IKS

Kozyrska x Sieczak – „Prosto w serce” [Recenzja] wyd. KXS Production

Duet Kozyrska x Sieczak działa od 2018 roku w Gdańsku. Od początku tworzą nostalgiczny pop połączony z gitarową finezją i współczesną alternatywą. Ich debiutancki album „Nowe Niebo” został płytą tygodnia radiowej Jedynki i był chwalony za szczerość oraz delikatność przekazu. Te cechy pozostają jedną z największych zalet i atrybutów również w ich najnowszym projekcie. „Prosto w serce” to zbiór dziesięciu utworów, które łączy motyw miłości – tej intymnej, czasem pełnej tęsknoty, a czasem obecnej między dwojgiem ludzi. Muzycznie projekt osadzony jest w stylu alt-popu, indie i romantycznego soft rocka, ale mimo spójności gatunków, każdy utwór próbuje opowiadać o emocjach w nieco inny sposób. Album powstał we współpracy z Łukaszem Sieradzkim – producentem i realizatorem znanym ze współpracy m.in. z Krzysztofem Zalewskim, Julią Pietruchą czy Wiktorem Dydułą, co w wielu momentach da się wyczuć, zarówno w brzmieniu, jak i w podejściu do projektu.

Cała płyta już na początku 2024 roku została zapowiedziana utworem „Do mnie mów”. Piosenka jest przyjemnym akustycznym wstępem, a wokal Kozyrskiej naturalnie wpisuje się w klimat albumu. Niestety w tekście szybko widzimy największą słabość projektu, czyli banalność. Linijki w stylu „opowiedz, jak ci minął dzień, historie twoje chłonąć chcę” czy „mów do mnie, do mnie mów” są przewidywalne, a historia utworu sprawia wrażenie chaotycznej. Brzmieniowo wszystko się zgadza, bo syntezatory, akustyczna perkusja i gitary brzmią poprawnie, ale zapętlony motyw szybko się nudzi. W połączeniu z tekstem całość wypada zbyt bezpiecznie.

 

Kolejny utwór, „Ucieknijmy”, jest znacznie lepszy. Lekkość wokalu i bardziej szczery tekst sprawiają wrażenie, jakby artyści faktycznie przelali emocje na papier. „I nawet jeśli sensu brak, wiem, że to ta jedyna” brzmi autentycznie i pasuje do idei albumu. Dominują gitary elektryczne w stylu retro, skoczna perkusja i rytmiczny cykacz. Całość ma lekko westernowy vibe, ale to raczej moje subiektywne skojarzenie, które działa na korzyść utworu. Następna piosenka, „Tęsknię”, dobrze oddaje uczucie tęsknoty, jednak znów pojawia się problem tekstowego chaosu. Autorka śpiewa o wszystkim i o niczym, co można uznać za zabieg celowy, chociażby przez wers: „A ja tęsknię, częściej niespokojne myśli mam”, ale –jako słuchaczowi – brakuje mi spójności narracyjnej. Prosty beat, lekki bas, czteroakordowe pianino i oldschoolowe gitary nie są moim ulubionym sound selectem, choć w połączeniu z delikatnym wokalem Kozyrskiej nadal brzmi to przyzwoicie.

 

zdj. Karol Kacperski

 

Po tęsknocie pojawia się jeden z lepszych utworów na płycie. „Ostatni” to energetyczny upbeat, który kojarzy się z sierpniowym melancholijnym wieczorem pełnym ciepła. Tekst „Sierpień, przywitał nas tysiącem złotych barw, ciepłe dni, białe noce, południowy wiatr” brzmi bardzo ładnie, wręcz poetycko. Mimo wcześniejszych zarzutów o chaos, emocje faktycznie są czytelne. Jedyny minus to zbyt długi wstęp, choć to raczej efekt dzisiejszego skróconego „attention span” niż realna wada utworu.

O wadach nie możemy z kolei mówić przy jednym z bardziej wzruszających numerów albumu, nastawionym na „poruszenie serca”. „Zanim zniknie strach” ma klimat bliższy „Circles” Post Malone’a niż depresyjnym brzmieniom à la Lil Peep czy Radiohead. Refren jest spokojny, ale bardzo chwytliwy i zapada w pamięć. Tutaj prostota tekstu nie przeszkadza, a lekkie gitary, delikatne chórki i schowana perkusja tworzą spójną, emocjonalną całość. Przy „Trzeba nam”, riff gitarowy przywodzi na myśl „Attention” Charliego Putha, i to porównanie naprawdę ma sens. Artyści zaznaczają, że „trzeba nam ciepła i słońca na szare dni”, a sam utwór jak najbardziej spełnia swoją funkcję i działa jak „rozświetlacz” w chwilach mroku. Momentami jednak sprawia wrażenie, jakby autorzy próbowali na siłę upchnąć zbyt wiele myśli naraz, na przykład „lato za krótko trwa, zima myśli złe… oddalamy się”. Przy chórkach w refrenie odnoszę podobne wrażenie, bo słowa „więcej miłości, więcej czułości” pojawiają się trochę znikąd, przez co całość brzmi wymuszenie.

 

Naturalnie brzmi za to „Zaopiekuj” – minimalistyczny beat, prosty bas, gitara i klasyczna perkusja. Bardzo ciekawie zrealizowany retro zabieg z syntezatorem w refrenie, który wyraźnie dzieli utwór na część A i B. Bridge, mimo niewielkich zmian, robi robotę. Tekst nie jest wielowątkowy, ale refren „zaopiekuj się mną więcej, możesz zadomowić mnie” idealnie oddaje lekkość, domowe ciepło i emocjonalny sens utworu. Warto dodać, że piosenka wspiera działania SOS Wiosek Dziecięcych, a teledysk z udziałem dzieci z Sopockiego Teatru Muzycznego Baabus Musicalis dodaje jej dodatkowego znaczenia.

 

 

Poważniejszym numerem z cięższym brzmieniem, solidnym basem i ciekawym riffem gitarowym jest „Zostań”. Jednak tutaj też tekstowo robi się zbyt prosto. Rymy są przewidywalne, artyści rymują „zostań… prosta… offline… wiosna”. Emocje są, ale brakuje głębi i świeżości. Rozumiem, że celem utworu nie była domniemana głębia i poruszenie problemów społecznych, ale niestety brzmi to zbyt prosto. Całość brzmi jak stabilna polska „radiówka”. Dziewiąty utwór, „Znów nie w porę”, to mój faworyt całego albumu. Tutaj dominują intrygujące gitary z chorusem i vintage’owym klimatem, który przywołuje skojarzenia z Arctic Monkeys. Tekst jest powtarzalny, ale tutaj to działa, bo refren wchodzi naturalnie, a całość jest wręcz zmysłowa i intymna. To jeden z najmocniejszych punktów albumu. Ostatnim już utworem jest „Pozwól mi”, czyli typowe zamknięcie płyty. Rozumiem „dogłębność” tego utworu, ale tekst momentami brzmi jak zlepek emocjonalnych myśli, na przykład: „pozwól mi być blisko tak jak nikt, za bardzo chciałam sama teraz ty”. Klimat dzięki reverbowym gitarom i spokojnemu tempu podtrzymuje poziom piosenki. Największą zaletą jest jednak fakt, że całość trwa ponad cztery minuty, ale ani przez moment się nie dłuży.

 

Podsumowując, największą zaletą albumu „Prosto w serce” jest czytelność intencji artystów. To album, z którym łatwo się zżyć, nawet jeśli nie jest przełomowy czy nie stanie się „legendarnym”. Vibe jest spójny i, mimo chaotyczności lirycznej, emocje są autentyczne, a całość jest bardzo przystępna w odbiorze już od pierwszego odsłuchu. Jak sami artyści podkreślają: „Nie chcieliśmy gonić za trendami ani robić czegoś na siłę. Chcieliśmy, żeby te piosenki były prawdziwe”. I dokładnie to słychać. To bez wątpienia ważny krok w ich artystycznym rozwoju i wejście na nowy poziom, nawet jeśli nie wszystko trafia idealnie w punkt. Album nie jest jeszcze opus magnum, ale wśród dzisiejszej muzyki znacznie wyróżnia się swoją szczerością, której tak bardzo brakuje wielu artystom.

 

Erik Zarbock

 

Pamiętajcie, żeby wspierać swoich ulubionych artystów poprzez kupowanie fizycznych nośników, biletów na koncerty oraz gadżetów i koszulek.

 

 

Obserwuj nas w mediach społecznościowych:

👉 Facebook

👉 Instagram

IKS
Udostępnij i poleć znajomym!

Dodaj komentarz

IKS

SztukMix - Strona poświęcona szeroko pojętej sztuce

© SztukMix 2020