IKS

Nine Inch Nails – „Tron Ares: Divergence” [Recenzja], dystr. Universal Music Polska

Skromnie, niemal po cichu i bez większej promocji w serwisach streamingowych pojawiło się właśnie nowe wydawnictwo od Nine Inch Nails. Każdy, kto śledzi dokonania Trenta Reznora, wie, że historia NIN nie kończy się na albumach studyjnych czy EP-kach. Od samiutkiego początku działalności formacji, równolegle do nich powstawał ogromny katalog wydawnictw pobocznych – głównie remiksów, kolaboracji i wszelkiej maści reinterpretacji – które często okazywały się równie fascynujące jak materiał źródłowy, na którym bazowały. Wystarczy przypomnieć „Fixed”, radykalną dekonstrukcję legendarnej EP-ki „Broken”, czy późniejsze „Further Down the Spiral”, gdzie industrialny rdzeń utworów został rozciągnięty w stronę ambientu, noise’u i muzyki klubowej, sprawiając, że stał się on jeszcze bardziej klaustrofobiczny i niepokojący. Dla potwierdzenia jego znaczenia mogę tylko dodać, że jest to jeden z najlepiej sprzedających się albumów z remiksami w historii muzyki. Nowe wydawnictwo, oznaczone w katalogu jako HALO 37 i zatytułowane „Tron Ares: Divergence”, kontynuuje właśnie tę tradycję. Materiał zawiera zremiksowane przez zaproszonych gości wersje kompozycji z „Tron Ares: Original Motion Picture Soundtrack”, a także wcześniej niepublikowane fragmenty muzyki powstałe podczas sesji nagraniowych do ścieżki dźwiękowej trzeciej odsłony filmowego uniwersum Tron.

Wróćmy na chwilę do 19 września 2025 roku. Właśnie wtedy, dokładnie trzy tygodnie przed kinową premierą „Tron: Ares”, na sklepowe półki trafił album z jego ścieżką dźwiękową. Pisząc wówczas o tej płycie – jeszcze bez znajomości samego filmu – zastanawiałem się, czy po seansie mój odbiór albumu ulegnie zmianie. Dziś odpowiedź jest jasna: nie uległ. Film okazał się na tyle rozczarowujący i zbyteczny, że równie dobrze mógłby nigdy nie powstać. Muszę jednak przyznać, że jego istnienie przyniosło przynajmniej jeden pozytywny skutek uboczny. Wariaci, którzy zdecydowali się wyłożyć 180 milionów dolarów (!) na produkcję, przyczynili się do powstania kolejnej długogrającej płyty NIN, która zdecydowanie zasługuje na więcej uwagi niż sam obraz. Z bólem wracam pamięcią do seansu „Tron: Ares”, jego szczątkowego scenariusza i kolejnej aktorskiej wtopy Jareda Leto… Za to zupełnie inaczej wygląda moja relacja z albumem „Tron Ares: OST”, który przez ostatnie pół roku regularnie wracał do moich słuchawek. Wciąż uważam go za solidną pozycję w dyskografii Nine Inch Nails i cieszy mnie fakt, że Trent Reznor i Atticus Ross postanowili pociągnąć temat dalej. Bezpośrednim efektem tej decyzji jest właśnie „Tron Ares: Divergence”.

 

Przy okazji premiery „Tron Ares: OST” nie obyło się bez marudzenia części słuchaczy: że to w gruncie rzeczy zapchajdziura w dyskografii, że Trent oszukał fanów i zamiast wydać „prawilny” album wypuszcza kolejną ścieżkę dźwiękową, przeładowaną instrumentalnymi kompozycji. Stoję jednak w opozycji do tych głosów i będę się upierał, że „Tron Ares: OST” to bardzo przyzwoite wydawnictwo Nine Inch Nails. Szczególnie jeśli spojrzeć na niego w kontekście ewolucji, jaką przeszło NIN od momentu uznania Atticusa Rossa za stałego członka zespołu. Bliźniacze „Tron Ares: Divergence”, tylko potwierdza, że samo Nine Inch Nails traktuje „Tron Ares: OST” bardzo poważnie. I chwała im za to, że druzgocące recenzje filmu i marny wynik w box office (zaledwie 140 mln USD na 180 zainwestowanych) nie sprawiły, że zapragnęli pogrzebać ten projekt.

