IKS

Epitome – „Goodbye My ROT” [Recenzja] wyd. Deformeathing Production

Epitome pod koniec 2025 roku rozsypał się na słuchaczy niczym szkło z rozbitej butelki – brutalnie, szybko, bez chwili na zastanowienie. „Goodbye My ROT” to album, który nie pyta o pozwolenie na taniec z odbiorcą. Od pierwszego uderzenia bębnów wpycha słuchacza w środek grindcore’owego młyna, wszystko kręci się szybko i jak trzeba. Historia tego osobliwego zespołu z Podkarpacia ma swój ekstremalny, wręcz krwisty rodowód i sięga początku lat dziewięćdziesiątych. Przez dekady grupa szlifowała pazury i dziś pokazuje, że jej doświadczenie nie przygasiło pierwotnej agresji. Szósty longplay, wydany w listopadzie 2025 roku, jest zarazem drugim z Marcinem „Dyvanem” Pitorakiem  jako głównym krzykaczem.

Muzycznie Epitome rozpycha się łokciami pomiędzy grindcorem a death metalem, robiąc to z finezją, którą trudno znaleźć u innych „rzeźników” z podziemia. Znajdziemy tu fragmenty totalnego miażdżenia, krótkie punkowe przerywniki, a nawet odważne eksperymenty, jak sample czy saksofonowe wtrącenia, które wcale nie brzmią jak zbędny dodatek, lecz idealnie wkalkulowany element dramaturgii. Produkcja jest sprawna, o odpowiednio utrzymanej surowości, niezbyt chaotyczna – każdy „hałas” ma swoją przestrzeń. Wydawnictwo ukazało się nakładem Deformeathing Production, które dobrze wie, jak promować i wydać taką płytę.

 

zdj. Marcin Fiń © 2025

 

Największy atut płyty? Marcin. Jego wokal to narzędzie chirurgiczne: jest ostry, surowy, nieokiełznany, a jednocześnie dysponujący barwą i dynamiką sprawiającą, że krótkie, gwałtowne frazy wbijają się w pamięć. To nie jest krzyk dla samego krzyku, słychać w nim intencję, złość, ironię, czasem groteskę. Dokonania Dyvana, znam jeszcze z zespołu SARS, gdzie jego nadludzkie umiejętności wokalne są równie imponujące.

Pierwszy kontakt z albumem to jak wypad na koncert, którego wcale nie planowałeś. Może być zaskakująco, chwilami nawet nieprzyjemnie, ale zawsze wciągająco. Producent pilnuje dynamiki, napór przeplata się z krótkimi oddechami, potęgującymi kolejne bezkompromisowe uderzenia. Epitome nie gra tylko chaotycznego hałasu, w tle są smaczki, pomysły aranżacyjne, niuanse rytmiczne i przebłyski melodyczne dodające głębi i wytrawności.

 

 

Tytułowy „Goodbye My ROT” łączy agresję z melancholią. Kawałki jak „Sister-in-Law”, czy „Dystonia” pokazują, że zespół potrafi balansować między miażdżącymi fonicznymi wybuchami a bardziej rozbudowanymi formami. Saksofon i sample są w nich elementami, których się nie spodziewałem, mile widzianymi zaskoczeniami, a nie tylko ozdobą.

 

„Goodbye My ROT” to deklaracja – Epitome nie gra półśrodkami. To surowa, bezczelna i szczera płyta dla fanów ekstremy. Zespół, którego korzenie sięgają wczesnych lat dziewięćdziesiątych, pokazuje dojrzałość i energię, a współpraca z wytwórnią Deformeathing dopełnia obrazu ekipy, która wie, co robi. To płyta, którą odpala się na full i odtwarza niejeden raz. Polecam z czystym sumieniem.

 

 

Kamil Tyski (Muzyczne retrospekcje)

 

 

Pamiętajcie, żeby wspierać swoich ulubionych artystów poprzez kupowanie fizycznych nośników, biletów na koncerty oraz gadżetów i koszulek. 

 

 

Obserwuj nas w mediach społecznościowych:

👉 Facebook

👉 Instagram

IKS
Udostępnij i poleć znajomym!

Dodaj komentarz

IKS

SztukMix - Strona poświęcona szeroko pojętej sztuce

© SztukMix 2020