Czy zastanawialiście się może ostatnio, jak brzmiałby zespół, który bazowałby na psychodelicznym stonerze, ale bez żadnych krępacji wrzucałby do swojego stylu punk, grunge, rock’n’rolla, heavy psych czy sludge? Myślę że odpowiedź na to pytanie można uzyskać słuchając najnowszego albumu „Sideral Voivod” włoskich szaleńców z Godzilla was too drunk to destroy Tokyo.
Moc w muzyce uskutecznianej przez trio z Genui tkwi w prostocie. Formacja na swojej najnowszej płycie wprost emanuje ADHD, uderzając w proste i skuteczne riffy pełne ciężaru, które z niezwykłą płynnością łączą z najróżniejszymi stylami i wpływami. Chcecie gruby stoner riff? Proszę bardzo. Lubicie sludge’owe, brudne zwolnienia? Znajdą się. Chcecie nieco punkowej energii? Dostaniecie ją. Pragniecie polecieć gdzieś w gwiazdy poprzez psychodeliczne dźwięki? Polecicie. Chcecie po prostu potupać do fajowskiego rockandrollowego grania? Będzie mieć okazję.

Album to 13 krótkich i bardzo zróżnicowanych kompozycji, w których zespół przenosi słuchacza przez najróżniejsze stylistyki i wyprawy muzyczne. To co jest motywem wspólnym wszystkich kompozycji jest stonerowe brzmienie, zamiłowanie do psychodelii oraz dużo dobrej zabawy.
W muzyce Godzilla was too drunk to destroy Tokyo odnajduję właśnie przede wszystkim frajdę z grania. Jest to bardzo rozrywkowe podejście do tematu. Nie dlatego, że formacja gra ciężką muzykę pop, ale dlatego że widać, że ta muzyczna alchemia łączenia ze stonerem różnych stylów oraz gatunków muzycznych wyzwala w nich naprawdę spore pokłady energii. Autentycznie nie potrafię wysiedzieć spokojnie, kiedy trio sobie radośnie gruzuje, a jako słuchacz nie wiem, czego się za chwilę spodziewać. Kobiecy wokal też jest tutaj inny niż taki, który zazwyczaj spotyka się w tego typu muzyce. Zamiast potężnej czarodziejki czy natchnionej druidki mamy tutaj zadziorną, surową chrypę, której spodziewałbym się po punkowym czy grunge’owym zespole.
Widać również, iż wiele frajdy sprawiło zespołowi nie tylko tworzenie połamanych utworów pełnych płynnych, ale gwałtownych zmian, lecz również układanie nazw poszczególnych utworów. Moje ulubione to „Telekinetic Thunder Yeti”, „Summer in the Void” oraz „King Bong”, które do tej połamanej i zróżnicowanej muzyki dodają wymiary swoistego absurdu i bawienia się formą.
Polecam ten album całym sercem każdemu miłośnikowi dobrej riffowej zabawy, swobodnego podejścia do gatunków i stylów muzycznych oraz ceniącym sobie w muzyce nieco luzu czy dystansu. Nie zapominajmy też o bardzo istotnej kwestii: na okładce albumu jest żaba. Jak wiadomo, gdy stonerowy zespół ma żabę na okładce – musi być to dzieło przynajmniej wybitne.
Marek Oleksy ( Gruz Culture Propaganda )
Pamiętajcie, żeby wspierać swoich ulubionych artystów poprzez kupowanie fizycznych i cyfrowych nośników, biletów na koncerty oraz gadżetów i koszulek.
Obserwuj nas w mediach społecznościowych: