IKS

Lars Åhlund (Soen) [Rozmowa]

Już jutro ukaże się nowy album Soen, a emocje wokół „Reliance” rosną z każdą godziną. W rozmowie z nami Lars Åhlund opowiada o procesie twórczym zespołu, w którym każdy utwór jest emocjonalną podróżą – od ekstremalnej ciężkości po niemal minimalistyczną delikatność. Porusza kwestie dynamiki i przestrzeni w kompozycjach, rolę poszczególnych muzyków w kreowaniu materiału oraz wyjątkową więź z publicznością na scenie. Lars zdradza także, jak ważna jest autentyczność i emocje w muzyce, eksperymenty z nowymi brzmieniami oraz wpływ aktualnej sytuacji na świecie na twórczość Soen. To intymne spojrzenie na zespół, który nie tylko tworzy wyjątkową muzykę, ale i łączy ludzi swoją pasją i zaangażowaniem.

 

Ula Skowrońska Malinowska: Wasz najnowszy album już mocno poruszył Waszych fanów, a jeszcze się nie ukazał. Czy w trakcie pracy nad nim czuliście, że to będzie coś wyjątkowego?

 

 

Lars Åhlund: Chodzi o ten, który wychodzi w styczniu – Reliance? Jasne. Każdy album jest wyjątkowy, a najnowszy zawsze wydaje się tym najlepszym. W każdy album i każdy utwór wkładamy ogrom pracy, emocji i czasu – od pisania i aranżacji po produkcję. Dlatego to zawsze coś bardzo szczególnego. Można tylko mieć nadzieję, że połączy się z fanami i dotrze do kolejnych osób. Przede wszystkim jednak robimy to dla siebie. Robimy to, bo kochamy muzykę i wierzymy, że to, co tworzymy, jest dobre. Kiedy muzycy wkładają duszę w muzykę, fani to czują i słyszą.

 

 

USM: Jeśli robi się coś tylko „bo trzeba”, to nie jest prawdziwe – to po prostu dźwięk. A gdy muzyka niesie emocje, słuchacze od razu wyczuwają jej autentyczność.

 

 

LÅ: Dokładnie. Mamy szczęście, że mamy platformę, dzięki której możemy tworzyć muzykę, którą kochamy, grać dla fanów i spotykać się z nimi. To coś, co trzeba szanować i traktować poważnie, a nie lekceważyć.

 

 

USM: Wasza muzyka ma ogromną emocjonalną głębię i atmosferę. Co jest dla ciebie najważniejsze w przekazywaniu emocji poprzez muzykę?

 

 

LÅ: To dobre pytanie. Traktujemy naszą muzykę bardzo serio. Nie chcemy robić rzeczy od niechcenia. Jesteśmy na scenie od dłuższego czasu i ciężko pracowaliśmy, żeby znaleźć się w tym miejscu, więc ważne jest, by być za to wdzięcznym. Nie ma jednej rzeczy ważniejszej od innych – liczy się cały projekt.

 

zdj. Mariusz Jagiełło

 

USM: Wasze brzmienie balansuje między kruchością a siłą. Jak podchodzicie do dynamiki i przestrzeni w kompozycjach?

 

 

LÅ: Wszyscy mamy różne muzyczne korzenie. Ja słucham dużo jazzu, ale też ciężkiej muzyki. Martin jest wielkim fanem Pink Floyd, a dorastał na black i extreme metalu. Ponieważ te dwa światy są w nas obecne, wszystko wychodzi naturalnie. Każdy utwór traktujemy jak podróż – od ciężkich do delikatnych momentów. Możemy grać bardzo ciężko, ale też miękko, jazzowo i przestrzennie. To jedna z naszych mocnych stron i coś dość unikalnego.

 

 

USM: Porozmawiajmy o współpracy przy aranżacjach. Jak obecnie wygląda wasz proces twórczy?

 

 

LÅ: Najczęściej Martin pisze bardzo dużo – setki pomysłów na każdy album. Gdy ma ich już sporo, przynosi je mnie i Joelowi. Przeglądamy wszystko i składamy z tego całość. Ja dokładam pomysły aranżacyjne – gdzie coś można rozbudować, gdzie dodać smyczki, jak wzmocnić dany fragment. Martin jest główną siłą twórczą, ale razem z Joelem pomagamy kształtować materiał. Cody dorzuca też partie gitarowe, solówki i leady, które wynoszą muzykę na kolejny poziom.

 

 

USM: Czyli jest pewnego rodzaju lider w procesie twórczym?

 

 

LÅ: Najczęściej tak, ale to się zmienia. Czasem ja przynoszę utwór, czasem Joel. Czasem piszemy razem w różnych konfiguracjach.

