, w jaki sposób się wyrażasz i muzyka ci w tym pomaga. Jeśli mnie się to podoba, to być może znajdą się ludzie, którym również się to spodoba.

 

 

AP: Tak, jak mówisz, piosenki piszesz dla siebie, a nie dla innych. Tworzenie sztuki z myślą o innych ludziach jest nienaturalne, sztuczne i nigdy nie wychodzi.

 

 

SG: Tak jest, to po prostu nie wychodzi. Też tworzenie sztuki z myślą o innych, a nie o sobie może cię złamać. Dla mnie podstawą muzyki są emocje. Oczywiście, kiedy jest się bardzo młodym to zależy ci, żeby swoimi umiejętnościami zrobić wrażenie na ludziach, ale to nie ma tak naprawdę znaczenia. Można do tego podejść po prostu jak do hobby. Większość piosenek, jakie piszę, tworzę właśnie w ramach rozrywki, w ramach hobby. Kreuję różne dźwięki na gitarze, potem zaczynam do nich śpiewać i nagle powstaje z tego fajny utwór. Także podejście do tego powinno być bardziej hobbistyczne, a nie takie, że trzeba być super profesjonalnym i robić coś, co się ludziom spodoba.

 

zdj. Franz Schepers

 

AP: Dokładnie, jeśli zacznie się za bardzo kombinować i skupiać tylko na tym profesjonalnym aspekcie, to to nie wyjdzie za dobrze.

 

 

SG: To samo tyczy się ćwiczenia gry na instrumencie. Jeśli za dużo nad tym siedzisz, to możesz stracić zapał i zgubić gdzieś kreatywność, bo po prostu się zajedziesz.

 

 

AP: Zgadzam się. Mówimy o hobby, o tworzeniu dla siebie, o marzeniach. W utworze „Majestic” pojawia się linijka „whatever you believe in is real”. Jak rozumiem, to też może tyczyć się tego, że są pewne nierealistyczne marzenia, które jednak można urzeczywistnić właśnie poprzez sztukę, pisząc na przykład piosenkę, w której to marzenie się spełnia.

 

 

SG: Właśnie dlatego ludzie tworzą sztukę. Nie ma nic złego w wyobraźni, wręcz przeciwnie.

 

 

AP: Oczywiście. Tak przy okazji, te riffy gitarowe w „Majestic” są naprawdę niesamowite.

 

 

SG: Dzięki!

 

 

AP: Te z „A Little Is a Little Too Much” z resztą też są fantastyczne. Wszystkie są świetne, ale te dwa utwory jakoś wyjątkowo mnie ujęły. A skoro już jesteśmy przy „A Little Is a Little Too Much”, to na sam koniec tej rozmowy zapytam, nawiązując do tytułu tego numeru – czego w życiu nigdy za wiele?

 

 

SG: Czasu spędzonego z najbliższymi, z rodziną, przyjaciółmi.

 

 

AP: Piękna odpowiedź, podpisuję się pod nią. Sascha, bardzo dziękuję Ci za tę rozmowę, bardzo miło się z Tobą gawędziło. Do zobaczenia w październiku!

 

 

SG: Dzięki, bardzo miło się gadało i do zobaczenia!

 

 

Rozmawiała Agata Podbielkowska

 

 

Obserwuj nas w mediach społecznościowych:

👉 Facebook

👉 Instagram

IKS
Udostępnij i poleć znajomym!

Dodaj komentarz