IKS

Nikita Kamprad (Der Weg einer Freiheit) [Rozmowa]

Czy black metal może przemawiać równie mocno, kiedy znika z niego charakterystyczny głos? Der Weg einer Freiheit sprawdzają to na instrumentalnej wersji „Innern”, odsłaniając przed słuchaczami inną perspektywę na swój ostatni album. Dla Nikity Kamprada to nie zastępstwo oryginału, lecz okazja, żeby pozwolić samej muzyce opowiedzieć tę historię. W naszej rozmowie wokalista, gitarzysta i producent oraz niekwestionowany lider zespołu opowiada o kulisach tego eksperymentu, frustracji towarzyszącej pustce twórczej oraz pracy zamkniętej w zaskakująco regularnych godzinach od dziewiątej do siedemnastej. Rozmawiamy też o przenoszeniu emocji ze studia na scenę, przygotowaniach wokalnych i trasowym życiu, w którym sen okazuje się cenniejszy niż rock’n’rollowe rytuały. Okazja do spotkania z zespołem jest już blisko: Der Weg einer Freiheit wystąpią 17 października 2026 roku w krakowskim klubie Zaścianek oraz 18 października w warszawskim klubie Mechanik (org. Winiary Bookings). Podczas obu wieczorów towarzyszyć im będą Conjurer i Brnsjmin. Przed polskimi koncertami zaglądamy więc za kulisy muzyki, której intensywność nie kończy się na studyjnym nagraniu.

 

Bartek Kuczak: Niedawno ukazała się instrumentalna wersja waszego ostatniego albumu „Innern”. Skąd wziął się ten pomysł i dlaczego zdecydowaliście się właśnie na ten materiał?

REKLAMA

 

 

Nikita Kamprad: Pomysł pojawił się jeszcze podczas pisania i produkcji albumu. Utwory powstawały w kolejności, w jakiej znalazły się na płycie – od „Marter” po „Forlorn”. Drugą kompozycją była „Xibalba”, która przez kilka miesięcy funkcjonowała wyłącznie jako utwór instrumentalny. Wokal dodaliśmy do niej dopiero później. Nasz basista Alan tak przyzwyczaił się do tej wersji, że kiedy usłyszał utwór z wokalem i tekstem, odebrał go niemal jak zupełnie nową kompozycję. To podsunęło nam myśl, że może warto pokazać słuchaczom naszą muzykę również w takiej odsłonie.

 

 

BK: Dlaczego śladem wielu innych zespołów nie wydaliście obu wersji jednocześnie?

 

 

NK: Nie chcieliśmy od razu publikować dwóch wersji albumu – jednej z wokalem, drugiej bez niego. Zależało nam na tym, żeby cała uwaga skupiła się na podstawowym wydaniu. Dopiero później wróciliśmy do pomysłu wersji instrumentalnej i uznaliśmy, że warto dać jej osobną premierę. Skontaktowaliśmy się z wytwórnią, która pozytywnie zareagowała na tę propozycję. Uznali, że przynajmniej warto spróbować.

REKLAMA

 

 

BK: Jak odbierasz reakcje słuchaczy? Czy traktujesz tę premierę przede wszystkim jako eksperyment?

 

 

NK: Tak, to eksperyment pozwalający sprawdzić, jak ludzie zareagują na naszą muzykę bez wokalu. Dla wielu osób wersja wokalna pozostanie oczywiście tą podstawową. Instrumentalną traktuję jako ciekawe uzupełnienie, a dotychczasowe reakcje są naprawdę świetne.

 

 

BK: Czy wcześniej rozważaliście podobny eksperyment przy którymś z poprzednich albumów?

 

 

NK: Mamy już w dorobku kilka instrumentalnych utworów. Na pierwszym albumie były dwa, a ta tradycja przewijała się również przez kolejne płyty – w formie instrumentalnych interludiów, ale także pełnoprawnych kompozycji. Myślę więc, że nasi fani wiedzą już, że potrafimy funkcjonować jako zespół również bez wokalu. Teraz możemy sprawdzić, jak zostanie odebrany cały album w takiej odsłonie. To przedsięwzięcie na większą skalę, ale nie coś zupełnie obcego naszej muzyce. Zobaczymy, co z tego wyniknie. Może zainspirujemy kogoś do nagrania własnych partii wokalnych, we własnym języku.

