Minęło niemal sześć lat od wydania „Existential Reckoning”. Płyty Puscifer rzadko działają od pierwszego odsłuchu – potrzebują czasu, by słuchacz mógł je oswoić, polubić i docenić. „Normal Isn’t” nie jest wyjątkiem, choć tym razem zespół posuwa się jeszcze dalej. Dostajemy wyraźniejszy zwrot ku transowości, post-punkowej surowości i elementom rocka gotyckiego.
Na obecnym etapie działalności Puscifer jest zdecydowanie bliżej powagi i industrialnej intensywności Nine Inch Nails niż żartobliwego projektu pobocznego z początków istnienia zespołu. Potwierdzają to także oprawy graficzne dwóch ostatnich albumów – znacznie bardziej dopracowane niż wcześniejsze „jajcarskie” okładki. Nowy materiał jest mroczniejszy i bardziej nerwowy. Teksty pełne gniewu i frustracji trafnie, ale też momentami szczeniacko i wulgarnie, oddają niepokój naszych czasów, a sam album brzmi jak emocjonalna reakcja na rzeczywistość A.D. 2026. Ostre, rwane partie gitar przeplatają się tu z wszechobecnymi syntezatorami, tworząc hipnotyczną, momentami wręcz duszną atmosferę. Nadal ważną rolę odgrywa wokal Cariny Round, który dodaje kompozycjom głębi i stanowi kontrapunkt dla ekspresji Maynarda Jamesa Keenana.

Na „Normal Isn’t” gitara Matta Mitchella odgrywa kluczową rolę – jest szarpana, nerwowa, oparta na krótkich, powtarzalnych riffach, które budują transowy charakter całego materiału. Pojawiają się też znakomici goście: Danny Carey na perkusji i Tony Levin na basie w utworze „Seven One”, którzy dają popis swoich możliwości.
Warto zwrócić uwagę także na sposób śpiewania Keenana, wyraźnie inny niż na płytach Tool czy A Perfect Circle. Tutaj znacznie rzadziej stawia on na klasyczną, melodyjną wokalizę. Jego głos jest bardziej mantryczny, momentami niemal hipnotyczny, często przybierający formę skandowania – pełni raczej funkcję kolejnego instrumentu niż tradycyjnego nośnika melodii. Trzeba jednak przyznać, że mimo hipnotycznej spójności albumowi brakuje wyrazistych „hitów”, które mogłyby wynieść go poziom wyżej. Z drugiej strony widać, że Maynard James Keenan – dziś już sześćdziesięciodwulatek – wciąż potrafi się artystycznie wyszaleć. Jest kreatywny, otwarty na eksperyment i dobrze bawi się formą, jednocześnie dając upust swojej niezgodzie wobec stanu świata.
To również album, po który raczej nie sięga się po to, by się odprężyć albo wrzucić go w tle podczas jazdy samochodem. „Normal Isn’t” wymaga skupienia i odpowiedniego nastroju – w zamian potrafi wciągnąć bez reszty, ale tylko wtedy, gdy słuchacz jest gotów wejść w jego gęsty, niepokojący świat.
„Normal Isn’t” to album nieznacznie bardziej wymagający od poprzednika, ale spójny w swoim przekazie. Nie oferuje łatwych refrenów ani natychmiastowej satysfakcji, za to nagradza słuchacza gęstym klimatem i klarowną wizją. Puscifer nie stoi w miejscu, nawet jeśli oznacza to odejście od bardziej przebojowych rozwiązań znanych z płyt innych zespołów Keenana.
Adam Stankiewicz
Pamiętajcie, żeby wspierać swoich ulubionych artystów poprzez kupowanie fizycznych nośników, biletów na koncerty oraz gadżetów i koszulek.