IKS

Mayhem – „Liturgy of Death” [Recenzja], dystr. Sony Music Entertainment

Mayhem od dawna jest jednym z tych zespołów, które nie są oceniane wyłącznie przez pryzmat muzyki. Historia, ideologia oraz estetyka norweskiej formacji wrosły w fundamenty black metalu tak głęboko, że każda kolejna płyta staje się wydarzeniem nacechowanym znaczeniem i ciężarem przeszłości, „Liturgy of Death” nie próbuje się odcinać od tego dziedzictwa – wręcz przeciwnie, przyjmuje je świadomie, wpisując się w narrację zespołu jako kolejny akt długiego, mrocznego rytuału.

Ostatnie lata działalności Mayhem to czas stabilizacji składu. Najmłodszy stażem w grupie jest gitarzysta Charles „Ghul” Hedger, który w Mayhem gra już 14 lat. Po wydanym w 2019 roku albumie „Daemon” zespół nie tyle szukał nowych form wyrazu, co doprecyzowywał te już wypracowane. Środek ciężkości przesunął się z brutalnej prowokacji w stronę chłodnej, niemal ceremonialnej ekspresji. Koncertowa aktywność i selektywne wydawnictwa poboczne utwierdzają w przekonaniu, że Mayhem funkcjonuje coraz bardziej jako projekt konceptualny, a nie klasyczna formacja metalowa reagująca na rynkowe impulsy. Osobiście cenię tę stałość i spójność wizji – w czasach, gdy wiele zespołów podąża za trendami, Norwegowie pozostają wierni sobie.

 

W poczynaniach Necrobutchera i Hellhammera, założycieli Mayhem, widać rosnący dystans wobec własnej legendy. Zespół przestał epatować historią dosłownie, nie próbując jej ani reinterpretować, ani podtrzymywać wprost. Skupił się na budowaniu muzyki jako doświadczenia – gęstego, niekomfortowego, pozbawionego punktów zaczepienia dla przypadkowego słuchacza. „Liturgy of Death” wyrasta z tej potrzeby: nie tyle kontynuacji, co utrwalenia określonego sposobu myślenia o black metalu jako formie rytuału, a nie jedynie gatunku.

 

zdj. materiały promocyjne

 

„Liturgy of Death” wciąga od pierwszych dźwięków, otaczając słuchacza gęstą, niemal ceremonialną atmosferą. Muzyka prowadzi przez przestrzeń chłodnej refleksji, gdzie napięcie splata się z chwilami wytchnienia, a rytm i brzmienie tworzą hipnotyczną narrację. Album fascynuje bardziej zanurzeniem w dźwiękach niż klasyczną dynamiką czy melodyjnymi kulminacjami. Czułem się momentami jak uczestnik rytuału – nie każdy to wytrzyma, ale dla mnie było to wciągające i intensywne doświadczenie. To muzyka wymagająca uwagi, ale w pełni nagradzająca cierpliwego słuchacza swoją mroczną głębią.

Największą siłą płyty pozostaje jej atmosfera. Mayhem z chirurgiczną precyzją buduje napięcie poprzez oszczędność środków i konsekwentne operowanie chłodnym, niemal obojętnym tonem. Partie wokalne Attili Csihara balansują między deklamacją a rytualnym śpiewem, potęgując wrażenie obcowania z czymś bardziej mistycznym niż stricte muzycznym. Utwory takie jak „Funeral of Existence”, „Realm of Endless Misery” czy „Propitious Death” pokazują mistrzostwo w konstruowaniu hipnotycznej narracji, gdzie instrumentarium służy przede wszystkim nastrojowi, a nie popisowi technicznemu.

 

 

Słabsze strony „Liturgy of Death” ujawniają się tam, gdzie konsekwencja zaczyna ocierać się o monotonię. Środkową część albumu, reprezentowaną przez „Aeon’s End”, cechuje subtelna jednorodność, a różnice między kolejnymi utworami zacierają się na tyle, że całość może wydać się hermetyczna. Mayhem świadomie rezygnuje z kontrastów i wyraźnych kulminacji: z jednej strony wzmacnia to spójność, z drugiej – odbiera płycie momenty dramatycznej eksplozji. Kończące album „The Sentence of Absolution” podtrzymuje ten mroczny, rytualny klimat, podobnie jak bonusowe „Life Is a Corpse You Drag” i „Sancta Mendacia” w wydaniu rozszerzonym, choć nie wprowadzają one znacząco nowych wątków.

 

„Liturgy of Death” to płyta, która nie próbuje nikogo przekonywać ani uwodzić. Mayhem pozostaje wierny własnej wizji, oferując materiał chłodny, powściągliwy i wymagający skupienia. To album, który lepiej funkcjonuje jako całościowe doświadczenie niż zbiór pojedynczych utworów, dla słuchacza gotowego wejść w narzucony rytm i zaakceptować jego surowe reguły. Nie jest to wydawnictwo przełomowe, ale jako kolejny rozdział w historii zespołu jest spójne, świadome i bezkompromisowe.

 

 

Szymon Pęczalski

 

 

Zachęcamy też do przeczytania:

 

wywiadu z Necrobutcherem

 

 

Pamiętajcie, żeby wspierać swoich ulubionych artystów poprzez kupowanie fizycznych nośników, biletów na koncerty oraz gadżetów i koszulek.

 

IKS
Udostępnij i poleć znajomym!

Dodaj komentarz

IKS

SztukMix - Strona poświęcona szeroko pojętej sztuce

© SztukMix 2020