Choć pochodzą z mroźnej Finlandii, ich muzyka rozgrzeje serce niejednego zmarźlucha. Występują od ponad dwudziestu lat, a energii mógłby pozazdrościć im chyba każdy. Korpiklaani – w tłumaczeniu na polski „Leśny klan” – powraca do Polski już lada dzień, i to z mocną ekipą: w towarzystwie zespołów Finntroll, Heidevolk, TrollfesT oraz The Dread Crew of Oddwood. Finowie zapraszają na folk-metalowe szaleństwo aż w czterech miastach: Gdańsku, Warszawie, Krakowie oraz Wrocławiu. Chwilę przed Heidenfestem udało nam się porozmawiać z wokalistą, Jonne Järvelą, oraz perkusistą – Samuli Mikkonenem. W rozmowie opowiedzieli o tym, jak Finlandia wpływa na ich muzykę, dlaczego zmiany w zespole są dobre, co sądzą o kierunku, w jakim zmierza obecnie folk-metal, a także… jaki alkohol lubią najbardziej. Było dużo śmiechu, ale i folkowo-metalowej energii ze strony tych fantastycznych chłopaków. Serdecznie zapraszamy do lektury!
Natalia Glinka-Hebel: Bardzo się cieszę, że możemy porozmawiać. Mój mąż torturuje mnie waszą muzyką. Jest wielkim fanem folk metalu, więc mam też jedno lub dwa pytania od niego, ale kiedy zaczęłam słuchać waszej muzyki, przyszło mi do głowy coś innego – zastanawiałam się, jaki jest wasz ulubiony alkohol. Piwo, tequila, wódka? Bo wszystkie te trunki pojawiają się w waszych piosenkach. (śmiech)
Jonne Järvelä: To chyba będzie… piwo! (podnosi puszkę piwa).
NGH: O, przepraszam, na zdrowie! Mam niestety tylko wodę. Jakieś konkretne piwo?
JJ: Oczywiście, darmowe! Takie jest najlepsze. (śmiech)
Samuli Mikkonen: Darmowe jest najlepsze, to prawda. (śmiech)
NGH: Macie własną markę piwa? Dobrze widzę?
JJ: Tak, to jasne piwo typu pale ale.
SM: Tak, jest naprawdę bardzo dobre.

NGH: Wow, genialne! Zabierzcie je ze sobą koniecznie w trasę!
JJ: Byłoby fajnie. W sumie producent, Lammin Sahti, ma zapasy w Niemczech.
SM: Tak, postaramy się zabrać je na trasę.
NGH: Koniecznie!
JJ: Zabierzemy je do autobusu.
NGH: Tylko nie wypijcie wszystkiego po drodze. (śmiech)
JJ: Postaramy się zostawić trochę dla was.
NGH: Nie będę nawet próbowała wymówić tytułów waszych utworów, przepraszam. Znam tylko jedno słowo w języku fińskim – perkele. Mój wujek używał go bezustannie, kiedy byłam dzieckiem. Wydawało mi się wtedy bardzo zabawne, i jako mały szkrab chodziłam i powtarzałam w kółko perkele, dopóki nie zdałam sobie sprawy, co to znaczy. Chciałabym zapytać was teraz trochę o fińską kulturę. Gdyby Finlandia miała cieplejszy, nie tak surowy klimat, czy nadal śpiewalibyście tak dużo o alkoholu i zabawnych rzeczach? Czy zmieniłoby się to, gdybyście dorastali i rozwijali się w miejscu o innym klimacie?
JJ: Myślę, że miałoby to wpływ na to, co robimy.
SM: Tak, zdecydowanie. Te pory roku, kiedy w ciągu dnia mamy tak mało światła – oczywiście, że ma to na nas wpływ.
JJ: W tej chwili na zewnątrz jest zupełnie ciemno.
NGH: U nas w Polsce jest podobnie. Mam wrażenie, że nasze kraje są trochę podobne, jeśli chodzi o klimat. Może w Polsce nie jest tak surowo jak w Finlandii, ale mam wrażenie, że polski folk metal jest trochę podobny do fińskiego. Przeczytałam jedną rzecz o waszym zespole, która mnie zaciekawiła: niektórzy twierdzą, że w waszym przypadku najpierw był folk, a potem dodaliście do niego metal. Zastanawiam się, jak to postrzegacie i czy zgadzacie się z tym, a jeśli tak, to która część tego gatunku folk metalowego jest dla was ważniejsza – folk czy metal?
