Bog Wizard to gruzowy zespół ze stanu Michigan, który ma dosłownie wszystko czego mogę zapragnąć od zespołu poruszającego się w obrębie muzyki granej ciężko i wolno. Znajdziecie tutaj bardzo nisko strojone gitary, chropowate i pełne ciężaru brzmienie, powolne tempo oraz rozbudowane kompozycje i bezpośrednie stosowanie motywów RPG (szczególnie Dungeons & Dragons) lub szeroko pojętego fantasy. Sam zespół określa siebie jako „nerd doom”, co niezwykle celnie opisuje ich muzykę. Z tymże nerdowskim zacięciem trio wydało własnym sumptem album „Satanik Panik”.
Zespół śledzę uważnie od zeszłego roku, ponieważ kupili mnie z miejsca swoją stylistyką, brzmieniem oraz autoironicznym podejściem do swojej twórczości. Jest to też zespół niezwykle pracowity: pierwsza epka ukazała się w 2018 roku i w ciągu tych 7 lat trio stworzyło 12 wydawnictw w postaci epek, singli, albumów długogrających, splitów czy remasterów swoich utworów w formie ścieżki dźwiękowej do gier RPG.

Za mastering albumu „Satanik Panik” odpowiada sam Esben Willems, perkusista szwedzkiego zespołu Monolord, który prowadzi również Studio Berserk i – szczerze mówiąc – brzmienie albumu to istny kosmos, a nagranie instrumentów na setkę dodatkowo podkreśla organiczność dźwięku. Odnoszę wrażenie, że mało kto rozumie stoner, doom oraz sludge tak jak Esben i w zasadzie każde wydawnictwo, któremu robi mastering, ma idealnie uwypuklone części składowe brzmienia, tworząc przy tym spójną całość. „Satanik Panik” brzmi brudno, szorstko, masywnie oraz bagniście. Dźwięk pieści wnętrzności i wprawia ziemię w drżenie, co idealnie wpasowuje się w muzykę zespołu.
Muzycznie formacja czerpie z wielu źródeł. Głównym rdzeniem czarodzieja z bagien jest mulista mieszanka stoneru, doomu oraz sludge. Do tego dorzućcie dwa wokale i zamiłowanie do niskich, pełnych basu riffów oraz chropowatości, co mocno uwypukla się w dwóch pierwszych utworach na albumie: „The Dead Marshes” oraz „Dragon’s Hoard”, przy okazji pokazując, jak silną inspiracją dla kultury współczesnej jest w dalszym ciągu twórczość Tolkiena.
Muzycy nie stronią jednak od eksperymentów i prezentują naprawdę różnorodne utwory. Otwierające album „Dead Marshes” ma w sobie wiele zmian tempa oraz kombinowania z riffowaniem i ciężarem. „Dragon’s Hoard” ma dosyć epickie zacięcie. Pomimo całego szlamu jakim jest pokryty utwór, nie przeszkadza to jednak, aby wrzucić tu sporo niewyobrażalnego ciężaru gitary i basu. Utwór tytułowy zdradza inspirację bardziej żwawym sludge’owym graniem, ale też dorzuca mongolski śpiew gardłowy i ironiczny komentarz społeczny w kontrze do poglądu, iż kultura fantasy ma diaboliczne właściwości. Utwór „RIASGLAFM (Swamp Golem Returns)” można faktycznie uznać za kontynuację utworu „Swamp Golem” z debiutu, ponieważ ma w sobie masę ciężaru, gęstości oraz stopniowo zwiększanej intensywności grania na bezkompromisowo wolnym tempie, przy tym bujając słuchacza bez żadnej litości.
„Necromancer” z kolei zabiera słuchacza w bardziej przestrzenne i melancholijne, ale i ponure klimaty. Ten smutek aż się chłonie całym sobą, nie zabraknie tu też najprawdziwszej riffowej magii czy brudu. Co ciekawe, jest to utwór z dawnych lat, pamiętający debiut, został zrealizowany dopiero teraz. „Mind Goblin” jest kawałkiem zagranym na instrumencie znanym jako handpan oraz na organkach z ambientowym dźwiękiem lasu w tle. Wytwarza nietypową i unikatową atmosferę pośród całego gruzu tego albumu. Z kolei wieńczące album „Toxic Love” jest coverem piosenki z animacji z lat 90. – „Ferngully: The Last Rainforest”, znanej na naszym rodzimym rynku jako „Dolina Paproci”. Co ciekawe, mimo brudnego, sludge’owego wykonania został w pełni zachowany musicalowo-bluesowy charakter utworu .
„Satanik Panik” dostarcza mi niezwykle wiele radości i przesłuchałem go już wielokrotnie od momentu premiery. Za każdym razem odnoszę wrażenie, że podoba mi się coraz bardziej i odkrywam w nim coraz więcej dobroci. Absolutnie mnie to nie dziwi, ponieważ formacja przygotowała niezwykle różnorodne dzieło, pełne rozmaitych bogactw dźwiękowych. Warto odpalić ten album i pozwolić sympatycznemu trio z Michigan zagruzować pomieszczenie, w którym poleci muzyka.
Marek Oleksy ( Gruz Culture Propaganda )
Pamiętajcie, żeby wspierać swoich ulubionych artystów poprzez kupowanie fizycznych i cyfrowych nośników, biletów na koncerty oraz gadżetów i koszulek.
Obserwuj nas w mediach społecznościowych: