IKS

Lunatic Soul – „Transition II” [Recenzja], wyd. Mystic Production

Są takie wydawnictwa, które na papierze wyglądają jak dopisek do większej historii, a w praktyce zaczynają mówić o artyście więcej niż niejeden pełnoprawny album. Najnowszy minialbum Lunatic Soul należy właśnie do tej kategorii. Mariusz Duda wraca tu do świata, który fani dobrze znają, ale robi to w momencie szczególnym, niemal symbolicznym. To muzyka zawieszona między pamięcią a potrzebą ruszenia dalej. Nie ma w niej nerwowego otwierania nowego rozdziału. Jest raczej spokojne zamknięcie drzwi, obejrzenie się za siebie i głęboki oddech przed kolejnym krokiem.

Ostatnie lata pod szyldem Lunatic Soul były dla Dudy czasem porządkowania własnego muzycznego uniwersum. „Through Shaded Woods” przyniosło zwrot w stronę bardziej organicznego, folkowego i leśnego brzmienia, a „The World Under Unsun” zamknęło wieloletni cykl „The Circle of Life and Death”. Ten projekt od początku funkcjonował trochę obok głównego nurtu kariery artysty, ale nigdy nie był jedynie poboczną ciekawostką. Duda stworzył tu osobny język: pełen transu, półmroku, samotności, natury i duchowego przejścia. „Transition II” wraca do tych elementów, ale nie brzmi jak odgrzewanie przeszłości. Bardziej jak próba ustawienia jej w nowym świetle.

 

Trudno jednak słuchać tej płyty bez kontekstu Riverside. Odejście Mariusza Dudy po 25 latach było dla fanów wiadomością bolesną, bo mówimy o jednym z najważniejszych polskich zespołów progresywnych ostatnich dekad. W oficjalnym oświadczeniu artysta pisał, że sytuacja w zespole nie pozwalała mu już realizować najważniejszej potrzeby, czyli tworzenia nowej muzyki. To mocne słowa, zwłaszcza gdy padają z ust człowieka, który przez lata był jednym z filarów Riverside. Dlatego „Transition II” nabiera dodatkowego znaczenia. Ten tytuł przestaje być tylko nazwą kompozycji. Staje się opisem momentu, w którym znalazł się sam Duda.

 

fot. materiały promocyjne

 

Sama płyta wypada bardzo dobrze, choć warto od razu zaznaczyć, że nie jest to materiał zbudowany wyłącznie z premierowych pomysłów. Wydawnictwo zawiera nowe „Realm of the Weeping Willows”, remiksy „Hylophobia” i „Vyraj”, oraz skróconą i odświeżoną wersję „Transition II”. Brzmi to jak zestaw dodatków, ale całość została ułożona z dużym wyczuciem. Minialbum ma naturalny przepływ, leśny puls i tę charakterystyczną dla Lunatic Soul umiejętność budowania nastroju bez wielkich gestów. Duda nie próbuje udawać, że nagrał zupełnie nowy rozdział. Raczej pokazuje, że czasem dobrze opracowany przypis potrafi powiedzieć coś naprawdę ważnego.

Największą siłą tego wydawnictwa jest „Realm of the Weeping Willows”. To kompozycja długa, nastrojowa i bardzo sugestywna, w której słychać zarówno rytualny charakter „Through Shaded Woods”, jak i bardziej przestrzenną, melancholijną stronę Lunatic Soul. Dobrze działa też skrócona wersja tytułowego „Transition II”. Paradoksalnie kondensacja wychodzi temu utworowi na dobre. Kompozycja wciąż ma rozmach, ale wydaje się bardziej zwarta i lepiej poprowadzona. „Hylophobia (2026 remix)” oraz „Vyraj (2026 remix)” nie wywracają znanych wersji do góry nogami, lecz dobrze uzupełniają klimat całości. Jest tu trans, akustyczne ciepło, lekki niepokój i ten specyficzny rytm, który u Dudy potrafi działać niemal obrzędowo.

 

 

Słabsze strony wynikają głównie z formuły tego wydawnictwa. „Transition II” może sprawiać wrażenie płyty skierowanej przede wszystkim do osób, które już są zanurzone w świecie Lunatic Soul. Dla nowych słuchaczy nie będzie to zapewne najlepszy punkt wejścia, bo część emocjonalnego ciężaru opiera się tu na znajomości wcześniejszych albumów. Remiksy „Hylophobia” i „Vyraj” są udane, ale nie zmieniają pierwowzorów na tyle mocno, by można było mówić o odkrywaniu tych utworów na nowo. Środek płyty pełni więc bardziej funkcję łącznika niż samodzielnego centrum. Nie jest to duży zarzut, ale warto go uczciwie postawić.

 

Ostatecznie „Transition II” to bardzo dobre, spójne i potrzebne wydawnictwo. Nie jest przełomem w dyskografii Lunatic Soul, ale pięknie dopowiada jej ostatni etap i robi to w momencie, w którym twórczość Mariusza Dudy znalazła się na życiowym zakręcie. Z jednej strony mamy tu nostalgię i powrót do znajomego lasu, z drugiej czuć już przygotowanie gruntu pod coś nowego. To muzyka spokojna, dojrzała i emocjonalnie uczciwa. Nie krzyczy, nie tłumaczy się i nie próbuje na siłę udowadniać swojej wagi. Po prostu wybrzmiewa dokładnie tak, jak powinna.

 

Szymon Pęczalski

 

Pamiętajcie, żeby wspierać swoich ulubionych artystów poprzez kupowanie fizycznych nośników, biletów na koncerty oraz gadżetów i koszulek.

 

IKS
Udostępnij i poleć znajomym!

Dodaj komentarz

IKS

SztukMix - Strona poświęcona szeroko pojętej sztuce

© SztukMix 2020