Carbon Based Lifeforms to już weterani tych lżejszych odmian muzyki elektronicznej. Choć w ich dyskografii dominują świetnie nadające się do klubów brzmienia psychodelicznego ambientu, to zdarzają im się wydawnictwa, które zbliżają się do spokojniejszych, kontemplacyjnych rejonów space ambient czy nawet drone. Daniel Vadestrid, połowa tego zasłużonego duetu, opowiedział mi trochę zarówno o tych różnicach między ich płytami, jak i komponowaniu samych utworów oraz inspiracjach na nie. Jako że duet od jakiegoś czasu wziął większość spraw związanych z funkcjonowaniem projektu we własne ręce, tematem wywiadu było też prowadzenie własnej wytwórni i agencji koncertowej.
Efektem działań tej ostatniej są zbliżające się występy Carbon Based Lifeforms w Polsce. 10 kwietnia 2026 roku zespół pojawi się w krakowskim klubie Kwadrat, a dzień później w warszawskiej Progresji. Organizatorem tego drugiego wydarzenia jest Deerhunter Booking, którym dziękujemy za wsparcie w przeprowadzeniu tej rozmowy.
Adrian Pokrzywka: Gdy czytałem waszą biografię, dowiedziałem się, że jednym z albumów, które zainspirowały was do tworzenia muzyki jako Carbon Based Lifeforms, był debiut mało znanego dziś projektu Solar Quest [„Orgship” z 1994 roku – przyp. AP]. Co dokładnie podobało wam się na tej płycie? Czy wykorzystaliście wtedy jakieś elementy z tego albumu w swojej muzyce? Skąd w ogóle go wzięliście?
Daniel Vadestrid: Siostra Johannesa [Hedberga, drugiego członka zespołu – przyp. AP] znalazła go na targach muzycznych wraz z kilkoma innymi albumami. Ponieważ nie mogła ich odsłuchać podczas zakupu, wybrała kilka na podstawie okładek. „Orgship” był akurat jednym z nich. Spodobały nam się jego organiczne tekstury. Przestudiowaliśmy ten album, rozłożyliśmy utwory na czynniki pierwsze i przeanalizowaliśmy każdą falę dźwiękową. Nauczyliśmy się tworzyć podobne tekstury, ale z naszym własnym charakterem.
AP: Czy możesz wymienić inne albumy, które znacząco wpłynęły na wasze postrzeganie muzyki? Nie mówię tylko o początkach. Może później, a może nawet ostatnio pojawiło się coś, co sprawiło, że zaczęliście patrzeć na muzykę inaczej?
DV: Chociaż w niektórych kwestiach mamy podobne gusta, w innych często się różnimy, więc nasze inspiracje są bardzo zróżnicowane. Od Tycho, M83, Les Big Byrd po Röyksopp, Okuma i Noisia.
AP: Wasza dyskografia nie jest jednolita. Macie albumy skupiające się na gatunkach klubowych i downtempo, ale także takie, które zbliżają się bardziej do ambientu z elementami drone’u. Jakie są przyczyny tych zmian w stylistyce? Czy są one planowane?
DV: Tak naprawdę nie planujemy tego, co robimy, to po prostu się dzieje. Gdy nagrywaliśmy na przykład „Twentythree”, chcieliśmy stworzyć coś ambientowego, ale każdy utwór, który pisaliśmy, stawał się czymś innym. Z tego uformował się album „Interloper” i stąd pochodzi jego nazwa. Kiedy był gotowy, mogliśmy wreszcie zająć się tym, co miało stać się ostatecznie „Twentythree”. Z kolei taki „Stochastic” powstał bardziej świadomie, był właściwie albumem koncepcyjnym.

AP: Pierwsze pięć płyt wydaliście we francuskiej wytwórni Ultimae Records, zanim założyliście własny label. Co spowodowało tę zmianę? Nie byliście zadowoleni ze współpracy z Ultimae?
DV: Współpracowaliśmy z Ultimae przez około dziesięć lat i łączyły nas bliskie, serdeczne relacje. Z biegiem czasu zarówno my, jak i Solar Fields zdaliśmy sobie sprawę, że chcemy podążać inną ścieżką niż Ultimae. Jedną z głównych kwestii była zmiana w branży, przejście od nośników fizycznych do streamingu i rozwój usług cyfrowych. Artyści zyskali możliwość wydawania swojej muzyki za pośrednictwem agregatora we wszystkich serwisach streamingowych i właśnie na tym chcieliśmy się skupić. Ultimae chciało współpracować z bardziej uznanymi i tradycyjnymi partnerami w zakresie streamingu, dlatego oddaliliśmy się od siebie. Nadal działamy z nimi w innych obszarach, takich jak mastering i promocja. I nadal jesteśmy dobrymi przyjaciółmi.
AP: Czy początki prowadzenia własnej wytwórni były trudne? Chyba niełatwo łączyć tworzenie muzyki z jej wydawaniem i dystrybucją… A może mieliście w tej dziedzinie więcej swobody, by realizować własne pomysły?
DV: By łączyć te dwa aspekty, o których wspomniałeś, musieliśmy się wiele nauczyć i włożyć w to mnóstwo pracy. Ale to było odświeżające i zabawne, właśnie dzięki swobodzie robienia tego, co chcieliśmy. Na początku skupiliśmy się na streamingu, co było łatwą częścią. Później pojawiły się nośniki fizyczne, co wymagało znacznie więcej pracy. Ale ostatecznie dużo się nauczyliśmy i świetnie się przy tym bawiliśmy.