JJ: Mogłaś odnieść takie wrażenie, bo melodie i instrumenty ludowe są w naszym przypadku tak istotne, że stały się naszymi instrumentami solowymi. Nie mamy solówek gitarowych ani w tym stylu. Te skrzypce i akordeony są naprawdę ważne i słychać je przez cały czas.
SM: Tak, a do tego dochodzą nasze korzenie – Korpiklaani wywodzi się z folkowego duetu Jonne’a, Shamaani Duo. Zaczęło się w 1995 roku, ukazała się wtedy pierwsza płyta; była to muzyka folkowa, a potem pojawiła się gitara elektryczna. Nasz twórczość wyewoluowała z muzyki folkowej i nadal uważam, że jest to rodzaj muzyki folkowej z elementami metalu, a nie na odwrót.
NGH: Mam wrażenie, że również w Polsce muzyka folk metalowa jest obecnie dość popularna. Jeśli pomyśleć o Europie – a może także o Stanach Zjednoczonych – to jak oceniacie kierunek, w którym zmierza obecnie folk metal? Możemy zauważyć pewne eksperymenty z większym wykorzystaniem elektroniki; elementy folkowe są nadal silne i wyraźne, ale muzyka staje się bardziej nowoczesna. Jakie są wasze wrażenia i czy podoba się wam ten kierunek?
JJ: Tak, podoba mi się to. Podoba mi się, że młodzi ludzie robią to po swojemu, nadają temu bardziej nowoczesny charakter i dodają nowe elementy. Dzięki temu ta muzyka pozostaje żywa.
SM: Tak, to ważne.
JJ: Tak, lubię te nowości. My, stare pierniki, nadal możemy grać naszego rock’n’rolla. (śmiech)
SM: Jak powiedział Jonne, dzięki temu ten gatunek muzyczny pozostaje żywy. Oczywiście ważne jest, aby zespoły takie jak Korpiklaani miały swoje własne fundamenty, a wielu naszych fanów tworzy teraz własną muzykę. To bardzo fajne.
JJ: Kopiowanie innych zespołów nigdy nie było dobrym rozwiązaniem. Na Spotify jest tak wiele nowych muzyki. Trzeba znaleźć własną drogę – w ten sposób zdobywa się własną publiczność. Obecnie jest to jeszcze trudniejsze niż kiedyś.
NGH: Może i jest naprawdę dużo nowej muzyki, ale wy stworzyliście własną markę – wasza muzyka jest bardzo specyficzna; kiedy ktoś jej słucha, wie, że to Korpiklaani, choć jednocześnie nie brakuje wam pomysłów. Każdy z albumów jest inny. Czy planujecie pozostać wierni swoim korzeniom, i nadal nagrywać swoisty ortodoksyjny folk metal, czy zamierzacie trochę poeksperymentować? Dodać inne instrumenty, może więcej elektroniki… Innymi słowy, w jakim kierunku, waszym zdaniem, podąży zespół w ciągu najbliższych kilku lat?
JJ: Myślę, że nie dodamy żadnych nowych instrumentów ani nic w tym rodzaju, ale może poeksperymentujemy z graniem w różnych stylach, pobawimy się w nieco bardziej muzyczny sposób. Szukamy różnych ścieżek, aby zachować świeżość.
SM: Korpiklaani nie ma w tym zakresie żadnych ograniczeń. Jeśli słyszymy coś dobrego i tworzymy coś dobrego, wszystko jest dozwolone. Nie ma żadnych sztywnych zasad dotyczących naszej muzyki. Wszystko, co brzmi dobrze i sprawia, że czujemy się dobrze, to my.
JJ: Koniec końców nawet jeśli bawimy się różnymi stylami i gatunkami, z jakiegoś powodu zawsze brzmi to jak Korpiklaani.
