IKS

Deafheaven – „At Work in the Fields of the Bomb” [Recenzja], wyd. Roadrunner Records

W 2025 roku zespół Deafheaven wydał album „Lonely People With Power”, który przez fanów bardzo szybko został określony jako wybitny. Ma w sobie wiele warstw – uważam, że jest to kompendium ich całej twórczości. Na jednej płycie udało im się dokonać zdecydowanego zwrotu w kierunku black metalu, jednocześnie nie ignorując swojego wcześniejszego dziedzictwa. Deafheaven od początku flirtowali z tym gatunkiem, ale było to bardziej na zasadzie łączenia go z shoegazem czy innymi alternatywnymi nurtami. Na płycie z 2025 roku mniej jest tego przeplatania gatunków. Więcej o tym albumie pisałem w tej recenzji, zachęcam do jej przeczytania oraz posłuchania „Lonely People With Power”. Teraz przyszło mi się pochylić nad o wiele krótszym wydawnictwem: 9 października 2026 roku na serwisach streamingowych pojawiła się EP-ka „At Work in the Fields of the Bomb”. 

EP-ka w pełni pokazuje ich blackmetalową stronę. Wydawnictwo składa się z trzech utworów, a jeden z nich to ambientowy drone. Jak napisałem we wstępie, już na „Lonely People With Power” mogliśmy usłyszeć blackmetalowe brzmienie – było bardzo ciężko, a wręcz mrocznie. Tutaj już mamy sound, który przywodzi na myśl Norwegię i generalnie głęboką północ. W utworze „Hunter”, który otwiera EP-kę, od samego początku słychać blasty, tremolo, charakterystyczny wokal Clarke’a, a w tle nawet chór, który miesza się z organami. „Three Princes” to wspomniany wcześniej drone, stworzony przez mocno zreverbowane gitary oraz wokalne sample. „Sorry Laid the Hearth” to z kolei powrót do formy blackmetalowej – jest naprawdę ciężko. Po przeczytaniu wielu reakcji na mediach społecznościowych zauważyłem, że fani są raczej zgodni co do tego, że jest to najcięższa muzyka napisana przez Deafheaven. Riffy są tą częścią, która najbardziej wyróżnia to wydawnictwo. Gitary są momentami wręcz thrashowe, mają dość charakterystyczny pazur. Nie ma tutaj wielkich akordów, które umożliwiają tworzenie długich i motywujących kompozycji. Zamiast tego muzycy skupili się na ataku. Podobnie myśli sam George Clarke, w wywiadzie dla Louder Music mówił: „Czemu by nie zrobić czegoś, co na swój sposób jest najbardziej blackmetalową rzeczą, jaką kiedykolwiek zrobiliśmy?”.

REKLAMA

 

 

Koncept na EP-kę jest dla mnie szalenie interesujący i aktualny. Pozwolę sobie znowu zacytować ten wywiad i pozwolić samemu Clarke’owi wytłumaczyć, o co w tym wszystkim chodzi, bo autor zrobi to najlepiej: „EP-ka opiera się na albumie fotograficznym autorstwa Roberta Del Trediciego, który jeździł po Stanach Zjednoczonych, fotografując miejsca, gdzie budowano broń atomową. Przeprowadził wywiady z inżynierami i personelem tych obiektów, którzy wedle własnych opinii wykonywali bardzo nudną i banalną pracę. Badał, jak bardzo interesująca jest przepaść między egzystencjalnym przerażeniem, jakie niesie ze sobą ta broń, a ludźmi, którzy w ciszy ją tworzą. Katastrofa zawsze składa się z takich małych, niedbałych działań, które prowadzą do momentów zniszczenia. Jakoś mi się to odniosło to do motywów autosabotażu i szaleństwa”. Wydawnictwo zatem ma dużo katastroficznych motywów mocno związanych z czasem wielu wojen, w jakim przyszło nam żyć. Clarke zdradził też trochę kulisów na temat powstania EP-ki. Muzycy chcieli po prostu stworzyć energetyczne, agresywne piosenki i jednocześnie trochę poeksperymentować z koncepcją promocji utworów muzycznych. Zawsze gdy wydawali nową muzykę, widać było, że idzie za tym bardzo dużo pomyślunku i rozważań. Chcieli tworzyć jakąś konkretną historię, budować antycypację i hype. Tutaj można zaobserwować zmianę tego podejścia – EP-ka po prostu jest, na zasadzie „take it or leave it”. Jest to stanowisko bezpardonowe, bardzo pasujące do muzyki prezentowanej na wydawnictwie.

 

Czy można zatem myśleć, że ich kolejny album będzie podobny? Clarke mówi, że widzi taką możliwość, ale nigdy nic nie jest pewne. Ja interpretuję „At Work in the Fields of the Bomb” jako hołd w stronę cięższej strony „Lonely People With Power”. EP-ka jest doskonała, według mnie udowadnia, jak twórczymi osobami są muzycy z Deafheaven, i w ilu estetykach się odnajdują. Czy chciałbym jednak album w całości w takim stylu? Raczej nie… I nie dlatego, że black metal przestał mi się podobać, po prostu jeszcze bardziej w Deafheaven uwielbiam te długie, motywujące i zaskakujące kompozycje, tj. „Amethyst” czy „Honeycomb”. Nie zmienia to jednak kompletnie mojej opinii na temat tej EP-ki – słuchajcie tego wszyscy, bo jest to zdecydowanie coś świetnego.

 

Mikołaj Narkun

 

Pamiętajcie, żeby wspierać swoich ulubionych artystów poprzez kupowanie fizycznych nośników, biletów na koncerty oraz gadżetów i koszulek.

REKLAMA

IKS
Udostępnij i poleć znajomym!

Dodaj komentarz

IKS

SztukMix - Strona poświęcona szeroko pojętej sztuce

© SztukMix 2020