AP: Wracając do nagrywania, wiem, że ty i Johannes dzielicie się różnymi obowiązkami, jeśli chodzi o produkcję utworów. Wszystkie tworzycie razem czy zdarzają się wam również kompozycje solowe? Spotykacie się osobiście, by nad nimi pracować, czy pracujecie głównie zdalnie? Krótko mówiąc, jak wygląda typowy proces produkcji utworu Carbon Based Lifeforms?
DV: Zazwyczaj piszemy pomysły samodzielnie i umieszczamy je we wspólnym folderze jako pliki mp3. Czasami jest to tylko krótki fragment, czasami prawie gotowy utwór. Następnie wybieramy pomysły, które nam obojgu się podobają, i pracujemy nad nimi, aż będą skończone. W rzadkich przypadkach piszemy cały utwór razem od podstaw. Na przykład tytułowy utwór na „Seeker”, naszym ostatnim albumie, był jedynym, który napisaliśmy razem od początku. I został ukończony w ciągu dwóch sesji, co jest dla nas niezwykle szybkie – zazwyczaj trwa to miesiące intensywnej wymiany pomysłów.
AP: Czy podczas tworzenia kompozycji czerpiecie inspiracje z innych źródeł niż muzyka? Gdybym miał zgadywać, powiedziałbym, że inspiruje was również natura, zarówno ta bliska, jak i daleka – pozaziemska. Czy są jeszcze jakieś inne elementy spoza wytworów sztuki, które próbujecie wpleść w swoją twórczość?
DV: Trudne pytanie. Myślę, że w większości przypadków inspiracja pochodzi z nowego sprzętu, jak syntezator czy wtyczka. Ale oczywiście natura i technologia to raczej inspiracje koncepcyjne. Jeżeli chodzi o brzmienie samych utworów, opiera się już bardziej na technologii i pomysłach innych artystów.
AP: Wygląda na to, że ostatnie dwa lata waszej kariery były najbardziej intensywne pod względem koncertów. Planujecie dalej tak często występować również w tym roku? Dlaczego akurat teraz tak wam się spodobało granie na żywo?
DV: Współpracowaliśmy z różnymi agencjami bookingowymi, ale skupiały się one tylko na festiwalach, szczególnie na scenie psytrance. A na podstawie analizy danych ze streamingu, np. ze Spotify, zauważyliśmy, że naszą główną publicznością są ludzie tacy jak my, którzy nie jeżdżą daleko na festiwale, tylko chodzą do lokalnych klubów i słuchają swoich ulubionych zespołów. Więc tak jak założyliśmy własną wytwórnię, uruchomiliśmy również swoją agencję bookingową. Organizujemy teraz własne trasy koncertowe i ściśle współpracujemy z promotorami, skupiając się na występach klubowych w miastach. Jest to dla nas ogromne wsparcie. Takie trasy stanowią dużą część naszych dochodów i są ważnym sposobem promowania naszej muzyki. Co równie ważne – cieszy nas też kontakt z fanami zarówno w trakcie naszych występów i poza nimi.
AP: Niestety nie widziałem was jeszcze na żywo, ale oglądałem zdjęcia oraz nagrania z waszych koncertów i zauważyłem, że występujecie w rozszerzonym składzie, z muzykami grającymi na gitarach i perkusji. Czy to nowa inicjatywa, czy graliście już wcześniej w taki sposób? Skąd pomysł na tego typu wzbogacenie waszych kompozycji elektronicznych? Czy nadchodzące koncerty również odbędą się w formule „full band”?
DV: Mieliśmy taki pomysł już od dawna, odkąd Johannes grał na gitarze podczas naszych pierwszych koncertów w szwedzkim planetarium Cosmonova w 2009 roku. Problemem zawsze było znalezienie odpowiednich ludzi i odpowiedniej oprawy. Udało się to zorganizować na festiwalu Ozora w 2022 roku i wyszło idealnie. Na razie nie planujemy nic więcej, ale wszyscy chcielibyśmy zagrać więcej takich koncertów, więc to tylko kwestia czasu.

AP: Skoro rozmawiamy o gitarach, zastanawiam się nad jeszcze jedną rzeczą. Pytałem wcześniej o wasze inspiracje muzyczne związane z artystami elektronicznymi. A obecnie dostęp do wszelkiego rodzaju muzyki jest niezwykle łatwy. Czy w związku z tym słuchacie czasem zupełnie innych gatunków, choćby dla odmiany? Czy macie jakichś ulubionych artystów spoza muzyki elektronicznej?
DV: Słuchamy wszystkiego. Obydwaj lubimy na przykład singer-songwriterów, może nie tych samych, ale jednak. Kochamy również dub czy reggae, a nawet doom metal. We wszystkich gatunkach znajdą się świetne kawałki.
AP: Wracając do koncertów – czy macie jakieś ulubione miejsca, w których występujecie na żywo? W ostatnich latach wydaliście dwa albumy koncertowe z festiwalu Ozora. Zauważyłem też, że graliście w Polsce wiele razy, co najmniej dziesięć. Czy mam dobre przeczucia co do tych miejsc? Jeśli tak, to dlaczego?
DV: Bardzo lubimy Wielką Brytanię, być może głównie ze względu na bary, ale też dlatego, że jest tam fantastyczna mieszanka kultur i ludzi. Polska to kraj, który również jest nam bliski, ponieważ publiczność zawsze jest energiczna i wdzięczna.
AP: Może chciałbyś na koniec dodać coś od siebie?
DV: Nie możemy się doczekać powrotu do Progresji [CBL grali w tym klubie już dwa razy – przyp. AP], to zawsze wspaniałe doświadczenie – zarówno klub, obsługa, jak i cudowna publiczność. Jako bonus – po raz pierwszy od dziesięciu lat będziemy dzielić scenę z Solar Fields, więc będzie to wyjątkowe wydarzenie.