IKS

Alter Bridge – „Alter Bridge” [Recenzja] dystr. Mystic Production

Z płytami Alter Bridge mam pewien problem. O ile uwielbiam ich wcielenie koncertowe, jestem fanem głosu Mylesa Kennedy’ego i riffów Marka Tremontiego, a kilka ich starszych utworów jest mi wyjątkowo bliskich, to kolejne płyty Alter Bridge wchodzą mi coraz bardziej obojętnie. W gruncie rzeczy bowiem powielają one jeden i ten sam patent, przez co jako całość bywają nieco nużące. W historii było kilka takich zespołów, które z niezmienności stylu zrobiły swój znak rozpoznawczy – AC/DC jest tu najpowszechniej przywoływanym przykładem. Zespół z Florydy wydaje się podążać tą samą ścieżką. Najnowsza płyta – ósma już w dyskografii – nazwana została jakże odkrywczo: „Alter Bridge”. I jest w takim samym stopniu odkrywcza. I to może być równie dobrze zarzut, co gwarancja i stempel jakości, ponieważ zespół nie nagrywa złych płyt. A ta płyta wydaje się być jak jej tytuł – esencją stylu zespołu.

Alter Bridge nagrywa albumy z punktualnością szwajcarskiego zegarka. Począwszy od napakowanego hitami debiutu – „One Day Remains” z 2004 roku, co 3 lata otrzymujemy premierowy materiał studyjny. Tym razem panowie minimalnie się spóźnili, bo poprzednią płytę „Pawns & Kings” wydali w 2022 roku. Nie oznacza to rozregulowania mechanizmu, bowiem nowa płyta jest dość przewidywalna. W odniesieniu do kilku ostatnich albumów – jest lżejsza od „The Last Hero”, ale masywniejsza od wspomnianej „Pawns & Kings”, a także od jej poprzedniczki – „Walk the Sky” z 2019 roku. Najwyraźniej więc tym razem udało się muzykom przygotować coś w tej cięższej części niezbyt rozległego spektrum stylu wypracowanego na przestrzeni ponad 20 lat.

 

zdj. Chuck Brueckmann

 

Przedpremierowo opublikowane utwory jeszcze w poprzednim roku świetnie wprowadzają w nastrój płyty. Sunący jak walec „Silent Divide”, z tłumionym riffem i jakby rozciągniętym refrenem, to dobry opener. Niezła melodia, mocny wokal i świetne gitarowe solo – w tym utworze wszystko się zgadza, tylko… jest mało przebojowy. Choć pewnie 7 mln wyświetleń na YouTube nie wzięło się znikąd. Natomiast „What Lies Within” jest dużo bardziej złożony dynamicznie, ciekawiej zaaranżowany, ma świetny riff i… bardzo przeciętny „skandowany” refren. Na moje oko takie „Power Down” czy „Tested and Able” mają bardziej wpadające w ucho refreny. Dalej jest dość przewidywalnie – czasem mocniej i lepiej (jak w całkiem udanym „Rue the Day”), czasem mocniej i niezbyt wciągająco (jak w „Playing Aces” czy „Power Down”). Są też momenty wolniejsze, choćby w postaci dość przeciętnej southernrockowej ballady „Hang by a Thread”.

Kilka utworów zasługuje za to na szczególną uwagę. „Trust in Me” zaczyna się riffem jakby wyjętym z lite-alt-rockowych nut pokroju I Am Giant (tak, wiem kto komu się powinien kłaniać). Spokojna zwrotka zwiastuje nieco bardziej balladowy nastrój, ale refren to już typowy średnio tempowy Alter Bridge. Całość, mimo że poskładana z dość odległych składników, brzmi świeżo. Zresztą podobny zabieg zastosowano w „Disregarded”, tym razem wplatając sporo grunge’owego mięcha, przywołującego pamięć ostatnich dokonań Alice in Chains z Laynem Staleyem. „Scales Are Falling” zaczyna się od bardzo ciekawego intro przechodzącego w jeszcze ciekawszy riff, a następnie niepokojącą zwrotkę w niskich rejestrach, gdzie Myles pokazuje, na co go stać. Śpiewa wielko stadionowy refren, po czym chyba najwyższe nuty w karierze, a w bridge’u staje się nagle delikatny i melancholijny. Bardzo dużo się w tym utworze dzieje i to chyba jeden z mocniejszych punktów płyty.

