IKS

Małgorzata Gorol (aktorka) [Rozmowa]

„Zdarza mi się czegoś nie umieć. Akceptuję to” – mówi w poniższym wywiadzie Małgorzata Gorol. Porozmawialiśmy również o aktorstwie „bez napinki”, przejmowaniu pałeczki po Arkadiuszu Jakubiku, macierzyństwie w cieniu mrocznej historii drugiego sezonu „Klangora” (emitowanego na platformie Canal +) oraz o potrzebie dotykania tematów niewygodnych. To szczera rozmowa o zawodowej dojrzałości, emocjonalnej higienie i rolach, które zostają pod skórą.

 

 

Mariusz Jagiełło: W jednym z wywiadów powiedziałaś, że nie do końca czujesz się „superprofesjonalną” aktorką i że czasami czujesz się jak amatorka. Zaskoczyło mnie to, biorąc pod uwagę twoją wieloletnią karierę. Czy to poczucie daje Ci więcej luzu czy raczej niepokoju? I co właściwie masz na myśli, mówiąc, że czujesz się czasami jak amatorka?

 

 

Małgorzata Gorol: Jestem profesjonalną aktorką i mam tego pełną świadomość. Jestem jednak aktorką niezwykle intuicyjną a nie perfekcyjną technicznie. Zdarza mi się czegoś nie umieć. Akceptuję to. Zdarza mi się nie fiksować, czyli nie być powtarzalną. Oczywiście im dalej w las, tym rzadziej mi się to przydarza, ale nieustannie z czymś się mierzę. To, co nazywam „amatorskim”, oznacza dla mnie coś zwierzęcego, naturalnego, pierwotnego – i myślę o tym bardzo pozytywnie. Lubię tę jakość. Wolę ją. W filmie gra się raz. Nawet powtarzając ujęcie wybiorę wariant, a nie dążenie do perfekcji swojego wyobrażenia. Doceniam pierwsze razy.

 

 

MJ: Reżyser Łukasz Kośmicki od początku wspominał, że to ty zagrasz główną rolę w drugim sezonie „Klangora”, a jednocześnie brałaś udział w castingu. Jak to obsadzenie cię w roli Heleny Zdun wyglądało w praktyce?

 

 

MG: Łukasz rzeczywiście wielokrotnie mi to powtarzał. Dopytywałam go, skąd ten pomysł, ale nigdy do końca mi tego nie wyjaśnił. Chociaż… Kilka lat temu zagrałam u Łukasza naprawdę skromny epizod w serialu „Ultraviolet”. W jednym z dwóch dni zdjęciowych, w których zamykała się moja rola, wniosłam jedynie wodę Bartkowi Gelnerowi na szpitalną salę. I to było całe zadanie na ten dzień. Łukasz powiedział wtedy żartem, że kiedyś mi da większą rolę. Tak się poznaliśmy. I dał. To znaczy zaprosił mnie na casting, który wygrałam. Ale tę anegdotę przypomniał m.in na planie „Klangora”.

 

zdj. materiały promocyjne Canal+

 

MJ: A czy ktoś cię do tego castingu namawiał?

 

 

MG: Na casting do głównej roli w serialu, który miał świetny pierwszy sezon, nie trzeba aktora namawiać. Natomiast w całym procesie bardzo wspierała mnie moja agentka, Paulina. Do dziś jej za pomoc dziękuję.

 

 

MJ: To twoja pierwsza serialowa główna rola. Czy większym wyzwaniem była świadomość, że dźwigasz drugi sezon dobrze przyjętego serialu, czy wejście w przestrzeń po Arkadiuszu Jakubiku?

 

 

MG: Dla mnie zagranie głównej roli to szczęście. Kontynuowanie serialu, który odniósł sukces, również jest szczęściem – zwłaszcza jeśli to dobry serial. Trudno byłoby mi z pełnym przekonaniem reprezentować projekt, z którego nie jestem dumna. A tutaj mamy świetny scenariusz i dobrze napisane postaci. Co do Arka – mówiłam sobie, że przejmuję po nim pałeczkę. Ale gdybym skupiła się na tym, że był świetny i bardzo lubiany, pewnie by mi to przeszkadzało. Na szczęście miałam uwagę skierowaną gdzie indziej. Staram się grać w serialach tak, jakbym grała w filmie – najważniejsza jest dla mnie zawsze jakość. Byłam przekonana, że widzowie otworzą się na Helę. Sama ją bardzo polubiłam. Arek ma w sobie coś wyjątkowego – oprócz talentu ludzie go po prostu uwielbiają. Kiedy przyjechał na plan na jeden dzień zdjęciowy, przywitano go z ogromnym entuzjazmem. Kilka osób z ekipy założyło żółte kurtki (śmiech). Ja tego dnia grałam bardzo trudne sceny, w dużym tempie, w jednym– dwóch dublach. Arek przywitał mnie z empatią, jakby symbolicznie przekazując pałeczkę. To było bardzo budujące. Jestem ciekawa, co powie, gdy zobaczy drugi sezon – jeszcze z nim o tym nie rozmawiałam.

 

 

MJ: A nie masz wrażenia, że postać Heleny jest jednak kontrowersyjna – chociażby ze względu na jej życie w Berlinie? Czy jej motywacja – powrót, by odbudować relację z córką i późniejsze poszukiwania – nie ma w sobie czegoś egoistycznego?

 

 

MG: Nie powiedziałabym, że jest kontrowersyjna. Ja Helenę uwielbiam . Ona nie przyjeżdża z planem „naprawienia relacji za wszelką cenę”. Po zniknięciu Wiktorii ma prawo się zaniepokoić – instynkt podpowiada jej, że dzieje się coś złego i trzeba córkę ratować. To nie jest próba zaleczenia dawnych ran, tylko reakcja na zagrożenie. Przy czym oczywiście inaczej szuka się dziecka, z którym codziennie miało się kontakt, a inaczej kogoś, z kim relacja była przerwana. To są różne emocje i inne napięcia.

 

zdj. materiały promocyjne Canal+

 

MJ: „Klangor” pokazuje, że kobiety – z różnych powodów – opuszczają swoje dzieci i nie jest to przedstawione zero-jedynkowo. Dlaczego twoim zdaniem kobiety są w takich sytuacjach oceniane ostrzej niż mężczyźni? I czy twórcy serialu chcieli ten temat trochę odczarować?

 

 

MG: Nigdy nie myślałam o tym w kategoriach odczarowywania. Może faktycznie tak było. Kobiety opuszczają dzieci z różnych powodów, choć częściej robią to mężczyźni. Historycznie kobiety były postrzegane jako strażniczki domostwa, a mężczyźni szli na wojnę i nie było ich przy dzieciach. Przyjęło się więc, że to kobieta jest bardziej winna, gdy odchodzi. To oczywiście niesprawiedliwe. Podobnie bywa w kontekście zdrady. Kobieta, kiedy zdradzi, praktycznie zawsze ma „przewalone”, a mężczyźnie wiele uchodzi na sucho.

 

 

MJ: A czym dla ciebie jest rodzina?

 

 

MG: „Rodzina jest najważniejsza” – jak powiedziałby Tony Soprano (śmiech). Naprawdę tak uważam i to wyczerpuje temat.

 

 

MJ: Zdjęcia do drugiego sezonu skończyły się dwa lata temu. Byłaś wtedy świeżo po urodzeniu dziecka. Czy ta historia wpływała na twoje emocje?

 

 

MG: Bardzo. To mocno na mnie oddziaływało. Musiałam się chronić, żeby nie „babrać się” w tych emocjach. Dziś mam już kolejne projekty za sobą, ale nie chcę zbyt często sięgać po tak ciężkie historie . To są delikatne sprawy. W „Klangorze” okazało się jednak, że potrafię być bardzo profesjonalna – nie przenosiłam emocji do życia prywatnego, co zdarzało mi się w przeszłości. Otwierałam je i zamykałam w sposób higieniczny. Kiedyś bardziej interesowało mnie nieszczęście, dziś już mniej. Mam poczucie, że w jakimś sensie się w tym już zrealizowałam.

 

 

MJ: Czy rola Heleny jest dla ciebie przełomem czy naturalnym etapem twojej drogi?

 

 

MG: Nie nazwałabym jej przełomową. To ważna dla mnie produkcja, bardzo dobrze wspominam czas na planie. Trudno mi wskazać jedną przełomową rolę. Na pewno taką była Dagmara w „Twarzy” Małgorzaty Szumowskiej – to mój debiut, czy pierwsza główna rola filmowa w Śubuku Jacka Lusińskiego. Ważny był też spektakl Eweliny Marciniak „Śmierć i dziewczyna” oraz spotkanie z Krystianem Lupą. Wierzę jednak, że najważniejsze role są zawsze przede mną.

 

zdj. materiały promocyjne Canal+

 

MJ: Mam wrażenie, że często wygrywasz castingi do ról wymagających dotykania trudnych, ciemnych rejonów.

 

 

MG: Tak. Widocznie mam w sobie gotowość, by w te rejony wchodzić. I robić to skutecznie.

 

 

MJ: Ale rzadko grasz na ekranie role komediowe.

 

 

MG: To prawda – właściwie tylko w „The Office PL”. I mam nadzieję, że to się zmieni. Mam już pewien przesyt ról ciężkich emocjonalnie. W teatrze częściej grałam w lżejszych instalacjach , i chciałabym teraz więcej takiego repertuaru również na ekranie .

 

 

MJ: Obecnie pracujesz nad …

 

 

MG: Właśnie powstaje film o polskich himalaistkach, gram jedną z nich. Pojawię się również w debiucie Kuby Radeja w roli przyjaciółki głównej bohaterki, którą gra Maja Pankiewicz.W w akacje zrobiłam kolejny film z Łukaszem Karwowskim, gdzie moją matkę zagrała Małgorzata Hajewska. Lubię pracować z młodymi twórcami- od kilku lat kręcę fabularny debiut Natalii Picz…i pojawię się w przyszłym roku w produkcji Netflixa. Nie narzekam.

 

zdj. Natan Berkowicz

 

MJ: Na koniec chciałbym zadać lżejsze pytanie. Kiedy kończysz pracę na planie, co lubisz oglądać prywatnie?

 

 

MG: Na pewno bardzo lubię jeździć do Wrocławia na Festiwal Nowe Horyzonty i delektować się nowymi tytułami oraz atmosferą sal kinowych. Ta impreza ma niesamowity klimat. W domu mam duży rzutnik na całą ścianę i nocami, kosztem snu, chętnie odpalę mroczny kryminał (śmiech).

 

 

MJ: Im dłużej rozmawialiśmy, tym bardziej miałem i mam wrażenie, że w twoich wyborach zawodowych najważniejsza jest odwaga – nie efekt, lecz gotowość wejścia w to, co niewygodne. Bardzo dziękuję za wspólnie spędzony czas, ta rozmowa zostawia więcej pytań niż odpowiedzi – i to chyba najlepsze, co może się wydarzyć.

 

 

MG: Lubię, kiedy spotkanie zostawia przestrzeń do dalszego myślenia, to znaczy, że było prawdziwe. Jeśli pojawiają się pytania, to znaczy, że coś w nas pracuje. I to jest dla mnie najcenniejsze. Dziękuję za ten wspólny czas.

 

 

Rozmawiał Mariusz Jagiełło

 

 

Zwiastun serialu:

 

 

Zachęcamy też do przeczytania:

 

wywiad z Nela Maciejewska (aktorka)

wywiad z Beata Bandurska (aktorka)

wywiad z Karolina Bruchnicka (aktorka)

wywiad z Mila Jankowska (aktorka)

 

IKS
Udostępnij i poleć znajomym!

Dodaj komentarz

IKS

SztukMix - Strona poświęcona szeroko pojętej sztuce

© SztukMix 2020