NGH: Dokładnie, o to mi chodziło. Nawet wasze covery są rozpoznawalne – ostatnio nagraliście cover utworu Anthrax, Got the Time, ale nadal słychać, że to Korpiklaani. Skąd wziął się pomysł na cover właśnie tego utworu?
JJ: To było chyba podczas trasy No Prayer for the Dying lub Fear of the Dark Iron Maiden. Anthrax był tam, bo właśnie ukazał się ich album Persistence of Time i supportowali Maidenów. Zagrali wtedy ten utwór. To był cholernie dobry hit. To był najlepszy utwór Anthrax tego wieczoru. Pomyślałem, że może całkiem dobrze pasować do folku, bo w tym utworze jest coś wyjątkowego. Spróbowaliśmy i wyszło naprawdę dobrze.
SM: Zawsze, nawet gdy gramy covery, mimo że nie zmieniamy zbyt wiele, gdy nasza szóstka zagra swoją wersję, to nadal brzmi jak Korpiklaani.
NGH: Dokładnie, ten utwór bardzo pasuje do waszej energii. A skoro mowa o tej piosence – jestem ciekawa, jak wygląda wasz proces twórczy. Zaczynacie od brzmienia? A może od tekstu; czy słyszycie coś, macie przebłysk i po prostu za nim podążacie?
JJ: Dla mnie najważniejsza jest melodia – najpierw słyszę ją w głowie, a potem zaczynam pisać piosenkę. Coś przychodzi mi do głowy, próbuję to zrealizować i stopniowo powstaje konkretny utwór. Czasami może to być riff, a potem melodia do niego. Najczęściej jednak najpierw pojawia się melodia. Teksty nigdy nie powstają jako pierwsze. Zawsze piszemy je do gotowych piosenek.
SM: Tak, a Jonne ma wiele różnych instrumentów – kiedy tylko bierze do ręki nowy instrument, po prostu zaczyna coś komponować. Często powstaje z tego gotowy utwór.

NGH: Mówisz o tym tak, jakby stworzenie chwytliwej piosenki było takie proste. Ja powiedziałabym raczej, że to supermoc, którą posiadacie: z prostego pomysłu w głowie potraficie stworzyć hit, przy którym tłumy mogą tańczyć i pogować. To niesamowite. Przez wszystkie lata twórczości współpracowaliście z różnymi artystami; skład zespołu również się zmieniał. Od dłuższego czasu gracie z Oli. W jednym z poprzednich wywiadów Jonne powiedział, że zespół zawsze staje się lepszy po zmianie składu. Nadal tak uważasz?
JJ: Z jakiegoś powodu mieliśmy naprawdę dużo szczęścia. Mamy bardzo dobrych muzyków, i tak było też wcześniej. Ale zawsze był jakiś powód, dla którego nie są już w zespole. Często zdarzało się, że trochę znudziły ich trasy koncertowe lub zaczęli myśleć o czymś innym. W ten sposób przestali być tak bardzo zaangażowani w działalność zespołu. Oczywiście, grasz w studiu, a także na scenie. Kiedy do zespołu dołącza nowy członek, jest zawsze zmotywowany, pełen pomysłów i szczęśliwy, że może być częścią tego projektu. W ten sposób zawsze zyskujemy nowy, świeży impuls. Cały zespół jest lepszy. Mamy szczęście, że dołączył do nas Samuli. Robi o wiele więcej niż tylko gra na perkusji – produkuje i pisze teksty; pomaga mi w tworzeniu piosenek, komponowaniu i wielu innych rzeczach. To samo dotyczy Oliego – pisze piosenki i zawsze jest bardzo zaangażowany. Pod wieloma względami jest jednak dość surowy (zmienia głos, udając, że jest Olim): „Dzisiaj nie pijesz więcej piwa. Mamy koncert do zagrania. Przestańcie pić, kurwa”. (śmiech) Ale tak, to dobrze. Ten zespół potrzebuje takich rzeczy. To właśnie miałem na myśli, mówiąc, że ostatecznie zawsze zmiany były dobre dla zespołu. Być może w momencie, gdy dochodzi do takich dramatów, nie wydaje się to takie oczywiste. Ale zawsze, gdy spojrzysz wstecz, okazuje się, że faktycznie jesteśmy lepsi.