 

zdj. materiały promocyjne

 

Przy okazji recenzji podstawowego albumu pisałem już, jak ogromny wpływ na współczesną popkulturę ma Trent Reznor. Nic więc dziwnego, że na siostrzanym wydawnictwie do „Tron Ares: OST” udało się zebrać remiksy przygotowane przez prawdziwą śmietankę sceny elektronicznej. Na płycie znalazły się prace takich artystów jak Arca, Boys Noize, Mark Pritchard, Lanark Artefax, Danny L Harle, Chilly Gonzales, Jack Dangers, Pixel Grip, Working Men’s Club, The Dare i Schwefelgelb.  Ale po kolei…

Remiksy utworów instrumentalnych

 Obecność przeróbek autorstwa Boys Noize – który zresztą obecnie koncertuje z Nine Inch Nails – nie powinna nikogo dziwić. Niemiecki DJ i producent wziął na warsztat trzy utwory: „What Have You Done?”, „A Question of Trust” oraz „Ghost in the Machine” (co ciekawe, na oryginalnym albumie ułożone jeden po drugim, od pozycji 17 do 19), podkręcając intensywność pierwowzorów i przesuwając je w stronę cięższego techno. Czuć zresztą, że Reznor od dawna ma słabość do jego surowej elektroniki rodem z berlińskich parkietów. Jak pisałem przy okazji recenzji „Tron Ares: OST”, wcale bym się nie zdziwił, gdyby któregoś dnia Boys Noize podzielił los Atticusa Rossa i oficjalnie dołączył do składu NIN. Same remiksy trzymają solidny poziom, choć trudno mówić o szczególnie odkrywczych reinterpretacjach – w końcu Boys Noize był już zaangażowany w produkcję wszystkich trzech oryginalnych utworów, więc jego wersje brzmią raczej jak naturalne przedłużenie tych pomysłów. Dużo bardziej intrygująco wypada przeróbka „Forked Reality” autorstwa berlińskiego duetu Schwefelgelb, specjalistów od Techno Body Music (krzyżówki power noise’u, industrialu i techno). Ich rozciągnięta, blisko dwukrotnie (z 2 do 5 minut), wersja to prawdziwa jazda bez trzymanki.

 

Cofnijmy się na chwilę do lat 90., gdy Nine Inch Nails wydali „The Perfect Drug” – utwór znany ze ścieżki dźwiękowej kultowego klasyka Lyncha – „Zagubiona Autostrada” – który doczekał się osobnej EP-ki z remiksami. Wydawnictwo otwierała przeróbka autorstwa Meat Beat Manifesto, projektu prowadzonego przez Jacka Dangersa. Prawie trzy dekady później Reznor ponownie oddał swój materiał w ręce właśnie tego artysty. Tym razem padło na utwór „Infiltrator”. W 1997 roku, w swoim remiksie, Dangers rozbił strukturę „The Perfect Drug” na poszarpany kolaż breakbeatu i industrialnego dubu (EP-ka nosi numer HALO 11, a utworu można posłuchać tutaj). W „Infiltrator” da się wyczuć to charakterystyczne brzmienie, które na przełomie lat 80. i 90. inspirowało takie legendy jak The Prodigy czy The Chemical Brothers. To kawał dobrej roboty i zarazem solidna lekcja historii muzyki elektronicznej. Równie ciekawie wypada „Empathetic Response” w remiksie Lanark Artefax – szkockiego producenta, którego polska publiczność mogła usłyszeć w 2023 roku na krakowskim Unsound Festival. Jego reinterpretacja utworu łączy pulsujące rytmy z eksperymentalnymi teksturami, nadając kompozycji hipnotyczny, jeszcze mocniej futurystyczny charakter. Kolejny instrumentalny remiks – „100% Expendable” autorstwa Chilly Gonzalesa jest jednym z bardziej przewrotnych momentów na albumie – zamienia podniosłe, Vangelisowskie syntezatory na subtelne dźwięki pianina. Zamiast podkręcać dramaturgię oryginału, autor rozbraja ją elegancką, niemal kabaretową wrażliwością, przywodzącą na myśl barowe sceny z klasyków kina noir albo jego album „Room 29” – przepiękne, lecz już nieco zapomniane wydawnictwo z 2017 roku nagrane wspólnie z liderem Pulp, Jarvisem Cockerem.

 

 

 

Na oryginalny album „Tron Ares: OST” trafiły zaledwie 4 utwory zawierające partie wokalne, co było jednym z powodów niezadowolenia części słuchaczy. Ja wychodzę z założenia, że to nie ilość się liczy, a jakość. „As Alive as You Need Me to Be” to jedna z bardziej przebojowych piosenek, jaką wypuścił Reznor od lat, za którą notabene odebrał statuetkę Grammy w kategorii „Najlepsza piosenka rockowa”. Nie żebym traktował te nagrody jako wyznacznik czegokolwiek, ale tym razem (o dziwo!) akademia trafiła w punkt. Wygląda na to, że Trent doskonale zdaje sobie sprawę z tego, jak dobrze przyjęto ten numer – i na „Divergence” puszcza oko do wszystkich tych, którzy narzekali na niedobór wokali. Na HALO 37 dostajemy w sumie sześć remiksów zawierających partie śpiewane.