 

 

Wreszcie „What Are You Waiting For” to taki utwór, w którym jak w pigułce mieści się to, co w klasycznym pierwszym okresie istnienia grupy było tak charakterystyczne dla jej najlepszych utworów – świetne melodie – i to w ilości mogącej obdzielić resztę płyty, ponakładane na połamane zmiany rytmiczne (to chyba jedyny utwór, który, w moim mniemaniu, ma potencjał na Alter-klasyka i szansę pozostać na dłużej w pamięci). A na koniec płyty zespół zostawił niespodziankę. Przede wszystkim nie codziennie słyszy się 9-minutowy utwór Alter Bridge. Wprawdzie już na poprzednie płycie był niewiele krótszy „Fable of the Silent Son”, jednak nigdy przedtem Alter Bridge nie było tak blisko progmetalowo-post-rockowych brzmień jak w wypadku zamykającego ostatnią płytę „Slave to Master”. Nastroje w tej suicie zmieniają się nieustannie, oscylując pomiędzy niemal thrashowymi riffami, psychodelicznymi interludiami i wyjątkowo podniosłymi partiami wokalnymi. Na uwagę zasługuje też wspaniałe solo gitarowe w drugiej części utworu. Bardzo mocne zwieńczenie płyty.

 

Podsumowując, Alter Bridge tą płytą nie wywróci rockowego stolika, nie zredefiniuje swojej twórczości, choć pewne niespodzianki wypada odnotować. Ten materiał jednak nie zaniża poziomu, do którego zespół przyzwyczaił fanów. Nadal potrafi tworzyć świetne riffy, nieco rzadziej zapamiętywalne melodie i ciekawe rozwiązania aranżacyjne. I nadal na żywo będzie „kopał tyłki”, o czym będzie się można przekonać już niedługo, bo 27 stycznia w Gliwicach. Za wcześnie wyrokować, ale wydaje się, że poza bieżącą promocją, ta płyta raczej nie przyniesie żelaznych punktów programów dla kolejnych tras koncertowych. Choć w moim prywatnym rankingu są tu rzeczy warte zapamiętania, to płyta powtórzy ocenę wcześniejszych dokonań zespołu, którą podzieliłem się na wstępie recenzji.

 

Plakat koncertu organizowanego przez Knock Out Productions

 

I jeszcze jedno: zespół stawia swoją muzykę jako główną i jedyną wizytówkę, stąd na koncertach trudno szukać jakiejś super wyszukanej oprawy. Brak dbałości o wizualne detale dotyczy też okładek płyt – a najnowszej produkcji w szczególności. Front wygląda bowiem jak kafelki u mnie w łazience ze śladami lat użytkowania – tu opatrzone inicjałem zespołu z wplecioną w niego pełną nazwą zespołu/płyty. Początek roku, a już mamy mocnego kandydata na najbrzydszą okładkę 2026 roku.

 

 Michał Straszewicz

 

Pamiętajcie, żeby wspierać swoich ulubionych artystów poprzez kupowanie fizycznych nośników, biletów na koncerty oraz gadżetów i koszulek. 

 

 

Obserwuj nas w mediach społecznościowych:

👉 Facebook

👉 Instagram

IKS
Udostępnij i poleć znajomym!

Dodaj komentarz

IKS

SztukMix - Strona poświęcona szeroko pojętej sztuce

© SztukMix 2020