 

 

BK: Słyszałem, że nad albumem pracowałeś w stałych godzinach, od dziewiątej do siedemnastej. Jak odnajdujesz się w takim trybie, kiedy masz czas na pracę, ale akurat brakuje ci inspiracji?

 

 

NK: Zbudowałem studio, w którym teraz jestem, żeby mieć miejsce przeznaczone wyłącznie do muzyki. Dzisiaj działalność w zespole oznacza też pisanie wielu e-maili i organizowanie koncertów. Tutaj mam jednak swoją przestrzeń do pracy twórczej. Mogę przyjechać, zamknąć drzwi i zająć się swoimi rzeczami. To dla mnie bardzo ważne. Lubię oddzielać tę przestrzeń od życia prywatnego. Wracam do domu, przygotowuję sobie jedzenie, wieczorem kładę się do łóżka – ta część życia również ma dla mnie znaczenie. Inni muzycy potrafią sięgnąć po gitarę tuż przed snem, żeby napisać nowy fragment utworu. Ja tak nie działam. Staram się koncentrować pracę twórczą w godzinach od dziewiątej do siedemnastej. Może brzmi to dziwnie, ale właśnie w takim rytmie pracuje mi się najlepiej.

 

 

BK: Czyli traktujesz studio trochę jak biuro?

 

 

NK: Tak, chociaż czasami pracuję również z domu. Nie jestem w studiu codziennie, ale właśnie tutaj najłatwiej mi się skupić.

 

 

 

 

BK: Jesteś instrumentalistą, wokalistą i producentem. Która z tych ról jest dla ciebie najtrudniejsza podczas pracy nad muzyką?

 

 

NK: Dla mnie pisanie utworów i produkcja stały się jednym procesem – trudno je już od siebie oddzielić. Wcześniej najpierw powstawało demo, a później szło się do studia. Teraz już na etapie komponowania staram się, żeby wersja demonstracyjna była możliwie bliska końcowemu nagraniu. Używam brzmień syntezatorów i gitar, które chciałbym zachować również w ostatecznej wersji. Jeżeli wiesz, co robisz i znasz brzmienia, których szukasz, oszczędza to dużo czasu. Nie musisz później nagrywać wszystkiego od nowa. Całość jest jednak bardzo długim procesem: od pierwszych pomysłów na album, przez zastanawianie się nad kierunkiem muzycznym, tekstami i koncertami, aż po gotowe wydawnictwo. Przy ostatniej płycie wszystko przebiegało bardzo płynnie, bez większych przerw pomiędzy poszczególnymi etapami. Najtrudniejszy jest dla mnie zawsze początek – moment, kiedy masz przed sobą pustą kartkę i musisz od czegoś zacząć. Ale jednocześnie to najbardziej ekscytująca część pracy, bo dopóki nie zaczniesz, nie wiesz, dokąd cię ona zaprowadzi. Czasami jest w tym coś magicznego.

 

 

BK: Czy zdarza ci się wtedy blokada twórcza?

 

 

NK: Tak, czasami. Myślę, że to nic niezwykłego. Dotyczy nie tylko muzyków czy osób zajmujących się sztuką, lecz także ludzi, którzy wykazują się kreatywnością na inne sposoby. Zawsze chodzi o ten pierwszy impuls, który pozwala zacząć. Choć brzmi to prosto, czasami właśnie zrobienie pierwszego kroku jest najtrudniejsze. Zdarza się, że pod koniec dnia albo tygodnia masz poczucie, że niczego nie udało ci się osiągnąć. Cały tydzień piszesz muzykę, ale wciąż myślisz, że to za mało albo że materiał nie jest wystarczająco dobry. To potrafi być bardzo frustrujące. Znalazłem pewne sposoby radzenia sobie z tą frustracją, choć trudno mi je opisać. Kiedy w końcu udaje się ją przezwyciężyć i stworzyć coś, z czego jesteś naprawdę zadowolony, wszystkie te trudności okazują się warte wysiłku. Ta satysfakcja jest dla mnie najlepszym uczuciem.

 

 

BK: Podczas tej trasy ponownie odwiedzacie Polskę. Czy po premierze instrumentalnej wersji albumu zamierzacie wykonywać któryś z tych utworów bez wokalu? A może rozważacie cały koncert instrumentalny?