Remiksy utworów zawierających wokale

„As Alive as You Need Me to Be” dostała w swoje ręce Arca – cesarzowa muzyki eksperymentalnej i jedna z najbardziej wpływowych postaci współczesnej sceny elektronicznej. Każdy, kto śledzi jej solowe wydawnictwa albo pamięta wkład w produkcje albumów Björk czy FKA twigs, wie, że Arca uwielbia rozbierać utwory na części pierwsze i składać je na nowo według własnej logiki. Tak dzieje się również tutaj. Struktura piosenki zostaje rozmyta, a całość dryfuje w kierunku czegoś znacznie bardziej onirycznego i niestabilnego od pierwotnej wizji Reznora. To reinterpretacja utrzymana w jej charakterystycznej estetyce – zdekonstruowana, lekko halucynacyjna i momentami przypominająca coś na kształt dziwacznego snu.

 

Chicagowskie trio Pixel Grip, wywodzące się z queerowej sceny klubowej i prowadzone przez charyzmatyczną wokalistkę Ritę Lukea, w swoim remiksie zastępuje wokal Trenta Reznora hipnotycznym kobiecym głosem liderki. Ich wersja „As Alive as You Need Me to Be” to jeden z moich ulubionych fragmentów „Tron Ares: Divergence” i ten moment, gdy zdaję sobie sprawę, jak bardzo potrzebuje kolejnej płyty od How to Destroy Angels.

 

Pixel Grip , autorzy remixu „As Alive as You Need Me to Be” wystąpią w listopadzie w Polsce jako support przed KoRn

 

Dwie reinterpretacje „I Know You Can Feel It” pokazują, jak różne kierunki może obrać ten sam materiał. Wersja Marka Pritcharda skąpana jest w mrocznej elektronice, przywodzącej na myśl klimat, który zbudował wspólnie z liderem Radiohead – Thomem Yorkiem na albumie „Tall Tales” – swoją drogą jednej z moich ulubionych płyt 2025 roku. Z kolei w remiksie Working Men’s Club pulsujący rytm i narastające napięcie prowadzą do przeszywającej końcówki, w której powtarzane przez Trenta Reznora „I know you can feel it” wybrzmiewa z wyjątkową siłą. Wschodząca gwiazda electroclashu, The Dare, pompuje w swoją wersje „Shadow Over Me” tak dużą dawkę pozytywnej dance punkowej energii, że sam James Murphy z LCD Soundsystem może poczuć na karku oddech konkurencji. Natomiast specjalista od hyperpopu, Danny L Harle, serwuje słuchaczom błyszczącą, futurystyczną wersję „Who Wants to Live Forever”, która brzmi nowocześnie i zadziornie.

 

 

Na „Tron Ares: Divergence” znajdziemy siedem premierowych kompozycji Nine Inch Nails, które z różnych powodów nie trafiły na oryginalny album.

Niepublikowane fragmenty z sesji „Tron Ares: OST”

Podobnie jak w przypadku wydanego sześć miesięcy wcześniej soundtracku, otrzymujemy dynamiczne, industrialne utwory odzwierciedlające futurystyczną estetykę serii Tron („Godmode”), syntezatorowe odjazdy w stylu lat 80. („Operand”) oraz ambientowe, senne perełki przypominające serię „Ghosts” („Zero State”, „A Framework”). Każdy z tych utworów, wpleciony pomiędzy remiksy zaproszonych gości, współtworzy z nimi spójną i przemyślaną całość. Nawet jeżeli ktoś nie toleruje albumów z przeróbkami, to właśnie dla tych siedmiu oryginalnych kompozycji NIN warto sięgnąć po ten krążek.

 

„Tron Ares: Divergence” to długo wyczekiwany powrót Nine Inch Nails do pełnowartościowych albumów z remiksami, które od zawsze stanowiły istotny element ich dyskografii. Na płycie znalazły się reinterpretacje przygotowane przez prawdziwą śmietankę współczesnej sceny elektronicznej, dające utworom z podstawowego soundtracku drugie życie. To jednocześnie spojrzenie w przyszłość i hołd dla korzeni muzyki elektronicznej. Reznor, wizjoner, który na początku lat 90. wprowadził industrial na salony i później stał się jednym z najważniejszych twórców muzyki filmowej, inspiruje kolejne pokolenia artystów, a teraz po raz kolejny daje im możliwość przetworzyć swoje dzieła na własny sposób. „Divergence” nie jest tylko dodatkiem do „Tron Ares: OST” – to manifest kreatywności i dowód, że Nine Inch Nails wciąż potrafi zaskakiwać i inspirować. W skali szkolnej, ode mnie mocne 4,5/6.

 

Grzegorz Bohosiewicz

 

„Tron Ares: Divergence” swoją premiere w wersji fizyczej będzie mieć dopiero 5 czerwca, ale płytę, możecie zamówić w przedsprzedaży w oficjalnym polskim sklepie Universal Music (tutaj).

 

IKS
Udostępnij i poleć znajomym!

Dodaj komentarz

IKS

SztukMix - Strona poświęcona szeroko pojętej sztuce

© SztukMix 2020