SM: Oczywiście mogę mówić tylko za siebie, jeśli chodzi o obecną sytuację w zespole, ale uważam, że to najsilniejszy skład w historii. Wszyscy są bardzo zmotywowani i chcą kontynuować swoją działalność, tworzyć lepsze albumy i dawać lepsze koncerty.
JJ: Naprawdę dobrze jest być w tym zespole. Dlatego też – ponieważ często zespoły swoje najlepsze płyty nagrywają na początku działalności – nadal tworzymy mocne albumy, lepsze niż poprzednie. Bardzo mi się to podoba. Mam już ponad 50 lat…
NGH: Nie wyglądasz na tyle! Może po prostu odmładza cię robienie tego, co kochasz.
JJ: Dlatego trzymamy kamerę trochę wyżej. (śmiech)
NGH: Kiedy opisywałeś zmiany w zespole, odniosłam wrażenie, że tworząc muzykę przez tyle lat, nie można być w 100% poważnym. W waszym przypadku wydaje się, że odrobina humoru, dystansu i ironii pomaga w trudniejszych sytuacjach w zespole. Czy rzeczywiście tak jest?
JJ: Tak, dokładnie tak. Potrzeba dużo humoru i wyczucia ironii, bo kiedy jesteś w trasie, mieszkasz w tym samym samochodzie, tym samym autobusie 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, śmierdzisz jak cholera… (śmiech)
NGH: Można to robić tylko z ludźmi, których się kocha lub z członkami swojego zespołu. Nie ma innej opcji.
SM: Nie można też traktować siebie zbyt poważnie. Trzeba mieć ten błysk w oku. To nie jest aż tak poważna sprawa.
NGH: Widzę ten błysk w waszych oczach, kiedy opowiadacie o swojej muzyce, ale właśnie zdałam sobie sprawę, że najtrudniejsze jest to, że nie tylko tworzycie i gracie, co może być nawet najfajniejszą częścią, ale musicie też być swoimi własnymi menedżerami. Dlatego rozmawiacie z przypadkowymi ludźmi – takimi jak ja – przez Internet. Jak odnajdujecie się w takiej roli, kiedy musicie udzielać wywiadów lub zajmować się mediami społecznościowymi, bo bez tego ludzie obecnie nie istnieją? A może lubicie tę część swojej pracy?
JJ: Głównie podróżujemy. Albo czekamy. Albo zastanawiamy się, czym się zajmujemy.
SM: Jesteśmy bardzo szczęśliwi i mamy ogromne szczęście, że ludzie są tym zainteresowani. Oczywiście lubimy udzielać wywiadów i chcemy promować to, co robimy, w Internecie.

NGH: To dobrze. Zapytałam o to, ponieważ odniosłam wrażenie – a niektóre zespoły również mi to powiedziały, kiedy z nimi rozmawiałam – że nie znoszą tej części. Chcą tworzyć muzykę, chcą grać, ale nie znoszą konieczności promowania się, udzielania wywiadów, nagrywania filmów do mediów społecznościowych. To naprawdę dobrze, że nadal sprawia wam to przyjemność. Oprócz promocji waszej muzyki, powodem naszej dzisiejszej rozmowy jest fakt, że wkrótce przyjedziecie do Polski na Heidenfest. Będziecie grać razem z innymi zespołami folkowymi, takimi jak Finntroll, Trollfest czy Heidevolk. Jak się czujecie, występując w tak ogromnym gronie? Wolelibyście pojechać na trasę koncertową sami, czy raczej myślicie sobie: „O tak, to będzie niezła biba, rozkręcimy te budy, ekstra, że możemy zagrać z nimi taką trasę”?
JJ: Lubię tego typu festiwale, zwłaszcza gdy są z nami starzy przyjaciele i dobre zespoły. To naprawdę fajne i chyba nawet wolę takie trasy.
SM: Tak, to nasi przyjaciele i spędzimy fajny miesiąc wakacji, podróżując po Europie, odwiedzając wiele miejsc. To będzie niezapomniana wycieczka.
JJ: Im większa impreza, tym lepiej.
NGH: Im więcej, tym lepiej.
JJ & SM: Totalnie. To będzie szalone.