 

zdj. Mariusz Jagiełło

 

USM: Wasze koncerty są intensywne i bardzo emocjonalne. Co znaczy dla ciebie kontakt z publicznością na scenie?

 

 

LÅ: Znaczy dla mnie wszystko. Granie na żywo to moja ulubiona część bycia w zespole. Kocham pracę w studiu, ale koncerty są numerem jeden. Czasem widzisz największego metalowego twardziela, który płacze podczas ballady. Widzieć w oczach ludzi, że muzyka i teksty naprawdę do nich trafiają – to ogromnie poruszające.

 

 

USM: Wizualna strona waszych występów też buduje atmosferę. Jak ważna jest scenografia i nastrój?

 

 

LÅ: Zdecydowanie to coś dodaje, ale dobry zespół powinien być w stanie zagrać nawet przy czarnym tle i nadal porwać publiczność. Oczywiście światła i scenografia wzmacniają odbiór, ale to zawsze kompromis – koszty, transport, wielkość ekipy. Coraz bardziej staramy się też, by koncert był opowieścią od początku do końca, a nie tylko zbiorem utworów.

 

 

USM: Wasza muzyka często dotyka poważnych tematów. Czy sztuka powinna nieść przekaz, wzbudzać emocje, czy łączyć jedno z drugim?

 

 

LÅ: Może robić wszystko naraz. Utwory mogą być bardzo osobiste albo dotyczyć konfliktów na świecie, złego przywództwa czy podzielonego społeczeństwa. Podróżując jako muzyk, widzisz różne kultury, ale też to, że wszyscy dzielimy te same podstawowe emocje. O tym warto mówić w muzyce.

 

 

USM: Wracając do Waszego nowego albumu, który ukaże się w styczniu. Czego możemy się po nim spodziewać? To kontynuacja czy coś nowego?

 

 

LÅ: Będą niespodzianki. To kontynuacja, ale cały czas idziemy do przodu. Są tam najcięższe fragmenty, jakie kiedykolwiek nagraliśmy, ale też jedne z najdelikatniejszych. Mam poczucie, że niektóre utwory są najsilniejsze w naszej historii.

 

zdj. Mariusz Jagiełło

 

USM: Emocje są kluczowe w waszej muzyce. Jaki kierunek emocjonalny obieracie tym razem?

 

 

LÅ: Ten album jest bardziej introspektywny. Nadal są utwory o świecie, ale więcej jest spojrzenia w głąb siebie.

 

 

USM: Czy eksperymentowaliście z nowymi brzmieniami?

 

LÅ: Tak. Pracowaliśmy z tym samym producentem co wcześniej, ale tym razem odpowiadał za całość produkcji i nagrań. Alexander Backlund to świetny muzyk, ma dobre ucho i świeże pomysły. Ta współpraca przyniosła nowe brzmienia.

 

 

USM: Jakie elementy tożsamości Soen pozostają w centrum nowego albumu?

 

 

LÅ: Emocjonalność na pewno. Rozwinęliśmy oba bieguny – ciężki i delikatny. Jeden z utworów nagraliśmy praktycznie tylko na fortepian i wokal, z dodatkiem smyczków. Album przechodzi więc od ekstremalnej ciężkości do niemal nagiej formy.

 

 

USM: Czy obecna sytuacja na świecie wpłynęła na album?

 

 

LÅ: Zawsze wpływa. Każdy album jest odbiciem tego, co dzieje się wokół i naszych myśli na ten temat.

 

 

USM: Jak widzisz rozwój Soen wraz z tym wydawnictwem?

 

 

LÅ: Trasa będzie ciekawa. Zaczynamy na początku lutego, a pełny cykl Reliance ruszy w marcu. Show nie jest jeszcze w pełni zaplanowane, ale zagramy dużo nowego materiału i wrócimy do starszych utworów. Mamy nadzieję, że ludzie połączą się z tym albumem i ruszą z nami w tę podróż.

 

 

USM: Bez zdradzania zbyt wiele – czy jest jeden utwór z nowej płyty szczególnie dla ciebie ważny?

 

 

LÅ: Tak – Discord i Indifferent. Te dwa są dla mnie wyjątkowe. Discord może być kolejnym singlem. Myślę, że ukaże się jeszcze przed albumem.

 

 

USM: Nie mogę się doczekać, aż je usłyszę. Dziękuję za rozmowę. Mam nadzieję, że zobaczymy się na trasie.

 

 

LÅ: Dziękuję. Do zobaczenia na koncertach. Trzymaj się.

 

 

Rozmawiała Ula Skowrońska-Malinowska

 

 

 

Obserwuj nas w mediach społecznościowych:

👉 Facebook

👉 Instagram

 

IKS
Udostępnij i poleć znajomym!

Dodaj komentarz

IKS

SztukMix - Strona poświęcona szeroko pojętej sztuce

© SztukMix 2020