IKS

Pemod – „Forgotten Sun” [Recenzja], wyd. self-released

Czasem jest tak, że bardzo czekam na jakąś premierę pomimo tego, iż doskonale wiem, co znajdzie się na albumie. Tak było w przypadku naszego rodzimego zespołu Pemod oraz ich nowego albumu „Forgotten Sun”. Nowe dzieło muzyków to album kompletny: jest ciężar, są melodie, są emocje, jest gruz, jest obietnica wędrówki przez niezbadane przestrzenie w towarzystwie czarodziejów. Nic dodać, nic ująć.

Kompozycje, które znalazły się na „Forgotten Sun”, były mi znane, gdyż z zainteresowaniem śledziłem poczynania formacji, na przykład gdy poprzez występy na żywo podbijają swoją muzyką Czechy. Wysokiej jakości nagrania z koncertów kupiły mnie od razu, z miejsca. Z niecierpliwością wyczekiwałem dnia, w którym dane mi będzie słuchać tych utworów w ramach studyjnego nagrania.

 

zdj. materiały promocyjne

 

Album to pięć kompozycji trwających łącznie 34 minuty. Płyta powstała w nurcie instrumentalnego stoner/doomu, jednakże nie jest to ortodoksyjne młócenie bluesowych riffów na wolno, ciężko oraz bucząco. Słuchacz znajdzie tutaj rozszerzone instrumentarium w postaci wiolonczeli, która intrygująco dopełnia partie prowadzące, a także instrument o wdzięcznej nazwie Nosferatu: idealny do tworzenia ścieżki dźwiękowej do horroru. Tutaj sprawdza się świetnie do dawkowania napięcia i dodawania partii ambientowych czy stanowiących tło drone’ów.

W utworach oraz brzmieniu da się wyczuć dużo miłości do klasyki gatunku stoner/doom, jednakże muzyka, którą stworzył Pemod, ma w sobie dużo świeżości i to nie tylko przez użycie rozszerzonego instrumentarium. Kompozycje są różnorodne, słychać w nich dużo frajdy z grania, formacja nie boi się przejść, zmian oraz wyważania środka ciężkości lub świetnego budowania napięcia. Brzmienie jest niezwykle soczyste i oferujące słuchaczowi skuteczny masaż gruzowym dźwiękiem, jak i pobudzenie neuronów w postaci chwytających za ucho (oraz serce) melodii.

 

 

Wydźwięk całego albumu jest melancholijny, jednakże znajdą się momenty, w których będzie bardziej skocznie, bujająco czy psychodelicznie. „Forgotten Sun” to również niezwykła żonglerka emocjami. Niespieszne utwory o rytualnym zacięciu niezwykle sprzyjają rozmaitym melodiom oraz urozmaiceniom partii prowadzących, które dosłownie robią ze mną co chcą: raz zasmucą, raz wzniosą hen wysoko, raz zaniepokoją czy wprawią w ekstazę. Nie brakuje tu też bezwstydnie bujających partii sekcji rytmicznej czy solidnego gruzowania. To wszystko sprawia, iż album jest niezwykle wciągający i – najzwyczajniej w świecie – chce się do niego wracać. Co ciekawe, momentami partie z użyciem wiolonczeli i Nosferatu wybrzmiewają niczym ścieżka dźwiękowa do gry komputerowej. Kto wie, może to jakiś pomysł na kolejny krok dla zespołu?

 

Dajcie się zgruzować i spsychodelizować „Dogs”. Niech Was porwie szalony „Halny”. Poczujcie w sercu melancholię „Usul”. Na „Meduzie” nie unikniecie walcowania i bujania, a na „Berserkerze” rytualnego podejścia do tematu psychodelii. Chłońcie, słuchajcie, dajcie się opromienić zapomnianemu słońcu.

 

Marek Oleksy (Gruz Culture Propaganda)

 

Pamiętajcie, żeby wspierać swoich ulubionych artystów poprzez kupowanie fizycznych nośników, biletów na koncerty oraz gadżetów i koszulek.

 

IKS
Udostępnij i poleć znajomym!

Dodaj komentarz

IKS

SztukMix - Strona poświęcona szeroko pojętej sztuce

© SztukMix 2020