 

 

NK: Już mnie o to wielokrotnie pytano (śmiech). Choć właśnie wydaliśmy album instrumentalny, nie widzimy sensu w przenoszeniu tej wersji na koncerty. Nie traktujemy jej jako materiału przeznaczonego do wykonywania na żywo. Na tej trasie nie będzie więc utworów instrumentalnych. W przyszłym roku zagramy jednak jedną starszą kompozycję instrumentalną – to mogę potwierdzić.

 

 

BK: Czy na koncertach udaje wam się przekazać te same emocje, które słuchacze odnajdują na albumach?

 

 

NK: Myślę, że tak. Dostajemy też takie sygnały od ludzi: mówią, że podczas koncertów przeżywają podobne emocje jak przy słuchaniu płyt. Jednym z powodów jest zapewne to, jak dużą wagę przywiązujemy do brzmienia na żywo. Korzystamy z tego samego sprzętu co w studiu. Wracając do kwestii brzmień gitarowych: zależy mi na tym, żeby odpowiednio dobrać je już podczas pisania utworu, a później zachować je również na scenie. Chcemy, żeby koncertowe doświadczenie było jak najbliższe naszej muzyce – żeby słuchacze rozpoznawali to samo brzmienie i ten sam zespół, który znają z albumów. Myślę, że udaje nam się to osiągnąć.

 

 

zdj. Mario Schmitt

 

 

BK: Czy masz własną rutynę przygotowań do trasy? Jak dbasz o to, żeby utrzymać formę podczas koncertów?

 

 

NK: Przede wszystkim staram się spać tyle, ile mogę, bo na trasie zwykle brakuje snu. Mamy to szczęście, że podróżujemy nocnym autobusem, w którym część osób potrafi się wyspać. Ja niestety bardzo źle w nim śpię. Zdarza się, że udaje mi się przespać tylko dwie–trzy godziny. Leżę, myślę o najróżniejszych rzeczach i nie potrafię się wyłączyć. Wciąż szukam sposobów, żeby to poprawić. Staram się też jak najwięcej wypoczywać przed trasą i po niej, żeby utrzymać poziom energii. Podczas trasy nie piję alkoholu. Czuję, że odbiera mi energię – zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Inni muzycy mają inne zwyczaje i jeśli im to odpowiada, w porządku. U mnie to nie działa. Jeśli chodzi o same przygotowania, mam studio, w którym mogę codziennie ćwiczyć, przede wszystkim wokal. Przed dwutygodniową trasą muszę być już w odpowiedniej formie, żeby utrzymać równy poziom przez wszystkie koncerty. Nie chcę zachorować ani uszkodzić głosu, dlatego przygotowaniom wokalnym poświęcam dużo uwagi.

 

 

BK: Żadnego alkoholu na trasie? To niezbyt rock’n’rollowy styl życia.

 

 

NK: Wiem! Ale każdy ma swój sposób na przetrwanie trasy. Dla mnie tym sposobem jest niepicie alkoholu.

 

 

BK: Przed wami kolejna wizyta w Polsce. Jak wspominasz dotychczasowe spotkania z polską publicznością?

 

 

NK: Nasze koncerty są bardzo emocjonalne – zarówno dzięki muzyce, jak i tekstom. Nawet jeśli część polskich słuchaczy nie zna niemieckiego, myślę, że intensywność muzyki pozwala im wyczuć, o czym śpiewamy i co chcemy przekazać. Właśnie na tym nam zależy: żeby te emocje docierały do publiczności poprzez muzykę. Na tej trasie gramy cztery lub pięć utworów z nowego albumu, a także starsze klasyki, które ludzie zawsze chętnie słyszą. Myślę, że to dobre połączenie nowego materiału i znanych kompozycji. Zawsze bardzo cieszyły nas koncerty w Polsce. Dotychczas nie przyciągaliśmy tutaj ogromnej publiczności, bo wciąż nie jesteśmy szczególnie rozpoznawalnym zespołem. Mam jednak nadzieję, że zaczyna się to zmieniać. Bardzo się cieszymy na kolejną wizytę.

 

 

Rozmawiał Bartek Kuczak

IKS
Udostępnij i poleć znajomym!

Dodaj komentarz

IKS

SztukMix - Strona poświęcona szeroko pojętej sztuce

© SztukMix 2020