NGH: Szkoda, że nie będziecie mieli czasu na zwiedzanie, bo widziałam, że gracie dzień po dniu w czterech zupełnie różnych częściach Polski. Ale wiem, że oczekiwania wobec tych koncertów są wysokie. Ludzie, którzy słuchają muzyki folkowej w Polsce, są bardzo podekscytowani waszym przyjazdem. To będzie naprawdę wielka impreza. A skoro mowa o waszych fanach – czy kiedykolwiek was zaskoczyli? Czy to jakimś dziwnym zachowaniem podczas koncertu, czy prezentem, który dla was przygotowali?
JJ: Najlepszym prezentem, jaki mogą nam dać, jest szaleństwo i dzikość. Właśnie taką publiczność lubimy.
SM: Pamiętam jeden koncert, podczas którego publiczność była tak cholernie głośna, że nie słyszałem nawet muzyki. Co jest, kurwa? Czy ja w ogóle słyszę swoje bębny? Byli tak cholernie głośni. To było niesamowite. To najlepsze, co może być.
NGH: Cóż, wasza muzyka nie nadaje się do stania i przestępowania z nogi na nogę…
SM: Zdecydowanie nie. Najlepsze w naszej publiczności jest to, że są radośni, bawią się i cieszą się życiem. To najlepsza interakcja – dobrze się bawisz, uśmiechasz się do słuchaczy, a oni odwzajemniają ten uśmiech. To trwa i trwa. To coś w rodzaju efektu kuli śnieżnej, najlepsza rzecz.
JJ: Ze sceny widać naprawdę wiele. Widać te wszystkie szczęśliwe oczy. To coś, co wiele dla mnie znaczy. Ludzie często uśmiechają się oczami. Dobrze się czuję, kiedy widzę tak wiele uśmiechów.
NGH: Wy dajecie energię publiczności, a publiczność oddaje ją z powrotem. To najlepsze, co może się wydarzyć podczas koncertu. Czy macie wrażenie, że polska publiczność różni się od publiczności w innych krajach?
JJ: Myślę, że polska publiczność jest najlepsza. (śmiech)

NGH: Zauważyłam, że w Polsce ludzie nie chodzą na koncerty, bo jakiś zespół jest modny. Tutaj ludzie chodzą na koncerty, bo kochają dany zespół i jego muzykę. Szczerze mówiąc, bilety na koncerty w naszym kraju zazwyczaj nie są tanie, więc kiedy ludzie je kupują, naprawdę chcą zobaczyć artystę i są bardzo szczęśliwi, że mają taką możliwość. Możecie być pewni, że podczas waszych koncertów będzie naprawdę dużo energii. Przy okazji, bardzo miło się z wami rozmawia. Dawno nie przeprowadzałam wywiadu z kimś tak podekscytowanym swoją muzyką – widzę ten błysk w waszych oczach. Ostatnie pytanie, które chcę wam zadać – i jestem naprawdę ciekawa odpowiedzi – z kim chcielibyście współpracować? Nagrać piosenkę, cały album – może to być ktoś, kto już nie żyje. Lubię zadawać to pytanie, bo odpowiedzi są zawsze zaskakujące. Może Ed Sheeran?
JJ: Ozzy Osbourne – mógłby zaśpiewać trochę folk metalu.
NGH: To brzmi nieźle!
JJ: Fajnie byłoby dzielić studio z Ozzym. A potem przenieść się do jego szalonych lat i to też zobaczyć. To byłoby super.
NGH: To byłoby niesamowite, ale widziałabym was też w towarzystwie kilku polskich zespołów. Nie wiem, czy graliście już z jakimś polskim zespołem, ale słyszałam plotki, że coś takiego miało kiedyś miejsce…
JJ: Tak, graliśmy z polskimi zespołami, i to była miazga…
NGH: Nie będę was dłużej zatrzymywać. Bardzo dziękuję. I przykro mi, że nie mam piwa. Zabierzcie swoje ze sobą!
JJ: Zobaczymy się w Polsce?
NGH: Na pewno, będę w pierwszym rzędzie i będę pogować do waszych piosenek!
Rozmawiała Natalia Glinka-Hebel
Obserwuj nas w mediach społecznościowych: